Przyjaciółki?

Nie sen, ale musiałam się jakoś wyładować. Ludzie to szmaty. :)


     Z rozkoszą wsłuchiwałam się w krzyk, jaki wydobywał się z jej gardła za każdym razem, gdy za kolejny paznokieć, starannie pomalowany na błękitno, wbijałam kolejną igłę. Wpatrywałam się w jej przerażone oczęta z okrutnym uśmiechem na twarzy. Ta wywłoka już nigdy więcej mi tego nie zrobi. Jej rude loki, opadające na blade, spocone czoło, były już lekko wilgotne. Ręce miała przykute łańcuchem do rury odprowadzającej wodę. Skóra na nadgarstkach była zdarta do krwi, a policzki szpeciły czarne smugi tuszu do rzęs, który spłynął wraz z łzami. Ze ślicznej błękitnej sukni, która była odcieniem idealnie dopasowana do paznokci, pozostałe marne strzępy. Skuliła się jak zaszczute zwierzę i pochlipywała cicho. Przedstawiała sobą żałosny widok.
     Odsunęłam się od niej na odległość kilku metrów, żeby przypadkiem się nie ubrudzić. Stara jarzeniówka, wisząca pod sufitem bzyczała nieprzyjemnie, przyprawiając mnie o dreszcze. Nie zaistniała sytuacja, ale właśnie to okropne bzyczenie sprawiało, że po moim kręgosłupie pełzały ciarki.
- Julka, dlaczego mi to robisz? Przecież kiedyś byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami, byłyśmy jak siostry. – Moje przemyślenia przerwał jej zachrypnięty od krzyku, płaczu i braku wody, głos. Moje oczy zasnuła czerwona mgła.
- Jeszcze raz mnie tak nazwiesz, suko, a wyrwę ci język i każę go zjeść, rozumiesz?! – Ryknęłam, a potem ją spoliczkowałam. Znowu zaczęła płakać. Dziwka. Szmata. Ladacznica. Bladź. Trochę mnie to uspokoiło.
     Wyszłam na moment z garażu, zostawiając ją samej sobie. Wróciłam z butelką wody mineralnej, którą odkręciłam i przyłożyłam jej do ust. Zaczęła łapczywie pić. Pozwoliłam jej się nasycić, przecież nie chciałam, żeby mi tu zdechła. Już mi wystarczająco uprzykrzyła życia, jej śmierć w niczym by nie pomogła. Wręcz przeciwnie, musiałabym się męczyć z ukryciem zwłok i tak dalej. Tylko spróbowałaby umrzeć…
     W końcu oderwałam jej butelkę od ust i odstawiłam ją mniej więcej w odległości metra od niej. Przez chwilę trwałam w kuckach, patrząc jej w oczy. Miała jasnoniebieskie tęczówki z ciemniejszymi plamkami. Nuda. Wstałam, strzepnęłam nieistniejące pyłki z pudrowej sukienki przed kolano i ruszyłam w stronę wyjścia. Przy drzwiach odwróciłam się z powrotem do niej.
- Pamiętasz jak mówiłaś, że nienawidzisz ludzi, którzy kopiują cudzy styl? – zapytałam retorycznie. – Jesteś pieprzoną hipokrytką, Wandeczko. – Znacząco spojrzałam na jej sukienkę, która była tak sama jak moja, tyle że innego koloru, a potem na lakierowane czółenka, oczywiście łudząco podobne do moich. Westchnęłam rzewnie, zgasiłam jej światło, zamknęłam drzwi i poszłam prosto na bal.

LittleScarlet

opublikowała opowiadanie w kategorii sen, użyła 522 słów i 2894 znaków.

9 komentarzy

 
  • lola24

    Mistrz! To jest niesamowicie dobre!

  • Jabber

    Lepiej z nią nie zadzierać :D

  • iza0199

    Hahaha xd Boskie :D

  • Insane

    Świetny sposób na wyładowanie emocji, chwali ci się to! Gdy to czytałam muszę skromnie przyznać, że w głowię ilustrowałam pewną znajomą w podobnej sytuacji ;)

  • Kat

    Wow... Fajne :D

  • Endajs

    Boże, kocham Cię  :lol2:

  • Santana

    Podoba mi się, super! :)

  • xnobodyperfectx

    Genialne, zresztą jak zawsze. :)

  • Gabi14

    Świetnie xD