Instruktor cz.6

Przepraszam za taką dużą przerwę w pisaniu, ale nie miałam czasu.
________________________________________
Marek obudził się przy wciąż śpiącej Sandrze. Wiedział ile pracy jeszcze dzisiaj go czeka, ale nie chciał o tym teraz myśleć. Pragnął rozkoszować swoje oczy widokiem jego ukochanej Sandry. A gdyby tak plan zawalił i Julia dobrałaby się do niej..Marek natychmiast odgonił te okropne myśli od siebie. Pogłaskał dziewczynę czule po policzku i wyszeptał te dwa magiczne słowa "Kocham Cię". Było jeszcze wcześnie, nawet słońce jeszcze do końca nie zapoczątkowało nowego dnia. Marek nie chciał budzić słodko śpiącej Sandry, więc sam zaczął wszystko załatwiać. Najpierw się odświeżył, później ubrał i zszedł na dół by omówić plan z funkcjonariuszem policji. Po drodze spotkał matkę Sandry.
- Dzień dobry pani - powiedział spokojnym głosem, uśmiechając się przy tym.
- Witam. Gdzie się wybierasz? - zapytała.
- Muszę iść pozałatwiać parę spraw, ale obiecuję, że później pani o wszystkim się dowie.
Kobieta trochę zdezorientowana nie chciała analizować tych słów i położyła się dalej spać.

Gdy Marek dotarł do budynku policji zaczął się stresować. Co on ma powiedzieć? Jak przedstawić plan złapania tej wariatki? A jeśli funkcjonariusze nie będą chcieli z nim współpracować? Te pytania i jeszcze wiele innych dręczyły chłopaka. Mimo to postanowił, że będzie się starał wyglądać na poważnego i stanowczego.

- Witam pana - powiedział funkcjonariusz.
- Dzień dobry - odpowiedział Marek.  
- A więc co pana tutaj sprowadza?  
- Chciałbym aby pan pomógł mi złapać pewną kobietę. Widzi pan...miałem narzeczoną, z którą niedługo miałem brać ślub, jednakże nasze plany nie mają już okazji zaistnieć. Poznałem inną kobietę, a z moją narzeczoną, Julią, zerwałem. I problem w tym, że dostałą szału. Podpaliła mój dom i teraz zamierza uśmiercić moją rodzinę wraz z moją nową kobietą.  
Marek sam nie wierzył co mówił. Przecież to wszystko brzmiało tak, jakby jakiś mały chłopiec naoglądał się zbyt dużo kryminalnych filmów. Patrząc na dziwną minę policjanta natychmiast zrozumiał, że widocznie miał takie o nim zdanie. Pośpiesznie wyjął telefon z kieszeni i zaczął szukać sms-ów z groźbami. Podał urządzenie mężczyźnie. Ten uważnie się wszystkiemu przyglądał. Po dłuższej chwili oddał telefon i postanowił przedstawić sprawę jasno.
- Niech pan przyjdzie o tej 16 w umówione miejsce. Funkcjonariusze będą tam już na miejscu czekali na pana i tą kobietę. Na początku proszę normalnie się zachowywać i nie wykazywać żadnego strachu. Po kilku minutach rozmowy wkroczymy my. Czy wszystko jest zrozumiałe?
- Ta..ta..tak. Chyba tak - odpowiedział zdenerwowany Marek - ale na pewno się pojawicie?
Wiadomo jak to jest z policją. Nigdy nie można im ufać w 100%. Marek wolał się upewnić, czy nie wystawią go do wiatru. Funkcjonariusz nie obraził się bo tak samo dobrze wiedział jak wyrobie zdanie mają policjanci.  
- Nie zawiedziemy pana.
- W takim razie do widzenia - odpowiedział Marek i wyszedł.

W drodze powrotnej postanowił zajrzeć do sklepu. Był spragniony. O głodzie nie wolno było mówić, za bardzo przeżywał całą tą sytuację. Jak to możliwe, że jego życie obróciło się do góry nogami w tak krótkim czasie? Miał być mężem psychopatki. Kto wie, czy gdyby po kilku latach małżeństwa jej się nie znudził to czy by nie postanowiła go zabić tak dla sportu. Teraz najważniejsze to złapać tą wariatkę. Później będzie się musiał tłumaczyć ze wszystkiego matce Sandry. Ciekawe czy go zaakceptuje. A jeśli nie? To kolejny problem na głowie.
- Proszę pana? Halo? Kupuje pan coś?
Nagle Marek usłyszał pytania sprzedawczyni. Stał tam już około 5 minut gapiąc się w posadzkę w bezruchu.  
- Tak. Przepraszam panią bardzo, ale ostatnio mam trudny okres w życiu. Poproszę wodę gazowaną.
- Dużą?
- Tak.
Zapłacił i poszedł do parku. Nie chciał wracać do domu Sandry. Musiałby już się tłumaczyć Emilii, a wolał zrobić to gdy będzie po wszystkim. Wybrał więc numer do ukochanej. Chciał aby była przy nim. Odezwała się zaspana Sandra.
- Halo?
- Kotku to ja Marek.
- Gdzie jesteś? - zapytała ze smutkiem uświadamiając sobie, że nie ma go przy niej.
- Jestem w parku. Musiałem załatwić sprawę z policją. Dzisiaj może być już koniec naszych zmartwień. Możliwe, że zamkną Julię. Przyszłabyś do mnie?  
- Dobrze, będę za 30 minut.
- Kocham Cię skarbie, będę czekał.
Marek odłożył telefon i tak jak mówił, czekał. Na początku było to 30 minut, potem godzina, która zamieniła się w 2. Zmartwiony ponownie zadzwonił do Sandry. Nikt nie odbierał. Spojrzał na zegarek - 15:40. Musiał już iść. Bał się tego spotkania jak cholera. Wolałby gdyby od razu ktoś mu strzelił kulką w łeb. Ale wtedy Sandra byłaby sama.  

Doszedł do poczty. Policjanci nieźle się ukryli. Nikogo nie było widać. A może ich nie ma? - pomyślał Marek - Zawiedli. Wiedziałem! Wkurzony chłopak ruszył w stronę wejścia, gdy nagle ktoś zaczął krzyczeć. Nie taki ktoś tylko Sandra. A koło niej Julia. Obydwie na dachu budynku przeciwnego do budynku poczty.  
- Co ty robisz?! - krzyknął Marek.
- Skoro ja nie mogę Ciebie mieć, to ona też nie. I zginie na twoich oczach, przez Ciebie! - warknęła Julia.
- Jak to przeze mnie? Ja ją kocham! Uwolnij ją już!
- Nie. Nie mam takiego zamiaru. Albo ja albo nikt. Wybieraj!  
Zasmucony chłopak nie miał wyjścia. Musiał ją wybrać. Nie chciał, aby Sandra cierpiała przez niego. Ale wpadł na pewien pomysł.
- Dobrze. Wybieram Ciebie. Uwolnij ją już!
- Wiedziałam, że to zawsze mnie kochałeś - Julia się uśmiechnęła i popchnęła Sandrę na ulicę.  
Dziewczyna spadała z wysokości 4 piętra. Marek natychmiast poleciał ją łapać, ale prawda była taka, że nie uratuje jej już. Nagle pojawili się funkcjonariusze policji z materacem. Ułamek sekundy później i Sandra by zginęła. Jednak udało się ją uratować. Julia widząc całe to zdarzenie także skoczyła z bloku krzycząc : Zabije Ciebie suko! Niestety zleciała obok materacu. Jej krew rozprysnęła się na wszystkich wokół. Marek z Sandrą zarówno jak funkcjonariusze byli wstrząśnięci. Głowa Julii..nie zostało z niej nic, dosłownie rozpołowiła się. Tak jakby ktoś ją otworzył jak paczkę chipsów. Był widoczny mózg, wszystko wyglądało okropnie. Marek przytulił się do Sandry. W tym momencie widok Julii już go nie obchodził. Ważne było to, że trzymał swoją ukochaną w rękach. Była przy nim już bezpieczna. Nic nie mogło ich rozdzielić.

wampireczka11

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1191 słów i 6800 znaków.

2 komentarze

 
  • Lena.

    Świetne. :)

  • Venia

    Świetne !! Pisz dalej! <3