Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Jedyne czego chcę / ROZDZIAŁ 7

Jedyne czego chcę / ROZDZIAŁ 7~Halia~

Otwieram szeroko oczy i po raz kolejny czuję, jak moje serce bije dwa razy szybciej.

Ten sen…

Kolejny fragment układanki, która wydaje się nie do ułożenia.

Wszystkie emocje, które przeżywam we śnie…

Mam wrażenie, że należą właśnie do mnie.

To niemożliwe.

To wszystko nie ma sensu.

Jakbym naprawdę tam była…

Jakbym nie tylko oglądała te wspomnienia, ale naprawdę je pamiętała.

A jednocześnie obserwowała życie zupełnie obcej osoby.

Przez chwilę próbuję uspokoić oddech, po czym zerkam na wyświetlacz telefonu.

Szósta rano.

Budzik jeszcze nie zdążył zadzwonić.

Zrzucam z siebie kołdrę i od razu kieruję się do łazienki.

Biorę szybki prysznic, bo wiem, że gdybym została w łóżku choćby minutę dłużej, i tak bym już nie zasnęła.

Później jem szybkie śniadanie, sprzątam trochę w pokoju, a kiedy zegar wybija ósmą, ubieram się i wychodzę do pracy.

Kiedy wchodzę do księgarni, pan Barney czeka już w środku.

— Witaj, Halia. Jak zwykle punktualna — mówi, posyłając mi pogodny uśmiech.

— Dzień dobry, panie Barney.

Zostawiam swoje rzeczy na zapleczu i wracam między regały.

Przez parę godzin ruch nie jest zbyt duży.

Kilku klientów zagląda do środka, spaceruje między półkami, a niektórzy wychodzą z książkami schowanymi w papierowych torbach.

Kiedy zerkam na duży zegar wiszący nad drzwiami, żeby sprawdzić godzinę, dzwoneczek nad wejściem cicho dźwięczy.

Ktoś właśnie wszedł.

Podnoszę wzrok.

Jednak on nie patrzy w moją stronę.

Najpierw spokojnie składa mokrą od deszczu parasolkę, strzepuje z niej krople wody i dopiero potem rozgląda się po księgarni.

Wygląda na lekko zagubionego, jakby nie wiedział, od czego zacząć.

Jakby pierwszy raz znalazł się w takim miejscu.

Przez chwilę obserwuję, jak stoi między regałami i bezradnie przesuwa wzrokiem po grzbietach książek.

Po kilku sekundach wzdycha cicho.

Chyba naprawdę nie wie, czego szuka.

Podchodzę bliżej.

— Dzień dobry. Mogę w czymś pomóc?

Chłopak odwraca się w moją stronę.

Przez ułamek sekundy mam wrażenie, że już go skądś znam.

A potem przypominam sobie targ.

To ten sam brunet.

On również przez chwilę mi się przygląda.

— Chyba… tak — mówi, uśmiechając się lekko. — Wydaje mi się, że już się widzieliśmy.

Odwzajemniam uśmiech.

— Na targu.

— Właśnie.

Zapada krótka cisza.

— Szczerze mówiąc… kompletnie nie znam się na książkach.

Unoszę brew.

— To dość odważne miejsce dla kogoś, kto nie czyta.

Parska cicho śmiechem.

— Przegrałem zakład z przyjaciółką.

— Ojej…

— Mam kupić jej książkę. Problem w tym, że nie mam pojęcia jaką.

— A wiesz może, jaki gatunek lubi?

— Wiem tylko, że pochłania książki szybciej niż ja pizzę.

Nie mogę powstrzymać uśmiechu.

— To niewiele… Hmm, może dam Ci coś, po co sama bym sięgnęła.

Po chwili wyciągam jedną z książek i pokazuję ją chłopakowi.

— Myślę, że ta będzie dobrym wyborem.

— Jasne, zdaję się na Ciebie — odpowiada z błyskiem w oczach.

Uśmiecham się szeroko, biorę książkę i zaczynam ją pakować.

Kiedy chłopak płaci, podaję mu torbę i w jednej krótkiej chwili nasze palce stykają się ze sobą.

Świat wokół jakby cichnie.

Przez moje ciało przebiega znajome ciepło.

Takie samo jak podczas snów.

Odruchowo cofam rękę i patrzę na niego zaskoczona.

On wygląda dokładnie tak samo.

Jakby również coś poczuł, jednak żadne z nas nic nie mówi.

Przez dłuższą chwilę patrzymy na siebie w milczeniu.

Tak jakby każde z nas nie wiedziało, co ma w tym momencie powiedzieć.

Patrzę na nasze dłonie, próbując zrozumieć to dziwne uczucie, które przed sekundą poczułam, kiedy zetknęliśmy się palcami.

Ciepło, które jeszcze przed chwilą czułam, powoli znika, ale w mojej głowie pozostaje to dziwne uczucie.

Znajome uczucie.

Chłopak również spogląda w to samo miejsce, jakby próbował znaleźć odpowiedź.

— Czy… czy wszystko w porządku? — pytam cicho.

Podnosi wzrok.

— Tak… Tak, wszystko okej… — odpowiada, potrząsając głową i posyłając mi lekki uśmiech.

— Lepiej już pójdę i… dziękuję za pomoc.

— Nie ma problemu. Mam nadzieję, że przyjaciółce spodoba się książka.

— Na pewno tak będzie — odpowiada, po czym odwraca się i rusza w stronę drzwi.

Dzwoneczek nad wejściem cicho brzęczy, a chwilę później drzwi zamykają się za nim.

Stoję jeszcze przez moment w miejscu, patrząc w kierunku drzwi.

Nie wiem, dlaczego jego obecność wydaje mi się tak znajoma.

Nigdy wcześniej z nim nie rozmawiałam.

A mimo to mam dziwne wrażenie, że właśnie spotkałam kogoś, na kogo czekałam znacznie dłużej, niż powinnam.

                                               ~~~

Z myśli wyrywa mnie pan Barney.

— Halia, muszę Ci coś powiedzieć.

Odwracam wzrok i odpowiadam:

— Tak… Coś się stało? — pytam, co chwilę zerkając w stronę drzwi.

— Chodzi o targi. Przełożyli je na następny miesiąc.

— Och… W porządku. I tak ma padać cały tydzień.

— Targi miały odbyć się w piątek. Skoro jednak je przenieśli, możesz wtedy zamknąć wcześniej. Przynajmniej będziesz miała dłuższy weekend.

— Panie Barney, naprawdę nie trzeba.

— Nalegam, Halia.

Uśmiecham się lekko.

— No dobrze. W takim razie dziękuję.

— Nie ma za co, dziecko.

Wracam do układania książek na półkach, próbując skupić się na pracy. Jednak moje myśli wciąż uciekają w stronę drzwi.

Nie wiem dlaczego.

Przecież wyszedł zaledwie kilka minut temu.

A mimo to mam wrażenie, jakby zostawił tutaj coś więcej niż tylko kilka kropel deszczu.

Spoglądam na podłogę i rzeczywiście dostrzegam kilka mokrych śladów prowadzących w stronę wyjścia.

Patrzę na nie przez chwilę, po czym sama nie wiem dlaczego, uśmiecham się pod nosem.

Dodaj komentarz