Make a wish. Prolog. Lipiec 2018

Make a wish. Prolog. Lipiec 2018Lipiec 2018 r.

Wychodzę z lotniska i rozglądam się za znajomą twarzą. Nie zajmuje mi to wiele czasu, na szczęście. Dostrzegam Eryka z daleka; przez swój wysoki wzrost i dość muskularną sylwetkę, wyróżnia się z tłumu; podchodzę do niego pewnym krokiem i klepię lekko w ramię, na co od razu się odwraca.

ㅡ Już myślałem, że się nie doczekam ㅡ mówi z uśmiechem i zabiera ode mnie jedną z walizek, choć wcale go o to nie proszę.
ㅡ Gdybym się rozmyślił, byłbyś pierwszą osobą, której bym o tym powiedział.
ㅡ Gdybyś się rozmyślił, osobiście przyleciałbym do ciebie tylko po to, żeby skopać ci tyłek.
ㅡ Tego się właśnie obawiałem. ㅡ Śmieję się i ruszam za nim w stronę zaparkowanego na końcu parkingu samochodu.

Wrzucamy moje torby do bagażnika i wsiadamy do auta; całą drogę do naszego rodzinnego miasta pokonujemy w ciszy. Trochę obawiam się reakcji mamy na mój widok, chciałem zrobić jej niespodziankę, dlatego nic nie powiedziałem o swoim powrocie. Chociaż powrót to za duże słowo, przyleciałem tylko na dwa miesiące urlopu.  

Przez ostatnie kilka lat nie pojawiałem się zbyt często w moim rodzinnym mieście. Nie mogłem się na to zdobyć, bo trochę się bałem, szczególnie spotkania z matką mojej przyjaciółki sprzed lat. I z nią samą. Eryk wiele razy mówił, że Maja już dawno się wyprowadziła i nie pojawia się w rodzinnych stronach, ale ja nie do końca mu wierzyłem, w końcu nasze miasto zawsze było dla niej domem, tym jedynym; zawsze mówiła, że nigdzie się z niego nie ruszy, chyba że na studia, po których i tak tu wróci. Najwyraźniej nie tylko w moim życiu doszło do zmian.

Jadąc znanymi ulicami, zastanawiam się jak zareaguje matka, kiedy mnie zobaczy, w ciągu tych dziesięciu lat widywaliśmy się w miarę regularnie, w końcu przyjeżdżałem na święta, ale zawsze powtarzałem, że nie chcę tu wracać. I pewnie bym tutaj nie przyjechał na dłużej, gdyby nie ten przymusowy urlop w pracy i konieczność oderwania się od życia w Londynie. Nie było mi tam źle, mam tam grupę przyjaciół, znajomych, pracę, jednak zawsze czegoś mi brakowało, choć sam przed sobą nie chciałem tego nigdy przyznać, doskonale wiem czego. A właściwie ㅡ kogo.  

Maja zawsze była dla mnie najważniejszą kobietą w życiu, nawet ważniejszą od mojej własnej matki. Była przy mnie zawsze, kiedy jej potrzebowałem i gasiła moje pożary. Zawsze służyła mi radą, zawsze wiedziała, co powiedzieć. Była, po prostu była, przy mnie, a to więcej niż ktoś inny kiedykolwiek mi dał. Wtedy, w liceum, wiedziałem, że mogę zadzwonić do niej w środku nocy, a ona zapyta tylko ile czasu zajmie mi dotarcie do jej domu. Nigdy wcześniej ani później nie miałem takiego przyjaciela.  

Kiedy odszedłem, nawet nie z własnej woli, bo to Anita na mnie naciskała, czułem się pusty. Nadal się tak czuję. Jakby ktoś zabrał jakąś ważną część mnie, jakiś ważny organ i brakuje mi go do tej pory, bo brakuje mi serca, które zawsze należało do niej. Mogłem sobie wmawiać, że kocham Anitę, że chcę z nią spędzić resztę życia, jednak gdzieś w głębi duszy wiedziałem, że to nieprawda, bo jak mogłem kochać kogoś, kto zabrał mi przyjaciela? Kto robił mi awantury za każdą myśl o Mai, nawet najbardziej błahą, wypowiedzianą na głos? Kogoś, kto nie potrafił zrozumieć, że zabrał mi coś, czego sam nigdy nie będzie mógł mi dać? Tak właśnie było z Anitą. Chciała mieć mnie tylko dla siebie, chciała bym spędzał z nią każdą wolną chwilę. Nie mogła zrozumieć, że potrzebowałem oddechu, oderwania się, wyjścia do ludzi. Chciała mnie zamknąć w złotej klatce, a im bardziej się opierałem, tym bardziej na mnie naciskała. Dlatego odszedłem. Dlatego jednego dnia spakowałem wszystkie swoje rzeczy i wyszedłem z naszego mieszkania, zostawiając jej list, w którym wyjaśniłem powody swojej decyzji. Nie miałem nawet siły, by z nią o tym porozmawiać, bo wiedziałem, że będzie próbowała mnie zatrzymać, a ja nie chciałem jej ulec.  

ㅡ Jesteśmy ㅡ mówi Eryk, czym wyrywa mnie z zamyślenia.
ㅡ Dzięki ㅡ Uśmiecham się lekko i wysiadam z samochodu, po czym wyciągam z bagażnika swoje rzeczy.

Chłopak odjeżdża, choć kilka razy zapraszam go do środka, a ja staję przed drzwiami i nie jestem pewien, co tak właściwie tutaj robię. W końcu decyduję się zapukać i niecierpliwie czekam, aż moja matka podejdzie, by mi otworzyć.

Gdy w końcu drzwi się otwierają i pojawia się w nich sylwetka niewysokiej brunetki, uśmiecham się szeroko, na widok jej zszokowanej miny. Kobieta patrzy na mnie z niedowierzaniem i kilkakrotnie mruga, jakby sprawdzając czy to jednak nie sen. Wreszcie obejmuje mnie ramionami i przyciska do siebie z całej siły, jakby bała się, że zaraz zniknę.

ㅡ Mamo, udusisz mnie ㅡ mówię z trudem, próbując wyswobodzić się z jej objęć.
ㅡ Przepraszam, ale tak bardzo się cieszę, że cię widzę ㅡ uśmiecha się szeroko, po czym gestem zaprasza mnie do środka.

Posłusznie przekraczam próg domu i od razu kieruję się do mojego dawnego pokoju. Stawiam walizki pod ścianą i rozglądam się po pomieszczeniu. Moją uwagę przykuwa zdjęcie wiszące na ścianie nad łóżkiem. Zdjęcie moje i Mai. Podchodzę bliżej i przyglądam mu się, uśmiechając się pod nosem. Mamy na nim zabawne miny i obejmujemy się ramionami. Doskonale pamiętam kiedy zostało zrobione. Mieliśmy wtedy po szesnaście lat i pierwszy raz wyjechaliśmy sami na wakacje do Dąbek. Albo Dębek? Nie mogę sobie przypomnieć. Wiem tylko, że to były najlepsze wakacje w naszym życiu. Naszym jedynym zmartwieniem była pogoda i to, czy kupiliśmy dość wina na wieczór. Wtedy byliśmy naprawdę szczęśliwi. Ja byłem naprawdę szczęśliwy. Dopóki wszystko się nie zmieniło... Odwracam wzrok od zdjęcia i wychodzę z pokoju. Nie chcę zbyt wiele myśleć o Mai, bo sprawia mi to ból. Wiem, że ją zawiodłem i że nie będę w stanie sobie tego nigdy wybaczyć.

Mama czeka na mnie w kuchni z kubkiem gorącej kawy. Na mój widok uśmiecha się szczęśliwa, ale o nic nie pyta, nie zaczyna rozmowy, czekając na mój ruch. Jednak nie mam ochoty rozmawiać. Siadam obok niej przy stole, biorę łyk kawy i tylko się uśmiecham. Wreszcie nie wytrzymuje.

ㅡ Jak się czujesz, synku? ㅡ pyta.
ㅡ Dobrze, mamo ㅡ odpowiadam trochę zgryźliwie, choć wiem, że nie jest jej łatwo rozpocząć tę rozmowę.
ㅡ Dlaczego nie powiedziałeś mi, że przyjeżdżasz?
ㅡ Chciałem ci zrobić niespodziankę, mamo.
ㅡ Maja nie ma z tym nic wspólnego? ㅡ pyta z wszystko wiedzącym uśmiechem, a mnie ściska w żołądku.
ㅡ Nie, Maja nie ma z tym nic wspólnego. Nie rozmawialiśmy ze sobą prawie dziesięć lat. ㅡ Staram się brzmieć neutralnie, ale widzę, że matki nie oszukam.
ㅡ Przeniosła się do Gdańska. Podobno ma tam świetną pracę.
ㅡ Cieszę się, że jej się układa.
ㅡ Wiem od jej matki, że wciąż jest sama. ㅡ W myślach błagam siedzącą przede mną kobietę, żeby zmieniła temat. Sam nie mam na to odwagi, bo wiem, że wtedy zacznie pytać, a ja nie chcę jej odpowiadać. ㅡ Taka mądra i ładna dziewczyna. To aż nie do pomyślenia, że wciąż nie wyszła za mąż. Chociaż pewnie kręci się koło niej sporo mężczyzn. Ta dzisiejsza młodzież, ciągle tylko praca i praca, w ogóle nie myślą o zakładaniu rodziny. ㅡ Patrzy na mnie wymownie, a ja już wiem do czego zmierza.
ㅡ Mamo, nie zaczynaj, bo pożałuję, że nie wynająłem pokoju w hotelu. ㅡ Postanawiam to przerwać i wstaję od stołu.

Odstawiam pusty kubek do zlewu i wychodzę z kuchni. Nie do końca wiedząc, co ze sobą zrobić, zakładam buty i wychodzę na spacer. Powoli przechadzam się uliczkami rodzinnego miasteczka, nie obierając konkretnego celu, lecz nogi same niosą mnie w dobrze znanym mi kierunku. Przez moment zastanawiam się czy budynek, do którego właśnie zmierzam, nadal stoi w tym samym miejscu, ale po chwili już go widzę. Wchodzę do małej lodziarni i staję w kolejce do kasy. I właśnie wtedy, jakby to był dzień spełniania marzeń, widzę ją w kolejce obok. Wciąż tak samo piękną, tak samo seksowną, tak samo niewinną. I chcę mieć ją tylko dla siebie. Już na zawsze.

“Her smile lets the devil in
With skin white as snow
Her frame delicate and thin
And I'm her Romeo
She's hot to touch
And I'm burning up
But I'll try again”*

*Counterfeit “Romeo”




a/n
Hej, ponownie! Nie powiem, kto mnie do tego namówił, ale dziękuję.  
Jeśli zauważycie jakieś błędy, to dawajcie znać. Być swoją własną betą nie jest łatwo.
Mam nadzieję, że nie wyszłam z wprawy.
Dobrze do Was wrócić.
Ściskam z całych sił,
Katia

KatiaZula

opublikowała opowiadanie w kategorii obyczajowe i miłosne, użyła 1607 słów i 8868 znaków, zaktualizowała 11 lip 2020.

3 komentarze

 
  • Somebody

    Wszelki duch kwarantannę chwali! Kto to wrócił i to w szczytowej formie?  :danss:  :bravo:

  • KatiaZula

    @Somebody z tą szczytową formą bym nie przesadzała, pisałam lepsze rzeczy 😉 cieszę, się, że jesteś ❤

  • Speker

    Cieszę się, że jesteś <3

  • KatiaZula

    @Speker Ja też <3

  • agnes1709

    No, nareszcie! Fajnie, czekam na rozwój wypadków, i mam nadzieję, że niedługo :D :kiss:

  • KatiaZula

    @agnes1709  <3 to się okaże. Wiesz, że bywa i tak, że mam kilkuletnie przestoje  :rotfl:

  • agnes1709

    @KatiaZula Może kopa? Ale uważaj - mam krzepę :D

  • Gaba

    @KatiaZula czy nie uważasz, że pozwalasz sobie na zbyt wiele??? Myślisz, że raz coś skrobniesz, że raz się odezwiesz, potem coś tam coś tam i jest ok??? No, se uważaj Młoda, albowiem będzie tak  :spanki: i  :krzeslo: i  :whip:! No i masz słuchać starszych. Znacznie.
    Do klawiatury i pisać a nie zasłaniać mi się wenami/srenami!  

    No nareszcie! Ładne. Ciekawe. Zacnie napisane. Masz dar, korzystaj z tego! Pozdrawiam  :przytul:

  • KatiaZula

    @Gaba nie wierze w żadne weny-sreny. To wymysł ludzi, którym się nie chce pisać i szukają wymówek. Moje przestoje wynikają z ograniczeń czasowych.
    Jak się znowu spóźnię, to się sama z tylkiem nastawię do bicia  :rotfl:

  • Gaba

    @KatiaZula nie obijam płci pięknej - to była przenośnia. Naciągnij dobę do 28h i będzie dobrze :yahoo:  :danss:

  • KatiaZula

    @Gaba z chęcią naciągnę 😆 potrzebuje tylko "know how"  :danss:

  • Gaba

    @KatiaZula rozwaliłaś mnie. I rozbroiłaś. Wrrrrrr :yahoo:  :bravo:

  • KatiaZula

    @Gaba do usług  :smiech2: