Hiszpański epizod

Hiszpański epizodSiedziała przy oknie badając błękitnymi tęczówkami śnieżnobiały zachód słońca. Ostatni dzień roku spędzała zupełnie sama, przy akompaniamencie białych, puchowych płatków śniegu. Przytulny pokój dawał jej zupełnie takie samo poczucie bezpieczeństwa jak opleciona rzędem książek biblioteka, w której pracowała. Mała krucha kobietka z bagażem doświadczeń, który spokojnie zmieściłby się na pokładzie potężnego wycieczkowca. Często spoglądała na usłaną bliznami duszę gładząc w myśli dawne, raniące wspomnienia. Każda bruzda to ktoś, kto bezpardonowo spowodował, że czuła się gorsza, słabsza i zalękniona. Jednak ona podnosiła dumnie czoło, patrząc życiu w brew. Ściskając swoje małe kruche rączki, dumnie szła dalej przez życie, wierząc mocno w swoje ideały. Dzięki nim była wciąż sobą, zaś serce wiedziało jakim rytmem należy mocno bić.  

   Biały śnieg leżący za oknem, bezpretensjonalnie skrzypiący pod nogami gdy przypadkowy przechodzień szybko maszerował położoną kilkanaście pięter niżej aleją, powodował poczucie chłodu i pustki. Przez moment popatrzyła na kwiaty w pokoju. Pelargonie i żyworodki prężyły się dumnie obok fiołków i paprotek. Uwielbiała je. Mogła godzinami  pielęgnować bogaty zbiór roślin podziwiając żyłki na delikatnych zielonych listkach. Miała tak po matce, która podczas wielu słonecznych dni oprowadzała po barwnym świecie  zachwycających odcieni przyrody. Była w tedy małą dziewczynką, jednak pamiętała te chwile doskonale. Po mimo obecności kwiatów będących dosłownie wszędzie nie towarzyszył jej żaden spragniony bliskości gość. Powietrze gęstniało z każdą minutą w rytm zachodzącego nad zimowym pejzażem słońca. Zgrabną dłonią podniosła pomarańczowy rubaszny kubek z gorącym, aromatycznym espresso. Przyłożyła do ust i skosztowała łyczek, przywołując w głowie cieplejsze wspomnienia. Po mimo pory roku aromatyczny napój smakował tak samo nieznośnie dobrze jak w lecie podczas gorącego dnia w Walencji. Na moment kąciki jej ust lekko się uniosły, zaś na bladych drobnych policzkach zagościł rumieniec. Przymknęła delikatne powieki by przywołać więcej wspomnień.

   Tak, doskonale pamięta. Grzechem było by zapomnieć czas, w którym eskapady do Teruel były tak nad wyraz podniecające, zaś Diego i Isabel leżeli wciąż trzymając się za ręce.  

   I on… towarzysz wypraw pod bezkresnym niebem hiszpańskiego firmamentu. Nadawał rytm podróży i służył szerokim ramieniem gdy zmęczona palącym słońcem muskała go ukradkiem spragnionym pieszczot ciałem. Wspomnienia były coraz wyraźniejsze. Upiła kolejny łyczek zatapiając poduszki górnej wargi w kusząco pachnącym  gorącym napoju. Jej myśli powędrowały do El Toboso gdzie w towarzystwie Aldonzy klękając na kolanie skradał pocałunki z jej słodkich ust. Przez moment czuła zapach wiatru, który tamtego gorącego popołudnia, dawał orzeźwiające poczucie świeżości i słonawy smak jego spierzchniętych warg. Tak chciała być tam znowu teraz. Zamienić błyszczące płatki śniegu na ten zmysłowy letni epizod.

   Odkładając kubek usiadła na rozłożystym fotelu. Zgrabne uda przyozdobione jasnymi pończochami, okryła miękkim, puszystym kocem. Wspomnienia minionego lata wciąż budziły cieplejsze bicie w okolicach serca. Na powrót przymknęła powieki, wyszukując w głowie nieznośnych śladów gorącego lata, które tak zachłannie pielęgnowała w wilgotnych myślach.  

   Pamiętała słodki niczym miód, smak nabrzmiałych winogron, którymi karmił ją w przerwach pomiędzy namiętnymi pocałunkami. Naiwnie doskonała rzeczywistość, trwałością przypominająca mydlaną bańkę. Jednak lubiła takie igranie z losem. Na co dzień idealnie poukładana, z dokładnością szwajcarskiego zegarka budziła się co dzień przy żwawym akompaniamencie budzika. Wypełniała swoje powinności z nad należytą dokładnością. Jej życie uszyte na miarę samotnej kobiety w czasie najlepszego momentu swojego istnienia. Przypominała kwiat, którego kielich właśnie osiągnął swój najbardziej zmysłowy kształt, lecz jeszcze nikt nie miał sposobności spijać rosy z jej płatków. Różę, nieświadomie czekającą na ten doskonały moment by zaistnieć, zaraz przed zachodem słońca, gdy mrok pokryje jej piękno zasłoną gwiazd. I ten cholerny blondyn, który dostrzegł jej rozkoszną niedoskonałość, o której nie śmiałaby przypuszczać. Bezczelnie odkrywający nagość jej duszy i bezpretensjonalnie kuszący ogładą i pewnością siebie.  

   Zagadną zawadiacko z hiszpańskim akcentem pytając o jedną z pozycji Zafón’a. Ten moment roztrzaskał na drobne kawałki klosz, pod którym wiodła swe bezpieczne życie. Zakochała się w jego oliwkowo turkusowych oczach, wciąż nie mogąc pojąć dlaczego nie może oderwać od niego wzroku. Opowiadała jednym tchem przywołując niemal wszystkie treści, którymi tak lubieżnie oddawała się każdego wieczora. Pech chciał że miejscówki Barcelo Raval trwały przez okrągłą dobę więc zwabiona lampką wina oddała się przemożnej chęci rozmowy z kimś kto wreszcie podświadomie ją rozumiał. Nim się spostrzegła był już poranek, a tematów wciąż jedynie przybywało. W tedy postanowiła. Zamknie oczy i skoczy w przepaść skrywanych przez całe życie pragnień, z tym szaleńczo przystojnym kompanem. Pierwszy raz pokonała swój strach idąc w nieznane. Dziękowała opatrzności za swoją decyzję, która pierwszy raz tak mocno odmieniła jej szare, pokancerowane życie. Było warto chociażby dla tych paru minut, kilku namiętnych pocałunków, kilkunastu muśnięć opuszkami palców, głowy wypełnionej skrywanymi przez lata ciągotami. Było warto chociażby po to, aby zgłuszyć w sobie, nawet na moment, nieznośnie tlącą się iskrę samotności.

   Było warto...  
   …dla tych dogłębnie nieznośnych pieszczot na Katalońskiej plaży, kiedy podziwiał jej nagie, wilgotne ciało i składał delikatne pocałunki w okolicach obojczyków, a ona odchylając głowę, jedną dłoń wplotła w krótkie kruczki jego włosów. Opuszkami palców drugiej ręki, gładziła zawadiacko sterczącego, grubego fiuta. Powoli przesuwała w dół i w górę, masując wewnętrzną częścią dłoni, czerwoną, nabrzmiałą główkę. Czuła jego gorący oddech kiedy wzdychał mocno i wyrywał się z jej delikatnego uścisku, podczas miłosnego uniesienia. Uwielbiała gdy intensywnie reagował napinając silne uda i gdy wypychał mocno miednicę do przodu. Po tym szalonym tańcu przesuwała w dół by uchwycić jądra i za moment przylgnąć spragnionymi ustami do członka. Oplatała szczelnie co chwilę śliniąc i wkręcając ruchliwy koniuszek języczka w dziurkę na samej górze. Uwielbiała go czuć czekając na deser o ananasowo słodkim posmaku. Mogła go tak pieścić w nieskończoność.
   Piszczała z zachwytu gdy gładził jędrne, sterczące zalotnie piersi, mocnymi, szorstkimi dłońmi. Kładł ręce na sutkach i ugniatał smukłymi palcami, obracając co chwilę w lewo i w prawo. Ważył je i masował namiętnie. Była na skraju najlepszego orgazmu na świecie.

   Obróciła się na plecy aby mógł swoim niebywale zwinnym, grubym językiem musnąć jej usta i dosłownie za chwilę oplatać na zmianę jej sterczące do bólu brodawki. Oddychała intensywnie, zaciągając się  wiszącym w powietrzu pożądaniem. Czuła jak na czworakach tuż nad nią skrada się do jej wilgotnej, nabrzmiałej muszelki, mijając po drodze rozkosznie słodki pępek. Za moment zatopił język pomiędzy rozchylonymi z podniecenia wargami i sunął powoli wzdłuż rowka, aż do drugiej dziurki. Potem przez chwilę wiercił się zachłannie, powodując, że cała zadrżała i pokręciła pupą rozchylając szerzej uda. Równocześnie pochwyciła wargami, sterczącego nad jej nosem fiuta i zaczęła ssać zapamiętale co chwila energicznie podnosząc głowę i dociskając kruchymi ramionami niezwykle seksowne pośladki.

   Kiedy kolejny raz przejeżdżał językiem na około małej dziurki, wygięła mocniej plecy, aby podsunąć spragniony pieszczot guziczek. On leniwie drapał lekkim zarostem i plądrował wejście do pochwy, serią zmysłowych pocałunków, aby na końcu zatańczyć zmysłowe flamenco na okazałej łechtaczce. Nie wytrzymała i zacisnęła jego głowę udami. Pulsując czuła jak cała rozpada się na miliony kawałków. Drżała zapamiętale kiedy łańcuch silnych skurczy targnął jej cipką. Zamknęła oczy kołysząc się w rytmie rozbijających się o brzeg fal.

   Za moment poczuła słodki, lepki, ananasowy posmak. Jej usta zachłannie spijały ostatnie krople lekko słonej rozkoszy. Skończyli prawie równocześnie. Wiedziała, że zaraz obejmie ją ramieniem by ciepło przytulić. Jednak on ofiarowując zmysłowy pocałunek wziął ją na ręce i zaniósł aby obmyć w morskich falach. Kolejny raz oddała mu się bez zastanowienia. Kolejny raz zatraciła się w nim na zawsze…

   Kołatanie do drzwi wybrudziło ją ze śpiącego letargu. Na zegarze widniała godzina za trzy minuty północ. Moment w którym większość ludzi niebawem witających nowy rok, otwiera szampana i uśmiecha się w radosnym uniesieniu. Była sama nie licząc kwiatów, które towarzyszyły jej niezmiennie. Przez moment majaczył w głowie melodyjny dźwięk dzwonka. Wstała nerwowo poprawiając samotną, garsonkę. Wolnym krokiem podeszła do drzwi i lekko uchyliła, przekręcając zamek i naciskając niespiesznie klamkę. Przy wejściu stał on. Z bujną czupryną, zawadiackim uśmiechem i błyskiem w oliwkowo turkusowym oczach. Podszedł do niej w momencie gdy stała oszołomiona. Kocyk spadł z jej delikatnych ramion, kiedy przyglądała się upragnionemu przybyszowi z wyrazem niedowierzania na twarzy. Przysuną się bliżej  i uchwyciwszy mały, rozkoszny podbródek ofiarował długi zmysłowy pocałunek…

Na zewnątrz głośne krzyki odliczały sekundy do północy.  
- …trzy, dwa, jeden! Uuuuuuu – oznajmiało nadejście nowego roku, a wraz z nim nowych nadziei, intensywnych przeżyć i zmysłowych uniesień…

1 komentarz

 
  • Somebody

    Czuję się oczarowana tą delikatnością. Zakończenie - poezja! Cudownie, moja wyobraźnia wprost szaleje  :bravo:

  • Dom

    @Somebody Cieszę się Młoda Pani, że przypadło do gustu. Masz Pani mocne początki biorąc pod uwagę aktualny podpis pod profilem tu cytuję „…Ktoś, kto chciałby być pisarką….”.  
    To opowiadanie (zresztą jak każde inne) ma swoją postać „oryginał” (odpowiednik, pierwowzór?) w realu. Takie postacie gdzieś sobie w zasięgu wzroku autora funkcjonują, a dalej przyszło tylko rozwinąć, zapadły w pamięci detal. Oddzielając parę wyssanych z palca historii to gdzieś tam drzemie ziarnko prawdy.  Muszę przyznać, że dopiero po komentarzu Rubs zauważyłem że końcówka też jest na 3,2,1.. – he he a nie mówiłem, że genialny – masz Młoda Pani zadatki na pisarkę, skromnym zdaniem takiego grafomana jaka ja. Trzymam kciuki i powodzenia :)

  • Somebody

    @Dom No cóż, nie dziękuję, żeby nie zapeszyć. W pełni się zgadzam, że życie dostarcza największej inspiracji. Czekam na dalsze twoje teksty zz niecierpliwością  :)