Pamietnik Marty cz. 4 Mroczna strona

Kolejny mój fetysz, czy raczej słabostka, to fakt, iż uwielbiam się bać. Już jako mała dziewczynka kochałam horrory.
Podobnie ubóstwiałam wyobrażać sobie, że elegancko ubrana, w szpileczkach i minispódniczce, przemierzam jakąś okrutnie niebezpieczną dzielnicę. Ciarki przechodzą mi po plecach, bo czuję, że lada moment stukot moich szpilek zwabi jakichś meneli, obwiesi, czy jakiekolwiek podejrzane typy. Oczywiście na tych wysokich obcasikach i w obcisłej kiecce, nie mam najmniejszych szans uciec... wpadnę jak nic w ich plugawe łapska...
Ten strach tak mnie podnieca. Przecież będę zdana na ich łaskę i niełaskę... Ich wszędobylskie, robociarskie ręce chwycą mnie krzepko i już nie wypuszczą, dopóki się mną nie nasycą. Bluzeczka ani staniczek nie ochronią mojego biustu... podobnie jak spódniczka i majteczki - mojej różyczki... Zrobią ze mną co zechcą. Wyobracają mnie i to ostro... Moje prośby i błagania, tylko będą ich nakręcać...

Właśnie dlatego, że podniecało mnie niebezpieczeństwo, jako lokalna dziennikarka chciałam napisać materiał o więzieniu.
Pensjonariusze tego przybytku o dziwo zgodzili się na spotkanie z dziennikarką. Łypali na mnie złowrogo oczami, ale... nie za bardzo chcieli opowiadać. W końcu, jeden z nich, jakby ich lider, zapowiedział mi:
- Coś za coś. My coś tam pani odpowiemy. To może i my o coś tam paniusię zapytamy i... pani redaktorka nam odpowie...
- Ale cóż takiego ja mogłabym wam opowiadać... - nie ukrywałam zaskoczenia.
- Ano... wiesz paniusiu, jak to chłopom jest w wiezieniu... bez baby... myślą tylko o jednym... a tu przychodzi taka, ładniutka, zgrabniutka, w obcisłej spódniczce i pokazuje długie nóżki...  
No i koniec końców, zgodziłam się być przepytywaną... to ta moja natura, z jednej strony ciekawskiej baby, z drugiej... jak ćma do świecy, lecąca do niebezpieczeństwa... Cholernie byłam ciekawa, o co będą mnie pytać. Podskórnie wiedziałam, że będą to pytania intymne, ale tym bardziej mnie to ekscytowało. Czekałam na nie.
Najpierw opowiedzieli mi o zwyczajach więziennych, ale potem... zaczęli zadawać pytania.
Pierwszy zadawał ich prowodyr - czy mam męża, albo chłopaka? Zaskoczyli się, że nie.  
Drugi pytał pewien czterdziestolatek.
- Taka pani jest wybredna? Tak trudno panią zdobyć?
Uśmiechnęłam się. Sprawiło mi przyjemność, to, że facet mówił o zdobywaniu mnie. Korciło mnie zagranie zarówno cnotki-niewydymki, jak i kobiety łatwej.
Pomyślałam sobie: "To by ich dopiero rozpaliło! Myśl, że mają przed sobą "foczkę" gotową się puszczać, ale poza ich zasięgiem z racji miejsca w jakim są, podjarałoby ich do granic, a tym samym, może uczyniło chętniejszymi do rozmowy? Ależ na pewno! Ani chybi to rozwiązałoby im języki."
No i w tym momencie włączyła mi się kolejna z moich fascynacji... udawać łatwą. Swoją drogą, często lubię także grać niedostępną... ale to inna bajka.

Zaczęłam się bardziej kusząco do nich uśmiechać, frywolnie zakładałam nogę na nogę, poprawiając spódniczkę, oczywiście tak, że pokazałam im większy kawałek uda...

No i to działało! Opowiadali znacznie więcej. Ale też zdobywali się na śmielsze pytania.
- To pewnie brakuje pani chłopa?!
- Ach... tak... czuję się samotna... - podjudzałam ich.

- A ilu facetów pani miała?
- Cóż... spotykałam się z różnymi chłopakami... mężczyznami...
- A z iloma poszła pani do łóżka?!
- No wiecie co... zbyt intymne pytania mi zadajecie... - udałam speszoną, zakrywałam twarz dłońmi.

Jednak oni byli już skrajnie rozochoceni. Najbardziej najmłodszy z nich, chłopak tuż po dwudziestce, nazywany przez nich - Kocurem. Wcześniej siedział cicho, a teraz nie mógł się powstrzymać. Syczał:
- Powiedz to suczko... ilu cię wypiżgliło???
Starszy wzrokiem przywołał młodzieńca do początku. Potem go wytłumaczył.
- Nie dziw się paniusiu... nie dziw... i nie miej za złe... No i w końcu sama się zgodziłaś odpowiadać...

Cała czerwona na twarzy, zawstydzona, spuszczałam wzrok. Wyszeptałam:
- No tak... istotnie... zgodziłam się... Ale pozwólcie mi na to pytanie nie odpowiadać...

Kocur jednak, patrząc na mnie dzikim wzrokiem, gotów ciskać we mnie pytania jak gromy, cedził kolejne:
-No to powiedz suniu, kiedy ostatnio ktoś cię ładował?!

Te obcesowe pytania podniecały mnie tak bardzo, że bałam się, iż nie będę umieć tego ukryć. Nadal wbijałam wzrok w podłogę.
Ale ten był nie ustępliwy.
- No powiedz, suczko... Kiedy... ci zakisił ogóra? Kiedy ci zakutasił...?

Milczałam, ale już szykowałam się do odpowiedzi.

- No powiedz paniusiu? - dopingował mnie starszy.

- No dobrze... - skapitulowałam - dwa tygodnie temu...

- Aaaaa! - zawył tryumfalnie Kocur - Dwa tygodnie temu! Dwa tygodnie temu rozchyliłaś kalafiora! Wpuściłaś żądło!

Wyznawanie tak intymnych spraw powodowało, że czułam się jakbym się przed nimi obnażała, odkrywała swe sekretne tajemnice. Czułam się, jakbym siedziała na szpilkach... A jednocześnie, tak tego chciałam! Pragnęłam wręcz, żeby zadawali mi kolejne bardzo niedyskretne pytania.

Tym razem zaktywizował się czterdziestolatek, nazywany przez nich Katabasem.
- A lubisz paniusiu ostrą przegazówkę?! Lubisz być ostro przegazowana???

Celowo dłuższą chwilę przemilczałam. Jednak wkrótce uniosłam delikatnie głowę i odrzekłam:
- Owszem... lubię...

Panowie to fetowali.
- Co za sucza!
- Ech! Połamał ja bym ci miednicę!

Wywołało to istną lawinę pytań.
- Kto to był?! Kto ostatnio spuścił ci roletę?!
- A kto cię przebolcował w tej przegazówce?!

Stremowana, z delikatnie opuszczoną głową, cicho, acz skwapliwie odpowiadałam.
- Ostatnio przespałam się z pewnym dyrektorem, po czterdziestce.
Nie omieszkałam też wyznać więcej.
- Ten ostry mężczyzna, z którym poszłam do łóżka, to mundurowy... młodszy ode mnie...

Zareagowali z furią.
- Pies! Glina! O nieeee!
- Mamy przed sobą taką sztukę! Taką szprychę! I nic! A jakiś szmaciarz tak po prostu sobie jej zapuścił mrówkojada!
- Żeby tylko! I ostro wyrypał!

Sprawiało mi przyjemność słuchanie takich tekstów. Oni stawali się o mnie najzwyczajniej w świecie - zazdrośni!

Wreszcie, zamiast zadawać kolejne pytanie, wystosowali prośbę.
- Wie pani, że w więzieniu w cenie są wszystkie przedmioty związane z kobietami... Jeden nawet sprzedawał włosy łonowe... On to do czasu, jak chłopaki zobaczyli pod prysznicem, że się wydepilował. Ha ha ha! Ale od pani redaktor coś byśmy mogli dostać. Na przykład - majteczki!

Ależ się skonsternowałam. Ale też sprawiło mi frajdę to, że moje majtki mogą ich doprowadzać do szału.
Chwilę się jeszcze podroczyłam, oponując, że "nie ma mowy!" itp. Ale już wkrótce zdejmowałam z siebie stringi. Włożyłam dłonie pod spódnicę i zsuwałam je w bardzo erotyczny sposób, jak na striptizie.
Więźniowie rozdziawili gęby. Niemal się pobili, gdy je im rzuciłam, a cisnęłam je w sposób godny tancerki go go.  
- Ale cieniusieńkie!
- Koronkowe i seksowne jak majtki kurewki!

Kocur dyszał, kiedy je wąchał. Natomiast Katabas założył je sobie po prostu na głowę i sycił się nimi.
Nie miałam wątpliwości, co zrobią z moimi gatkami, gdy sobie pójdę.

Całe szczęście, klawisz właśnie wtedy zakończył widzenie, bo nie wiem, w jakim kierunku przebiegłaby dalsza część spotkania.

Historyczka

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 1301 słów i 7544 znaków, zaktualizowała 17 lut o 20:00.

2 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Bobywolf

    Marta mogła by uczestniczyć w terapii dla osadzonych dewiantów sexualnych albo być nagrodą dla więźniów którzy by się najlepiej sprawowali

  • Historyczka

    @Bobywolf Masz wyobraźnię godną pozazdroszczenia. Teraz sama juz nic nie napiszę, bez konsultacji z Tobą!

  • Bobywolf

    @Historyczka Miło mi że tak myślisz tym bardziej że sama masz wspaniałą wyobraźnię. To byłby dla mnie zaszczyt móc cię czymś zainspirować. Jeśli chcesz  chętnie odpowiem ci jakie mam fantazje  o...Marcie :)

  • Historyczka

    @Bobywolf Poproszę! Jestem przekonana, że te fantazje staną się źródłem inspiracji :)

  • Bobywolf

    Świetne :)