A moze jednak

Tak oczywiście powiedziałem, spakowałem drugie śniadanie, wziąłem plecak i jak co rano z brakiem entuzjazmu wyszedłem z domu.  
Mijając furtkę zamyśliłem się. Szedłem dalej z spuszczoną głową, i próbowałem sobie przypomnieć co powiedziała do mnie matka kiedy jej przytaknąłem wychodząc. Trudno – stwierdziłem, widocznie nie było to nic ważnego. Ide dalej, mijam ludzi, oni mijają mnie, nagle słysze wielki huk, ogromny, aż uszy zatkało, przez chwilę straciłem orientacje ale tylko na sekundę, potem rozejrzałem się do okoła. Gdy to zobaczyłem nogi zadrżały, a ciało przeszyły dreszcze. W tle słychać krzyki ludzi. Patrze się w szoku w jeden punkt nie mogąc poruszyć żadną kończyną, oczy coraz bardziej szczypią od kurzu, robi się coraz zimniej, dzisiaj wietrzny dzień pomyślałem. Przyjechała policja, kazali się rozejść więc poszedłem, i tak byłem spóźniony do szkoły, szedłem tam w amoku po tym co zobaczyłem. Miałem zakurzone ubranie ale nikt nie zwracał na mnie większej uwagi – każdy jest zabiegany w tych czasach, mi w sumie tez to nie przeszkadzało, coraz bardziej traciłem chęć do życia. Idąc do szkoły szedł za mną ktoś, jakiś mężczyzna nie wiem kto to ale szedł za mną krok w krok. Zatrzymałem się żeby kupić papierosy, wiem że nie powinienem palić bo to rak i te sprawy ale co ja mam za życie, co to za Zycie bez pieniędzy i bez perspektyw w takim kraju jak ten.  

Tłumacząc to sobie tak coraz bardziej śmierć wydawała mi się najlepszą perspektywą- chyba dopadała mnie depresja, ale mniejsza z tym stwierdziłęm, co będzie to będzie. Wyszedłem ze sklepu. Bedąc obok przystanka ktoś chwycił mnie za bark przysunął głowe do mojej i wyszeptał – już po tobie, już nie żyjesz, już jesteś martwy i pobiegł dalej. Zdrętwiałem, co to miało być pomyslaem, krzyknąłem do niego : chyba ty pedale umrzesz jak cię spotkam jeszcze raz. Huj z nim stwierdziłem i wszedłem do szkoły.

W szkole znów ci sami ludzie, znów nikt nie zwraca na mnie uwagi, znów ta sama codzienność, ta sama nuda, ten sam syf – lecz ku mej uciesze coś się działo. Było tam pełno policji nie wiem dla czego, moja wychowawczyni płakała, nauczyciele byli zebrani w pokoju, wszyscy o czymś ciągle gadali – nie wiedziałem co się działo. Nagle dzwonek, znów ten dreszcz przechodzący cię w momencie gdy się zamyslisz i przerwie to jakiś hałas, niczym rano na ulicy. Ze spuszczoną głową wszedłem do klasy. Moje ubrania były całe w kurzu jednak nikt na to nie zwrócił uwagi. Usiadłem w ławce, kumpel obok nawet się na mnie nie spojrzał. Nagle uświadomniłęm sobie ze nie pamiętam co widziałem rano na tej ulicy, nie wiem co się tam stało i co się dzieje teraz. Weszła nauczycielka, zapłakana zwolniła nas do domu. Wyszedłem ze szkoły, z nikim nie rozmawiając, nikt do mnie nie podszedł. Wróciłem do domu, rodziny nie było, w brudnych ubraniach zasiadłem przed komputerem – włączyłem jak zawsze strone informacyjną – patrze i widze pierwszy artykuł – ok. 7 nad ranem w centrum stolicy państwa miał miejsce zamach samobójczy. Przechodziłęm tam tędy – tylko czemu nic nie widziałem. Czytam dalej … liczba ofiar 4 przechodniów 3 dorosłych i jeden młodzieniec wiek ok. 17 lat – to tyle co i ja, szkodła chłopaka pomyślałem.  

Nagle przeszył mnie mróz – zrobiło mi się mdło, zobaczyłem zdjęcie z miejsca tragedii, rozszarpane ciała, porozrywane kończyny – przypomniało mi się co widziałem, byłem tam, byłem tam dziś rano tylko co się dokładnie stało? dostałem migreny.  

A MOŻE JEDNAK NIEZNAJOMY MIAŁ RACJE, MOŻE JA JUŻ NIE ŻYJE

pedro888

opublikował opowiadanie w kategorii sen, użył 693 słów i 3726 znaków.

1 komentarz

 
  • Karolka:D

    wow fajne :D podobalo mi sie lubie takie opowiadania z nutka tajemniczosci :D