Coś tam.

- Wstań Rose. – mama weszła do pokoju.  
- Nie dziś. – odrzekłam.
- Moja droga, nie dziś jest od tygodnia. Wiem, że rozstanie boli ale nie możesz tylko leżeć, weź się w garść, kochanie.  
- Wyjdź, proszę. Ubiorę się i zejdę. – powiedziałam. – Oscar dzwonił?  
- Milion razy także oddzwoń. – uśmiechnęła się i wyszła.  
A tak w skrócie. Jestem sobie Rosaline, mieszkam w małym miasteczku z rodzicami i o 6 lat młodszą 15-letnią siostrą – Juliette. Tydzień temu facet ze mną zerwał.. Stwierdził, że coś się wypaliło. W szoku nie zorientowałam się o co mu chodzi. Wspomniany Oscar to mój najlepszy przyjaciel, przyjaciółkę mam jedną – Justine, ale studiuje za granicą więc został mi tylko Oscar. Przez ostatni tydzień leżę, jem, piję i to w sumie wszystko. Mam 21 lat a zachowuję się jak młoda Julie. Rozpaczam. Ale dla mnie miłość już chyba nie istnieje. Po 5 latach coś się wypaliło? Tak można powiedzieć o małżeństwie z 15-letnim stażem. Najgorsze jest to, że dzień w dzień sięgam po butelkę…
Ubrałam się, zeszłam na dół gdzie Juliette wybierała się do szkoły.  
- Zawieźć Cię, młoda? – zapytałam.
- Jeśli Ci się chce. – Juliette uśmiechnęła się. Rzuciłam jej kluczyki:
- Wyjedź autem z garażu.  
- Serio? Mogę? – zdziwiona ale podekscytowana pobiegła w stronę drzwi. Ojciec z niesmakiem spojrzał na mnie i powiedział:  
- Żeby mi to był ostatni raz. Mówiłem już coś o jeżdżeniu Juliette.  
- Wyluzuj. Ma tylko wyjechać z garażu a nie wyjechać mi z największego skrzyżowania w Nowym Jorku. – zaśmiałam się pierwszy raz od tygodnia.  
- Nie wymądrzaj się, moja panno! – krzyknął. Mama zwróciła się do niego:  
- Jack, nie krzycz na nią. Przecież nic nie zrobiła. – rozległ się głośny trzask i mama usiadła na sofie. Uderzył ją.  
- Może teraz mnie, co?! Za co uderzyłeś mamę? Za to, że pieprze Ci gacie i gotuje obiady, żebyś jak zwykle miał wszystko pod nosem? – zdenerwowałam się i ja też dostałam w twarz.
- Wyrażaj się, gówniaro! – darł mi się prosto w twarz.  
- Istny psychiatryk. Zwijam się stąd. – wybiegłam z domu i trzasnęłam drzwiami.
Ach tak, zapomniałam powiedzieć, że mój ojciec to skończony sukinsyn, który przy każdej okazji tłucze mnie i matkę. Tylko Juliette uchodzi zawsze cało. Ale obawiam się, że jak podrośnie to i ona dostanie. Jak miałam 15 lat też nigdy mnie nie uderzył. Czekam tylko tego dnia kiedy Julie pójdzie na uniwerek i się usamodzielni i wyrwę się z tej dziury i ojca tyrana.  
Wsiadłam do samochodu. Julie nie odrywała ze mnie wzroku i w końcu zapytała:  
- O co poszło?  
- O nic, młoda. Nie martw się tym. Będzie w porządku. – poklepałam ją pewnie po ramieniu. Kto jak kto ale Julie nie pozwolę skrzywdzić. Matkę też ocalę.  
Podjechałam pod szkołę, zostawiłam siostrę i ruszyłam w drogę powrotną do domu. Zostawiłam auto na podjeździe i weszłam do domu. To, co zobaczyłam wprawiło mnie w osłupienie. Salon wyglądał jak gdyby dopiero co przeszło po nim tornado. Stolik wywrócony do góry nogami, poduszki podziurawione… W centrum tego wszystkiego zobaczyłam mamę. Zakrwawioną. Nie musiałam długo nad tym myśleć. Pociął ją. Pędem wsadziłam mamę do auta i ruszając z piskiem opon pojechałam do szpitala. Mama była mocno osłabiona i bez zapytania położyli ją na oddziale intensywnej terapii. Chciał ją zabić. Nigdy mu tego nie wybaczę, nigdy. A mało tego, on jeszcze pożałuje. Około 2 pojechałam po Julie do szkoły i wyjaśniłam jej co się stało. Zawiozłam ją do babci. Potem zobaczy się z mamą. Mama miała ranę na policzku na około 10 centymetrów. Kiedy z nią rozmawiałam, powiedziała mi, że ojciec pociął ją bo zobaczył sms-a w mamy telefonie od kolegi z pracy. Chciał ją tylko poinformować, że ma stawić się wcześniej w pracy a ojciec stwierdził, że matka go zdradza. Psychol.  
Kiedy po południu wyszłam ze szpitala, poszłam na policję aby zgłosić zdarzenie. Dołączył do mnie Oscar. Policja od razu zaczęła szukać ojca. Nie pojawił się w pracy dzisiejszego dnia. Zwiał. Mama i Juliette będą mieszkały przez jakiś czas w domu dla ofiar przemocy domowej kilkadziesiąt mil od naszego rodzinnego miasta. Oscar przez cały czas mi towarzyszył, wspierał mnie. Wspaniały jest. Pomieszkiwałam u niego przez jakiś czas, dopóki nie znalazłam mieszkania. Podczas jednego z wieczorów kiedy siedzieliśmy przed telewizorem oglądając jakąś nudną operę mydlaną zauważyłam, że Oscar mnie obserwuje.  
- Co jest? – spytałam. Speszony Oscar odwrócił szybko wzrok i udawał, że nic się nie stało. – Ej, znamy się już kilka lat, nie ukryjesz przede mną niczego.  
- Wiem Rose. – odpowiedział spokojnie i spojrzał na mnie w taki sposób w jaki nikt inny na mnie nie patrzył. Nawet mój były. Wzrok pełen troski, miłości, czułości. – Tak bardzo Cię kocham Rose… - wyszeptał.  
- Oscar… - zaczęłam zszokowana. – Przecież jesteśmy przyjaciółmi.. ja nie.. ja Cię kocham ale w nieco inny sposób. – zakończyłam, spojrzałam na Oscara. Twarz miał schowaną w rękach. Cały się trząsł. Nagle gwałtownie wstał i zaczął chodzić po pokoju.  
- W tym problem! Jestem z Tobą już tyle czasu! Zakochałem się w Tobie kilka lat temu, Rose. Ukrywałem to bo byłaś z Mike’em. Nie chciałem psuć Twojego bądź co bądź udawanego szczęścia. – mówił Oscar. – Wybacz Rosaline, że tak mnie poniosło. Zapomnijmy o tym wieczorze. Nie wracajmy do niego. Pójdę się położyć. Dobranoc Rose. – wbiegł po schodach i po chwili usłyszałam głośną muzykę.  
Boże, co się dzieje? Chyba najlepszym wyjściem będzie wynajęcie pokoju w hotelu. Poszukam jutro jakiegoś. Póki co, dobranoc.
***
Obudził mnie zapach świeżej kawy i tostów. Oscar już krzątał się po kuchni. Kiedy dostrzegł mnie w drzwiach powiedział:  
- Witam. Piękny dziś dzień. Zjedz śniadanie zanim pojedziesz do mamy i Juliette. – uśmiechał się szeroko.  
- Oscar, nie myślałam, że tak szybko zapomnisz o tej rozmowie. – podszedł do mnie, objął mnie i powiedział:  
- Nie powinienem był Ci tego mówić. Wybaczysz mi? – we mnie toczyła się wielka walka. Co jest między mną a Oscarem? Czy nie czuję tego samego co on? To przyjaźń czy miłość? Kim on dla mnie jest? Chyba już wszystko wiem.  
- Nie mam czego Ci wybaczać. Wiesz.. – zadzwonił dzwonek do drzwi i Oscar poszedł otworzyć. Ja zostałam w kuchni. Usłyszałam głośny trzask, zobaczyłam Oscara padającego na ziemię i usłyszałam przeraźliwy zimny głos… Ojca.  
- Gdzie jest Jessica? Rosaline, odpowiedz. – wszedł do kuchni i spojrzał na mnie dzikimi oczyma.  
- Wyjdź stąd albo zadzwonię na policję! – krzyknęłam i zaczęłam zmierzać w stronę telefonu. Wtedy ojciec wyciągnął pistolet i strzelił mi w nogę. Padłam bezsilna na ziemię.  
- Zwariowałeś psycholu? Na co Ci miejsce pobytu mamy? Chcesz ją zabić? Może zabij mnie? – krzyczałam a ojcu łzy zaświeciły w oczach. – Płacz tchórzu. Patrz na naszą krzywdę, patrz na moją krew, którą Ty ze mnie wydobywasz, patrz!
W tym samym momencie weszli policjanci zawiadomieni przez sąsiadów Oscara. Skuli ojca i wsadzili do radiowozu a dla nas wezwali karetkę. Matka jeszcze nic nie wie. Wyjęli mi kulę z nogi i zaszyli, po czym wyszłam ze szpitala na własnych nogach o własnych siłach. Oscar został na operacji. Bardzo mocno uderzył głową o podłogę. Dowiedziałam się, że ojciec trafił do szpitala psychiatrycznego. Może teraz będzie inaczej…  
3 MIESIĄCE PÓŹNIEJ.  
Cześć. Ojciec nadal w szpitalu psychiatrycznym, pewnie tam już umrze ale nie zamierzam wybaczać mu tyle lat męki. Juliette i mama, wróciły do rodzinnego domu ale planują kupno innego dla zabicia wspomnień tego koszmaru. Jak pewnie się domyślacie jestem w szczęśliwym związku z Oscarem, mieszkamy razem u niego. Dostałam nieźle płatną pracę, spodziewam się dziecka. Teraz jestem bezpieczna, nic mi przy nim nie grozi. Miłość istnieje.

deadandgone

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1464 słów i 8173 znaków.

1 komentarz

 
  • Ingrid

    Jak dla mnie wszystko to jest zbyt oklepane- najpierw tragedia, potem punkt kulminacyjny i happy end. Aczkolwiek istnieją ludzie, którzy lubią takie rzeczy i myślę, że nie jednemu amatorowi opowiadań dramatyczno-miłosnych się spodoba :)

  • deadandgone

    @Ingrid mysle wlasnie nad czyms nowym, oryginalnym ale do tego trzeba czasu, w kazdym razie dziekuje za komentarz :)