- Cholera! - wrzasnął Eryk, patrząc na swoich towarzyszy. W niewielkim pomieszczeniu gospodarczym przy garażu na próżno było szukać wzroku obecnych. Była czwarta nad ranem, słońce jeszcze nie budziło się do życia, a oni nie zapalali światła, by nie budzić podejrzeń.
- Czy żaden z Was nie pomyślał o konsekwencjach? Teraz wszyscy jesteśmy umoczeni w tę sprawę. - wycedził przez zęby, płytko oddychając, co było wyraźną oznaką zdenerwowania.
Przed godziną dostał telefon od swoich najbliższych przyjaciół. Nie spodziewał się, że decyzja o odebraniu połączenia wywróci jego życie do góry nogami. Znali się od dziecka. Razem poznawali świat, pokonywali trudności i popełniali błędy. Jednak ten problem miał pozostać w pamięci na zawsze. Wiedział, że nie może się od nich odwrócić, że musi pomóc. Oni też by tak postąpili, wierzył w to, ufał tej dwójce bezgranicznie.
- Stary, zrozum, należało mu się. - powiedział przychrypniętym głosem Kuba. Stał oparty o ścianę i chociaż jego mowa ciała nie zdradzała zbyt wiele, Eryk wiedział, że jest zestresowany. Znał go doskonale, wiedział też, jak wiele ma do stracenia jeśli wszystko wyjdzie na jaw. Spojrzał w lewą stronę - tam gdzie w półmroku malowała się sylwetka barczystego mężczyzny.
- Co Wam przyszło do głowy? Nie mogłeś go powstrzymać? - zwrócił się do Tomka, zaciskając z nerwów pięść. Zawsze uważał go za bardziej odpowiedzialnego, ułożonego.
Czas leciał nieubłaganie, jakby chciał przyspieszyć ich działania. Eryk wiedział, że do porannego budzika jego rodziców nie zostało zbyt dużo czasu. Niewielka smuga światła powoli wstającego słońca obnażyła krew na ubraniach i ciele chłopaków.
- Rozbierajcie się, trzeba się tego pozbyć. - rzucił, kierując się w stronę drzwi. Musiał niepostrzeżenie udać się do pokoju, aby dać znajomym czyste ciuchy. Kuba skinął głową, a Tomek w spokoju zaczął zdejmować z siebie ubrania. Żaden nie wspomniał o wezwaniu pomocy, jakby nikogo to nie interesowało. Jednak każdy z nich wiedział, że to wzbudziłoby podejrzenia, mogliby wpaść, a tą myśl odsuwali jak najdalej siebie.
Wziął głęboki oddech otwierając drzwi prowadzące do garażu skąd udał się do domu. Z każdym krokiem czuł ciężar myśli, a droga choć krótka teraz wydawała się nie mieć końca. Wrócił w pośpiechu z czystymi rzeczami, a ubrania chłopaków spakował do worka. Zostało je spalić, ale to musiało poczekać do wyjścia rodziców. Cała trójka udała się w kompletnej ciszy za dom, gdzie w ogrodzie, za pomocą szlaufa, zmyli z rąk i twarzy pozostałości zaschniętej już krwi.
- Muszę spadać. - rzucił Tomek, poprawiając lekko za małą bluzę. Zdawał się obojętny, chociaż przed chwilą niemal pozbawił życia człowieka. Eryk przyglądał się przyjacielowi z lekko przymrużonymi oczami. Ta obojętność bolała bardziej niż widok krwi na jego rękach.
- Też już idź, odpocznij i staraj się zachowywać normalnie. Zdzwonimy się później. Zajmę się ubraniami. - wyszeptał łagodnie w stronę Kuby, który nerwowo rozglądał się po okolicy. Ten skinął tylko głową, a po chwili oboje zniknęli za rogiem domu. Schował worek pod szafką w pomieszczeniu gospodarczym, upewniając się, że nie wzbudzi on ciekawości ani podejrzeń jeśli ktoś wejdzie do środka. Udał się do domu gdzie wziął długi, gorący prysznic, który choć nie zmył poczucia winy, dał mu chwilę wytchnienia. Sam niewiele wiedział o motywacji chłopaków, żaden nie chciał rozmawiać, rozumiał to. Na wszystko przyjdzie czas, teraz trzeba skupić się na tym aby nie wzbudzić podejrzeń i jak najbardziej trzymać siebie i kolegów z dala od tej sprawy.
Eryk usiadł przy kuchennym stole, trzymając w ręku kubek parującej kawy. Światło poranka wpadało przez okno, ale nie rozpraszało ciężaru w jego głowie. Wciąż zastanawiał się nad motywacją chłopaków, nad dalszymi krokami, nad ofiarą. Znał swoich przyjaciół i wiedział, że są zdolni do wielu rzeczy, zresztą kiedy byli dziećmi często razem pakowali się w kłopoty. Natomiast teraz kiedy wszyscy mieli po 21 lat, studiowali i powoli planowali przyszłości zdecydowanie byli bardziej odpowiedzialni, spokojniejsi. Z rozmyślań wyrwał go odgłos otwieranych drzwi. Mimowolnie spojrzał w tamtą stronę, jednak szybko wrócił wzrokiem do kubka. Jego podkrążone oczy zdradzały ciężką noc, a wzrok był pełen obaw i zmęczenia.
- Dzień dobry, Eryku. - usłyszał wesoły, kobiecy głos. Pani Emilia, jak co rano, przyjechała z torbami zakupów, aby wyręczyć wszystkich w codziennych obowiązkach. Skinął lekko głową, nie patrząc na niską, puszystą kobietę, której obecność była jedynym punktem stałości w tym domu.
Po chwili pomieszczenie zapełniło się rozmowami rodziców oraz piskiem jego pięcioletniej siostry. Wszyscy szykowali się do wyjścia, tylko on nadal siedział w miejscu z głową pełną myśli. Rodzice zdawali się nie zauważać jego zamyślenia, pochłonięci własnym światem i codziennym pośpiechem. Emilia natomiast podczas szykowania śniadania, coraz częściej spoglądała na niego uważnie. Wiedział, że po siódmej wszyscy opuszczą dom, a on zostanie sam z możliwością dokończenia tego, czego nie mógł zrobić wcześniej.
Krzątał się po domu, nie mogąc znaleźć swojego miejsca, wyczekując ciszy, aby mógł wreszcie pozbyć się jak wtedy uważał, jedynych dowodów łączących jego przyjaciół z ofiarą.
Oparł się o framugę drzwi w przestronnej, jasnej kuchni połączonej z jadalnią, patrząc pustym wzrokiem na rodziców - dwoje wysoko postawionych ludzi. Tata wzięty adwokat, Mama prokurator, a on? Uwikłany w pobicie, zacieranie śladów, ukrywanie prawdy. Choć sam studiował prawo, którego kodeksy w teorii wyznaczały granice moralności, a w praktyce zdawały się od niego uciekać.
Kiedy upewnił się, że wszyscy domownicy opuścili dom, wziął worek z ubraniami i ruszył na tył ogrodu. Szlauf schował po drodze, karcąc się w myślach, że nie zrobił tego w nocy, kiedy wszystko było świeże i chaotyczne.
W starej, metalowej beczce umieścił ubrania, zalał je benzyną z garażu i podpalił. Płomienie od razu objęły materiał, wydając trzask i syczenie. Dym wypełnił powietrze, gryząc w oczy i gardło. Wysoki chłopak wciągnął głęboko powietrze, czując jednocześnie ulgę i ciężar odpowiedzialności.
Nie zdążył jeszcze w pełni ochłonąć ani posprzątać gdy usłyszał skrzypienie furtki. Emilia wróciła po odprowadzeniu małej Klary do przedszkola. Drażniący zapach dotarł do jej nozdrzy, a dźwięki dochodzące do jej uszu zaprowadziły ją do ogrodu z tyłu domu. Zobaczyła Eryka pochylonego nad beczką. Jej spojrzenie było czułe, ale dociekliwe.
- Wszystko w porządku, chłopcze? - zapytała łagodnie, choć w głosie pobrzmiewał niepokój.
Serce Eryka przyspieszyło. Skinął głową i wymusił krótki uśmiech.
- Tak, wszystko w porządku, Emila.
- Co robisz? - dociekliwe pytania starszej kobiety i kroki zbliżające się w jego stronę sprawiły, że zimny pot spłynął mu po plecach. Szybko odwrócił wzrok od Emilii, próbując wyglądać na zajętego czymś w ogrodzie, choć serce waliło mu w piersi.
- Po prostu chciałem pozbyć się starych rzeczy i papierów. - powiedział łagodnym tonem, starając się, żeby jego głos brzmiał jak najbardziej naturalnie. Płomień dogasał powoli. Materiał zmieniał się w czarną, kruchą masę.
Emilia stała jeszcze chwilę, patrząc na beczkę, potem przeniosła wzrok na chłopaka.
- Jeśli kiedykolwiek będziesz chciał porozmawiać... - zaczęła, ale urwała. Pokiwała tylko głową i odwróciła się w stronę domu.
Eryk został sam w ogrodzie. Dym unosił się jeszcze w powietrzu, a zapach benzyny nie chciał zniknąć. Wiedział jedno: musi być zdecydowanie ostrożniejszy.
Siedział przy komputerze, grając w ulubioną grę, kiedy telefon zawibrował. Spojrzał na ekran i wziął głęboki oddech. Chwila spokoju podczas rozrywki, przyniosła minimalne ukojenie nerwów - teraz wszystko wróciło. Ta wiadomość od Kuby. Krótka, ale stanowczą.
" Musimy się spotkać. "
Odpisał, że za pół godziny tam gdzie zawsze. Ubrał w pośpiechu szare dresy, na górę wciągnął bluzę tego samego koloru. Wziął tylko kluczyki do auta i telefon. Schodząc do garażu, usłyszał w oddali kroki Emilii oraz przytłumiony głos. Zajrzał do salonu, gdzie na telewizorze leciały wiadomości.
Gula ugrzęzła mu w gardle. Przedstawiali brutalne pobicie mężczyzny w jego okolicy. Poczuł na sobie wzrok siwiejącej kobiety. Ich oczy spotkały się, a Eryk przełknął ślinę. Domyślał się, że widać po nim zakłopotanie. Odwrócił się szybko i zniknął za drzwiami do garażu.
Drżącymi rękami odpalił silnik samochodu. Chciał jak najszybciej wyrzucić z pamięci wzroku Emilii i ciszę, która jeszcze bardziej ciążyła w jego głowie.
Eryk podjechał na pusty parking za starym magazynem, tam gdzie zawsze się spotykali. Samochód zatrzymał się cicho, silnik nadal lekko mruczał. Nie lubił tej ciszy, a wciąż czuł, że serce bije mu zbyt mocno.
Kuba już czekał, oparty o maskę swojego auta. Twarz miał napiętą, oczy czerwone od niewyspania. W ręku trzymał paczkę papierosów, choć ani jednego nie zapalił.
- W końcu. – odezwał się cicho, kiedy Eryk podszedł. Ciemny blondyn skinął głową, nie mówiąc nic. Słowa nie były teraz potrzebne. Znał ten wzrok Kuby - pełen złości i zamyślenia.
- Co się stało? – w końcu zapytał o powód tak nagłego spotkania. Odpalił papierosa spoglądając wciąż na twarz kumpla.
- On żyje, a całe osiedle mówi tylko o tym. - pokręcił nerwowo głową, bawiąc się w palcach kluczykami. Sam nie wiedział czy cieszyć się, że nie jest mordercą. Bał się, że straci szansę na dobre życie.
Eryk kiwnął głową, jego spojrzenie było twarde, ale w oczach migotał cień strachu.
-Co robimy dalej? – zapytał cicho raz po raz pociągając papierosa. Rozejrzał się po okolicy, upewniając się, że są zupełnie sami.
Na moment zapanowała cisza. W powietrzu unosił się chłód poranka, a ich oddechy parowały w powietrzu. Nie było odpowiedzi, którą chciałby usłyszeć. Wszyscy wiedzieli, że decyzje, które podejmą w ciągu najbliższych godzin, mogą zmienić wszystko.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz