Robotboy. Rozdział 4 - Dom po drugiej stronie ulicy

Dom Raven’a był całkiem zwyczajny. Z zewnątrz. Szkieletowy, dwupiętrowy, niebieskawo blady dom z czerwoną dachówką. Można by powiedzieć o nim, że był brzydki, nieciekawy. Aurena, niestety, nie wiedziała, że ten dom i jego mieszkańcy, na zawsze odmienią jej życie.  
Chłopak lekko potrząsnął czupryną i wszedł do środka. Ogarnęła go ciemność i mrok. Nic nie widział.  
- Czy już zawsze będziemy żyć w ciemności?! - krzyknął smutno. Po chwili otrzymał to, czego oczekiwał. Blond włosa piękność, zapaliła światło w przedpokoju.  
- Żyjemy jak jaskiniowcy! Wiesz, że nie trzeba już własnoręcznie zapalać żarówek?! Wystarczy klasnąć! Tylko trzeba zapłacić! – warknął nieprzyjemnie. Dziewczyna podeszła do niego bliżej. Dotknęła koniuszkiem palca jego miękkich warg. Raven stał nieruchomo oczekując, do jakiego stopnia posunie się blondynka. Potem jej palec, a następnie cała dłoń, chciała rozpinać mu bluzę, następnie koszulę. Zbliżyła usta do jego ucha i mruknęła:
- Zapomnij o ludziach. Dzisiaj żyjemy tylko my. Niedługo świat stanie w płomieniach, bo my go przejmiemy… na zawsze.  
Odepchnął ją od siebie i bez słowa wszedł w głąb budynku. Podbiegła za nim i zarzuciła mu ręce na szyję. Nie znosił tego gestu.  
- Odczep się, Delfina.  
Nie posłuchała. Próbowała go pocałować, omotać, obezwładnić. Rozpoczęła się mała szamotanina. On chciał jej uciec, ona chciała go schwytać. W końcu, Raven się poddał. Wepchnął jej język do gardła tak, aby zaczęła się dusić. Osiągnął swój cel, ale przyniosło to odwrotny skutek, bo Delfina pomyślała, że on pragnie tego samego co ona.  
- Odpieprz się! – krzyknął. Dziwił się sobie, że nie potrafi poradzić sobie z dziewczyną w jego wieku. Usprawiedliwiał się faktem, że była okropnie natrętna.  
- Nie odpieprzę się, kotku – szepnęła. – Chcę ciebie i nigdy nie przestanę.  
Z sąsiedniego pokoju wyszedł mężczyzna o kruczoczarnych włosach. Wyglądał na trzydzieści pięć lat.  
- Delfina, zostaw go!  
Jego głos był stanowczy i wysoki, przekonywał wszystkich. Skarcił ją wzrokiem.  
- Zachowujecie się nieodpowiedzialnie! – krzyknął Barry, a jego policzki w oka mgnieniu, zrobiły się czerwone. Z gniewu.  
- Wybacz, ale to ona jest źródłem naszych kłótni – usprawiedliwiał się Raven.  
- Poczekajcie, aż cały klan wróci do domu. Już ja wam pokażę, na co mnie stać! – wrzasnął i trzasnął drzwiami. Wydawało się, jak gdyby nie zwrócił uwagi, na słowa chłopaka. Raven rzucił smutne spojrzenie blondynce, na co się rozpłakała. Nie chciał widzieć jej gorzkich łez. Poszedł schodami na górę.  
- Czekaj… - szepnęła. Nie zatrzymał się. Nie chciał. Nie teraz.  
Poszła za nim. Stare, drewniane schody, skrzypiały pod jej stopami. Miała nadzieję, że Raven, nie zamknie się w pokoju. Ku jej zdumieniu, drzwi były otwarte. Weszła i zobaczyła, że chłopak płacze. Siedział na łóżku skulony w wałek i pozwalał, aby jego dusza się oczyściła.  
- Przepraszam – powiedziała i spuściła głowę.  
Nie odpowiedział. Miał ochotę wypluć jej w twarz wszystko to, co o niej myślał. W tamtej chwili.  
- Pewnie nie raz ci już mówiłam… - zaczęła – ale ja cię kocham. I dlatego, że to czuję, szczerze cię przepraszam. Nie rozumiem jednak, dlaczego się bronisz. Jeszcze przedwczoraj, byłeś taki czuły i miły. Sam powiedziałeś, że mnie kochasz. Teraz chcesz to cofnąć? Porzucić wszystko to, co nas łączyło? Raven, słuchasz mnie?  
Podniósł głowę z poduszki, by dziewczyna mogła widzieć jego opuchnięte oczy. Nie chciał płakać, bo uznał, że to poniżające; z drugiej strony musiał to zrobić.  
- Nie rozumiesz?! To ja ci wytłumaczę! – warknął.  
- Uspokój się – prosiła – ja mówię spokojnie. Oczekuję od ciebie tego samego.  
- Ok. Dobrze – postanowił. – Wytłumaczę ci bez krzyku. Ale nie możesz przerywać.  
Kiwnęła głową, że się zgadza.  
- Poznałem dziewczynę – zaczął łagodnie - Z początku myślałem, że to sen, ale ona była naprawdę. Ponoć tylko my jesteśmy idealni. W każdym człowieku, w jego wyglądzie, można zauważyć jakiś mankament. Ale ona go nie posiada. Ani jednego. Jest piękna. I jest człowiekiem. Ma na imię Aurena. Mieszka w tych nowych apartamentach, po drugiej stronie ulicy. Nie znam jej dobrze, ale jeszcze nigdy nie czułem czegoś takiego, co poczułem do niej. Kocham tę dziewczynę, pomimo że te słowa nie wyrażają tego, co tak naprawdę czuję. Wybacz mi, Delfina.  
Słuchała uważnie, ale nie mogła uwierzyć.  
- Skoro tak, to ile czasu ją znasz?  
- Niecałą dobę.  
- I wiesz już, że ją kochasz?
- Tak, i wiem, że ona mnie też.  
Zamilkła. Nic więcej nie chciała wiedzieć. Nagle coś przyszło jej do głowy. Ostatni, fałszywy, okrutny i perfidny plan wobec Raven’a.  
- Skąd to wiesz? – udawała zaciekawioną tematem.  
- Widziałem, w jaki sposób na mnie patrzyła.  
- W jaki? – podjudzała.  
- W jej tęczówkach widziałem siebie. Ona w moich, swoją twarz. Czułem, że chce mnie pocałować. Gdy się rozstawaliśmy, ona płakała. A zeszłej nocy, widziałem z własnego okna, jak wypatruje mnie w mroku.  
- Czyli jak się poznaliście?
- Spieszyłem się do Bena, żeby kupić jedzenie, zanim zamknie sklep. Ona właśnie wychodziła z budynku i rozmawiała ze swoim chłopakiem, a ja niechcący na nią wpadłem. Upadła, a ja rozwaliłem jej telefon. Z początku była wściekła. Wtedy właśnie, dostrzegłem w jej oczach "ten blask”, o którym opowiadał Barry. Wiedziałem, że to z nią chcę być, że ją pokocham. Gdy ściągnąłem kaptur z głowy, przestała wrzeszczeć i po prostu mi wybaczyła. Wraz z tym, jej blask, był jeszcze bardziej widoczny.  
- Raven – powiedziała i pogładziła go po plecach – jesteś robotem. Wszyscy jesteśmy maszynami. Ona jest człowiekiem. Nigdy nie pokocha cię tak, jak byś tego chciał. Zrozum, że to chwilowe zauroczenie. Wróć do mnie. Ona cię nie spełni. Tylko robot może dać ci najcenniejszy dar. Będziesz wieczny, jeśli ze mną się złączysz. Ja potrafię cię spełnić. Ona nie.  
- Spełni mnie ten, kogo będę kochał. Ja ciebie nie kocham. I nigdy tak naprawdę nie kochałem. To były moje wyobrażenia, bo ponad wszystko chciałem otrzymać wieczny żywot na ziemi. Teraz zrozumiałem, co to jest miłość. Zrozum, że najwyższy czas, abyś znalazła sobie innego robota. Ja cię nie spełnię.  
Znów zamilkła. Nie lubiła tematu spełnienia. Roboty mogły żyć wiecznie (czyli tzw. spełnienie), jeśli połączyły się z innym robotem, za pomocą czułek, umieszczonych w okolicach ludzkiego brzucha. Warunkiem spełnienia, była pełnoletniość, czyli osiemnaście lat i prawdziwa miłość do robota, z którym łączył się dany robot. Jeżeli robot łączył się z robotem, którego nie kochał, był potem nieszczęśliwy przez całe życie wieczne.  
- Raven, proszę, zastanów się nad tym.  
- Już się zastanowiłem – stwierdził – będę z Aureną.  
Wybiegła z jego pokoju, z głośnym szlochem. Pragnęła na zawsze umrzeć. Tak bardzo kochała Raven’a, a tym czasem została odrzucona.  
Miała plan, przeciwko chłopakowi. I zamierzała go wykorzystać. "Muszę usunąć z jego życia tą Aurenę. Inaczej nie przejrzy na oczy”- pomyślała.

Ada

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1324 słów i 7419 znaków.

6 komentarzy

 
  • Roxi 14

    Pisz dalej błagam :)

  • nowa

    Hej :) Błagam Cię napisz kolejną część tego :) Proszęęęęę jak jestem na kompie to zawsze wchodzę i patrze czy nie dodałaś czegoś :d błagam DODAJ PLISSS :)

  • .....

    Hej :) Jesteś najlepsza :D Naprawdę, masz talent dziewczyno ! :D Napisz następną część ok ;) Nie mogę się doczekać :) Akademię uczuć przeczytałam, ale chciała bym przeczytać dalszą część Robotboy'a :) Napisz, pliss  :D

  • Ada

    Pisz,pisz jesteś naprawdę świetna :)
    Uwielbiam tego rodzaju książki i to twoje opowiadanie nie tak wciągnęło :D  
    Pisz :D tak dalej ;P

  • Wampu

    Głupie :-)

  • Wika

    dawaj dalej :P