Przekleństwo Anny cz.5

Gdy kładła się do łóżka miała uczucie deja vu jakby już przeżywała ten sam moment, to samo uczucie. Była tu, gdzie zawsze powinna być, dziecko spało już w najlepsze, nie wiedziała, czy chodziło o zmęczenie, a może czuła,że jest wśród swoich. Kiedy Ana patrzyła na obraz córki z babcią, na obraz córki z ciocią, czuła jak rozrywa jej serce, nie chciała odbierać jej tego wszystkiego, nie mogła odebrać tego też im, ale gdy widziała z jaką miłością i troską otacza ją Kamil była świadoma,że pod żadnym pozorem nie może im tego odebrać. To było by nie fair wobec dziecka, które pokochało, zaufało i przyzwyczaiło się do mężczyzny i wobec niego, nie mogła, nie chciała, nie potrafiła odebrać mu marzeń. On sam nigdy nie będzie miał dziecka, nie mógł i doskonale o tym wiedzieli, powiedział jej to zaraz po tym jak się poznali. Był wdzięczny, niemal cieszył się,że to ona da mu dziecko, które będzie mógł otoczyć miłością i troską, pokocha jak swoje. Czy miała prawo mu to wszystko odbierać? czy miała prawo złamać tak drugiego człowieka? w imię czego? w imię miłości do faceta, który ją porzucił? Dlaczego nie potrafiła do cholery o nim zapomnieć? dlaczego nie mogła wymazać jego oczu z pamięci? Banalna odpowiedź na zbyt proste pytanie - bo wciąż żywiła w sobie nadzieje, bo nadal go kochała. Świadomość,że była tak blisko niego, tuż na wyciągnięcie ręki i ta świadomość,że nie może, że zamiast Jarka obok śpi spokojnie, ufnie Kamil zabijała ją od środka. Nie wiedziała co ma właściwie zrobić, jak się zachować i czy potrafi. Obraz tamtej nocy, która wydarzyła się rok temu był jak żywy, czasami łapała się na tym,że czuła woń jego perfum, dotyk dłoni, jego szept. Czy można kochać i nienawidzić jednocześnie? Czy można pragnąć i bać się równie mocno? ona była dowodem,że tak. Spojrzała na Kamila upewniając się,że śpi. Spał twardym, kamiennym snem a ona była wdzięczna za wszystko co od niego dostała. Noc była spokojna, mroźna, gwiaździsta i tajemnicza, dokładnie taka jak lubiła najlepiej. Mimo iż nie paliła prawie wcale teraz wstała, sięgnęła z spodni Kamila paczkę malboro i wyjęła z niej jednego papierosa. Wyszła na balkon i spojrzała w niebo.
- Kiedy mi w końcu przebaczysz? czy zawsze już tak między nami będzie? - przypomniała sobie jego słowa, wypowiedziane dwa lata temu.
- Nie wiem - rzekła raz jeszcze jakby to było wtedy, nie wiem wyznała cicho odpowiadając sama sobie. Wciąż nie potrafiła mu przebaczyć. Chociaż nie, wybaczyć wybaczyła mu już dawno, ona zwyczajnie bała mu się zaufać. Nagle usłyszała hałas, odwróciła się w tak znaną stronę i spojrzała w lewo, nie musiała nic mówić, wiedziała. Gdy patrzyła na niego jak  tak jak ona stał na balkonie i patrzył na nią serce biło jej jak szalone, chciała wyjść z pokoju, chciała pognać do niego, ale nie mogła, nie umiała, nie miała do tego prawa. Zamiast tego spuściła głowę i wciągnęła dym z papierosa. Ponownie spojrzała w niebo na którym lśniło milion gwiazd i spojrzała znów w lewo, nikogo tam nie było. Może on był tylko wytworem jej wyobraźni?  


Tej nocy nie mógł zasnąć, długo myślał o nim, o Annie i swoim życiu, próbował ukryć zazdrość, ale nie potrafił. Cholera go brała na samą myśl o tym,że w mieszkaniu jego rodziców, tuż obok jego pokoju śpi kobieta jego życia z jakimś mężczyzną, najchętniej by wywalił te drzwi i siłą wyrzucił go gdzie pieprz rośnie, ale były święta i nie chciał robić tego jej, kobiecie którą przecież wciąż kochał. Zamiast tego na co miał ochotę, wstał w łóżka, poszedł na balkon i no własnie ujrzał ją. Jej włosy lśniły blasku księżyca, a jej sylwetka była tak idealna,że zapragnął jej jeszcze raz. Na ułamek sekundy spojrzeli sobie w oczy, które mówiły im wszystko, może nie potrafili powiedzieć sobie tego wprost,może nie umiała mu wybaczyć, ale tego jednego był pewny - wciąż coś do niego czuła. Nie wytrzymał, nie mógł znieść świadomości,że była tak blisko na wyciągnięcie ręki, tuż obok niego, dlatego zamknął balkon i odszedł. Ona wciąż tam była, czuł to, miał tego świadomość, ale nie zrobił nic. Odpalił papierosa, nalał sobie whisky i wypił jednym tchem szklaneczkę, chciał skupić się na czymś innym, ale nie mógł. Jego myśli wciąż krążyły wokół niej, jakby jakaś niewidzialna nić wciąż ich do siebie pchała. Nie wytrzymał, od zawsze był słabym człowiekiem, słabym jeśli chodziło o nią. Nie wiedział czy postępuje racjonalnie, zapewne nie, nie wiedział nawet co jej powie, czy jest Kamil i w tym momencie niewiele go to obchodziło. Musiał. Zapukał do drzwi jej sypialni, najpierw trzy razy delikatnie, później trochę mocniej, a gdy już miał zapukać ponownie drzwi otworzyły się i zobaczył ją.  
- Co do cholery wyprawiasz? obudzisz wszystkich! - jej gniewny wzrok dodał jej uroku, kochał ten moment, gdy marszczyła brwi, lub gdy lekko nagryzała wargę. Tak bardzo starał się o tym wszystkim zapomnieć, tak bardzo chciał wymazać ją z pamięci, nie potrafił. Zamiast tego złapał ją za rękę, przestraszoną, niczego nie spodziewającą się i zaprowadził do swojej sypialni, zamknął za nimi drzwi, przetrzymał jej usta dłonią i patrzyli sobie w oczy.
- Tak bardzo za Tobą tęskniłem - wyszeptał do jej ucha. Nim zdążyła zaprotestować lekko pchnął ją na łóżko i zaczął całować, tak jak ona lubiła. Gryzł płatek jej ucha, sprawiając jej przy tym ogromną rozkosz. - Nie pozwolę Ci z nas zrezygnować słyszysz? odnajdę sposób by znów Cię odzyskać przysięgam - wypowiedział szeptem. Nie mówiła nic, słowa były im zbędne, oddawała każde jego pocałunki, zachłannie wgryzała się w jego usta, jakby miała świadomość,że to ich ostatni wieczór. Nie wypiła dużo, ale na tyle, by nie myśleć o wyrzutach sumienia i konsekwencjach wyboru. Teraz, w tej chwili w tym momencie pragnęła tylko jego, więcej jego pocałunku, więcej pieszczot, więcej jego słów. Był jej ideałem, największą skrywaną przez lata miłością. I teraz mogła go mieć, wiedziała,że to ich zgubi, była świadoma,że jutro będzie już wszystko inaczej,że być może teraz wszystko zmienia się w jej życiu, bała się tej zmiany, bała się tej miłości i bała się jego. Bała, ale chyba jeszcze bardziej go pragnęła. Po chwili leżała przed nim całkiem naga, bezbronna, poddała się całkowicie jego woli, była skłonna zrobić z nim co tylko chciał. Jednak on ku jej zdziwieniu nie chciał wiele, pragnął jej bliskości, miłości i uwagi. Oboje chcieli tego samego, ale nie potrafili tego przed sobą przyznać.


Boże co ja zrobiłam jęknęła w myślach, uświadamiając sobie do czego przed chwilą doszło, Jarek pomału zasypiał, wciąż obejmując ją w pasie, jakby bał się,że rano obudzi się znów sam, spojrzała na niego miękko, rozczuliła się jego widokiem, ale po chwili postanowiła wziąć się w garść. Nie mogła tu zostać, delikatnie jakby bała się go zbudzić odsunęła jego rękę i wstała z łóżka.
- Dokąd idziesz? - spytał sennie Jarek, zatrzymując ją przy drzwiach  
- Do swojego pokoju nie mogę tu zostać przecież wiesz, my to wszystko ja - chciała coś powiedzieć, ale słowa utkwiły jej w gardle. - Przepraszam - wyznała cicho i już miała wychodzić, gdy poczuła luźny ucisk Jarka.
- Czy zawsze tak to będzie wyglądać? Kiedy w końcu przyznamy przed sobą,że trudno nam bez siebie żyć? - spytał.  
- Może nigdy? na niektóre rzeczy jest już za późno, może gdyby tak było tamtego roku, może gdyby nie było tych wszystkich wydarzeń - odpowiedziała  
- Kocham Cię, nie ma dnia bym nie żałował - rzekł cicho jakby jego szczere słowa były ostatnią deską ratunku, jak bardzo pragnęła powiedzieć ja Ciebie też, jak bardzo błagały jej oczy by po prostu ją przytulił, potrzebowała go jak ryba wody, potrzebowała do życia, do funkcjonowania.
- I ja Cię kocham Jarku, ale nie możemy być razem, mam dziecko, mam faceta, mam nowe życie, a nigdy nie potrafiłabym Ci na nowo zaufać, wybaczyć już dawno Ci wybaczyłam. I to,że zostawiłeś mnie tamtego dnia to,że mnie zawiodłeś też, ale nie umiem Ci zaufać. Dlatego nie widzę szans na powrót, przykro mi - wyznała cicho wychodząc z jego pokoju. Jeszcze zatrzymała się za drzwiami pokoju, jeszcze oparta o ścianę upadła na ziemię, czując jak wieki ciężar musi dźwigać, ale po chwili wstała. Przypomniała sobie dzisiejsze słowa Barbary jest silna, poradzi sobie. Wzięła kilka głębszych oddechów i weszła do swojego pokoju.  
- Gdzie byłaś? - drgnęła na dźwięk słów Kamila. Odwróciła się, próbując zapanować nad emocjami, strach poczucie winy, wstyd  
- Byłam się przewietrzyć - odpowiedziała spokojnym głosem. Kamil nie odpowiedział jej nic, spojrzał na nią takim wzrokiem, który mówił wszystko, nie powiedzieli tego wprost, ale wiedział. I ona wiedziała,że on wie.
- Dobranoc - ból w jego głosie był nie do wytrzymania. Tak bardzo żałowała tego,że go skrzywdziła, wiedziała,że czasu nie da się już cofnąć. Nic nie będzie już takie samo i miała tego świadomość.  
- Dobranoc - odpowiedziała kładąc się do łóżka, wciąż czując smak Jarka ust. CDN

agusia16248

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1818 słów i 9508 znaków, zaktualizowała 2 sty 2020.

1 komentarz

 
  • Iga21

    Kiedy następna części?

  • agnes1709

    @Iga21 Autorka, jak widać, na komentarze nie odpowiada.

  • Iga21

    @agnes1709 właśnie widać.