Siedziałam w tej sali od godziny. Czułam się jak idiotka. Profesorek oczywiście musiał mnie przetrzymać po zajęciach, bo niby nie ogarniam układu nerwowego. Ściemniał. Widziałam, jak patrzył na mnie przy tablicy. Zawsze tak samo. Zimne, szklane oczy, które niby sprawdzają wiedzę, a tak naprawdę rozbierają mnie z ciuchów. Sala była pusta. Tylko my dwoje, brzęczenie jarzeniówek i zapach formaliny, który zawsze mi trochę przeszkadzał.
Profesor Nowak wstał w końcu z krzesła. Miał na sobie ten swój szary garnitur, który zawsze leżał na nim idealnie. Podszedł do mnie powoli. Słyszałam każdy jego krok na linoleum.
- Pani Marto, teoria to jedno, ale anatomia to dotyk. Czucie. Zrozumienie, co pod tą skórą siedzi - powiedział niskim, spokojnym głosem.
Stanął za moim krzesłem. Czułam od niego kawę i coś jeszcze, jakiś drogi, duszący tytoń. Położył swoje wielkie łapska na oparciu krzesła. Tak blisko, że czułam ciepło jego ciała na swoich plecach. Czułam, jak mi się robi gorąco między nogami.
- Nie rozumiem, panie profesorze - wykrztusiłam. Głos mi lekko drżał. Wiedziałam, że to bzdura. Oboje wiedzieliśmy, o co tu chodzi.
- Przestańmy udawać. Jesteś tutaj godzinę, wpatrujesz się w notatki, a twoje oczy mówią co innego. Chcesz wiedzieć, jak to działa, prawda? Nie z książek. Pokażę ci coś, czego nie ma w żadnym atlasie.
Podszedł do szafki z narzędziami. Wyciągnął rękawiczki. Naciągnął je z trzaskiem, patrząc mi prosto w oczy.
- Zdejmij marynarkę. Jest za duszno w tej sali.
Nie protestowałam. Rzuciłam marynarkę na ławkę. Miałam na sobie tylko cienką, białą bluzkę, która od tego całego napięcia zaczęła się niebezpiecznie kleić do biustu. Nowak podszedł znowu. Tym razem nie oparł się o krzesło. Położył dłoń na moim karku. Jego palce były lodowate, ale miejsce, którego dotykał, momentalnie zapłonęło. Zsunął dłoń w dół, wzdłuż kręgosłupa, aż do zapięcia biustonosza.
- Zdejmij to. Resztę też. Chcę zobaczyć, jak reagujesz na naukę.
Serce waliło mi jak młotem. Czułam się jak na szpilkach. Zrobiłam dokładnie to, co kazał. Wyrzuciłam z siebie wszystko, nie dbając o to, czy ktoś może wejść. Byłam tylko ja i ten stary byk, który w końcu przestał udawać wykładowcę. Zostałam w samej bieliźnie, stojąc na środku laboratorium, czując na skórze zimne powietrze z nawiewu i gorący wzrok Nowaka.
- Dobra, teraz połóż się na tym stole - wskazał na metalowy blat, na którym zwykle sekcjonowaliśmy preparaty. - To najlepsza perspektywa, żeby zrozumieć budowę miednicy.
Weszłam na stół. Metal był zimny, prawie parzył w pośladki. Nowak podszedł bez słowa. Rozpiął spodnie, a ja słyszałam tylko ciężki oddech. Wytargał druta, który był twardy jak skała. Nie bawił się w podchody. Zsunął mi majtki na kostki, przygniótł kolanem do blatu i wbił się we mnie bez żadnego ostrzeżenia.
- Kurwa - jęknęłam, bo ból zmieszał się z taką rozkoszą, że aż mi odjęło mowę.
- Widzisz, Marto? To jest czysta fizjologia - mruczał mi do ucha, wbijając się coraz głębiej.
Czułam każde jego pchnięcie. Było mocne, wręcz brutalne. Chwycił mnie za biodra, zostawiając czerwone ślady na skórze. Nie było żadnego romantyzmu, żadnego pieprzenia o uczuciach. Było tylko tarcie, pot i dźwięk naszych ciał uderzających o siebie w tej sterylnej sali. On był w tym dobry. Wiedział dokładnie, gdzie uderzać, żeby mnie wykończyć. Czułam jego ciężar, czułam, jak się we mnie wierci, jak wyciska ze mnie wszystko, co miałam.
- Proś o więcej, mała - syknął, kiedy zaczął przyspieszać.
- Daj mi więcej, profesorze! Pokaż mi wszystko! - wrzeszczałam, drapiąc go po plecach, aż zostawały ślady na jego koszuli.
Wbijał się we mnie jak szalony. Każde pchnięcie trafiało w jakiś punkt, o którym nie miałam pojęcia. Wszystko się we mnie trzęsło. Czułam, jak się spocona kleję do metalu, jak on dyszy mi nad uchem, jak jego człon zalewa mnie od środka. Było brudno, było zwierzęco i miałam to w dupie, czy ktoś nas nakryje. Chciałam, żeby mnie zniszczył. Chciałam, żeby te korepetycje nigdy się nie kończyły.
- Jesteś taka ciasna, że aż boli - mruknął, uderzając jeszcze mocniej.
Zaczęłam dochodzić. Fale gorąca zalewały mnie od stóp do głów. Krzyczałam w niebogłosy, a on tylko się śmiał pod nosem i pompował we mnie dalej, dopóki nie wyrzucił z siebie wszystkiego. Kiedy skończył, nie odsunął się od razu. Został we mnie jeszcze przez chwilę, ciężko dysząc.
- Masz jeszcze jakieś pytania z anatomii, studentko? - zapytał, kiedy w końcu zaryzykowałam spojrzenie w jego stronę.
Leżałam tam, rozwalona na stole, z rozmazanym makijażem i nogami trzęsącymi się z wysiłku. On wyciągnął swojego kutasa, poprawił spodnie i nawet nie drgnęła mu powieka. Patrzył na mnie jak na kolejny obiekt do badania.
- Następnym razem przyniosę atlas. Może wtedy nauczysz się czegoś przydatnego.
Nie wiedziałam, co powiedzieć. Po prostu wstałam, naciągnęłam ciuchy i wyszłam z sali, nie oglądając się za siebie. Czułam się brudna, użyta, ale chciałam tam wrócić już jutro. Co teraz zrobisz, profesorze?
Jeśli dotarłeś aż tutaj, to znaczy, że ta historia wciągnęła Cię tak samo jak jej bohaterów. Chcesz, żebym kontynuował tę lub inną serię? Zostaw wsparcie przez link w moim profilu! Ci, którzy wspierają, dają mi znać, że warto pisać dalej i mocniej.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz