
Razem z Nico leżymy na kanapie i po wielu „sprzeczkach” oglądamy serial.
A raczej… ja oglądam.
Kiedy zerkam w jego stronę, widzę, że zdążył już zasnąć.
Spoglądam na zegarek.
Jest już dosyć późno, a jutro muszę wcześnie wstać, bo otwieram księgarnię.
Delikatnie szturcham go w ramię, czekając, aż się obudzi.
Nico ma naprawdę twardy sen, ale nie daję za wygraną i potrząsam nim trochę mocniej.
— Halo, śpiąca królewno… Pobudka.
— Mm… Co jest? — mruczy zaspanym głosem.
— Zostajesz czy wracasz do domu? Jutro rano muszę wstać do pracy, a z tego, co wiem, Ty też.
Nico przeciera oczy i przeciąga się leniwie.
— Kurczę… Tak dobrze mi się spało — wzdycha, po czym ziewa. — Dobra, już wstaję.
Powoli podnosi się z kanapy i przeczesuje dłonią potargane włosy.
— W sumie dobrze, że mnie obudziłaś. Muszę jeszcze zadzwonić do Soren.
— O tej godzinie?
— A czemu nie?
— Nico, jest późno. Pewnie już śpi.
— Soren? Śpi? — Patrzy na mnie z niedowierzaniem. — Przecież ona potrafi siedzieć do trzeciej w nocy i oglądać głupoty w telewizji.
— Wcale nie jesteś lepszy.
Patrzy na mnie, udając oburzonego.
— Muszę jej powiedzieć, że właśnie przegrałem z Tobą w walce o pilota.
Śmieję się i kręcę głową.
— Idź już, zanim naprawdę zacznę żałować, że Cię wpuściłam.
— Też Cię kocham.
— Ja Ciebie też. Ale następnym razem drzwi są zamknięte.
— Czyli mam znowu wejść przez okno?
— Nico!
Wybucha śmiechem i szybko kieruje się w stronę schodów.
— Dobranoc, słoneczko!
— Dobranoc, włamywaczu!
Kiedy żegnam się z Nico, jak co wieczór sięgam po swój zeszyt, żeby zapisać sny, które wciąż pamiętam.
Później biorę szybki prysznic i przebieram się w piżamę.
Nagle zza okna zaczynam słyszeć coraz głośniejsze bębnienie kropel o parapet.
Uśmiecham się pod nosem.
Znowu pada deszcz.
Zastanawiam się, co tym razem przyniesie mi sen.
Czy moja głowa znowu mnie czymś zaskoczy?
Czy w końcu uda mi się połączyć wszystkie elementy tej układanki?
Tego jeszcze nie wiem.
Nastawiam budzik, żeby jutro nie zaspać do pracy.
Potem lekko uchylam okno, kładę się do łóżka i wsłuchuję się w miarowy szum deszczu.
Zamykam oczy.
Czekam, aż sen znowu mnie odnajdzie.
~Amaya~
Czasami warto zaryzykować dla miłości.
Nawet jeśli później nie będzie nam dane być razem.
Trzymam Hugo za rękę i razem idziemy chodnikiem przez Mirvael.
To jeden z takich dni, kiedy w końcu jesteśmy tylko we dwoje.
Uśmiecham się pod nosem, kiedy po chwili Hugo delikatnie przyciąga mnie do siebie i patrzy prosto w moje oczy.
Deszcz spada na nas z góry, ale żadne z nas nie zwraca na niego uwagi.
Mam wrażenie, że jego błękitne oczy zaglądają prosto do mojej duszy.
Że widzą każdą część mnie, nawet tę, którą próbuję ukryć.
Moje serce zaczyna bić coraz szybciej.
Rozchylam lekko usta i cicho wzdycham.
Jedyne, o czym potrafię teraz myśleć, to żeby w końcu mnie pocałował.
Chwilę później, jakby naprawdę potrafił czytać w moich myślach, składa delikatny pocałunek na moich ustach.
Nie jest zachłanny.
Nie jest gwałtowny.
Jest czuły.
Jakby czekał na tę chwilę całą wieczność.
~Hugo~
Nie mogłem się powstrzymać.
Kiedy trzymałem ją za rękę, czułem jej bliskość, której tak bardzo potrzebowałem.
Spojrzałem na jej długie, mokre od deszczu włosy i duże, zielone oczy.
Wtedy zrozumiałem, że przepadłem.
Każda cząstka mnie pragnęła być jak najbliżej niej.
Dlatego kiedy nasze usta się spotkały, poczułem wszystko naraz.
Miłość.
Spokój.
Tęsknotę.
I coś jeszcze…
Coś, czego nigdy wcześniej nawet nie potrafiłbym sobie wyobrazić.
Nachylam się do jej ucha.
— Kocham Cię, Amaya.
To tylko dwa słowa.
A jednak mam wrażenie, że znaczą więcej niż wszystko, co powiedziałem przez całe życie.
Kiedy na mnie patrzy, w jej oczach dostrzegam coś, co sprawia, że serce zaczyna bić jeszcze szybciej.
Jakby czekała właśnie na te słowa.
A ja…
Ja czekałem całe tygodnie, żeby w końcu odważyć się powiedzieć jej, co naprawdę czuję.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz