Słodycz Piekła VIII

Świat bez Lisanny

Sebastian był zdeterminowany. Skoro chwilowo nie mógł być u boku swojej ukochanej, to przynajmniej coś dla niej zrobi. Liczył na to, że kiedy znów ją zobaczy, będzie już wiedział kto zamordował Patricka i być może nawet pomści jego śmierć. Teraz znalazł się w odpowiednim miejscu by się czegokolwiek dowiedzieć. Jednak dziewczyna, do której zwrócił się o pomoc nie chciała mu jej udzielić. Siedziała przy stoliku w kawiarni z zacięta miną. Obiecała mu pomóc, a potem nagle postanowiła milczeć.

Nie utrudniaj mi życia Elore, po prostu chcę żebyś to zobaczyła - poprosił po raz kolejny.
Widzisz, chodzi o to, że chyba wcale nie chcesz tego wiedzieć… - wyjaśniła przepraszająco.
Więc już wiesz kto? - Dziewczyna milczała. Uderzył pięścią w stół. - Powiedz mi!  
Mathias - wyszeptała w końcu po dłuższej chwili milczenia.  

Spojrzał na nią niedowierzająco. Nic co by powiedziała nie mogłoby sprawić, że byłby w większym szoku. Każdy, tylko nie jego mentor i do tej pory… najlepszy przyjaciel.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Wściekłość mieszała się z bólem zdrady. Jak on mógł mu to zrobić?! Dlaczego w ogóle próbował?

- Wiesz kim ona jest - oznajmił spokojnie Mathias. - Kiedy się domyśliłem miałem nadzieję, że uda mi się was rozdzielić. Zabicie tego człowieka w taki sposób, żeby myślała, że to ty wydało mi się całkiem dobrym rozwiązaniem.  
- Nie obchodzi mnie kim ona jest! - warknął Sebastian - a ty doskonale o tym wiedziałeś!

Mężczyzna westchnął.

- Gdybyś ją tu przyprowadził… Starsi nigdy by jej nie zaakceptowali. Prawdopodobnie chcieliby ją zabić.
- Masz mnie za głupca? - chłopak spojrzał mu w oczy. - Nigdy nie zamierzałem jej tutaj zabierać. Są inne miejsca.
- Więc zamierzałeś nas opuścić? - spytał zgryźliwie tamten.

Sebastian nie potwierdził ani nie zaprzeczył. Nie musiał. To było oczywiste. Zrobiłby dla Lisanny wszystko. Nie ważne kim była i co to by miało być.

- Ona nie wróci - odezwał się po chwili milczenia Mathias. - Pozwoliłeś ją zabrać jednemu z nich. Nigdy nie pozwolą jej odejść.  
- Wiem o tym - z całą stanowczością odpowiedział Sebastian. - Ale ja i tak zrobię wszystko żeby ją odzyskać. I nikt mnie przed tym nie powstrzyma. Zwłaszcza Ty.  
- Wszystko może nie wystarczyć - wyszeptał ponuro mężczyzna.

Siódme spotkanie

Nie! Nie! Nie! To nie działało i Lisanna nabrała przekonania, że nigdy w jej przypadku nie zadziała. Nie potrafiła stworzyć świetlistej tarczy i odepchnąć od siebie upiorów. Nie była również przekonana czy to na pewno dobre rozwiązanie. Zaraz… ktoś jej kiedyś powiedział, że to jak sen, sen, który można samemu kreować. Nie pamiętała kto i kiedy, ale stwierdziła, że znacznie bardziej przemawia do niej ten pomysł. Zdesperowana wyobraziła sobie, że jest niewidzialna, że jej światło gaśnie. W myślach otoczyła się płaszczem z cienia. Zbliżające się upiory wyglądały na zdezorientowane. Ten, który był najbliżej niej zawył z wściekłości i zawodu. Lisi wyobraziła sobie ciepłe światło, które pojawia się w oknie oddalonego od nich o paręnaście metrów, zrujnowanego budynku. Postacie odwróciły się w jego stronę, dezorientacja zniknęła, powoli, niemalże leniwie, popłynęły ku nowemu źródłu światła. Lisi poczuła przypływ triumfu. Po raz pierwszy, po setkach nieudanych prób, udało się jej odegnać upiory.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Rafael odsunął się od niej zaskoczony. Jak? To nie było możliwe! Nie mógł się tak cholernie pomylić! …a jednak. Widział to na własne oczy. Gdyby wiedział, nigdy by jej tutaj nie przyprowadził. …a teraz… z jego winy… dziewczyna była w niebezpieczeństwie. Gdy się odezwał jego głos był stanowczy i chłodny. Zupełnie jak gdyby nic się nie wydarzyło. Jakby nie zdawał sobie sprawy z tego, że Maven również to widział.  

- Zabierz ją do akademika, niech odpocznie - rozkazał chłopakowi.  

Maven wpatrywał się w niego przez chwilę, ale ostatecznie tylko skinął głową. Lisi otworzyła oczy. Uśmiechnęła się do nich, ale jej uśmiech szybko zniknął, gdy patrząc na ich pobladłe twarze zorientowała się, że coś jest nie tak. Rafael jeszcze przez chwilę łudził się, że może nikt nie zauważył jej przemiany, ale jego nadzieje rozwiały się gdy usłyszał na schodach wieży ciężkie kroki regimentu strażników.  

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Sterylny pokój, białe ściany, białe łóżko z białą, sztywną pościelą. Lisi czuła się nie tyle jak w więzieniu, co raczej jakby trafiła do szpitala psychiatrycznego, a to było jeszcze gorsze. Nie zdając sobie z tego sprawy użyła mocy Cieni, ich najgorszych wrogów. Czuła się zagubiona i skonsternowana. Otaczający ją Posłańcy najwyraźniej też tak się czuli, a przynajmniej Rafael tak się czuł. Nie mieli pojęcia co z nią zrobić. Gdy prowadzili ją do tego dziwnego miejsca słyszała pełne nienawiści szepty. Najbardziej jednak zabolało ją gdy Maven odwrócił od niej wzrok. To zupełnie tak jakby uważali, że się nagle zmieniła, a przecież tak nie było. Zrobiła coś inaczej niż tego oczekiwali, ale w dalszym ciągu przecież pozostawała sobą. Gdy ktoś otworzył drzwi podniosła wzrok, ale nie wstała z łóżka na którym siedziała. Rafael wszedł do środka, starannie je za sobą zamykając. Zupełnie jakby mogła stąd uciec… W dalszym ciągu przecież nie wiedziała nawet gdzie leży Elora, a co dopiero to konkretne miejsce.

- Lisi, przepraszam - zaczął mężczyzna podchodząc do niej. - Gdybym wiedział, że jesteś jedną z nich, nigdy bym cię tutaj nie zabrał. Nie spodziewałem się…
- Co ze mną zrobią? - przerwała mu ani odrobinę nie chcąc słuchać jego tłumaczeń.

Rafael wzdrygnął się jakby zupełnie nie był przygotowany na to pytanie.

- Nie wiem - przyznał cicho - jeszcze nigdy nie zdarzyło się by pojawił się ktoś będący połączeniem obydwu ras. - W końcu podniósł na nią wzrok. - Prawdopodobnie zabiją cię, żeby zatuszować całą sprawę.  
- Cudownie - mruknęła Lisi, odwracając się do niego plecami i kładąc na śnieżnobiałej pościeli twarzą do ściany.  

Zrozumiał, że rozmowę uznała za skończoną, bo wyszedł po cichu zamykając za sobą drzwi. Została tylko cisza. Cisza, która w tym miejscu była gorsza niż nawet największy, najbardziej nieznośny na świecie hałas.  

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Musiała usnąć ponieważ obudziło ją ciche skrzypnięcie otwierających się drzwi. Spodziewała się oślepiającego światła, ale zamiast tego ujrzała jedynie przesuwający się ku niej cień. Drzwi pozostały otwarte. Półmrok rozświetlał sączący się z korytarza blask.  

- Wstawaj, szybciej - ponaglił ją znajomy, pełen napięcia głos.

Wstała, ale odsunęła się od niego o kilka kroków.  

- Co ty tu robisz? - spytała tak samo zaskoczona jak i przestraszona.

Teraz to on wyglądał na zdziwionego i nieco zasmuconego.

- Jak to co? Przyszedłem po ciebie… Chyba nie sądziłaś, że cię zostawię?

Spuściła wzrok. Właściwie tak właśnie sądziła.  

- Przecież ty… ja…

Widziała jak odwracał od niej wzrok… Teraz tego w każdym razie nie zrobił. Delikatnie ujął jej brodę i zmusił by na niego spojrzała.

- Lisi, mówiłem poważnie. Kocham cię i nie obchodzi mnie kim jesteś ani jaka krew płynie w twoich żyłach. A teraz chodź, musimy się pospieszyć - ponaglił ją, chwytając za rękę i wyciągając na pusty korytarz przez wciąż uchylone drzwi.

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Jej myśli i kompletny brak zaufania paliły go żywym ogniem. No cóż… przynajmniej pokazał dziewczynie jak bardzo się co do niego myliła. Teraz jednak najważniejsze było, żeby ją stąd wydostać. Promyk stał na obrzeżach miasta, tam gdzie go zostawił. Podsadził dziewczynę na siodło, a potem sam podciągnął się za nią. Ku jego zdziwieniu gwałtownie zaprotestowała.

- Maven, nie! Nie możesz tego zrobić! Jeżeli ze mną pójdziesz, nie będziesz miał tu powrotu.

Naprawdę myślała, że zostawi ją samą? Siedziała teraz bokiem, zwrócona ku niemu twarzą. Była zdecydowanie zbyt blisko niego. Za mocno na niego działała, a to nie był odpowiedni moment, żeby miał stracić nad sobą kontrolę.

- To nie ma znaczenia - odezwał się cicho. - Zresztą i tak pewnie się domyślą, że ci pomogłem - obdarzył ją szelmowskim uśmiechem, obejmując ramionami.

Bez ostrzeżenia zmusił konia by ten wzbił się w powietrze. Lisi pisnęła, a on uciszył ją zakrywając jej usta dłonią. Znaleźli się poza murami miasta. Tylko dlaczego Maven odnosił wrażenie, że to było zdecydowanie zbyt łatwe?

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Kiedy wylądowali Maven niechętnie wypuścił Promyka. Zdawał sobie sprawę, że nie może z nimi zostać. W świecie, w którzym żyli zwyczajni ludzie, wzbudziłby sensację. Dopiero po dłuższej chwili zdał sobie sprawę co tak bardzo go niepokoiło. Ulica, którą szli była okryta barierą ochronną. Na wszelki wypadek spróbował rozciągnąć tarczę nad sobą i dziewczyną. Nic się nie wydarzyło. Co do cholery?! Spróbował ponownie. Nic. Pustka. Otoczył Lisi ramieniem i przyciągnął do siebie. Wyczuwał, że ona również jest zdezorientowana i przestraszona.  

- Coś jest bardzo nie tak - potwierdził jej przypuszczenia. - Musimy się stąd jak najszybciej wynieść.  

Przysunęła się do niego jeszcze bliżej. Przylgnęła do niego mocniej. Skierował wzrok tam gdzie ona do tej pory patrzyła. Z zamglonej uliczki wyłoniły się jakieś postacie. Maven z trudem przełknął ślinę. Nie tego się spodziewał. To nie byli Posłańcy. Sylwetki, które wyłaniały się z mroku… Cienie! Było ich zbyt wielu. Skąd oni się tu w ogóle wzięli? Zupełnie jakby czekali właśnie na nich… Nie mieli dokąd uciec. Zostali otoczeni.  

~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

Maven próbował ją zasłonić. Wiedziała, że nie ma szans, ale mimo to chłopak nie zamierzał się poddawać. Nie mogli ich rozdzielić! Tylko na tym jej w tej chwili zależało. Przerażała ją perspektywa nadchodzącej walki. W pewnym momencie ktoś odciągnął ją do tyłu. Otaczające ich postacie poruszały się zbyt szybko - niczym zamazane smugi. Nagle znalazła się zupełnie gdzie indziej. Zorientowała się, że ktoś wypchnął ją poza barierę. Było tu spokojnie i… zupełnie pusto. Wiał chłodny wiatr. Zmierzchało. Lisi spróbowała się wyrwać. Na próżno. Spojrzała na tego kto ją trzymał. Zamarła. Chłopak był obcy, ale jednocześnie jakoś dziwnie znajomy. Był szczupły w tali i szeroki w ramionach. Miał odrobinę potargane, brązowe włosy, w kolorze o ton ciemniejszym od gorzkiej czekolady i niezwykłe, orzechowe oczy. Był cudowny! Niesamowity! Przez chwilę wpatrywała się w jego usta pragnąc przekonać się jakby to było, gdyby mogła go pocałować. Poruszyła się, a on stanowczo przytrzymał ją w miejscu. Szarpnęła się ponownie, próbując jednocześnie otrząsnąć się z czaru, który nad nią roztoczył.  

Puść mnie! - zażądała.

- Lisi, proszę cię, musisz mi zaufać - odezwał się błagalnie, a ona z miejsca zakochała się w tembrze jego głosu.  

Patrzył na nią z takim cierpieniem i tęsknotą, że aż zaparło jej dech. Zmusiła się by odwrócić od niego wzrok.

- Czego ode mnie chcesz? - spytała wojowniczo.

Wzdrygnął się.

- Więc Elore miała rację? Rzeczywiście mnie nie pamiętasz?  
Teraz sprawiał wrażenie naprawdę zatroskanego. Lisi jednak przestała zwracać na niego uwagę. Na ulicy pojawiło się więcej postaci. Dwóch mężczyzn prowadziło między sobą Mavena, popychając go brutalnie do przodu. Na ten widok po raz kolejny spróbowała się wyrwać, ale on znów jej na to nie pozwolił.

- Co mu zrobią? - zapytała błagalnie. - Dokąd go zabierają?

Chłopak wzruszył ramionami.

- To nie ma znaczenia - odpowiedział jej cicho. - Najważniejsze, że ty nareszcie jesteś bezpieczna.

cdn.

Miye

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2164 słów i 12090 znaków, zaktualizowała 21 kwi 2016.

4 komentarze

 
  • Misiaa14

    Cudowne! !! Wkońcu jest przy nim *-*

  • Miye

    Już mi się skończyły części, które miałam gotowe, teraz niestety piszę na bieżąco. ^^

  • Dream

    Twoje opowiadanie zapiera dech w piersiach  :) Podziwiam twój ogromny talent :D Mam nadzieję, że kolejna część niedługo się pojawi :) I że Mavenowi się nic nie stanie, bo jakos tak go polubilam :D

  • Vinyl3

    :rotfl:  :jupi: Nie moge sie doczekac dalszego ciagu