Mezalians- Rozdział 3

Przez kolejny tydzień pracy nie widziałam ordynatora nawet raz, na obchodach był Piotr, jego zastępca. Nie wiem gdzie się podziewał, Gośka też nie wiedziała, a z nikim innym nie zdążyłam poznać się lepiej, na tyle żeby porozmawiać. W sumie nic dziwnego, bo od kiedy zaczęłam pracę  miałyśmy z Gośką tyle papierkowej roboty, że niemal w ogóle nie wychodziłyśmy z biura.
-Jeszcze to. Przekazał mi rano, zanim przyszłaś.- Gośka rzuciła na biurko kolejny stos papierów i usiadła obok, sącząc czarną jak smoła kawę, bez mleka i bez cukru. Już wiedziałam, że taką lubiła najbardziej. -Co to? I od kogo?– Odłożyłam dokumenty, które właśnie wypełniałam i przyjrzałam się kolejnej dokumentacji z projektu. Przeczytałam nagłówek.- Jaja sobie z nas robią? Przecież to mają wypełnić położne, a nie my. – Spojrzałam na Gośkę z wkurwem na twarzy, a ona tylko wzruszyła ramionami.- Adam kazał nam to wypełnić. Myślałam, że wróci wypoczęty, w końcu nie było go przez tydzień.. a on od rana ciska błyskawice. Gdybyś słyszała jak zjechał tego młodego Kubę, który jest w trakcie specjalizacji. Koleś ma fioła na punkcie procedur.- Głośno siorbnęła upijając łyk gorącej kawy.-  Też chciałam zaprotestować, ale wiesz co mi odpowiedział? Że jak coś mi nie pasuje to mogę się zwolnić. – Usiadłam zrezygnowana, szybka kalkulacja zysków i strat i decyzja została podjęta. Idę do pacjentek, mam dość siedzenia w papierach. – Zosia, a gdzie ty się wybierasz?- Odwróciłam się.- Do pacjentek, czyli tam gdzie moje miejsce.  


Szybkim krokiem przemierzyłam cały oddział. Zatrzymałam się przed dyżurką, z której usłyszałam płacz dziecka i rozmowy pielęgniarek. – Pani mu da tą glukozę, to się uspokoi.- Zagotowałam się. Zamiast poszukać przyczyny płaczu, to specjalistki dają dziecku cukier żeby się uspokoiło, ja pierdolę. Poczekałam na kobietę przed dyżurką, oglądając przy okazji zawieszone na ścianach portrety naszych najmłodszych pacjentów. Odwróciłam się kiedy drzwi się otworzyły. Pierwszy wyjechał przeźroczysty wózek, a w nim wiercący się maluch, zawinięty ciasno w żółty rożek. Kobieta z podkrążonymi fioletowymi podkowami pod oczami spojrzała na mnie i uśmiechnęła się wymuszenie. Była zmęczona, dziecko niespokojnie, na pewno obydwoje nie spali w nocy. – Mogę pani pomóc?- Złapałam wózek oburącz i przeciągnęłam go przed siebie.- Dziękuję. Do sali numer 3.- Kobieta powłóczyła za mną nogami. Weszłyśmy do ciasnej Sali, w której była jeszcze jedna, teraz śpiąca kobieta. -Jak pani na imię?- Zapytałam.- Julia.- Usłyszałam w odpowiedzi i od razu cieplej zrobiło mi się na sercu. – Widzę, że syn jest niespokojny. Proszę powiedzieć co się dzieje.- Kobieta usiadła ze łzami w oczach, opowiadając o tym, że tak właściwie nie wie co się dzieje, bardzo chciałaby pomóc synowi, ale nie ma pojęcia dlaczego on cały czas płacze. Dodatkowo jeszcze ma żółtaczkę, nie przybiera i położne kazały go dokarmiać, a ona martwi się, bo bardzo chciała karmić syna piersią, to było jej marzenie. – Proszę mi pokazać jak przystawia pani syna do piersi.- Julia wyjęła zawiniątko z wózka. Dziecko wyciągało języczek i otwierało szeroko buzię. Odwracało głowę raz w jedną, raz w drugą stronę. Maluch ewidentnie jest głodny i szuka piersi. Kobieta wyjęła pierś, przystawiła głowę malca, a on złapał ustami zaledwie sam sutek, nie obejmując brodawki. Kobieta skrzywiła się z bólu kiedy dziecko zaczęło ssać. Maluch po chwili puścił pierś i zaczął płakać. – Pani Julio, proszę złapać pierś dłonią w ten sposób. Złapałam jej pierś. Teraz proszę przystawić syna tak żeby ustami objął całą otoczkę, całą brodawkę. Kobieta spojrzała zdziwiona, ale tak też zrobiła. Dziecko złapało pierś i kilka razy ładnie ją zassało. Maluch położył rączkę na piersi mamy, ona pomogła mu ponowie złapać pierś i po chwili maluch znowu kilka razy ładnie zassał pierś. – Pięknie sobie radzicie. To dopiero początek, syn musi nauczyć się koordynować ssanie, połykanie i oddychanie. Trochę nad tym zjedzie, ale bez obaw poradzicie sobie. Proszę na razie nie dokarmiać syna z butelki, tylko próbować często go dostawiać do piersi. Mleko produkuję się w odpowiedzi na ssanie, więc minie kilka dni zanim na dobre rozpocznie się laktacja.- Kobieta kiwnęła głową.- Bardzo pani dziękuję.- Jej oczy zaszły łzami, naprawdę bardzo pani dziękuję. – Gdyby jeszcze czegoś pani potrzebowała to proszę pytać o Zofię, dietetyczkę. – Pomachałam kobiecie i z poczuciem spełnienia otworzyłam drzwi na korytarz.  
Wtedy niespodziewanie odbiłam się z impetem od szerokiej, męskiej klatki piersiowej. Zaciągnęłam się zapachem, a moje mięśnie, tam na dole ,zareagowały automatycznie, jak piesek Pawłowa reagował na dzwonek przed jedzeniem. – Przepr…- Co pani tutaj robi? I czemu nie jest pani w swoim biurze?- Przerwał mi w pół słowa. Jego ostry ton głosu sprowadził mnie na ziemię. – Byłam u pacjentki, potrzebowała porady laktacyjnej, myślę, że udało mi się pomóc.- Odpowiedziałam z nieskrywaną dumą w głosie.- Ordynator poprawił okulary na nosie i ściągnął brwi. – Szukam pani od pół godziny po całym szpitalu. – Zaskoczył mnie po raz kolejny. Co go ugryzło? I po co mnie szukał?  -Zapraszam za mną do gabinetu. – Kiedy szedł przede mną szybkim, pewnym krokiem, miałam okazję obejrzeć go od tyłu z bliska. Ciekawe jak by wyglądał w niedbale zmierzwionych włosach i dżinsach z dziurami na kolanach. Uśmiechnęłam się do siebie, to nie możliwe, ten sztywniak pewnie nawet śpi w koszuli i spodniach od garnituru. Wkroczyliśmy do gabinetu. O dziwo ordynator zdjął fartuch i przewiesił go przez krzesło. Podwinięta do łokci śnieżnobiała koszula podkreślała jego brązowy kolor skóry i silne przedramiona. Automatycznie sięgnęłam dłonią do moich długich blond włosów, aby je założyć za ucho. Dzisiaj zostawiłam je rozpuszczone, byłam przekonana, że i tak nie wyjdę z biura przez cały dzień. O dziwo, kiedy na mnie spojrzał znad biurka, bezwiednie wykonałam ten ruch po raz drugi. Zośka! Stop, zostaw w spokoju te pieprzone włosy, nie dotykaj ich. Moje zdradzieckie ciało zawsze sprawia, że można czytać ze mnie jak z otwartej księgi, ale co ja poradzę, kiedy tylko go zobaczyłam od razu stanęły mi przed oczami moje czarne koronkowe stringi, które bezwstydnie mi podprowadził. Rumieniec pojawił się na moich policzkach. Nie żartuj Zośka, nie zachowuj się jak nastolatka. Ewidentnie potrzebuję mężczyzny. Na gwałt!- Panie ordynatorze, nie rozumiem dlaczego dostałyśmy dzisiaj z Gosią dokumenty do wypełnienia, które wypełnić powinny położne. To one mają całą dokumentację, nam samo skompletowanie tych dokumentów zajmie dwa dni.- Stał odwrócony plecami i wzrokiem szukał jakiegoś segregatora. Wodził palcem po grzbietach teczek, a mnie przypomniało się jak nakładał na te palce zimną maść żeby posmarować mi plecy. Dreszcz przebiegł mi wzdłuż kręgosłupa. – Pani Zofio, czy nie czytała pani umowy, nie zna pani swoich obowiązków? Nie rozumiem oburzenia. Kazałem wam wypełnić papiery, a nie odebrać poród. O mam!- Krzyknął i wyciągnął z półki segregator. Usiadł z nim przy biurku. Zakończył temat, jak gdyby nigdy nic. Znowu mnie zignorował, odpowiadał odwrócony plecami albo ze wzrokiem utkwionym w czymś innym. Wkurzyłam się. – Panie ordynatorze, czy mogę prosić, aby patrzył pan w moją stronę kiedy do mnie mówi. Chyba, że zwraca się pan do tego segregatora? – Podniósł ze zdziwieniem oczy znad dokumentów. Poprawił okulary. Wyprostował się i odsunął segregator.- Słucham?- Powiedział z oburzeniem. Po raz kolejny poprawił okulary na nosie. Jeśli jeszcze raz je poprawi to przysięgam, że mu je zdejmę i rzucę nimi przez okno. – Panie ordynatorze może czas umówić się do laryngologa? Mam dobrego znajomego, diagnozuje niedosłuch. – Kiedy wypowiadałam ostatnie słowo, już wiedziałam, że za bardzo mnie poniosło. Adam zdjął okulary i odłożył je na blat. Cholera, bez okularów wygląda zdecydowanie lepiej. Przetarł widocznie zaczerwienione oczy dłońmi i westchnął. – Pani Zofio, nie mam dzisiaj siły na infantylne i bezproduktywne dyskusje. Uznajmy, że rzeczywiście cierpię na  głuchotę i tego nie słyszałem. – Infantylne dyskusje, dupek. Czułam jak rumieniec pojawia się na moim dekolcie. Odkąd zaczęłam tu pracować zamieniłam zwykły krem BB na ciężki puder, żeby móc ukryć pod warstwą kosmetyku ten przeklęty rumieniec na twarzy, ale niestety zdradzał mnie jeszcze dekolt. Tym razem rumieniec pojawił się ze złości. – Mam dla pani propozycję, albo w zasadzie.. mam dla pani polecenie służbowe. Deklarowała pani jakiś czas temu, że interesuje się laktogenezą i karmieniem piersią. W Gdańsku w następnym tygodniu organizowana jest międzynarodowa konferencja związana z tematem. Skoro jest pani zorientowana i czyta książki z tym związane, to na pewno wie pani jaką konferencję mam na myśli.- Pokiwałam głową, niepewna do czego dąży i zdziwiona, że podczas ostatniej krótkiej wizyty w moim mieszkaniu oprócz uprowadzenia mi majtek, zdążył również zauważyć jakie książki czytam.- Wystąpi pani w roli prelegenta i opowie o naszych szpitalnych standardach postepowania okołoporodowego, wspierających karmienie naturalne noworodków z hipotrofią. Segregator dla pani.- Niemal rzucił mi na kolana ciężki segregator, wypełniony po brzegi dokumentacją z badań.- Proszę przygotować na jutro prezentację, w języku angielskim rzecz jasna. Konferencja odbywa się we wtorek. A i jeszcze jedno, proszę związywać włosy do pracy.



….



-Gośka proszę cię zrób mi kawę, mocną i najlepiej dolej wódki. Zabije tego dupka.- Rzuciłam na biurko jaskrawy segregator.- Oho, widzę, że było gorąco. Byłaś u Adasia?- Gośka wyszczerzyła się w uśmiechu. – Wiesz co on mi kazał zrobić?! Dał mi ten segregator z dokumentacją z badań  i kazał mi na jutro przygotować prezentację po angielsku, na konferencję w Gdańsku, która jest w przyszłym tygodniu. Mam wystąpić w roli prelegenta. Kiedy ja kurwa nie znam angielskiego, a konferencja jest za kilka dni.- Usiadłam przy biurku, oparłam łokcie na blacie i złapałam się za głowę. – Gośka podeszła od tyłu i złapała mnie za barki. – Spokojnie, jesteś inteligentna, poradzisz sobie. Znasz jakiś inny język? Tam będzie dużo specjalistów zza zachodniej granicy.- Pokiwałam z rezygnacją głową.- Znam tylko niemiecki, po angielsku najwyżej ,,haj hałarju’’. Złapałam się za czoło. -Gdzieś ty się uchowała, że nie znasz angielskiego co? – Gośka siorbnęła łyk czegoś gorącego z kubka. Westchnęłam. – Miałam angielski w szkole, ale wiesz nastoletni bunt. Zdecydowanie bardziej pociągające wydawało mi się wtedy palenie fajek w kiblu niż powtarzanie present simple. – Powachlowałam się dłonią, aż mi się znowu gorąco zrobiło. – A niemiecki? Skąd znasz?- Dreszcz przebiegł przez całe moje ciało kiedy usłyszałam to pytanie. Na samo wspomnienie wysokiego blondyna, który kilka lat temu zawrócił mi w głowie zrobiło mi się niedobrze. – To długa historia, ale miałam dobrą motywację. Na tyle dobrą, że wiem nawet jak jest penis i cipka po niemiecku.- Gośka opluła się piciem i parsknęła. Rżała tak jeszcze dobre 5 minut, kiedy się uspokoiła wytarła dłonią łzy z policzka.- Muszę kiedyś usłyszeć tę historię. Najlepiej przy piwie, albo dwóch. – Odłożyła kubek i westchnęła.- Zaraziła mnie swoim śmiechem, więc i ja się teraz uśmiechałam, wiedząc, jednak w duchu że to wcale nie była jedna z tych zabawnych historii, które opowiada się w barze przy piwie.  

………………………………
Kolejne dni zleciały mi bardzo szybko. Nie spałam dwie noce, ale z lekkim opóźnieniem udało mi się przygotować prezentację po angielsku, naturalnie z pomocą tłumacza google. Przesłałam ją na maila ordynatora.  
Chociaż taki plus, że znalazł się kupiec na pianino, był nawet je obejrzeć dwa dni temu i dzisiaj sfinalizujemy transakcję. Serce mnie boli na myśl o sprzedaży jedynej pamiątki po dziadku, ale niestety potrzeby fizjologiczne wzięły górę nad sentymentem. Muszę coś jeść.
Właśnie usiadłam do biurka z kubkiem gorącego, czarnego naparu bogów, ubolewając nad losem mojego ukochanego pianina, kiedy usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości mail na telefonie, a moje serce ze stresu zabiło mocniej.

Od: adam.joffe
Do: zofia.baj

Akceptuję prezentację.  
Samochód naprawiony?
Pozdrawiam,
AJ


Do: adam.joffe
Od: zofia.baj

Niestety, jeszcze u mechanika, ale poradzę sobie, dziękuję.  
Pozdrawiam,
Zofia Baj  

Od: adam.joffe
Do: zofia.baj
Konferencja zaczyna się o godzinie 9.00. Miejsce noclegu: hotel Radisson Blues, dobra hotelowa zaczyna się od 13. Proszę stawić się na miejscu dzień wcześniej. Proszę również wziąć fakturę gdyby zdecydowała się pani jechać pociągiem.  
Pozdrawiam,
AJ


Od razu wygooglowałam bilet na pociąg. Gdybym tylko miała kasę na naprawę mojego poczciwego rzęcha to nie wahałabym się ani chwili, ale niestety pozostaje mi na razie pociąg.  
O w mordę. 15 godzin, trzy przesiadki. Wybornie.



……………………………

Wytaszczyłam walizę z pociągu. Torbę przerzuciłam przez ramię. Dobra, dawać mi tu ten Radisson, bo nogi wchodzą mi w dupę. Po trzeciej przesiadce miałam miejsce stojące, obok kibla naturalnie.  
Wyciągnęłam telefon, godzina 12:30. Ledwo żyję, spędziłam całą noc w pociągu.  
Pół drogi spał na mnie podstarzały hipis z tłustymi włosami i znakiem peace na koszulce,  a drugie pół zakonnica z trzema podbródkami śpiewała pieśni kościelne. W pewnym momencie prosiłam Boga żeby przestał już robić sobie ze mnie jaja i żeby razem z nią zabrał mnie na zielone pastwiska.  
Wtedy dostałam miejsce stojące obok kibla. Ktoś tu po raz kolejny sobie ze mnie zadrwił.  
Wpisałam w google maps nazwę hotelu i poczłapałam do celu. Punkt 13 byłam na miejscu. Weszłam do holu. Jest kwiecień, ale na dworze w ciągu ostatnich dni zrobiło się naprawdę ciepło, dlatego podziękowałam w duchu za chłodny nawiew klimatyzacji i stanęłam chwilę w przeciągu, żeby się ochłodzić. Rozejrzałam się po przestronnym holu. Ogromne przeszklenia i misternie zdobiona stalowa konstrukcja robi wrażenie. Skierowałam wzrok w stronę obudowanej w ciemne drewno, ogromnej recepcji. Wow, czy to Adam? Mam chyba halucynacje. Podobno zaczynają się po 24 nieprzespanych godzinach. To by się zgadzało. Wytężyłam wzrok. W dżinsach, dopasowanej granatowej polówce, której rękawy mocno opinały duże bicepsy, w sportowych butach i zmierzwionych włosach, wygląda jak pieprzony Tarzan. Tak, zdecydowanie mam halucynacje.  
Kiedy otrząsnęłam się z pierwszego wrażenia do mojej świadomości dotarł jego podniesiony głos. – Jaki błąd systemu? Jak pani sobie to wyobraża?! Proszę przydzielić mi osobny pokój. Na pewno macie jeszcze wolne pokoje.- Kobieta, aż skuliła się w sobie, kiedy on wytrząsał się nad recepcją. Czyli jednak to nie halucynacje, Tarzan wrócił do dżungli, a w holu stał znowu zarozumiały zrzęda. A mogło być tak pięknie. - Proszę pana, niestety. Tak jak panu tłumaczyłam, to jest ostatni wolny pokój bez rezerwacji, może pan poczekać, może ktoś z rezerwacji nie dotrze, wtedy przeniesiemy pana do innego pokoju. – Słucham? Co pani powiedziała?!- Ordynator wykrzyknął z oburzeniem. Zdezorientowana dziewczyna była już bliska płaczu, dlatego wtedy do akcji wkroczyłam ja. -Przepraszam panią za tego człowieka, niestety cierpi na niedosłuch. – Rzuciłam moją sfatygowaną przez 15- godzinną podróż walizkę obok jego lśniącej, wymuskanej walizki na kółkach. Wyglądam przy nim teraz jak Włóczykij z Muminków. Mam nadzieję, że nie wyprowadzi mnie zaraz ochrona. Adam spojrzał na mnie z mocno wymuszonym uśmiechem. – Dzień dobry. – Nie czekał na moją odpowiedź. Standardowo.- Zaszła jakaś fatalna pomyłka i zostaliśmy przydzieleni razem do pokoju. Niestety na ten moment nie ma w hotelu wolnych pokojów. Wszystko zostało zarezerwowane, ponieważ niekompetentna obsługa nie potrafi zadbać o swoich gości. – Adam zgromił recepcjonistkę wzrokiem, po czym wyciągnął telefon i zaczął scrollować ekran. – Zaraz znajdę pani pokój w jakimś hotelu niedaleko.- Złapałam się pod boki.- Słucham?!- Teraz to ja uniosłam głos. Dziewczyna z recepcji widocznie speszona całą sytuacją teraz wybałuszyła oczy i udała, że szuka czegoś w komputerze. – To ja tłukę się piętnaście godzin w pociągu, przesiadam się trzy razy i nie śpię całą noc, żeby teraz jeszcze biegać z walizką po Gdańsku, w poszukiwaniu wolnego pokoju?! Bo zaszła jak to pan powiedział ,,fatalna’’ pomyłka?!- Zakreśliłam cudzysłów placami w powietrzu. Ordynator odchrząknął, zawiesił wzrok na walizkach. Pokręcił głową i  westchnął. Po dłuższej chwili w końcu się odezwał. - Proszę podać nam karty do tego cholernego pokoju.- Zgarnął dwie granatowe koperty z blatu recepcji, złożył rączki naszych walizek, złapał je obydwie w jedną rękę i ruszył w stronę schodów. Miałam wrażenie, że pulsująca na czole żyłka zaraz mu pęknie ze złości, bidulka nie nadążała transportować krwi. Tak się Adaśko wkurwił.


….

Weszłam do przyjemnie chłodnego pomieszczenia. Odłożyłam torebkę na kremowy fotel, stojący obok biurka i rozejrzałam się po pokoju. Adam stanął za mną. Wpatrywaliśmy się razem w łóżka, które niby były pojedyncze, ale stały tak blisko siebie, że z boku można by pomyśleć, że to łoże małżeńskie. Nad łóżkami w ciemnej, drewnianej oprawie, umieszczony był obraz, przedstawiający wzburzone morskie fale, uderzające o brzeg plaży.  
-Zaraz spróbuję rozsunąć te łóżka.- Ordynator odłożył walizki w szafie i zaczął zdejmować buty. Byłam tak zmęczona, że było mi naprawdę wszystko jedno czy te cholerne łóżka są połączone czy nie, gdyby ktoś podstawił mi teraz poduszkę pod głowę, to słowo daję, że usnęłabym na stojąco, więc odpowiedziałam bez namysłu.-Jak mawiał klasyk: róbta co chceta.- Również zdjęłam buty i zniknęłam za ciężkimi drzwiami . Weszłam do przestronnej łazienki, wyłożonej kremowymi płytkami. Stanęłam naprzeciwko lustra i zamarłam. Nie sądziłam, że wyglądam, aż tak tragicznie. Długie włosy, były związane w niedbały kokon na czubku głowy, więc rozpuściłam je, pozwalając opaść im swobodnie na plecy. Pokruszony tusz do rzęs, sprawił, że moje już i tak fioletowe podkowy pod oczami sięgały teraz niemal do policzków. Normalnie siedem nieszczęść. Zanim zdążyłam pomyśleć nad tym co robię umoczyłam twarz zimną wodą, reszta tuszu spłynęła całkowicie pod oczy. Kurza dupa, nie zabrałam ze sobą kosmetyczki do łazienki, a muszę teraz zmyć ten zważony puder i tusz z twarzy. Trudno, Joffe doświadczy Zośki w wydaniu natura 2021, może szybciej się wyniesie z pokoju, na pewno już siedzi w telefonie i szuka jakiegoś pokoju dla siebie, ja nie mam zamiaru się stąd ruszać. Użyłam mydła i zmyłam z twarzy resztkę rozmazanego makijażu. Wyprostowałam się. Od razu lepiej. Zrzuciłam wszystkie ciuchy, łącznie z bielizną i weszłam pod prysznic. Marzyłam o tym żeby chłodna woda z mydłem obmyła moje ciało po tej podróży. Stałam tak pod prysznicem jakiś czas, w sumie to nie wiem jak długo, może z 10 minut. Hmm..może jednak trochę dłużej? Chciałam się wyciszyć i zrelaksować. Powoli zaczęło docierać do mnie co właśnie się wydarzyło. Będę spać dzisiaj z ordynatorem w jednym pokoju.  
Z facetem, który ukradł mi stringi. Całą noc.
Ciepło uderzyło mi do głowy i przemieściło się w stronę klatki piersiowej. Sutki momentalnie mi stwardniały, nie wiem czy od chłodnej wody czy tej myśli, która przed chwilą wykiełkowała w mojej głowie. Obstawiam niestety to drugie. Zaczęłam spłukiwać napieniony żel do mycia z piersi, kiedy usłyszałam donośne, wielokrotne pukanie do drzwi.- Pani Zofio! Słyszy mnie pani?- Ordynator krzyknął tak, że usłyszałam go mimo szumu płynącej z deszczownicy wody. Zakręciłam wodę. Zakryłam się z przodu ręcznikiem i uchyliłam delikatnie drzwi. Stał przy samym wejściu, lustrując mnie z góry na dół.- Przepraszam.- Zakłopotanie widoczne na jego twarzy niemal mnie rozbawiło. – Jest pani zmęczona i tak długo była pani w łazience. Woda leciała.  Myślałem, że coś się stało. – Złapał się za kark i potarł go dłonią. – Dziękuję za troskę, ale nic mi nie jest, wzięłam dłuższy prysznic. Czy mógłby pan podać mi szlafrok?- Po chwili Adam wrócił, trzymając w dłoni miękki, puchowy materiał. Puściłam drzwi żeby przejąć szlafrok, a one uchyliły się szerzej i wtedy usłyszałam jak ordynator gwałtownie, z sykiem wciąga powietrze. Szybko oddalił się od drzwi. Co go ugryzło. Przymknęłam drzwi łazienki, odwróciłam się i zamarłam. Za moimi plecami również zawieszone było lustro- wystarczająco duże, aby objąć w nim całą moją sylwetkę- od tyłu. No to pięknie. Przybiłam sobie po raz kolejny piątkę dłonią w czoło. Galopujące myśli nie dawały mi spokoju. Przeprosić go? Czy może udać, że nie wiedziałam, że nic się nie stało? Odwróciłam się i obejrzałam się w tym samym lustrze od tyłu. Hmm.. źle to nie wygląda, chociaż mogłabym mieć trochę mniejszy tyłek. Odwróciłam się przodem. Utkwiłam wzrok w sterczących na baczność sutkach. Mogłabym też mieć trochę mniej rozstępów na piersiach. Pogładziłam dłonią skórę, pod palcami czuć było delikatne wgłębienia, mimo, że rozstępy dawno już wyblakły, dalej są na miejscu, niczym tatuaże znaczą moje ciało i przypominają o przeszłości. Okręciłam się szczelnie szlafrokiem i ścisnęłam  paskiem w talii tak mocno, że niemal wyszły mi oczy. Wyślizgnęłam się do pokoju. Łóżka stały dalej na swoich miejscach. Adam odwrócony do mnie tyłem pośpiesznie chował coś do walizki, która leżała na jednym z łóżek. – Niestety nie da się ich rozsunąć.- Odezwał się Adam- Mistrz w unikaniu kontaktu wzrokowego.- Po której stronie lubi pani spać?- To proste pytanie wydało mi się teraz bardzo intymne. Zastanowiłam się chwilę nad odpowiedzią.- Zawsze wybieram lewą stronę.- To doskonale się składa, bo ja prawą.- Ordynator uśmiechnął się, ale mina ewidentnie mu zrzedła kiedy spojrzał na mnie.- Mam prośbę.- Zasunął walizkę i odłożył ją obok szafki nocnej.- Czy może pani mieć przy mnie zawsze związane włosy?- Zaskoczył mnie ostrym tonem, ale przytaknęłam i po chwili związałam moje długie blond włosy w ciasnego kucyka.  


……………..


Obudziłam się, w pokoju było całkiem ciemno. Ciężkie kremowe zasłony były zasunięte. Straciłam poczucie czasu. To ten stan kiedy budzisz się po drzemce i nie wiesz jaki jest miesiąc i rok. Leżałam chwilę w bezruchu i przypomniało mi się jak brałam prysznic, jak ordynator dobijał się do łazienki i jak kładłam się do łóżka, musiałam od razu zasnąć. Zaświeciłam lampkę nocną i powoli spuściłam nogi z łóżka. Pościel na łóżku Adama leżała nienaruszona, walizka leżała nie rozpakowana w takiej samej pozycji jak wcześniej. Złapałam telefon, na wyświetlaczu zobaczyłam godzinę 21.30. No to ładnie pospałam. Czuję się jakbym dostała obuchem w łeb. Powinnam w zasadzie zaraz znowu położyć się spać. Do dupy. Zawsze się tak czuję po sylwestrze, kiedy usnę nad ranem i prześpię tyle godzin, że wracam na właściwe tory snu dopiero po trzech królach. Moje rozmyślania przerwało długie i głośne burczenie w brzuchu. Poczułam niesamowity głód. Odsunełam walizkę, nałożyłam na tyłek sportowe, dopasowane legginsy z wysokim stanem i luźny, czarny t-shirt z bawełny i wyruszyłam na poszukiwanie restauracji w tym przybytku.  


Po zjedzeniu sałatki z kurczakiem, parmezanem i pomidorkami koktajlowymi dopchałam się jeszcze porcją ciasta brownie z musem malinowym i musiałam uciekać, bo zamykali restaurację. Wyszłam na przestronny hol i po raz kolejny zachwyciłam się misterną metalowo- szklaną konstrukcją ścian. Nagle mój wzrok przykuł piękny, lśniący fortepian w kolorze ciemnego brązu, na masywnych rzeźbionych nogach. Jak mogłam go wcześniej nie zauważyć? To chyba przez to zmęczenie. Przejechałam ręką po klapie i zauważyłam, że jest zakurzona. Taki piękny instrument, stoi tutaj i się kurzy pełniąc jedynie funkcję dekoracyjną pomieszczenia. Westchnęłam i powoli uchyliłam klapę. Rozejrzałam się, w holu nie było żywej duszy. Usiadłam niepewnie przy fortepianie i wybiłam kilka akordów. Niebywałe jak równe i harmonijne były dźwięki. Przymknęłam powieki. Palce same znalazły odpowiednie miejsce i  zgrabnie muskały śnieżnobiałe klawisze. Druga dłoń poszła w ślady pierwszej. Nie myślałam o tym co zgrać, melodia sama rozbrzmiała w mojej głowie. Melodia, której tak bardzo unikałam przez ostatnie lata, którą niedawno po raz pierwszy od długiego czasu usłyszałam w samochodzie ordynatora- Comptine d'un autre été z filmu Amelia. Poczułam jak łzy wzbierają pod moimi powiekami, ale o dziwo nie czułam potrzeby żeby to zatrzymać, ukryć.  Dałam w tej melodii ujście wszystkim emocjom, które siedziały we mnie od dłuższego czasu. Zatraciłam się w dźwiękach. Wybijałam akord po akordzie, melodia odbijała się od pustych ścian holu powodując gęsią skórkę na całym moim ciele. Czułam jak pojedyncze łzy płyną po moich policzkach. Straciłam kontakt z rzeczywistością. Oczyma wyobraźni zobaczyłam jego, stał uśmiechnięty tak jak zawsze. Wyciągnął rękę i pogładził mnie po policzku. Troska i smutek w jego wzroku wypełniły moje serce. Z każdym oddechem było mi ciężej poradzić sobie z natłokiem emocji. Nagle za plecami usłyszałam chrząknięcie, które sprowadziło mnie na ziemię. Odskoczyłam od instrumentu jak poparzona, zaczęłam w popłochu zamykać klapę. Chciałam zrobić to zbyt szybko, klapa z impetem opadła i przycięła mi wskazujący palec. Aż mi się zrobiło słabo. Dopiero wtedy zauważyłam stojących obok mnie mężczyzn, którzy patrzyli z niedowierzaniem na całą sytuację. Piotr doskoczył do mnie. – Proszę dać. Obejrzę. – złapał mnie za rękę, kiedy wymachiwałam nią, jakby to miało w czymkolwiek pomóc. – Trzymał mocno moją dłoń i oglądał zakrwawiony palec. – Chodźmy spowrotem do baru, na pewno mają coś do odkażenia i znieczulenia. – Puscił do mnie oko, a mnie było stać jedynie na wymuszony uśmiech. Piotr Skierował się w stronę baru, za którym stał kelner, przygotowujący właśnie jakieś kolorowe drinki, a ja zastanawiałam się jak bardzo żałośnie muszę teraz wyglądać, z zakrwawionym palcem i opuchniętymi od płaczu oczami.–  Adam stojący obok nas niczym posąg, zmierzył Piotra, swojego zastępcę lodowatym wzrokiem. -Nie wiem czy to dobry pomysł.- Mnie uraczył jeszcze ostrzejszym spojrzeniem. Wyrwałam rękę z uścisku Piotra, bo czułam jak krew powoli spływa mi na dłoń i zaraz zacznie kapać na posadzkę.- Idę do baru, niech mi dadzą chociaż jakąś chusteczkę. – Kelner właśnie psikał mi palec środkiem odkażającym kiedy doszli do mnie, dyskutując zaciekle po drodze. Zniżyli głosy, więc usłyszałam tylko fragment wypowiedzi Adama. – Ty idioto… wiedziałem, że maczałeś w tym paluchy. – Wzrokiem ciskał błyskawice. Biedny Piotr w udawany sposób okazywał skruchę, a ja chyba właśnie połączyłam kropki. Czyżby Piotr zamienił nam rezerwację? Ale po co? Nie możliwe, musieli gadać o czymś innym. Mężczyźni podeszli do baru. Adam utkwił wzrok w moim palcu, zawiniętym w papierową serwetkę. – Co to kurwa ma być?- Mruknął pod nosem i kiwnął do kelnera, a ja tylko obserwowałam rozwój wypadków, ból jeszcze na tym etapie odbierał mi zdolność składnego wypowiadania słów. – Co to ma być? Gdzie macie opatrunki?! Co wy nie macie apteczki do cholery?- Adam odwinął krwawiący palec z serwetki, a ja syknęłam i krew znowu poleciała po wewnętrznej stronie dłoni. Kelner zakłopotany, złapał za słuchawkę i zaczął gdzieś dzwonić. – Spokojnie, panie ordynatorze, chciałam tylko zatrzymać krew. Mam plastry w pokoju, zeskoczyłam z wysokiego barowego stołka i zakręciło mi się w głowie. Widok krwi zawsze przyprawiał mnie o mdłości. Wzięłam głęboki wdech, czarne plamki zaczęły zalewać mi pole widzenia. O nie, znam ten stan,  zaraz zemdleję. Serce zaczęło walić jak oszalałe, ciśnienie uderzyło w moje uszy, jakby całkowicie je zatkało. Adam złapał mnie w pasie, przyciągnął stojące przy stoliku krzesło i usadził na nim. Schowałam głowę  między kolana. Boże, ale ze mnie sierota. Najpierw przycięłam palucha, a teraz mdleję, bo zobaczyłam dwie krople krwi. – Słyszysz mnie?- Głos Adama, jak echo odbijał się w mojej głowie. Wzięłam głęboki wdech. Oddychałam miarowo. Od razu lepiej. I po co mi było to granie. Kiwnęłam głową. Słyszałam z oddali jak Piotr mówi coś do Adama, a ten się spina i każe zjeść mu z drogi. Wróciłam całkiem do siebie jak już byliśmy w windzie. Adam dalej podtrzymywał mój bok, zaciągnęłam się męskim zapachem jego perfum i tym jego adamowym zapachem, tym samym, który poczułam klęcząc w jego gabinecie i zbierając rozrzucone papiery z podłogi. Teraz poczułam jeszcze delikatna woń alkoholu, chyba jakieś whisky. Mieszanka wybuchowa. Westchnęłam chyba zbyt głośno, bo spojrzał na mnie z pytającym wzrokiem.- Coś się dzieje?- Pokręciłam głową i zaciągnęłam się tym cudownym zapachem jeszcze raz. Kurewsko dobrze pachnie, musze sprawdzić co to za perfumy.- Dior, sauvage. – Te słowa przywołały mnie na ziemię.- Słucham? – Wycharszczałam. – Perfumy- to sauvage, diora. – Poczułam, że robi mi się gorąco, a nie mam na twarzy podkładu, zaraz spalę buraka. Widział, że zaciągam się jego zapachem. Zośka, weź ty się ogarnij dziewczyno.  
Adam rozejrzał się dokładnie zanim wysiedliśmy z windy. Było pusto, więc po chwili byliśmy już w pokoju. Czułam się dziwnie, jakbym co najmniej popełniała jakieś przestępstwo, ale z drugiej strony się nie dziwię, znajomi zaczęli już zjeżdżać się na jutrzejszą konferencję, jest duże prawdopodobieństwo, że można spotkać kogoś znajomego na korytarzu. Co by było gdyby zobaczyli, że wchodzimy razem do pokoju? Katastrofa.. Zarówno dla mnie i dla niego.

Adam usadził mnie na łóżku i wyciągnął kosmetyczkę ze swojej walizki. Klęknął przede mną, odwinął zawiniątko zrobione z papierowej serwetki . Od razu odwróciłam wzrok żeby przypadkiem znowu nie fiknąć kiedy zobaczę krew. – Uwaga, będzie szczypać. – Psiknął kilka razy jakimś specyfikiem i po chwili jego sprawne dłonie zawijały już bandaż wokół mojego palca. – Dziękuję, panie ordynatorze. Gdyby nie pan, to na pewno zemdlałabym tam na dole. – On podniósł się i utkwił we mnie wzrok. Czułam jakby chciał mnie nim przewiercić na wylot. – Mów mi proszę po imieniu, Zofio. – W jego ustach moje imię brzmiało jak coś nieprzyzwoitego. Poczułam ukłucie w dole brzucha. Motyle w moim brzuchu zdawały się jakby powoli wychodzić z kokonów. Dziewczyno, co ty wyrabiasz najlepszego. Muszę koniecznie jutro spotkać się z Julką i Pawłem, może oni przemówią mi do rozsądku.. -Zofio, niestety nie znalazłem odpowiedniego pokoju żeby się przenieść i niestety nic się nie zwolniło, dlatego zostaniemy dzisiaj razem. Bardzo cię proszę o dyskrecję. Nie chcę żeby ktoś ze szpitala wiedział, że spaliśmy w jednym pokoju. Wiesz jak to wygląda, ja mam już dość kłopotów.- Usiadł na łóżku obok. – Oczywiście. Mi też zależy na tym żeby zachować to w tajemnicy. Chciałabym tylko zapytać.. mam pewne przypuszczenie.. Ta rezerwacja to nie był przypadek, prawda?- Adam westchnął ciężko i pokręcił głową. – Przepraszam cię, ta sytuacja w ogóle nie powinna mieć miejsca. Piotr sobie coś ubzdurał. Za każdym razem kiedy się widzimy, opowiada mi o tobie, wmawia że mi się podobasz.- Szybko się zreflektował.- To znaczy jesteś piękną, młodą kobieta, nie chodzi o to, że mi się nie podobasz. To znaczy nie w takim sensie. Jesteś młoda.- Odwrócił się plecami.- Nie wiem po co ci to mówię.- Chyba jednak alkohol dał o sobie znać. Tym razem to ja siedziałam rozbawiona, obserwując jak ten rosły, dojrzały mężczyzna mi się tłumaczy. Biedny. Postanowiłam przerwać tę niezręczną sytuację i zmienić temat. – Nie jest pan zmęczony po podróży?-Mówiłem ci, Adam jestem.- Przepraszam, jakoś ciężko mi tak nagle przejść na ty. – Kiwnął głową. -Rozumiem, tym bardziej, że jestem w wieku twojego ojca.- Prychnęłam rozbawiona. – Do sześćdziesiątki to chyba jeszcze panu…ci daleko?- Podszedł do biurka, na którym stał czajnik elektryczny i półeczka obita w czarną skórę z przeróżnymi rodzajami herbat. – Mentalnie czuje się jakbym był już po siedemdziesiątce. Melisy? – Tak, poproszę. -Wstałam i wyciągnęłam z szuflady dwa białe kubki z logo hotelu. – Aż tak źle się czujesz? Żałujesz, że zostałeś ordynatorem w tak młodym wieku?- Zalał wrzątkiem saszetki z ziołem i podał mi kubek. – To nie przez pracę. Praca mnie uratowała, nadaje sens mojemu istnieniu, tylko dla niej jeszcze jakoś funkcjonuje, wiem, że jestem potrzebny. To życie osobiste mnie tak doświadczyło, że czasem czuje się jakbym miał sto lat. Przez to wolę oddać się pracy i nie myśleć, to mi pomaga. – Ciekawe, też często mam takie poczucie, że w moim ciele żyje jakaś bardzo stara, zmęczona życiem dusza.- Uśmiechnął się pod nosem. – Pięknie grałaś dzisiaj na fortepianie, stara duszo. Czy to był Tiersen? Wydawało mi się, że go nie lubisz. Kiedy odwoziłem cie do domu pierwszego dnia pracy wyciszyłaś nagranie.- Upił łyk naparu. Czemu ten przeklęty rumieniec pojawia się na mojej twarzy tak często? Ten człowiek zdecydowanie źle na mnie działa. Odchrząknęłam.-Tak, to był Tiersen. Dawno nie grałam tej melodii. – Czemu?- Zaskoczył mnie szybkim pytaniem.-Towarzyszyła mi bardzo często w najpiękniejszych i później też najgorszych momentach mojego życia. Zbyt wiele wspomnień powraca kiedy ją słyszę. – Kiwnął głową ze zrozumieniem, nie pytał więcej. Siedzieliśmy chwilę w ciszy rozmyślając, każde o swojej przeszłości. – Chyba mi nie wypada, ale muszę ci coś powiedzieć. – Złapał kubek oburącz. – Twoje rumieńce.. nie zakrywaj ich warstwą makijażu. Wyglądasz  z nimi bardzo …- dłuższą chwilę szukał odpowiedniego słowa. Niemal widziałam te zębatki, przekręcające się w jego głowie.- Bardzo ładnie. – Eureka! Ale wymyślił erudyta. Bardzo ładnie.- Dzięki, ale nie znoszę tych rumieńców, zdradzają każdą moją słabość. – Ucięłam, bo właśnie dotarł do mnie sens moich własnych słów.- To znaczy, nie to miałam na myśli.  – Teraz to ja zaczęłam się miotać. Wyciągnęłam rękę i wtedy szturchnęłam drugą, która trzymała gorący napar. Melisa polała się po kołdrze i moim udzie. Skoczyłam na równe nogi. – Kurwa.. ale parzy!- Krzyknęłam. Adam w jednej chwili znalazł się obok mnie,odstawił kubek i  jednym ruchem ściągnął mi legginsy do kostek. Po chwili stałam już pod prysznicem i polewałam się zimną wodą ze słuchawki prysznica. – Kobieto, ty się kiedyś sama zabijesz.- Adam wyciągał coś ze swojej kosmetyczki i kręcił głową. – Cóż ja poradzę, to wszystko przez tą słabość.- Uśmiechnęłam się zażenowana, od razu załapał.- Widzisz, nie ma sensu się bronić i uciekać przed słabościami, bo wychodzi tylko gorzej. – Odwrócił się z pantenolem w ręce. I kto to mówi.. Człowiek, który zamiast skonfrontować się ze swoimi problemami woli uciec i zatracić się w pracy. Zdecydowałam, że tego nie skomentuję.- Wziąłeś ze sobą aptekę?- Pokiwał głową rozbawiony. – Nie zabrałem tylko gipsu syntetycznego, także jeśli byłabyś tak łaskawa i się nie połamała, to będę wdzięczny. Wyszłam na ręcznik i drugim ręcznikiem delikatnie wytarłam zaczerwienioną skórę na udzie, tuż przy bieliźnie. Oglądałam skórę, kiedy usłyszałam.- Na razie nie ma bąbla, ale oparzenie lubi zmieniać się w czasie, także będziemy obserwować. Mam pantenol. – Schylił się i nałożył delikatną piankę na palące miejsce. Czułam na skórze jego palce błądzące tuż przy zakończeniu koronki bielizny, rozbudziło to we mnie pożądanie. Oddech mi przyspieszył. Adam smarował  mnie zdecydowanie za długo niż potrzeba. Jego męska dłoń sunie w górę uda i w dół rozprowadzając piankę nawet w miejscu w którym nie ma poparzenia. Dłonią delikatnie zahaczył o czarną koronkę majtek. Poczułam jak ciepło rozkosznie rozlewa się w moim podbrzuszu. Zdesperowanie mięśnie zacisnęły się spontanicznie. Spojrzałam na jego jasne włosy, które zawsze idealnie zaczesuje na bok. Teraz były zmierzwione, w nieładzie. Miałam ochotę zatopić w nich dłoń i przyciągnąć go do mojej kobiecości, żeby te wszystkie fantazje, które mam z jego udziałem od kilku tygodni w końcu się spełniły. Dłoń mimowolnie zawędrowała na jego włosy. Adam drgnął i spojrzał na mnie. Desperacja w jego oczach oznaczała tylko jedno. Pragnął mnie tak samo jak ja jego.

Gorilllaz888

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i erotyczne, użyła 6829 słów i 38371 znaków. Tagi: #pożądanie #lekarz

2 komentarze

 
  • Milii

    :danss:

  • KRUSZYNA

    Super, dawaj więcej