Zamiana braci - 5 KONIEC

W niedzielny poranek po pysznym śniadaniu odwiedzili pana Bolka a następnie Dominik oprowadził Dagmarę po najpiękniejszych zakątkach Kłodzka. Dziewczyna czuła się wspaniale w jego towarzystwie . Dochodziło między nimi do coraz śmielszych pieszczot, do odważniejszych pocałunków. I było jej z tym dobrze. Po raz pierwszy czuła się tak bardzo adorowana przez mężczyznę. I to przez jakiego mężczyznę!  
Obiad zjedli na mieście a wieczorem Dominik zaproponował pójście do teatru.
–     Może odłożymy to na inną okazję? – Próbowała wymigać się. - Nie mam nic stosownego do ubrania, a głupio czułabym się w tej sukience
–     Jaki widzisz problem? Idziemy do galerii i coś kupimy. – Taka wymówka nie była do zaakceptowania. - Więc jak, kochanie?
–     Ale... – Nie była przygotowana na taki wydatek.
–     Nie szukaj problemów, złotko. Zapewne powiesz mi, że szkoda pieniędzy... – Usłyszała echo swoich myśli.
–     A właśnie że nie! – Przerwała, ponieważ została rozszyfrowana. - Pożyczysz mi tylko na tę kieckę, bo nie spodziewałam się takiego wydatku.
Dominik zagadkowo uśmiechnął się. Oczywiście nie mogło być mowy o pożyczce. Po prostu kupił dziewczynie śliczną „małą czarną”. Dagmara wyglądała zjawiskowo. Włosy upięte w kokieteryjny kok, mocniejszy makijaż podkreślał jej śniadą cerę. Dominik był zachwycony, kiedy ujrzał ją schodzącą do holu pensjonatu.
–     Kochanie, miałbym ochotę wrócić na górę, wiesz o tym?
–     Przecież zaprosiłeś mnie do teatru, teraz nie ma wymówki, prawda pani Stefciu? –szukała potwierdzenia u nadchodzącej właścicielki.
–     Oczywiście, ale swoją drogą wyglądasz prześlicznie. Kolacja po powrocie, prawda Dominiku? – Zwróciła się gospodyni do gościa.
–     Tak jak się umówiliśmy. Chodź, kochanie, idziemy się „odchamić”.
Udali się do teatru na komedię romantyczną, po której wrócili do pensjonatu na kolację. Dominik poprowadził Dagmarę do  niewielkiej salki.
–     To nie zjemy w pokoju? – Zdziwiła się dziewczyna.
–     Dziś nie. Pokój zostawimy sobie na deser, dobrze? – Odpowiedział tajemniczo.
–     Dominik, dzisiaj był bajeczny dzień, niech trwa nadal. Zgadzam się na wszystko.
–     Kotku, zapamiętam to sobie.
Z głośników odezwała się romantyczna melodia. Kelnerka wniosła im kolacje. Dagmara czuła w powietrzu jakąś podniosłość chwili. Jadła powoli, delektując się pysznym jedzeniem. Atmosfera była coraz bardziej nasycona erotyzmem. Na twarzy dziewczyny pojawiły się pąsy. Kiedy kolacja dobiegała końca weszła pani Stefcia z tacą z szampanem.
–     I jak smakowało? – Spytała się gości.
–     Przepyszna pani Stefciu. Chyba użyła pani jakiś specyfików, bo... bo jakoś człowiek czuje się jak w niebie.
–     I staraj się człowieku, aby dziewczynie zaimponować, a ona to wszystko zrzuca na dobre jedzenie. – Dominik roześmiał się -Pani Stefciu, jednak, jako kobiety jesteście nieodgadnione.
–     To dlatego, abyście wy, mężczyźni, zawsze starali się o nas, prawda pani Dagmaro?
–     Tu ma pani rację. - Zgodziła się.
–     Usiądzie pani z nami? Zawsze traktowałem panią jako część rodziny. Mówiłem ci, kochanie, że moja mamusia i pani Stefcia były koleżankami w liceum. Przyjaźń pozostała do dziś. To tu zawsze spędzałem najpiękniejsze wakacje, nawet jeśli rodzice byli zajęci, to podrzucali nas do pani Stefci i mieliśmy super zabawę.
–     Dawne czasy, Dominiku. Ale tu zawsze będzie dla was miejsce, dla waszych dzieci także.
Dagmara spuściła głowę. Ponownie lekki rumieniec pokrył jej policzki. Na takie tematy nie była jeszcze gotowa do rozmowy. Dominik nalał szampana do lampek, także dla pani Stefanii.
–     Pozwólcie mi wznieść toast i zostawię was samych. – Powiedziała gospodyni. - Otóż wypijmy za miłość, jaka wiąże was coraz mocniej. Aby nigdy nie zgasła .
–     Ależ pani Stefciu,... – próbowała się bronić dziewczyna.
–     Dagmaro, pozwól, że będę ci mówić po imieniu. Kochacie się bardzo i nie ukrywaj tego dziewczyno. Pozwól temu wariatowi rozpieszczać się. Miał zostać moim zięciem, ale on widocznie czekał na ciebie. I po latach stwierdzam, że miał rację. Dominik wspominał mi, że jesteście krótko ze sobą – to przecież nie ma nic do rzeczy. Miłość nie wybiera.
–     Dziękuję bardzo za te słowa, ale to nie jest takie proste...
–     A więc wypijmy, kochane moje Panie. – tym razem przerwał Dominik.
Podnieśli lampki do ust, ale po chwili dłoń Dagmary zastygła. Na dnie lampki coś błysnęło.
Pomału wypiła do końca patrząc na Dominika. Uśmiechał się, ale jednocześnie patrzył z napięciem.
Kiedy wypiła odsunęła lampkę od ust, którą Dominik zabrał z jej ręki i wyjął zawartość, ukląkł przed nią, wziął jej prawą dłoń i powiedział:
–     Kochanie, wiem, powiesz, że to wszystko za szybko, ale ja już dłużej nie chce być sam. Kocham cię i chcę, abyś została moją żoną. Nie chcę czekać następnych ileś miesięcy, bo to nie ma sensu. To na ciebie czekałem całe życie i z tobą chcę dożyć starości. Usłyszę odpowiedź pozytywną?
–     Dominik, chciałabym odpowiedzieć ci tak, ale...
–     Dagmaro, przecież kochasz Dominika.
–     Ok, zgadzam się! – Dała za wygraną. - Podziękuj pani Stefanii, jest bardzo uparta.
–     I to mi się podoba. Teraz mogę zostawić was samych.
Pani Stefania wyszła, a Dominik założył Dagmarze pierścionek na wskazujący palec i wstał. Ujął jej twarz w swoje dłonie i pochylił się do jej ust. Połączył ich długi pocałunek.
–     Przeniesiemy   się do pokoju?
–     Kolację zjedliśmy, a więc myślę, że możemy.
Dominik schwycił Dagi na ręce i wkrótce byli w pokoju. Tu postawił ją na ziemi, ale nie wypuścił z ramion. Ponownie połączyli swoje usta w gorącym pocałunku. Dagmara chciała szukać jakiś argumentów, aby jeszcze zaczekać z oddaniem się, ale wtedy przypomniała sobie słowa pani Stefanii: miłość nie wybiera. Tak, kochała Dominika, chciała spędzić z nim resztę swego życia. A przede wszystkim wierzyła Dominikowi. Wierzyła w jego miłość. Chciała pokazać mu jak bardzo. I wtedy oboje zrozumieli, że wszystkie bariery zostały przełamane. Pomału pozbywali się swoich ubrań. Pragnęli siebie, ale nie spieszyli się. Oboje myśleli o partnerze. Dominik pamiętając o tym, że jest pierwszym mężczyzną ukochanej, chciał być jak najbardziej delikatny. Chciał ten jej pierwszy raz uczynić pięknym. I uczynił. Dagmara była pewna, że kocha i że jest kochana. Nie byłaby w stanie opisać swego szczęścia. Była po prostu szczęśliwa. I to szczęście oddawała także Dominikowi.  
Dobrze, że odbiór budowy mieli na 12,00, bo w przeciwnym razie byłoby im bardzo trudno wstać. Nie mogło być mowy o tym, aby  Dagmara została w pensjonacie. Jako asystentka i przyszła żona uczestniczyła w spotkaniu. Oczywiście, zrobiła furorę. I to dzięki niej odbiór odbył się bez problemów, tak że w poniedziałek wieczorem byli z powrotem w domu. Następnego ranka zbudziła się w ramionach Dominika.  
–     Ej, skąd ja tu się znalazłam? – spytała się leniwie otwierając oczy.
–     Teleportowałem cię. Jak się spało? – Pochylił się i pocałował w usta.
–     Dobrze,… wspaniale! Która godzina?
–     Zaraz siódma. Wstajemy?- Tak naprawdę to miał ochotę na pokazanie dziewczynie jak mocno ją kocha. -  Muszę być w firmie o 8,00.  
–     Oczywiście, ja też jeszcze pracuję. – odrzuciła kołdrę i wstała. - Wiesz, boję się spotkania z Darkiem. Dobrze, że on jest jeszcze nad morzem.
–     Daguś, myślę, że nie będzie tak źle. W gruncie rzeczy Darek nie jest złym facetem.  
–     Tak, wiem o tym. On jeszcze nie dorósł do niektórych rzeczy. – Usprawiedliwiała  go. - Widzisz, ja nie potrafię odpowiedzieć agresją na agresję. Boję się, że... – Dominik objął ukochaną i mocno przytulił do siebie.
–     Kochanie, nie myśl o tym teraz. Ja mam taką nadzieję, że jednak wszystko będzie dobrze. Idź teraz pod prysznic, ja zrobię śniadanie.
–     Dominik, to ja powinnam... – Nie chciała okazać się leniuchem.
–     Ani słowa więcej. Po pracy pojedziemy do ciebie i zabierzesz więcej rzeczy, bo nie puszczę cię już stąd.
–     Dominik, przyjeżdżają przecież twoi rodzice... – Próbowała oponować.
–     No i fajnie, chętnie poznają przyszłą synową. – Puścił do niej oczko.
–     I nie znajdę już żadnych argumentów, aby odwlec ten moment? – Spytała, ale wiedziała, że pytanie jest bezsensowne. I tak zrobi wszystko, aby tylko zadowolić ukochanego.
–     Nie, kochanie, nie znajdziesz. Marsz pod prysznic!
Szybko wyszykowali się do pracy. Kiedy wychodzili z domu  natknęli się na panią Zosię:
–     Dzień dobry, moi kochani. Widzę, że pomału sytuacja klaruje się, prawda? – Powitała ich z szerokim uśmiechem.
–     Pani Zosiu, sytuacja wyklarowała się. Zaręczyliśmy się w niedzielę. Mówiłem pani, że ja Dagmary już nie wypuszczę z rąk.
–     W takim razie gratuluję. Rozumiem, że mam zrobić miejsce w twojej garderobie? – Raczej stwierdziła niż zapytała.
–     Oczywiście! Teraz musimy już lecieć, bo jestem umówiony.
Dominik zawiózł Dagmarę do firmy Darka a sam pojechał do swojej. Tam napisała wypowiedzenie ze skutkiem natychmiastowym i zaniosła do pana Krystiana, prawą rękę prezesa, a jednocześnie przyjaciela rodziców obu braci. Wiedziała, że jemu może ufać.
–     Nie cofniesz już swojej decyzji? – Jeszcze jakaś nadzieja była w jego głosie.
–     Nie, panie Krystianie, nie cofnę.- Odpowiedziała pewnie. -  Długo zastanawiałam się, dobrze pracowało mi się w tym zespole, ale jak ktoś widzi we mnie tylko robola do pracy, to nie mogę pozwolić tak się traktować.
–     Darek? – To było stwierdzenie.  
–     Także i on ale to już nieważne. Przechodzę do Dominika. Poza tym chciałam poinformować, bo i tak do pana dojdzie, że zaręczyliśmy się z Dominikiem.
–     W takim razie gratuluję ci dziecko z całego serca. – Szczerze i z radością powiedział starszy mężczyzna. -   Muszę przyznać, że było mi cię szkoda dla Darka. Fajny z niego chłopak, ale jeszcze nie dorósł do prawdziwego życia. Jak zostałaś jego dziewczyną, to pomyślałem wtedy, że właściwie to pasujesz do Dominika. Kacper z Krysią wiedzą już?
–     Nie, rodzice Dominika wracają dziś z urlopu. Boję się, co powiedzą. - Dominik przyjął bardzo szybkie tempo.
–     No, ma chłopak już swoje lata. To do kiedy będziesz u nas?
–     Chciałabym już dziś, ale zobaczę, czy uda mi się wszystko pozamykać. Mam jeszcze urlop do wykorzystania, więc zobaczymy.
–     A Darek już wie?
–     Nie, jest nad morzem... proszę do niego nie dzwonić, chyba że sam zapyta się o mnie.
Dagmara spięła się i udało jej się do końca dnia pozamykać wszystkie sprawy i przekazać je panu Krystianowi. W  drodze powrotnej zajechali do domu Dagmary i wzięła – wbrew sobie, ale Dominik umiał ją przekonać – trochę ubrań. W najbliższych dniach zaplanował całkowitą przeprowadzkę. Kiedy dojechali do domu pani Zosia oznajmiła im, że obiadu nie będzie, bo za półtorej godziny ma być kolacja.
–     To staruszkowie już są? – Dominik ucieszył się.
–     Dominik! Dobrze, ze mama tego nie słyszy. – Srogim głosek skarciła go jak chłopca, ale z twarzy nie znikł uśmiech. -  Na kolacji będą. Dagmara, spokojnie. Jak mnie zawojowałaś, to nie będziesz miała problemów z rodzicami Dominika.  Zmykajcie stąd.
–     A może coś pani pomóc? Chyba nie znajdę sobie miejsca.- Dziewczyna była jednym kłębkiem nerwów.
–     Chodź kochanie, znajdę ci zajęcie.
–     Aha, zrobiłam porządek w twojej garderobie. – Dorzuciła za nimi gospodyni - Zrobiło się bardzo dużo miejsca.
–     No, nie wątpię.
Udali się do pokoju Dominika. Obok znajdowała się duża garderoba , gdzie Dagmara rozwiesiła swoje ubrania. Zastała mężczyznę odpoczywającego na tarasie.
–     Tu jesteś. – Powiedziała siadając mu na kolanach. - Dominik, boję się, coraz bardziej.
–     Powiedz tylko czego, kochanie?
–     Widzisz, dla mnie tempo jest za szybkie, a co sobie pomyślą twoi rodzice? Przed ich wyjazdem na wczasy byłam z Darkiem, teraz jestem z tobą... – Jej myśli kotłowały się.
–     Kotku, znam moich rodziców, oni znają dobrze zarówno Darka jak i mnie. - Wiedzą, jakie jest podejście Darka do życia. A to, że jesteśmy teraz razem to ich tylko ucieszy. Zapewniam cię, że z ich strony uzyskamy pełną aprobatę. Ciebie, kotku, nie sposób nie kochać.
–     Dominik, ja mówię poważnie... może nie mówmy jeszcze o zaręczynach, to może być dla nich za dużo... – wciąż nie była przekonana.
–     Nie, Daguś. Powiemy o wszystkim od razu. Jak w przeciwnym razie zorganizujemy szybki ślub.  
–     A jeśli... a jeśli po jakimś czasie stwierdzisz, że pomyliłeś się co do mnie? Ślub to bardzo poważna sprawa.
–     Rodzice od dawna powtarzali mi, że powinienem się ustatkować. Tempo naszego związku nie ma nic do rzeczy. Uśmiechnij się skarbie, wszystko będzie dobrze. Muszę się do czegoś przyznać.
–     O, cóż to takiego? – zdziwiła się.
Nie odpowiedział, tylko pocałunkami pieścił jej szyję, kark. Ssał płatek ucha doprowadzając dziewczynę na coraz wyższy stopień podniecenia. Szeptem ponowiła pytanie:
-       Do… do czego… chciałeś się… przyznać…  
Zignorował pytanie albo też nie bardzo doszło ono do niego. Bliskość ukochanej coraz bardziej rozpalała jego zmysły. Lewa dłoń wsunęła się pod bluzeczkę, docierając pod koronkę stanika i odszukując nabrzmiałe już sutki. Na udzie czuła twardniejącą męskość. Gdzieś w głębi świadomości coś mówiło jej, że to nie pora, ale… zwyciężyło pożądanie. Odwróciła głowę i odnalazła gorące usta  mężczyzny łącząc języki w zwariowanym tańcu. Oboje byli zachłanni i spragnieni. Jakby zaraz świat miał się skończyć. Jeszcze nie zaczęli a już żadne nie potrafiłoby zawrócić z drogi. Po chwili bluzeczka i stanik znalazły się na ziemi a Dominik obsypał pocałunkami obie nabrzmiałe i głodne pieszczot półkule. Językiem kręcił kółka wokół chropowatych otoczek sutków, by w następnej sekundzie ssać je i lekko przygryzać. Nieznaną do tej pory pieszczotą wprowadzał kochankę do krainy rozkoszy. Z jej ust wydobywały się coraz głośniejsze dźwięki. Jeszcze nie jęki, ale już nie westchnienia. Nagle podniósł dziewczynę za biodra, zsunął jej majteczki, ona pomogła zdjąć mu spodnie i bokserki uwalniając prężnego i w pełnej gotowości członka. Pociągnięta przez kochanka usiadła mu z powrotem na kolana nadziewając się ociekającą sokami muszelką na oczekującego penisa. Pomału, milimetr po milimetrze… głębiej… coraz głębiej… patrząc sobie w oczy… zawierzając siebie… do końca… lekkie uniesienie bioder… i ponownie do dna… znowu w górę, tym razem wyżej, by opadając wydobyć jęk z gardła dziewczyny. Zgrywając się ruchami wychodzili sobie naprzeciw, coraz szybciej, zatracając się w szaleńczej ekstazie, w drodze ku spełnieniu. I nie upłynęło dużo czasu, kiedy silne skurcze pochwy opinające coraz ciaśniej fallusa oznajmiły mężczyźnie o nadchodzącym orgazmie. W kilka sekund później ciało dziewczyny wygięło się w łuk a z jej ust wydostał się tłumiony krzyk, co spowodowało, że także Dominik doszedł i zalał wnętrze swoim nasieniem. Wciąż trwając w sobie, wtulili się w swoje spocone ciała tworząc jedno. Pomału ich oddechy uspokajały się.  
Po kilku minutach usłyszała szept koło ucha:
-     Myszko, miałbym ochotę na ciąg dalszy, ale słyszałem klakson. Rodzice nadjeżdżają.  
-     Zdążę wziąć prysznic? Nie chciałabym, aby zobaczyli mnie w takim stanie.
-     Wyglądasz bosko, Daguś. Biegnij pod prysznic, zaczekam.
Wstała wypuszczając ze swojego wnętrza penisa całkiem jeszcze pokaźnych rozmiarów. Uśmiechnęła się, pochyliła, delikatnie pocałowała w czubek i uciekła do łazienki. Usłyszała za sobą śmiech ukochanego i jego słowa:
-     Obiecuję ci, że dokończysz sprawę. I to jeszcze dziś.  
Pełna jakiejś wewnętrznej siły, wzięła szybki prysznic, po którym założyła na siebie sukienkę bez rękawów, wkładając pod spód stanik bez ramiączek oraz strigi. Tak naprawdę to myślała już o wieczorze z ukochanym i to dla niego była ta bielizna. Jeszcze tylko muśnięcie ust błyszczkiem i zeszli na dół, gdzie pani Zosia witała się już z gospodarzami domu.
Znała ich, głównie pana Kacpra, z wizyt w firmie Darka. Byli to eleganccy pięćdziesięciolatkowie. Dominik przywitał się z obojgiem.
–     O, jak pięknie opaleni! Tylko pozazdrościć! Mamuś, wyglądasz cudownie.  
–     Cześć Dominik, ty też jakoś zakwitłeś.
–     Bo mam dla was niespodziankę. Tato – zwrócił się do ojca - widzę, że zadbałeś o mamę, odmłodniała z 10 lat.
–     Nietrudno dbać o kogoś tak wspaniałego. – Mówiąc to Kacper przytulił żonę do siebie i pocałował w usta.
–     Tu ci muszę przyznać rację. Tęskniliśmy za Wami z panią Zosią. I mam dla was niespodziankę. Chodź, Daguś...  – wziął ukochaną za dłoń i podeszli do starszych państwa. - Pozwólcie sobie przedstawić przyszłą synową. Postanowiłem zawalczyć o dziewczynę i udało mi się. Obiecałem ci mamuś, że w tym roku zabawimy się na weselu – słowa dotrzymuję. Kochanie, poznaj moich rodziców, a zarazem i przyjaciół.
–     Witaj dziecko w naszej rodzinie. – Pani Krysia ucałowała dziewczynę w oba policzki. - Skoro Dominik uważa, że chce z tobą spędzić resztę życia to my przyjmujemy jego decyzję z pełną aprobatą.
–     Ja także cieszę się, że to będziesz właśnie ty. Witaj w rodzinie, Dagmaro. – Także pan Kacper przywitał się serdecznie z wybranką syna. – Dajcie nam pięć minut na odświeżenie się i siadamy do kolacji.
Po około pół godzinie wszyscy siedzieli przy kolacji, którą spędzili w bardzo rodzinnej atmosferze.
–     Dominik, opowiadaj, co się tu działo? Co w firmach?- Ojciec był ciekaw każdego szczegółu.  
–     U mnie wszystko Ok, Kłodzko zaliczone z drugim etapem. Tylko pan Bolek jest w szpitalu, jakieś zapalenie. Z pomocą Dagmary udało mi się opanować papiery. Od jutra jest moja asystentką.
–     A co na to Darek? – w głosie matki słychać było troskę. - Co u niego w ogóle słychać?
–     Darek jest na wczasach z przyjaciółmi.
–     Pan Krystian trzyma rękę na pulsie. – Dodała Dagmara.
–     Darek nie wie jeszcze o twoim odejściu? -  Raczej stwierdził pan Kacper.  
–     Chyba nie. Prosiłam pana Krystiana, aby nie dzwonił do niego z tym. – Odpowiedziała ze spuszczoną głową dziewczyna.
–     A wie, że wy jesteście razem? Bo byłaś do tej pory z nim, prawda? – Drążyła dalej temat stroskana matka.
–     Tak, byłam z Darkiem – odpowiedziała -  ale zrozumiałam, że to nie  z nim chcę spędzić resztę życia. Ja jemu zresztą też nie odpowiadałam, jestem za mało rozrywkowa.
–     Nie uważasz, że powinnaś mu powiedzieć?  
–     Pani Krysiu, ja zerwałam z Darkiem. Nie mogłabym oszukiwać go. – Bolały ją te słowa ze strony mamy Dominika, ale jednocześnie rozumiała ją, co zresztą powiedziała w następnym zdaniu - Rozumiem, jeśli będzie pani miała o to do mnie żal...  
–     Nie, nie o to mi chodziło. Bardzo dobrze, że zachowujesz kolejność...
–     Mamuś, wszelkie uwagi kieruj do mnie. – Dominik postanowił przyjść z pomocą i wziąć na siebie winę. - To ja wziąłem ekspresowe tempo, po prostu nie chcę już być sam. A wiem, że z Dagmarą będziemy się zgadzać. Potrafimy osiągnąć kompromis. A to chyba najważniejsze.
–     To na kiedy szykujemy wesele? – Ojciec także chciał zmienić temat.
–     Ja oczywiście chciałbym jak najszybciej...  
–     A ja uważam, że trzeba to zrobić spokojnie. – Przerwała dziewczyna. -  Mój tata...
–     Do twojego taty to pojedziemy w najbliższych dniach, dobrze? – Niezrażony niczym Dominik nie zmieniał swojej taktyki. -  Może nawet i jutro. Co ty na  to?
–     Dominik, jesteś w gorącej wodzie kąpany... zobaczymy...
–     Dagmara, czy czasem nie martwisz się o koszty wesela? – Wtrąciła pani Krystyna.  
–     Między innymi także i o to. – Przyznała się. – Nie wiem…
–     Pozwól nam, dziecko, zająć się wszystkim. – Starszy pan przeciął jej obawy. - Chętnie spotkamy się z twoimi rodzicami.
–     Dagi mama nie żyje. Ma tylko tatę oraz jego drugą żonę.
–     To nie ma znaczenia. Jak uważasz, na weekend tata da radę przyjechać do nas? Oczywiście z żoną.- Najwidoczniej mama Dominika już zaczynała planować najbliższe dni.
–     Tato, pojedziemy jutro po południu do Szczecina to porozmawiamy z nim. Zgadzasz się, kochanie? – Zapytał Dagmary.
–     Dobrze, ale powtórzę jeszcze raz: to dla mnie za szybkie tempo. – Zgodziła się, ale zwoje zdanie musiała powiedzieć.
Po kolacji Dagmara pomogła sprzątać pani Zosi. Po kilku minutach pani Krysia poprosiła ją do ogrodu.
–     Porozmawiamy?
–     Oczywiście.  – Idąc w stronę altany spytała - Chodzi pani o mój związek z Dominikiem?
–     Chcę cię po prostu poznać. Nie zrozum mnie źle, ale jestem tylko matką.
–     Pani Krysiu, rozumiem panią bardzo dobrze. Mając takiego syna też martwiłabym się, czy nie wpakuje się w jakiś chory związek.... Jeszcze kilka dni temu gdzieś głęboko skrywałam myśl o Dominiku. Nie dopuszczałam do siebie takiej możliwości. Byłam przecież z Darkiem... pani Krysiu, ja nie zdradziłam Darka. W piątek stało się coś, po czym nie mogłabym już być z nim. I wtedy Dominik był przy mnie... Ja nie chciałam skłócić braci i nadal nie chcę. Dominik zapewniał mnie, że nic takiego nie będzie miało miejsca, ale ja nadal mam obawy. Boję się spotkania z Darkiem...
–     Co Darek Ci zrobił? – matka wyczuła, że jej młodszy syn skrzywdził czymś dziewczynę.
–     Nie chcę o tym mówić. Pani Zosia pomogła wtedy zrozumieć, że świat nie kończy się na Darku. Ona widać bardzo lubi Dominika... Zresztą jego nie sposób nie kochać... pani Krysiu, nie skrzywdzę go. Wiem, że wszystko dzieje się za szybko, ja po prostu nie mogę Dominikowi niczego odmówić. Kocham i chciałabym uczynić go szczęśliwym, ale czy mi się uda? Bo kim ja jestem...
–     O nie, Dagmaro! -  natychmiast przerwała. - Tak nie pozwolę ci myśleć. Widzę, że z was obojga tryska miłość. Pierwsze wrażenia zrobiłaś na mnie pozytywne, a dalej to poznamy się, prawda? Chciałabym, abyśmy zostały przyjaciółkami. Dominik jest odpowiedzialnym człowiekiem. Skoro uznał, że ty jesteś tą osobą, z która on będzie szczęśliwy, to tak widocznie będzie.
–     Dziękuję pani za zaufanie... Jest jeszcze coś, co mnie dręczy...  – dodała .- Dominik chce, abym już teraz zamieszkała z nim... Wiem, że nie powinnam, ale...
–     Ale także chcesz tego, prawda? – Uśmiechnęła się matka.
–     I tak i nie. Przecież nie  powinniśmy... – I znowu rumieniec pokrył jej policzki, co wywołało ponowny uśmiech u rozmówczyni. Siedząc na ławce wzięła, chcąc dodać dziewczynie otuchy wzięła jej dłonie w swoje i mocno ścisnęła.
–     Dagmara, powiem tak: jeśli nie jesteś do tego przekonana, jeśli miałabyś postępować wbrew sobie, to porozmawiaj z Dominikiem. Jednak jeśli obawiasz się tylko reakcji innych, to niepotrzebnie. Teraz są inne czasy, może nie ze wszystkim zgadzam się, ale jesteście już dorośli. Dominik jest odpowiedzialnym człowiekiem, jeśli powiedział, że chce z tobą spędzić resztę życia to tak jest. I założę się, że nikt i nic nie zmieni jego decyzji: dziewczyno, po prostu przepadłaś! Przyznam ci się, że podobnie było ze mną. Byłam zakochana w koledze Kacpra, jednak los chciał inaczej. Kacper uwziął się na mnie – nie miałam szans, musiałam zgodzić się zostać jego żoną. Po latach mogę powiedzieć, że to była najlepsza decyzja w naszym życiu. Nie powiem, są między nami sprzeczki, są różnice zdań, nawet było kilka cichych dni, ale zawsze chodzi o błahostki. W poważnych sprawach zawsze dyskutujemy i podejmujemy decyzje razem. Niedługo minie 35 lat jak jesteśmy razem – 35 wspaniałych lat. I dlatego nie patrz się na innych: chcecie razem zamieszkać to nie ma sprawy. Kochacie się, a to jest najważniejsze. Będziemy musieli pomyśleć o jakimś remoncie, aby tamte skrzydło było tylko dla was.
–     Pani Krysiu, Dominik ma wspaniały pokój, nam wystarczy.
–     Coś mi się zdaje, że mój syn będzie uważał inaczej. Pozwól mu na szaleństwa. On tak długo czekał na ciebie.
–     Jak nie będę wstrzymywać Dominika to on gotów naprawdę na wielkie głupstwa.
–     Czy o mnie, kochanie, mówisz? – usłyszała zza pleców.
–     A o kim innym? – Odwróciła głowę w stronę przybyłego. – Zdałeś tacie relacje z Kłodzka?
–     Pobieżnie. Mamuś, mogę ci porwać Dagmarę?
–     Oczywiście, my też już pójdziemy spać.
Koło basenu spotkali pan Kacper.
–     Młodzi niech idą, ale my nie tak szybko. Dzwonił Darek, że chce zajechać za pół godziny.
Dagmara spojrzała przestraszonym wzrokiem na Dominika. Mężczyzna mocniej przytulił ją do siebie.
–     Daguś, jestem z tobą, czy chcesz dzisiaj z nim porozmawiać?
–     Wolałabym mieć to już poza sobą...
–     Idźcie na górę, zawołam was jak przyjedzie.
Najbliższą godzinę przesiedzieli wtuleni w siebie. Ciszę przerywały od czasu do czasu odgłosy delikatnych pieszczot. Oboje pragnęli czegoś więcej, ale myśl o mającej się odbyć rozmowie nie pozawalała im rozwinąć skrzydeł. Około 22,00 tata Dominika  zawołał ich do salonu. Kiedy weszli zastali Darka stojącego przy oknie.
–     Cześć braciszku, podobno chciałeś ze mną… Dagi? – nie mógł ukryć zdziwienia z widoku byłej dziewczyny otoczonej ramieniem swego brata - co tu jeszcze robisz? Nie byłaś w pracy? Nie jesteś już ze mną, skończyła się laba.
–     Cześć, Darek…
–     Dominik, pozwól mi... – szeptem przerwała dziewczyna - Darek, dziś złożyłam wypowiedzenie. Do końca tygodnia wzięłam urlop.
–     Słucham? – Nie mógł ukryć zdziwienia - Ojciec, widzisz, jakie obecnie jest podejście do pracy? Czy znajdziesz gdzieś lepsza posadę?
–     Tak, znalazłam, ale i tak bym odeszła. Darek, ja słyszałam o czym rozmawiałeś w piątek przy samochodzie.
–     Dagmara, obraziłaś się? O takie głupstwa?  Mam cię przeprosić? – W głosie mężczyzny słychać było drwinę.
–     Powiem tak: poczułam się urażona. Decyzji nie zmienię, poza tym jest jeszcze jedno, o czym chyba powinieneś wiedzieć... Zalecałeś mi zakon...
–     Nie powiesz chyba, że wybierasz się tam? – śmiech rozległo się po salonie.
–     Nie, tam nie… - jakoś nie umiała poradzić sobie z tą rozmową. Może obecność rodziców obu braci była powodem jej roztargnienia, może nerwy dały znać o sobie. Jak zwykle z pomocą przyszedł Dominik:
–     Pozwól, Daguś, że ja to powiem: poprosiłem Dagmarę o rękę i zostałem przyjęty. Poza tym to u mnie Dagmara dostała pracę.
Ta wiadomość zaskoczyła Darka kompletnie. Stał z rozdziawioną buzią i wpatrywał się w stojących przed nim tulących się do siebie młodych ludzi.
–     Wy żartujecie, prawda? – Gdyby nie poważny temat rozmowy, to zapewne oboje roześmiali by się z miny Darka – po prostu bezcenna i nie do opisania.
–     Nie, nie żartujemy. Planujemy pobrać się i to możliwie najszybciej.
–     Dagmara, czyli abym mógł się z tobą przespać powinienem się ci oświadczyć? To by wystarczyło?
–     Darek! Nie pozwolę Ci tak odzywać się do Dagmary. – Pani Krystyna pomimo swoich zasad nie ingerowania w sprawy synów nie wytrzymała i zwróciła uwagę młodszej latorośli.  
–     Nie, Darek, nie wystarczyłoby. – Dagmara mając obok siebie ukochanego nabrała odwagi i ciągnęłą pewnym siebie głosem. - Przecież my nie nadajemy na tych samych falach. Ty chcesz jeszcze się bawić, nawet seks jest dla ciebie zabawą. Ja tak nie uważam. To poważna decyzja...
–     I podjęłaś ją w ciągu trzech dni?- przerwał.-  Fakt, Dominik więcej posiada, bo zajął się tylko pracą. Zanudzisz się przy nim, chociaż muszę przyznać, że z was obojga to ponuraki. Nie umiecie korzystać z życia. Jak byście byli rówieśnikami  rodziców.
–     Nam tak jest dobrze. – Spojrzała z miłością na partnera.
–     No to wasz wybór, ale pracy nie musiałaś zmieniać. Kogo mam teraz dać na twoje miejsce? – Ten problem wydawał mu się obecnie najważniejszy.
–     Darek, to Twój problem. Ja chciałabym tylko, abym nie stanęła między wami. Uważam, że postąpiłam uczciwie: nie zdradziłam ciebie, a to co jest między mną a Dominikiem to zrodziło się później, nie ma z tobą nic wspólnego.
–     Nie mam nic do was. Jak to mówią: jak sobie pościelisz tak się wyśpisz.
–     A co do pracy to myślę, że jak będziesz miał jakieś problemy, to pomogę dopóki nie znajdziesz kogoś na moje miejsce. – Zaraz jednak dodała: Oczywiście, tylko nie chciałabym spotykać się z Gośką. Ja nie potrafiłabym zgodzić się, aby osoba, którą kocham sypiała z kim popadnie.
–     Ach, to o to ci chodzi! – Roześmiał się – to tylko takie gadanie...
–     Darek, za słowa trzeba być odpowiedzialnym.
–     Gdyby chodziło o kogoś innego to próbowałbym wpłynąć na ciebie, ale że to z moim bratem kumasz się, to odpuszczę. Będę się zmywał, bo czekają na mnie z imprezką. Cześć wam.
Darek wyszedł a Dagmara wtuliła się w Dominika. Miała za sobą rozmowę i ciężar spadł jej z serca. Bała się, że będzie powodem kłótni między braćmi, ale na szczęście tak się nie stało. W zasadzie zachowanie Darka zaskoczyło wszystkich. Ani razu nie powołał się na uczucia, co utwierdziło przede wszystkim Dagmarę, że tych uczuć nigdy nie było. Wrócili do pokoju Dominika, gdzie po raz pierwszy oddała się mężczyźnie z pełną świadomością, pokazując mu jak bardzo go kocha.

Następnego dnia Dagmara pojechała do firmy z Dominikiem. Mężczyzna polecił dokonać zmiany w biurze, aby w pokoju obok posadzić ukochaną. Najchętniej to posadziłby ją w swoim gabinecie, ale temu sprzeciwiła się Dagmara. Około 12 wyjechali udali się do Szczecina. Dagi uprzedziła macochę, że przyjedzie w odwiedziny. Dominik został przyjęty przez rodziców bardzo serdecznie. Oboje ucieszyli się, że Dagi znalazła w końcu kogoś, kto i ją pokochał. Pani Krysia zorganizowała cudowny weekend, podczas którego wszyscy poznali się i dogadali się co do wesela dzieci.. Pomimo widocznej różnicy klasowej ojciec Dagmary w ani jednej sekundzie nie odczuł nic. Był z żoną traktowany już prawie jak członek rodziny. Cieszył się, że jego córka trafiła na tak dobrego człowieka. Dał się przekonać, aby rodzice Dominika wzięli na siebie koszt zorganizowania wesela. Dagmara była szczęśliwa i to szczęście nie malało z upływem dni. Kochała i była kochana. Współpracownicy Dominika przyjęli ją bardzo serdecznie. Podczas przygotowań do wesela pozwoliła szaleć pani Krysi i Anecie, swojej macosze, które wybrały dla niej cudowną suknię. 15 października stanęła przed ołtarzem i przyrzekli sobie dozgonną miłość. Po przyjęciu życzeń od wszystkich gości Dagmara dała mężowi najpiękniejszy prezent, jaki mogli sobie zamarzyć: dzieciątko, które nosiła pod sercem, przebijając tym samym jego kolejną niespodziankę – wyjazd w podróż poślubną na Rodos, gdzie spędzili niezapomniane 10 dni. Dużo zwiedzali, bo szkoda im było leżeć tylko na plaży. Po powrocie zabrali się do pracy. Dagmara pracowała do ósmego miesiąca. 13 maja urodziła śliczną dziewczynkę, której dali na imię Diana. Po dwóch latach powiększyła się rodzinka o Damiana. Po kolejnych 6 latach przyszedł na świat jeszcze Daniel. Żyło im się bardzo dobrze. Oczywiście, nikt nie mówi, że nie było kłótni i sprzeczek, ale że oboje byli zdania, że każdą rzecz trzeba wyjaśnić już na początku, tak że nie było jednej nocy, kiedy by szli spać pogniewani. I w stu procentach pasowałoby zakończenie, jak w tysiącach bajek:  I ŻYLI DŁUGO I SZCZĘŚLIWIE!!!

KONIEC


Przepraszam, że tak długo nie wrzucałam tej części, ale tak się jakoś złożyło.

Minka227

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 5606 słów i 32584 znaków.

8 komentarzy

 
  • milenka25

    Znow wrocilam do tego opowiadania :)

  • Minka227

    @milenka25 cieszę się bardzo

  • milenka25

    Opowiadanie cudowne zawsze wracam do niego zeby je przeczytac a czytam je juz chyba z 50 raz :-)  pozdrawiam wierna czytelniczka

  • niezapominajka13

    Cudowne opowiadanie

  • Minka227

    @niezapominajka13 Dziękuję i cieszę się, że Ci się podobało.

  • grafoman

    Przejrzałem twą twórczość od deski do deski i ... wgniata w fotel  ;) . Bez względu czy piszesz bardziej miłosne historie czy erotyczne to jest to literatura z górnej półki. Chylę czoła i dziękuję za piękne zakończenie opowiadania.

  • Minka227

    @grafoman Aż brak słów na takie pochwały - dziękuję. Zmuszasz tym mnie jednocześnie, abym nie zeszła ponad ten poziom - postaram się ;)

  • Micra21

    Szkoda, że to już konieeeeec!!! Musisz wymyslić coś nowego, równie dobrego. Do tej beczki miodu malutka kropelka dziegciu - sprawdź przecinki, bo mi coś zabrakło. Ale opowidanie SUPER! Pozdrawiam

  • Minka227

    @Micra21 Już mi od tych przecinków i od czytania w kółko tej części robi się karuzela;)

  • Micra21

    @Minka227 To zostaw do jutra, świat się nie zawali. Odczekaj i popraw. ;)

  • czarnyrafal

    Tak się jakoś złożyło,że wyszła piekna Bajka. Bajarko baj następną bo masz ku temu niewątpliwy talent-co tu dużo gadać-nie należy tego marnować.Ja czekając nań przewertuję na powrót części już przeczytanej,ku pokrzepieniu serca. :kiss:  <3

  • Minka227

    @czarnyrafal Ciężko prozę życia zamienić w bajkę, ale postaram się.

  • czarnyrafal

    @Minka227 toż Ty już to uczyniłaś-nie kryguj się .Wszakuczyniłaś to na naszych oczach,zamieniając prozę w poezję życia-tak życia. :kiss:  <3

  • Misiaa14

    Boskie!!!! Oh no nie mam  słów podziwu ♡♡♡

  • Tosia12283

    Genialnie <3

  • Minka227

    @Tosia12283 Dziękuję