Mezalians - Rozdział 1

,Powraca sprawa znanego ginekologa, któremu zarzucano znęcanie się nad żoną..''

,,Znany lekarz oskarżony o molestowanie współpracownicy..''

,,Adam Joffe – zrewolucjonizował opiekę okołoporodową, przyczyniając się do zmniejszenia śmiertelności noworodków..''

,,Wybitny umysł, tak wspominają go władze uczelni, gdzie obronił pracę doktorską. Wywiad ze znanym lekarzem..''

Stoję w dyżurce, przeglądając wyszukiwarkę i właśnie parzę sobie kawę, w kubku z moim imieniem, rozpoczynając pierwszy dzień pracy w nowym miejscu, kiedy drzwi otwierają się z impetem i pojawia się w nich on, postrach oddziału na którym pracuję. Szybko zablokowałam telefon i schowałam do kieszeni fartucha, żeby ukryć wyniki wyszukiwania, które pojawiły się po wpisaniu jego nazwiska w Google. Lekarz na pierwszy rzut oka sprawiał wrażenie człowieka wyniosłego, miał opinie gbura i seksisty, słyszałam krążące o nim historie. Plotkowano o tym jak poniżał kobiety z nim pracujące, o tym jak z nimi romansował, podobno znęcał się nad swoją chorą żoną, która w zasadzie już nie żyje. Swego czasu, przed jej śmiercią, pojawił się nawet artykuł w lokalnym czytadle o jego nieszczęśliwym małżeństwie, nie było w nim co prawda nic konkretnego, same domysły, plotki i  informacje od ,,przyjaciela z najbliższego otoczenia''. Swoją drogą niezły mi przyjaciel, który donosi o problemach rodziny do jakiegoś szmatławca... ale wracając do tematu, podobno w każdej plotce jest ziarno prawdy, ciekawe ile prawdy jest w tych.

Patrzyłam na człowieka, o którym krążą takie nieprzychylne opinie, który stoi teraz  z teczką dokumentów pod pachą wpatrując się w telefon i marszcząc przy tym brwi. Nawet nie zauważył mojej obecności, jakby mnie tam nie było. Byłam jednocześnie przerażona tym człowiekiem i ciekawa jaki jest na prawdę.  Czy rzeczywiście poniża kobiety w pracy? Czy rzeczywiście znęcał się nad żoną? Jest przystojnym facetem, pewnie dlatego krąży o nim tyle plotek. Musi mieć na pewno koło 40 lat. Na zdjęciach w sieci zdecydowanie nie było widać tej kwadratowej, mocno zarysowanej szczęki i tego, że jest taki wysoki. Moje galopujące w dziwnym kierunku myśli zatrzymał niski, lekko chropowaty głos.  

- Zaraz obleje się Pani kawą. Szkoda fartucha. - Spojrzałam z przerażeniem na przechylony kubek w mojej dłoni. Jeszcze chwila, a gorąca kawa z mlekiem, wylądowałaby na moim ubraniu. Obecność tego człowieka w pobliżu skutecznie wyłączyła mi mózg. Odłożyłam kubek z kawą na blat, poczułam jak delikatny rumieniec oblewa moje policzki. Zawsze w stresujących sytuacjach pojawiał się ten przeklęty rumieniec, najpierw wylewał się na twarzy żeby za chwilę pokryć czerwonymi plamami cały mój dekolt. Zawsze w takich sytuacjach wyglądam jakbym miała za chwilę dostać wylewu. Odchrząknęłam.  -Dzień dobry, jestem trochę zestresowana, to mój pierwszy dzień w szpitalu. – Mężczyzna poprawił okulary na nosie i przyjrzał mi się uważnie. – Pani..? – Spojrzał znacząco na mój różowy kubek w motylki, z imieniem, który dostałam od taty jeszcze przed wyjazdem na studia i uśmiechnął się z zauważalną drwiną.- Pani Zofio? Z tego co się orientuję jest pani dietetykiem, powinna pani wiedzieć, że w stresowych sytuacjach organizm raczej nie potrzebuje dodatkowej dawki kofeiny. Proszę zaparzyć sobie raczej melisę. – Zamurowało mnie. Nim zdążyłam odpowiedzieć jego już nie było. Złapałam się pod bok, nie dowierzając w to co usłyszałam.- Ale z niego dupek..- Drzwi otworzyły się w momencie kiedy wypowiedziałam to krótkie, acz wymowne zdanie.- Doktor wychylił się i wwiercił we mnie te swoje niebieskie, przenikliwe oczy.- Jak już pani wypije, cokolwiek sobie zaparzy, to zapraszam na obchód. Pozna pani pacjentki i zapozna się z obowiązkami.- Już miał zamykać drzwi, kiedy wychylił się ponownie.- A i wystarczy Adam, dupek mam na drugie.- Mrugnął do mnie i zniknął tak szybko jak się pojawił. Miałam ochotę przywalić sobie sierpowego w twarz za mój niewyparzony język, który nie chciał dzisiaj ze mną współpracować. Nie mogę znaleźć go w gębie wtedy kiedy trzeba. Wypiłam moją dzienną porcje kofeiny jednym haustem, bo wiem, że kiedy organizm dostaje stale podobną dawkę, to wcale nie wpływa ona na pobudzenie w takim stopniu jak doktorkowi się wydaje. Zarozumiały buc. Do tego jeszcze słyszał jak nazwałam go dupkiem, gorzej ten dzień nie mógł się rozpocząć.  

Stoję sama w jasnym, pustym szpitalnym korytarzu. Słychać ruch w salach i gotująca się na korytarzu wodę w plastikowym, elektrycznym czajniku. Pacjentki pewnie już wstają. Spojrzałam na zegarek, punkt ósma. Obchód pewnie zaraz się zacznie, ale gdzie do cholery mam iść? Buc nawet nie powiedział mi gdzie konkretnie się udać. Czy zaczniemy od sal poporodowych czy może od patologii ciąży?  

Przeszłam wolnym krokiem wzdłuż korytarza, prawie na sam jego koniec, mijając po drodze pomieszczenia z odpowiednimi oznaczeniami, z oddali słychać było cichy płacz dzieci. Znajdowałam się na oddziale ginekologii i położnictwa, po jednej stronie oddziału leżały kobiety oczekujące na poród lub zabiegi, a po drugiej, tej skąd słychać było głosy dzieci, leżały kobiety po porodach, z małymi, różowymi zawijątkami w przezroczystych wózkach. Odwróciłam się gwałtownie kiedy usłyszałam kroki na korytarzu. Podeszła do mnie niska i krągła brunetka, o pięknych oliwkowych oczach. Ubrana w różowy uniform. Dmuchnęła w swoją prostą grzywkę, a ta zafalowała i ułożyła się na boku czoła.- Cześć, Ty pewnie jesteś Zofia?- Wyciągneła rękę i uścisnęła mnie odrobinę za mocno. – Cześć, tak. Jestem dietetykiem i nie wiem gdzie się podziać, jestem dzisiaj pierwszy dzień. A Ty..?- Gośka, jestem technologiem żywienia, będziemy pracowały razem. Adam dzwonił do mnie żeby pokazać Ci co i jak.- Gośka założyła ręce na biodra i uśmiechnęła się promiennie. – To miło z jego strony, że po tym jak dostałam reprymendę, zadzwonił żeby ktoś się mną zajął. – Gośka uśmiechnęła się jeszcze szerzej, tak, że niemal mogłam zobaczyć jej ósemki. Była rozbawiona. – Widać mamy nowy rekord. Zdążyłaś dostać zjebkę jeszcze zanim zaczęłaś pracować. Nie wiem czy ktoś cię pobije. – Daj spokój Gośka. Nie mów mi, że to wszystko co o nim czytałam to prawda? – Zrobiłam minę cierpiętnicy, ale wtedy moja nowo poznana towarzyszka odchrząknęła i utkwiła wzrok gdzieś za moimi plecami. Pokręciłam głową i spojrzałam na nią, mówiąc bezgłośnie ,,kurwa''. Odwróciłam się i zobaczyłam jego, stojącego i opierającego jedną rękę na klamce drzwi przed którymi stałyśmy. Na drzwiach wisiała srebrna plakietka z wygrawerowanymi na czarno literami z jego imieniem i nazwiskiem. Brawo Zośka, możesz pogratulować sobie mądrości, która widocznie spierdoliła zaraz po przekroczeniu przez Ciebie progu tego szpitala. Poczułam na sobie jego lodowaty wzrok, poprawił okulary na nosie i papiery, które trzymał po pachą. – Przepraszam panie, chciałbym przejść. – Szybko rozstąpiłyśmy się na boki. Może nie słyszał? – Zapraszam na obchód.  

Uczestniczyłyśmy razem z Gośką w obchodzie. Nowa współpracownica pokazywała mi w trakcie całą dokumentację, która jest dla nas istotna i zwracała uwagę na codziennie poranne obowiązki. Musimy sprawdzać z jakimi diagnozami przyjmowane są pacjentki, do naszych obowiązków należy między innymi zamawianie w cateringu ilości odpowiednich porcji posiłków, musimy pamiętać żeby nie zamówić np. zbyt dużo obiadów dla pacjentek z cukrzycą, jeśli te mają być wypisane tego samego dnia. Podczas całego obchodu czułam na sobie wzrok lekarzy w nim uczestniczących i położnych. Czułam się trochę jak piąte koło u wozu, kiedy konsultowali się i omawiali dalsze postępowanie dla danej pacjentki, a przecież dietetyk powinien być integralną częścią zespołu. Teraz kiedy już prawie skończyliśmy obchód, stwierdzam, że ponad połowa pacjentek wymaga konsultacji z dietetykiem, nie tylko ze względu na nadwagę czy otyłość, ale przeróżne jednostki chorobowe, takie jak chociażby cukrzyca ciężarnych- kiedy kobieta trafia do szpitala z cukrami ponad 300, to ewidentny znak, że dotychczasowe wizyty u diabetologa niestety nie były skuteczne i zaraz na pewno włączą jej insulinę, zamiast skierować ją do nas. Mam nadzieję, że uda mi się to zmienić. W zasadzie po to tutaj jestem.  

Dupek był jedyną osobą na oddziale, która przez cały obchód nawet raz na mnie nie spojrzała, do momentu, aż wstąpiliśmy całą grupą na salę do kobiet czekających na zabiegi ginekologiczne. Jedna z nich leżała pod ścianą, kobieta była otyła, miała niedoczynność tarczycy, z tego co usłyszałam od lekarzy, była po poronieniu. Jej kręcone blond włosy przykleiły się teraz do czoła, na szafce obok łóżka leżał papierek po czekoladowych ciastkach i puste opakowanie po soku pomarańczowym, który od razu przykuło moją uwagę. Ordynator podszedł do pacjentki z jej kartą w ręce, szybko przewertował najważniejsze informacje. -Dzień dobry, pani Kingo pani stan jest stabilny. Mógłbym panią wypisać do domu, natomiast martwi nas pani stan psychiczny, chciałbym żeby odbyła pani konsultację z psychologiem. – Ordynator rozmawiał z kobietą, a ona uniosła się na łóżku i widocznie rozpromieniła. Ordynator nie patrzył w kartki kiedy z nią rozmawiał, był skupiony tylko na niej. Rozmawiał tak z każda pacjentką, był szczerze zainteresowany. Pacjentka w trakcie rozmowy była w centrum jego uwagi, nie było dla niego nikogo innego. Zaimponowało mi to. Powróciłam myślami do kobiety, kiedy usłyszałam jak ordynator konsultuje jej niedoczynność tarczycy z innym lekarzem. Niskim, szczupłym blondynem – na przypiętej plakietce widniał napis ,,Zastępca kierownika''. – Przepraszam, czy mogę się wtrącić?- Ordynator zastygł z kartą w ręce i odwrócił się w moją stronę, ze wzrokiem utkwionym w karcie. – Oczywiście, Pani Zofio, chciałaby pani zaproponować nową dawkę l-tyroksyny dla pacjentki?- Poprawił po już setny tego dnia okulary na nosie. Dalej na mnie nie spojrzał. Co jest do cholery.  Zauważyłam uśmieszek pod nosem drugiego lekarza. Starałam się, aby nie wytrącił mnie on z równowagi. – Obawiam się, że nie jestem lekarzem, panie ordynatorze i nie mam kompetencji.- Uśmiechnęłam się zaciskając  mocno szczęki. Z boku musiało to wyglądać raczej jak szczękościsk niż uśmiech.- Mam kilka pytań do pacjentki, jeśli można. – Obaj zrobili mi miejsce i przepuścili do kobiety. – Pani Kingo, chciałbym zadać kilka pytań związanych z przyjmowaniem przez panią leku na tarczycę. – Kobieta kiwnęła głową, ukazując dwa podbródki, położyła dobie splecione dłonie na brzuchu i utkwiła we mnie wzrok. – Czym popija pani leki?-  Kobieta ociężale przechyliła się w stronę szafki i wzięła w rękę pustą butelkę. – Zawsze tym przepijam. Nie lubię pic nic innego– Odebrałam od niej butelkę z plakietką, na której widniało zdjęcie soczystych pomarańczy. Pokiwałam głową. – Pani Kingo, proszę powiedzieć po jakim czasie od wzięcia leku je pani pierwszy posiłek? – Kinga poruszyła się niespokojnie na łóżku. – A z dziesięć minut. Wiem, że tam niby pół godziny, ale głodna jestem rano. – Pokiwałam głową, rozumiejąc już przyczynę braku dostatecznego działania na organizm przyjmowanych przez nią hormonów. – Pani Kingo niestety nie może pani przepijać leków na tarczycę, ani żadnych innych leków sokami z cytrusów, ponieważ zaburzają one ich wchłanianie, mogą też całkowicie uniemożliwić wchłonięcie leku. Podobnie działa białko, które zjada pani razem z posiłkiem, dlatego zaleca się minimum pół godziny odstępu od zażycia leku, aby miał on możliwość się wchłonąć.- Ostatnie zdanie wypowiedziałam już mniej pewnie, ponieważ kobieta oparła się o poduszkę i zaczęła płakać. Co teraz mam zrobić? Mam ją pocieszyć? Dotknąć, pogłaskać? Powiedzieć, że żartowałam?   

Zastygłam w bezruchu, nie chciałabym pogorszyć teraz i tak już złej sytuacji.. Kobieta przecież jest po poronieniu, a ja jej robię wykład o interakcji leków z sokami cytrusowymi. Usłyszałam za sobą głos.- Wystarczy pani Zofio, proszę wszystkich o opuszczenie Sali.- Adam otworzył drzwi i wypuścił nas. Skierowałam się w stronę drzwi jako ostatnia, podeszłam bliżej czekając na swoją kolej i wtedy poczułam na sobie jego wzrok. Spojrzał na mnie pierwszy raz od ponad godziny. Czułam jak moja skóra na twarzy czerwieni się pod wpływem jego spojrzenia. Uniosłam oczy i zobaczyłam jak rytmicznie poruszyła się jego grdyka, kiedy przełknął ślinę. -Pani Zofio, dziękuję, odeślę panią do pacjentki, kiedy jej stan psychiczny ulegnie poprawie.- Poprawił okulary na nosie.- Proszę teraz wziąć te dokumenty i  udać się z nimi do mojego gabinetu, proszę tam zaczekać na mnie.  

Ścisnęłam w dłoniach dokumenty, które mi przekazał i udałam się w stronę drzwi, przy których zastał nas przed obchodem. Głupio mi wchodzić tu kiedy nikogo nie ma w środku, mimo tego nacisnęłam klamkę. Stanęłam przy samych drzwiach, przyciskając dokumenty do piersi. Rozejrzałam się. Na dużym, ciemnobrązowym biurku leżały stosy dokumentów. Wśród nich, mniej więcej po środku wyłaniał się ekran komputera. Po obydwóch stronach gabinetu ustawione były regały, wypełnione po brzegi żółtymi segregatorami. Żadnych zdjęć, żadnych osobistych rzeczy, oprócz białego kubka z zimną już cieczą i etui na długopis. Stałam w bezruchu myśląc o tym, że rzeczywiście lekarze chyba nie zdają sobie kompletnie sprawy z tego jaką wiedzę ma dietetyk i w ilu problemach może pomóc. Nie jesteśmy do cholery tylko od odchudzania!

Przybliżyłam się do biurka, zerknęłam na nie. Nie ma gdzie palca wcisnąć. Trudno, będę trzymać te dokumenty dopóki nie przyjdzie. Cofnęłam się o krok, żeby nie było, że zapuszczam żurawia na dokumentację medyczną szpitala i wtedy usłyszałam jak drzwi otwierają się, ale nie zdążyłam zareagować i poczułam jak klamka z impetem trafia mnie w plecy. Wylądowałam na czworakach z dokumentami, które niczym fala wpłynęły pod ogromne biurko. Kurza dupa. – Matko kochana, pani Zofio.- Ordynator uklęknął obok i wyciągnął do mnie rękę, a drugą ręką wymacał bolące miejsce na plecach. -Przepraszam, bardzo panią uderzyłem? – Usiadłam na piętach i zaczęłam zbierać rozsypane dokumenty z podłogi, nie nawiązując kontaktu wzrokowego. – Przepraszam panie ordynatorze.- Wbiłam wzrok w dokumenty, starając się jak najszybciej je pozbierać i ignorując piekący ból pod łopatką. -Za co mnie pani przeprasza? Przecież to moja wina.- Wychylił się po ostatnią kartkę, wystającą spod biurka i ubiegł mnie, podnosząc ją z ziemi. Był zbyt blisko, poczułam intensywny i dziwnie znajomy zapach jego perfum. Zośka za blisko, stanowczo za blisko! Podniosłam się gwałtownie i syknęłam z bólu. Adam niemal wyrwał dokumenty z moich rąk i cisnął nimi na biurko.- Proszę się odwrócić, obejrzę to potłuczenie. – Wybałuszyłam oczy.-Naprawdę nie ma takiej potrzeby. Nic złego się nie stało, to moja wina, powinnam poczekać przy biurku, a nie stać przy samym wejściu.-Ordynator zmarszczył brwi.–  O czym chciał pan rozmawiać?- Nie dałam mu dojść do słowa. Ordynator próbował zamaskować malujące się zdenerwowanie na jego twarzy. Odezwał się dopiero po dłuższej chwili. -Bardzo panią przepraszam, nie wiem jak do tego doszło. Jestem zamyślony, nie spałem dzisiaj najlepiej. Jeśli chce pani wnieść skargę to proszę mi powiedzieć od razu, wolę być na to przygotowany.- Wtedy trybiki w mojej głowie wskoczyły na odpowiednie miejsce, a Zośka w myślach przybiła sobie dłonią piątkę w czoło. Wcale nie chodziło tak naprawdę o samo potłuczenie. Był już raz oskarżony o molestowanie w pracy, ostatecznie został uniewinniony, ale łatka jaką mu przypięto pozostała, po kolejnym takim oskarżeniu byłby spalony. Dlatego zareagował w ten sposób, poczułam dziwne ukłucie rozczarowania w okolicy mostka. Miałam nadzieję, że może jednak chodzi  o mnie.– Proszę się nie obawiać, nic takiego nie będzie miało miejsca, to był wypadek z mojej winy. -To dziwne mrowienie pod skórą, które czułam pod wpływem jego spojrzenia, zdecydowanie nie pomagało mi się uspokoić. – Na pewno dobrze się pani czuje? Nie chce mieć na sumieniu pani kręgosłupa. – Przytaknęłam. Udawana troska, dobry z niego aktor.- Dobrze.- Adam westchnął i poprawił okulary na nosie. Usiadł za komputerem i tłumaczył mi co dokładnie należy do moich obowiązków oraz jakie dokumenty muszę wypełniać w związku z projektem unijnym, który realizuje szpital, a w którym ja uczestniczę. Przez cały czas patrzył w ekran monitora lub w dokumenty, wskazując na nich palcem miejsca szczególnie ważne. Znowu unikał kontaktu wzrokowego. Zupełnie odwrotnie zachowywał się podczas rozmowy z pacjentkami. Wtedy był tylko dla nich, wpatrzony, zainteresowany. Patrzyłam na jego idealnie zaczesane na bok włosy w kolorze ciemnego blondu. Błękitna koszula wystająca spod fartucha, miała rozpięty jeden guzik i ukazywała jego opaloną skórę na szyi. Pewnie był na jakichś egzotycznych wakacjach ze swoją dziunią. Taki facet na pewno kogoś ma. W końcu żona umarła już dobrych kilka lat temu. Ciekawe czemu, może zabił ją drzwiami? -Pani Zofio, czy pani mnie słucha? – Głos Adama sprowadził mnie na ziemię. Jego wzrok powędrował na moją zagryzioną dolną wargę. Dopiero teraz poczułam, że ją przygryzam.- Tak, oczywiście panie ordynatorze. – Proszę, przekaże to pani Małgorzacie. – Odebrałam od niego plik wydrukowanych dokumentów. Nasze palce dotknęły się, poczułam dreszcz płynący od koniuszka palców aż do zakończenia stóp. Ordynator nienaturalnie szybko cofnął rękę i złapał plik nowych dokumentów, które zaczął prostować, stukając ich krótszym końcem o blat biurka. -Dobrze, czy to wszystko?. – Kiwnął głową i odchrząknął, wpatrując się w monitor. – Już łapałam klamkę, odwrócona plecami, kiedy zatrzymał mnie jego głos.- Proszę przyjść do gabinetu zabiegowego przed szesnastą, będę z Piotrem, chcę obejrzeć pani plecy. – Nic nie odpowiedziałam. Już miałam wyjść, ale zdecydowałam, że zaryzykuję.- Panie ordynatorze.- Próbowałam przyciągnąć jego uwagę, ale kiwnął tylko głową wpatrzony dalej w monitor, więc kontynuowałam.- Mam wrażenie, że mało mam tutaj zadań typowych dla dietetyka. Powiem szczerze, że myślałam.. Miałam nadzieję, że więcej będę pracować z pacjentkami. Bardzo interesuję się laktogenezą, uczestniczyłam w wielu konferencjach z tym związanych, myślę, że mogłabym pomóc i od strony dietetycznej i mogę też wspierać kobiety w karmieniu piersią. – Jego zaciśnięte w cienką kreskę usta zdecydowanie nie zwiastowały niczego dobrego. Przekonałam się o tym , gdy tylko otworzył usta.- Ma pani dzieci?- Pokręciłam przecząco głową, przeczuwając już w duchu do czego zmierza. - To jakie pani może mieć doświadczenie w karmieniu piersią? Od tego są położne i doradcy laktacyjni.- Dotknął najbardziej wrażliwej struny w mojej duszy, po czym z powrotem wlepił wzrok w ekran komputera, nawet nie oczekując odpowiedzi. Wpatrywałam się w niego, nie wiedząc co odpowiedzieć. Nie mam doświadczenia, obawiam się, że nigdy nie będę mieć, więc ma rację. Nie sądziłam tylko, że mój zapał i chęć pracy zostaną zgaszone niczym kiep na betonowej płycie chodnika, już pierwszego dnia pracy.  

Szybko zleciał mi czas do końca pracy. Z Gośką czułam się jakbyśmy się znały od dawna, mimo, że znałam ją ledwo od kilku godzin. Dowiedziałam się, że ma kochanego męża, który jest lekarzem i niestety, mimo iż mają dzieci, nie spędzają ze sobą zbyt wiele czasu. On ciągle jest w pracy,  na dyżurze w szpitalu albo w przychodni w której prowadzi prywatną praktykę. W czasie kiedy jest w domu najczęściej odsypia, a ona również pracuje i zajmuje się ich dwojgiem dzieci i domem, odkładając na później swoje marzenia, żeby mąż mógł się realizować. Wydało mi się to strasznie smutne, Gośka również wydała mi się strasznie smutna pod całą tą przykrywką, pod maską z szerokim uśmiechem, którą zakładała i w której mnie dzisiaj przywitała.  

Poza tym dowiedziałam się dużo o funkcjonowaniu szpitala, o tym jakie obowiązki nas czekają poza tymi, o których rzecz jasna mówił już wcześniej pan ordynator- sztywniak. Nie pisnęłam ani słowem o tym co stało się w gabinecie ordynatora, nie wiedziałam do końca jaki pracownicy mają do niego stosunek, poza tym, że w jego obecności każdy miał kij w dupie. No, może poza jednym człowiekiem, jego zastępcą, tym szczupłym blondynem, Piotrem, z którym dyskutował dzisiaj na obchodzie.  

Po skończonej pracy spakowałam wszystkie swoje rzeczy. Schowałam fartuch i wymknęłam się, niemal przebiegając obok pokoju ordynatora.  

Odpaliłam mojego poczciwego gruchota, zaparkowanego w sporej odlegości od szpitala i wytoczyłam się na drogę. Mam ten samochód od moich dwudziestych urodzin, wtedy dostałam je od taty, abym mogła dojeżdżać na uczelnię i wracać częściej do domu z Warszawy. Byłam mu bardzo wdzięczna za ten prezent, bo wydał na niego wszystkie swoje oszczędności. Mimo, że już wtedy samochód był pełnoletni to przez kilka lat sprawował się bardzo dobrze. Dopiero teraz zaczął szwankować, ale przez sentyment ciężko mi się z nim rozstać i naprawiam go praktycznie co miesiąc, bo jak to mówią, co miesiąc coś- jak nie urok to sraczka. W tamtym miesiącu wymieniane były klocki- cokolwiek by to nie było, domyślam się, że nie przypomina to klocków lego i pomaga w hamowaniu.  

Wjechałam na drogę szybkiego ruchu, prowadzącą niemal wprost pod czteropiętrowy blok, w którym na ostatnim piętrze mieści się moja mała kawalerka. Nie przesadzam, mówiąc mała. Siedząc na kiblu można jednocześnie umyć sobie stopy pod prysznicem i obrać ziemniaki w kuchni. Starałam się stworzyć sobie przytulne miejsce, mimo, że na trzydziestu metrach ciężko jest podzielić przestrzeń na jadalnię, kuchnie i sypialnię, to przez umiejętne ustawienie mebli udało mi się wygospodarować miejsce na kuchnio- jadalnię ze stolikiem i dwoma krzesłami oraz salono- sypialnię z biblioteczką z książkami i rozkładaną kanapą. W kącie pokoju stoi również stare pianino mojego dziadka z piękną, rzeźbioną listwą ozdobną górnej klapy. Dziadek uczył mnie grać na tym instrumencie. Tata chciał się pozbyć go z domu, ale ja na to nie pozwoliłam i przygarnęłam je pod swój dach. Teraz jednak jestem zmuszona je sprzedać, po pierwsze, ponieważ zajmuje zbyt dużo miejsca, po drugie, ponieważ brak mi pieniędzy, dopiero zaczęłam pracę w szpitalu, wypłatę otrzymam za miesiąc, a w portfelu pustki. Mogłabym poprosić rodziców o pomoc, ale za wszelką cenę pragnę im udowodnić, że poradzę sobie sama. Poza tym moja toksyczna matka, która od kilku lat uparcie wypomina mi zrezygnowanie ze studiów medycznych, wtedy już w ogólnie nie dałaby mi żyć.  

Spojrzałam w lewe lusterko i wjechałam na lewy pas, rozwinęłam większą prędkość i nagle tuż za moim samochodem pojawił się czarny mercedes. Matko, skąd on się wziął, musiał nieźle zapieprzać. Zaczął mrugać światłami po oczach. Serio? Widzi gość, że jadę gruchotem i nie mam jak zjechać na prawo, zaraz przecież jest luka, nie zbawią go dwie sekundy. Puściłam kierunek w prawo i włączyłam się znowu na prawy pas. O dziwo mercedes jechał dalej równo ze mną. Co jest do cholery? Przez auto, które jechało przede mną zwolniłam znacząco, ale mercedes dalej mnie blokował. Tuż za nim pojawiło się kilka innych samochodów. Co za niedowartościowany psychol. W końcu samochód jadący za mną przyspieszył, a mercedes gwałtownie wjechał na pas, tuż przede mną. Samochody jadące po lewej stronie wyprzedziły go. Puściłam kierunek w lewo. Bez jaj, nie będę jechać  80 kilometrów na godzinę tylko dlatego, że jedzie przede mną S-klasa. Wtedy mercedes wyjechał na środek dwóch pasów i zaczął hamować. Kurwa, ktoś ma nierówno pod sufitem. Zatrąbiłam, ale osoba przede mną uparcie trzymała nogę na hamulcu. Zwolniliśmy niemal do 60 kilometrów na godzinę. Spojrzałam spanikowana w lewe lusterko i zobaczyłam dym. Po dłuższej chwili do moich nozdrzy dotarł zapach spalonej gumy. Kurwa. Zjechałam na prawy pas i nie wyłączając kierunku zjechałam dalej, na pas wyłączony z ruchu. Mercedes zatrzymał się przede mną i włączył światła awaryjne. Zamarłam kiedy zobaczyłam sylwetkę osoby wysiadającej z samochodu. Ordynator dobiegł do samochodu i otworzył drzwi od strony pasażera. – Nic pani nie jest? Już myślałem, że się pani nie zatrzyma. Kopci się pani z lewego koła.- Zajrzał do środka samochodu.- Nic mi nie jest. Dziękuję, że pan mnie zatrzymał, strach pomyśleć co by się stało gdybym dalej jechała z zablokowanym jednym kołem.– Wysiadłam i utkwiłam wzrok w niemal całkowicie zdartej lewej, tylnej oponie. Smród palonej gumy uderzył teraz w nozdrza ze zdwojona mocą.  Przymknęłam powieki. - Mam już dosyć tego gruchota w tym miesiącu. Teraz jeszcze laweta.- Powiedziałam w zasadzie sama do siebie, trzymając rękę na czole. – Nie ma pani zapasowego koła?- pokręciłam głową.- Mój znajomy ma lawetę, proszę wsiąść do samochodu, zaraz do niego zadzwonię.- Oddalił się z telefonem przy uchu. Po chwili wsiadł do samochodu od strony pasażera. -Ma pani trójkąt?- Kiwnęłam głową i otworzyłam schowek, a wtedy wypadły z niego prezerwatywy. Co gorsza- pudełko było otwarte i każda jedna poleciała w inną stronę. Brawo Zośka. Teraz twój szef będzie szukał pod swoimi stopami twoich prezerwatyw, pierwszego dnia twojej pracy. Lepiej być nie mogło. Odchrząknęłam, czując jak krwista czerwień rozlewa się na moich policzkach. Już dawno nie czułam takiego zażenowania jak teraz. Złapałam opakowanie, próbując wcisnąć prezerwatywy do środka, ale tak trzęsły mi się ręce, że wypadły mi drugi raz między nogi ordynatora.  

On schylił się i drugą rękę położył na mojej, w której kurczowo trzymałam kartonik, trzęsąc się jak alkoholik na głodzie. Kątem oka ujrzałam jak drga mu jeden kącik ust. A to drań, śmieje się ze mnie, kiedy ja ze wstydu wolałabym zamienić się w to zdarte, parujące lewe koło. – Proszę podać, może lepiej ja to zrobię. – Każdą z prezerwatyw włożył do kartonika, zamknął je dokładnie i odłożył na tylnym siedzeniu. -To ja może rozłożę trójkąt.- Wyskoczyłam z samochodu jak poparzona. Starałam się, żeby rozłożenie tych kilku części zajęło mi jak najwięcej czasu, żeby nie musieć wracać do tego samochodu i nawiązywać kontaktu wzrokowego. Rozłożyłam trójkąt i stałam tak jeszcze dobre pięć minut, wymyślając co powiedzieć jak wrócę. – Coś nie tak?- Usłyszałam za plecami pytanie i już wiedziałam, że kolejne co najmniej pół godziny będę musiała spędzić z tym człowiekiem sam na sam. Na samą myśl serce zabiło mi dwa razy szybciej.  Można dostać rumieńców na uszach?  Bo nawet uszy mi pulsują z gorąca, kiedy myślę o tym człowieku, nie wiem tylko czy bardziej mnie on przeraża czy ciekawi.

Podeszłam do jego samochodu, o którego opierał się plecami z rękami skrzyżowanymi na piersiach. Wyglądał na autentycznie rozbawionego.  – Proponuje żebyśmy usiedli w moim, jeśli nie chcemy się uwędzić jak kiełbasa na Wielkanoc. – Wyprostował się i czekał na moją reakcję. Długo się nie zastanawiając, złapałam za klamkę i umościłam się na tylnym siedzeniu, z przekonaniem, że on usiądzie za kierownicą, jednak tak się nie stało. Złapał drzwi zanim zdążyłam je zamknąć. – Jeśli można, proszę zrobić mi miejsce.- Wsunął się na miejsce obok mnie. Szybko położyłam torebkę na siedzeniu żeby nas odgrodzić i wbiłam wzrok w szybkę, obserwując przejeżdżające z dużą prędkością samochody. Powinnam zapytać teraz o lawetę, ale nie wiem jak w ogóle zacząć teraz rozmowę nie patrząc mu w oczy. – Laweta powinna być w ciągu pół godziny. Mam nadzieję, że wytrzyma pani tyle czasu w moim towarzystwie. – Splótł palce obydwu dłoni i oparł się wygodnie o zagłówek. – Bardzo panu dziękuję ordynatorze i przepraszam za fatygę. Będę chciała się jakoś odwdzięczyć, zabieram panu tylko cenny czas.– Uniósł głowę i poczułam na sobie jego przenikliwy wzrok. – Chociaż tak mogę się pani odwdzięczyć i przeprosić za tę sytuację, która miała dzisiaj miejsce w moim gabinecie.- Wyczuwalnie zmienił się jego humor, jeszcze przed sekundą sprawiał wrażenie rozluźnionego, teraz jego twarz znowu była surowa i nieprzenikniona. – Rozumiem. Naprawdę nic wielkiego się nie stało, ale dziękuję jeszcze raz i mam nadzieję, że po dzisiejszym dniu zapomnimy o tym zdarzeniu. – Kiwnął głową. – Dlaczego chciała pani pracować na oddziale ginekologiczno- położniczym? Myślę, że na diabetologii czy gastroenterologii byłoby znacznie ciekawiej. - Chwilę myślałam nad odpowiedzią, przecież nie powiem mu, że chcę być blisko tych małych, pięknych istot, które tak mnie rozczulają, że nie mogę mieć dzieci i chociaż w taki sposób mogę doświadczać ich bliskości. – Po prostu lubię dzieci. Wiem też jak ważny to dla kobiety czas, czas ciąży i połogu, ile jest w kobietach wtedy lęku, wątpliwości. Chciałabym pomagać kobietom w tym czasie na tyle na ile potrafię. – Ordynator pokiwał  głową i wtedy rozdzwonił się jego telefon. Chciałam się ewakuować, wykorzystując te sytuację.– Proszę odebrać. Właśnie mi się przypominało, że pilnie muszę zadzwonić. – Wyskoczyłam z auta, próbując pozbyć się tego dziwnego elektryzującego uczucia z ciała. Wyciągnęłam telefon z kieszeni spodni. Po dwóch sygnałach usłyszałam w słuchawce kobiecy głos.- Julka, ja pierdolę, ale mam dzisiaj dzień.- Kątem oka zobaczyłam, że Adam wysiada z samochodu. Szybka improwizacja- Tak, więc dlatego niestety nie dam rady dzisiaj się z tobą zobaczyć.  Przełóżmy to na inny dzień.- Ciągnę wymyślony temat.- Zośka, na pewno dobrze się czujesz?- Usłyszałam glos przyjaciółki w słuchawce.- Tak, na pewno. Myślę, że może być weekend. – Kontynuuje. – Zosia, gdzie ty jesteś, słyszę samochody  w tle. Co się dzieje do cholery?- Odeszłam dwa kroki i ściszyłam głos.- Jestem na ekspresówce z ordynatorem, samochód mi się znowu rozjechał. Czekam na lawetę.- Z ordynatorem?! Na lawetę?!- Usłyszałam piskliwy głos w słuchawce.- Tak kurwa, z ordynatorem na lawetę. Nie pytaj, potem ci powiem. – Powiedziałam szeptem. – Dobra, ale na pewno wszystko okej?- Zrobiło mi się cieplej na sercu, kiedy usłyszałam zatroskany głos Julki w słuchawce.-Dziękuję kochana, wszystko okej, zadzwonię jak już będę w domu.- Laweta na szczęście przyjechała bardzo szybko, poleciłam aby podwieźć samochód do mojego mechanika, u którego niedługo zamieszkam, jak tak dalej pójdzie.  
– Podwiozę panią do domu, jeśli nie ma pani nic przeciwko.- Adam otworzył drzwi od strony pasażera. – Dziękuję, ale nie chcę robić już więcej kłopotu.- Zrezygnowana opuściłam ręce wzdłuż ciała, znów czując na sobie ten cholerny wzrok, jak tak dalej pójdzie to naprawdę zmienię się w indyka i będę chodzić przy nim cały czas z czerwoną twarzą. – Nalegam. Podwiozę panią pod same drzwi. – Przymknęłam oczy. Zośka to się źle skończy, mówię ci. Usiadłam na fotelu obitym w miękką, białą skórę i zobaczyłam przed sobą ogromny wyświetlacz, na którym zapętlony był jakiś kawałek, którego tytuł starałam się odczytać. Adam usiadł za kierownicą i płynnie włączył się do ruchu, podgłosił muzykę i usłyszałam dobrze znaną mi melodię Comptine d'un autre été z filmu Amelia. Patrzyłam kątem oka na tego niezwykłego człowieka, który w oczach ludzi był zarówno potworem i bohaterem, zastanawiając się kim teraz bardziej jest w moich oczach. Resztę drogi spędziliśmy w milczeniu. Kolejne akordy Tiersena sprawiły, że poczułam gęsią skórkę na całym ciele. Zbyt wiele wspomnień łączy mnie z tą melodią. Kompozytor zaczął grać wyższe dźwięki, a mnie przed oczami stawały kolejne sceny z mojego życia, czułam się jak postronny obserwator, patrzący na klatki z filmu. Czy to dramat czy komedia? Zdecydowanie moje życie to jeden wielki komediodramat. Zachciało mi się śmiać. Właśnie siedzę w samochodzie ordynatora, który odwozi mnie do domu po pierwszym dniu pracy, po tym jak prawie odpadło mi koło od samochodu w drodze powrotnej do mieszkania.  

Wróciłam myślami do melodii. Nie słyszałam jej od dwóch lat, z premedytacją nie grałam jej na pianinie. Wyciągnęłam rękę i wyciszyłam odtwarzanie, nie tłumacząc się dlaczego.

Gorilllaz888

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i erotyczne, użyła 5958 słów i 33927 znaków.

1 komentarz

 
  • eksperymentujacy

    Super rozwiniecie !
    Idę do następnej części :)

  • Gorilllaz888

    @eksperymentujacy dzięki! :D