Coś a może nic

Czuję, że wiatr zmywa mnie z powierzchni ziemi, jak fala porywająca bezbronną, zapomnianą, szmacianą lalkę. To uczucie towarzyszy mi już od dłuższego czasu, choć staram się je zwalczyć. Uparte, przylepiło się do mnie, jak rzep.  
Dlaczego nie mogę oddychać, kiedy przypominam sobie jej piękne, brązowe oczy?
Dlaczego kurczę się, gdy słyszę, jak ktoś wymawia jej imię?
Chciałbym, aby tu była.  
Mijam smutne twarze, szare ubrania.
Dociera do mnie masa nic nie znaczących słów.  
Szukam sensu dnia wczorajszego, którego gonię zawzięcie po wrocławskim rynku.  
Teraz powinno być inaczej, prawda? Ostatni wieczór, by pożegnać smutki oraz ciążąca w sercu tęsknotę za tym, czego żadne stopy nie będą potrafiły nigdy dogonić.
Siadam na ławce niedaleko szklanej fontanny. Obserwuję ludzi. Nic szczególnego. Wyciągam z jeansowej kurtki paczkę papierosów i ulubioną, czarną zapalniczkę. Wbrew pozorom, przeżyła ze mną więcej, niż niejeden znajomy. Uśmiecham się mimowolnie.  
-Mogę? - najpierw zauważam czerwone nike, potem bladą rękę wyciągniętą w kierunku paczki. Pełnej oczywiście. Niedawno zrobiłem zapas. Przydają się w te jesienne, puste dni. Na końcu zwracam uwagę na twarz, uśmiechniętą z resztą. Rzadki widok.  
-Nie jesteś za młoda? - mrużę oczy, chcąc by nabrały ostrości. Niebieskie włosy przyciągają moją uwagę. Wyróżnia się z tłumu. Do moich uszu dolatuje prychnięcie.  
-Wiek nie ma znaczenia. Nałóg to nałóg - szare oczy przyglądają się mojej twarzy z rozbawieniem. - To jak, mogę liczyć na wsparcie? Potrzebuję nakarmić zwierzątko domowe - dodaje, po czym siada obok, na lodowatej ławce. Wzruszam ramionami i podaję jej paczkę. Odpalam fajkę i nie czekając dłużej, zaciągam się długo i mocno. Dziewczyna robi to samo. Obraca w palcach czerwoną zapalniczkę.  
-Długo tu siedzisz? - jej głos ucisza gwar dookoła. Mam wrażenie, że nie ma tu nikogo innego. Tylko ja i jej niebieski włosy. Wzruszam ramionami i powtarzam czynność z zaciąganiem.  
-Dopiero przyszedłem - odpowiadam, zerkając na nią kątem oka. Wygląda na mniej więcej siedemnaście lat a papieros w jej dłoni nie pasuje do pełnych, różowych ust. Jest totalnie zbędny. Oszpeca jej ładną buzię.  
-Co zamierzasz dalej? - pytanie zbija mnie z tropu i mimowolnie marszczę czoło, wpatrując się w jej oczy. Zieleń lekko przebija się przez szarość jej tęczówek. Milczę chwilę, zastanawiając się nad pytaniem. Mógłbym odpowiedzieć jej przecież, że najchętniej siedziałbym tutaj wieczność, paląc papierosa za papierosem, bądź, że w domu czeka na mnie żona i przyszedłem tutaj na chwilę, aby przemyśleć coś istotnego. Jednak żadna z odpowiedzi błądzących po głowie nie jest trafna ani odpowiednia.  
-Jeszcze nie wiem - odpowiadam, sięgając znów po papierosa. - Cały czas myślę.  
Uśmiecha się. To smutny uśmiech z wypisaną nostalgią. Da się wyczuć.  
-Nie zastanawiaj się za długo. Czas mija zbyt szybko, by czekać - odpowiedź mnie nie zadowala. Nie słyszę tego po raz pierwszy. Nie lubię się powtarzać, ale nie zna mnie, więc silę się na proste:
-Wiem o tym, nawet za bardzo - nie chcę na nią nie patrzeć. Coś w jej oczach przywołuje uczucia, których już dawno się wyzbyłem albo tak mi się tylko wydaje, że udało mi się o nich zapomnieć.  
-Ja nie dostałam choćby chwili, by zastanowić się, co chciałabym dalej ze sobą zrobić, swoimi umiejętnościami. Życie zdecydowało za mnie - szepcze i z rozpaczą bierze kolejnego bucha. Jej ręce drżą i zastanawiam się, co powinienem teraz zrobić. Milczenie nie jest dobrym wyjściem, na pewno nie w tej chwili. Jej oczy robią się szklane i dostrzegam w nich odbicie przechodzących ludzi. Jej tęczówki pokazują pędzącą rzeczywistość.  
-Jestem chora, bardzo poważnie. Cieszę się ostatnim dniem. Chcę go spędzić tak, jakby jutro miało również dla mnie nadejść - kontynuuje, patrząc gdzieś w odległy punkt. - Zachowuj się tak, jakbyś niczego nie wiedział. Staram się o tym zapomnieć - słowa z trudem wypływają jej z ust. Widzę, jak siłuje się sama ze sobą. Zastygam na moment. Papieros wypada mi z rąk. Z trudem połykam ślinę.
Czy to właśnie tak powinno być?
Niektórzy ludzie nie dostają szansy.  
-Chodź - szepczę, wstając z ławki. Podaje jej swoją dłoń. Spogląda na mnie zdezorientowana. Teraz to na mojej twarzy wykwita uśmiech. Mała dłoń obejmuje moją.
-Zaufaj mi. To będzie najnormalniejszy, ale również najbardziej wyjątkowy dzień w twoim dotychczasowym życiu. Twój dzień - ściskam mocniej jej dłoń, by spojrzała mi w oczy. Robi to z lękiem, ale wyłapuję nadzieję w jej spojrzeniu.  
-Dziękuję...
-Valery - uśmiecham się.
-Dziękuję, Valery. Nigdy nie miałam tak wyjątkowego przewodnika - w końcu, na jej różowe usta wypływa uśmiech. Co najważniejsze, szczery. Odwzajemniam ciepłe spojrzenie.  
-Nie miałem okazji poznać tak odważnej i silnej osoby - nie puszczam jej małej dłoni. - To będzie zaszczyt - pociągam ją za sobą, nie chcąc, by zauważyła łzy cisnące się do moich oczu.  
Nie zawsze jest pięknie i nie wszystko kończy się happy endem.

Malolata1

opublikowała opowiadanie w kategorii inne, użyła 938 słów i 5254 znaków, zaktualizowała 22 lis 2015.

2 komentarze

 
  • rafalzciemnogrodu

    Zacne Milordzie :)

  • Misiaa14

    Oooo piękne  *-*

  • Malolata1

    @Misiaa14 :*