Instruktor cz.5

Sandra nie mogła się oderwać od boku Marka. Bardzo się bała, że straci swego ukochanego chłopaka. Nie potrafiła wyobrazić sobie życia bez niego. Wpatrywała się w telefon chłopaka, na którym cały czas widniał sms od Julii. Dziewczyna na pozór grzeczna i taka niewinna okazała się być najgorszym koszmarem tej uroczej dwójki. Marek rozumiał jej złość, jednakże cieszył się, że nie ożenił się z tą kobietą. Nie chciałby mieć żony wariatki, która mogłaby mu grozić śmiercią. Chociaż… teraz to było dla niego bez różnicy. I tak miał zginąć z jej ręki. Kiedyś kolega opowiadał mu o Julii. Trafiła niegdyś do szpitala psychiatrycznego na prawie dwa lata, z tego względu iż nie potrafiła pogodzić się z tym, że została sama. Wcześniejszy partner też ją zostawił i niestety nauczycielka geografii bardzo radykalnie i skutecznie uprzykrzała mu życie. Omal go nie zabiła. Na początku były to tylko groźby, później postanowiła zamknąć w ukryciu jego matkę, którą głodziła i kazała jej rozbierać się do naga, aby potem mógł ją napastować jej starszy tak samo nienormalny brat. Na końcu zamknęła swojego byłego chłopaka w domu, a potem go podpaliła. Ku zdziwieniu rodziny mężczyzny nie została skazana, uznali to za chorobę, zaś jej brat został skazany na 5 lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata. Niestety Marek zaślepiony miłością do tej chorej umysłowo kobiety nie zwrócił zupełnie na te słowa uwagi. Jednak teraz zrozumiał, że jego zaufany kolega miał rację. Marek się przeraził. Wtuleni w siebie rozmyślali o tym jak dalej potoczą się ich losy. Obojga groziła śmierć. Po dłużej chwili zamartwiania się mężczyzna wstał i podniósł także Sandrę.
- Nie będziemy tutaj dłużej siedzieć. Olejmy ją. Jeśli odważy się cokolwiek nam zrobić to policja się nią zajmie – powiedział Marek przekonującym głosem.
Mimo wszystko sam w to nie wierzył. Nie chciał żeby Sandra się cały czas przejmowała nim i cierpiała.  
Udali się do domu Sandry. Zmartwiona matka na widok córki podbiegła do niej i nie zauważając Marka mocno przytuliła dziewczynę. Sandra także przytuliła mamę i prawie rozpłakała się na jej ramieniu. Niestety dobrze wiedziała, że nie może pozwolić na to, żeby Emilia o czymkolwiek się dowiedziała. To było szaleństwo. Nie chciała wciągać w to wszystko jeszcze swojej kochanej mamy.  
- Gdzie ty się podziewałaś?! Już miałam wzywać policję! – krzyczała Emilia.
- Mamo…przepraszam. Wiem, że się martwiłaś, ale czy możemy na razie o tym nie rozmawiać? Proszę?  
Sandra chciała iść na górę do swojego pokoju razem z Markiem i korzystać z tego, że jeszcze przy niej jest. Emilia dopiero w tej chwili zorientowała się, że nie są same. Zrobiło jej się głupio, że nie zauważyła młodzieńca.  
- O… dzień dobry – uśmiechnęła się – Co ty tutaj Marku robisz?
Chłopak zakłopotany nie wiedząc co powiedzieć zaczął w głowie szybko coś wymyślać.
- Sandra ma problemy z paroma zasadami ruchu. Lepiej abym teraz ją tego nauczył, niż żeby miała nie zdać części pisemnej, a potem poprawiać, prawda?
- Prawda – ponownie uśmiechnęła się kobieta – No to idźcie. Jesteście głodni?
- Nie – odpowiedzieli jednocześnie.
Sandra zaprowadziła Marka do swojego pokoju. Gdy otworzyła drzwi chłopak otworzył szeroko oczy i buzię. Patrzył i niedowierzał. W pokoju Sandry było cudnie! Niczym jakby mieszkała tam księżniczka. Pokój był duży i przestronny. Miał trzy okna i oddzielną łazienkę. Ściany pomalowane na jasny fiolet, które zdobiły żółte kwiaty. Efekt był onieśmielający. Duże łoże, nie łóżko, to było łoże! Co najmniej zmieściłoby się na nim pięć osób, a spała na nim zawsze tylko jedna. Nowoczesne meble, które zdobiły wypolerowaną drewnianą podłogę dodawały temu pomieszczeniu jeszcze większego efektu.  
- To aby na pewno tylko twój pokój? Nie dzielisz go jeszcze z jakimiś trzema osobami? – zapytał Marek dalej niedowierzając.
Sandra się zaśmiała.
- To na pewno tylko mój pokój. I teraz jest cały nasz – wypowiadając ostatnie słowo dziewczyna przybliżyła się do Marka zalotnie się uśmiechając.
Chłopak od razu ją przytulił i czule pocałował w szyję. Sandra bardzo lubiła te jego słodkie, krótkie i czułe pocałunki. Czuła się wtedy jak w niebie. W tamtej chwili nie pragnęła niczego więcej. Tylko jego. Byli tylko oni i nikt więcej. Marek mocniej ją do siebie przyciągnął. Sandra pragnęła aby ją pocałował. Czekała na to i miała nadzieje, że ich pierwszy pocałunek będzie bardzo romantyczny. Niespodziewanie instruktor wziął ją na ręce i zaniósł na łóżko, położył się na niej i zaczął całować po całym ciele. W końcu dotarł do jej ust. Z początku lekko je musnął swoimi ustami, potem spojrzał jej głęboko w oczy, tak jakby chciał z nich coś wyczytać, po chwili pocałował swą wybrankę czule i namiętnie w usta. Ich języki połączyły się w przepięknym pocałunku. Brak im było tchu, jednakże nie zamierzali przestawać. Kochali się nawzajem. Julia była tam po prostu w ogóle nie potrzebna. Można by ją było określić jako przysłowiowy "wrzód na tyłku”. I niestety nawet w tak namiętnej i przepięknej chwili musiała po raz kolejny się wtrącić w ich związek. Telefon Marka znów zadzwonił, informując o przyjściu sms-a, ale wiedząc kto to nawet nie spojrzał na wyświetlacz, po prostu wyłączył telefon. Zaczął powoli rozbierać Sandrę. Z każdą chwilą mieli coraz mniej ciuchów na sobie. Łączyła ich wielka namiętność i zrobili to. Kochali się jak szaleńcy, jakby miał się za chwilę skończyć świat. Niestety nie byli do końca wolni, gdyż na dole wszystkiemu przysłuchiwała się Emilia, która właśnie w tamtej chwili zorientowała się, że jej córka jest w związku z czarującym mężczyzną. I nawet nie miała jej za złe tego, że Sandra zataiła to przed nią. Gdy gorąca para kochanków zakończyła swój ekstremalny galop, ubrali się i zeszli na dół coś zjeść. Po tej przepięknej chwili zgłodnieli. Emilia usłyszała, że idą na dół i natychmiast ruszyła do kuchni.  
- Mamo… zrobiłabyś nam kanapki? – zapytała Sandra.
- Oczywiście – uśmiechnęła się Emilia i puściła córce oczko.
Marek postanowił porozmawiać z być może swoją przyszłą teściową. W głębi serca bardzo chciał, aby tak było. Emilia była dla chłopaka bardzo miła, a nawet znaleźli wspólny język i tematy same przychodziły. Nie mogli się nagadać. Kanapki, które powinny być zrobione w niemal pięć minut zostały ukończone dopiero po półtorej godziny. Sandra podeszła do rozgadanego towarzystwa i dołączyła do rozmowy. Na początku nie mogła się połapać w tym co oni mówią, ale po czasie ona także wciągnęła się w dyskusję. Wybiła godzina dwudziesta. Dopiero wtedy wspólnie zabrali się za jedzenie kanapek. Marek powinien po kolacji wracać do domu, ale go nie miał. Nie chciał iść do rodziców. Niekoniecznie podobała mu się opcja proszenia się ich o przenocowanie go. Był już dorosły. Teraz powinien zakładać rodzinę, a nie siedzieć na utrzymaniu swojej mamy i taty. Myślał jakby tu wyprosić Emilię o pozostanie w jej domu na tą noc. Potem zamierzał już iść do hotelu i stamtąd szukać sobie nowego mieszkania albo i nowego miasta. Wtedy nie musiałby się martwić o swoje życie, a przede wszystkim o życie Sandry. Rozumiał, że Julia ma poważną chorobą psychiczną, ale nie chciało mu się do końca wierzyć w to, że po tylu latach jeszcze jej nie wyleczyli. To co oni z nią tam do cholery robili?! – pomyślał. Sandra zauważyła jego zmieszanie i dotknęła pod stołem jego drżącej ręki sygnalizując mu jednocześnie, że ona jest przy nim i go nie zostawi. Po dłuższej chwili puściła rękę Marka i wyszła do łazienki. To był odpowiedni moment dla chłopaka, żeby namówić Emilię na przenocowanie go.
- Proszę panią… - zaczął.
- Och Marku, proszę Cię, tylko nie pani. Mów do mnie po prostu Emilia. Głupio się czuję gdy ktoś mnie tak nazywa. Wydaje mi się wtedy, że jestem jeszcze starsza – uśmiechnęła się.
- Dobrze, więc Emilio mam do Ciebie nietypową prośbę.
- Jaką? – spytała zainteresowana.
- Naprawdę dziwnie mi jest prosić o taką rzecz, gdyż jestem już dorosły i to jeszcze jest pani dom i Sandry, ale czy ja mógłbym się zatrzymać u was tylko na tą jedną noc?  
To pytanie bardzo zdezorientowało kobietę.
- Jak to? Zostać u nas? Dlaczego?
Marek nie wiedział co ma jej odpowiedzieć. Był zakłopotany tym, że musiał prosić o taką szlachetną rzecz, a te pytania jeszcze bardziej go zawstydzały.
- Bo…ja mam teraz naprawdę szczególną sytuację. Mój dom został spalony i to wydarzyło się dzisiaj. Jutro już pojechałbym do hotelu i tam szukałbym jakiegoś mieszkania.
- Jak to spalony? Dzisiaj? Byłeś tam? – jeszcze bardziej zdziwiona kobieta zadawała coraz więcej pytań, na które chłopak musiał wyszukiwać coraz to lepszych wytłumaczeń.
- Dosłownie spalony, tak dzisiaj. Nie byłem i nie mam ochoty tam wracać. Prawdopodobnie dostanę odszkodowanie, za które będę mógł kupić sobie nowe mieszkanie.  
- O jeny. Rzeczywiście trudna sytuacja. No dobrze zostań u nas. Czuj się jak u siebie. Sandra jest już prawie dorosła, a ty jesteś dorosły, a więc nie będę Wam prawić kazań typu ‘’Śpicie oddzielnie’’ czy coś podobnego. Ściany mają uszy – uśmiechnęła się.
Po tym wyznaniu policzki Marka zarumieniły się. Mama Sandry wszystko słyszała.  
- Przepraszam jeśli cię zawstydziłam. Możesz iść się wykąpać. Ja teraz pójdę ci zanieść czysty ręcznik i wezmę jakąś piżamę mojego męża. Mam nadzieję, że rozmiarem będzie dopasowana.
Marek stwierdził, że tak naprawdę to mógłby mieszkać nawet z Emilią. Taka teściowa to skarb. Przypomniało mu się, że cały czas ma wyłączony telefon. Od razu go włączył. Chciał zobaczyć czy ktoś do niego dzwonił. Niestety… miał 19 nieodebranych połączeń i 7 sms-ów. Oczywiście tylko jedna osoba mogła wysłać tyle sms-ów na raz i tyle razy dzwonić akurat do niego. Julia. Pokręcone babsko – pomyślał. Z wielką niechęcią zabrał się za odczytywanie nadesłanych wiadomości. Każda z nich miała w sobie groźby. Byłyby to niezłe dowody przed sądem i może w końcu zamknęli by tą wariatkę, a oni wreszcie poczuliby się wolni, ale tak naprawdę tylko jeden sms przykuł jego szczególną uwagę. W tych dwóch sms nie było gróźb tylko wyznania miłości. Ich treści wyglądały na takie jakby rzeczywiście pisała je normalna dziewczyna :
"Kochanie, przepraszam za wszystko. Wiem, że jestem chora, ale nie mogę żyć bez Ciebie!! Wróć do mnie. Tak bardzo Cię potrzebuję. Odpowiedz chociaż dlaczego mnie zostawiłeś?"
No tak najpierw podpala mi dom, a potem niby wielka miłość – myśli Marka skłoniły go do rozważenia sytuacji, w której jej odpisuje na tą wiadomość. Jednak po przeczytaniu drugiej stracił tą chęć:
"Czemu mi nie odpisujesz?! Nie jestem wariatką!! Zniszczę Cię! I nie uciekniesz mi nigdy skarbie. Będę zabijała każde twoje dziecko spłodzone z inną kobietą! Masz się pojawić jutro pod budynkiem poczty o godzinie 16. Jak Ciebie nie będzie – baj baj drodzy rodzice."
Marek bardzo się wkurzył. Uznał, że to już przegięcie. To była przesada. Żaden normalny człowiek by mu nie uwierzył, że on właśnie teraz przeżywa coś takiego! Postanowił jednak zgłosić ją na policję, ale miał plan, w którym funkcjonariusze będą mieli okazję się wykazać. Zamierzał jutro z samego rana donieść na swoją byłą narzeczoną. Sandra wróciła już umyta z łazienki. Miała na sobie seksowną bieliznę. Ten wieczór zapowiadał się obiecująco dla obojga. Marek natychmiast poszedł się umyć, a potem powędrował do pokoju Emilii. Nic jej nie powiedział o tych sms i planach na jutrzejszy ranek. Rozkoszowali się sobą nawzajem po raz kolejny.

wampireczka11

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2223 słów i 12280 znaków.

3 komentarze

 
  • pati

    Kiedy nasteona czesc?:D juz sie nie moge doczekac :D

  • Mentos

    haha  mnie też :D + kocham to opowiadanie, czekam na więcej :-*

  • Aneta

    "baj baj drodzy rodzice."  
    HAHAHAHHAHAHHAAH rozwaliło mnie to :D