Instruktor cz.2

Sandra była razem z Markiem na spacerze. Pogoda im dopisywała. Było bardzo gorąco, dlatego też dziewczyna założyła niebieskie japonki i przecudną błękitną sukienkę letnią. Włosy miała rozpuszczone. Wyglądała niesamowicie. Marek zaś postawił na sport - pomarańczowa koszulka i średniej długości żółte spodenki a jego nogi zdobiły fioletowe buty. Rozmawiało im się cudownie, tematów nie brakowało, a nawet miało się wrażenie, że one nigdy się nie skończą. Znów obydwoje zrobili na sobie niezwykłe wrażenie. W trakcie drogi postanowili usiąść na jednej z ławek przy stawie. Kilkoro ludzi dokarmiało łabędzie. Marek przez chwilę przestał słuchać tego, co mówi do niego Sandra. Ogarnęła go ogromna chęć pocałowania jej. Bez dłuższego zastanowienia namiętnie ją pocałował. Sandra na początku zaskoczona nie chciała aby ich pierwszy pocałunek źle wypadł, więc zaangażowała się.  
- Pobudka! Kochanie pobudka! Wstawaj! Za chwilę 7 nie zdążysz na autobus do szkoły!
Sandra usłyszała głos swojej mamy. Po kilku minutach przypomniała sobie sen. "Niestety tylko sen!" pomyślała zmartwiona. Tak bardzo wydawał jej się prawdziwy. Była bardzo zła. Nie miała ochoty iść do szkoły, niestety musiała. Ubrała się w jej ulubioną bluzkę na ramiączka w kolorze różowym i do tego czarną swobodnie opadającą spódniczkę. Wszystko przepasała grubym paskiem. Zbliżał się koniec roku szkolnego. Czekała ją próbna matura. Ku zdziwieniu Emilii, jej córka wcale się nie bała. Uważała, że nie będzie zakuwać jak jakaś nienormalna, tylko powtórzy sobie to, czego nie pamięta. Próbne testy w końcu są tylko próbą, a tak właściwie sprawdzeniem umiejętności i tego co jeszcze trzeba doszlifować.  

Dzień w szkole bardzo jej się dłużył. Nienawidziła przedmiotów ścisłych, chociaż to może przesada...niezbyt je lubiła. Dawała sobie jakoś radę z fizyki czy chemii, ale matematyka - achh.. właśnie matematyka. Sandra gdy usłyszała chociażby pierwszą sylabę tego słowa od razu dostawała gęsiej skórki. Ten przedmiot zdecydowanie nie był dla niej. Nie rozumiała z niego praktycznie nic. Ciągle dostawała same 3, z odpowiedzi szło jej lepiej, jednakże nie umiała perfekcyjnie rozwiązywać zadań tekstowych. Była "roztrzepana". Zawsze do każdego testu przykładała się z wyjątkową uwagą, ale i tak zdarzały się pomyłki, za które sama była na siebie zła. Wiedziała, że takie sytuacje na maturze zdarzyć się jej nie mogą. Liczy się każdy punkt. Niekiedy tylko jeden jedyny punkt decyduje o wszystkim. Sandra chyba najlepiej z całej 25- osobowej klasy wiedziała to najlepiej. Oczywiście tylko teraz chodzi o matematykę. Z innych przedmiotów szło jej całkiem możliwie. Spodziewała się na koniec roku średniej z paskiem, a jeśli nie udałoby się zdobyć tak okazałego wyniku, wystarczyłoby jej nawet wyróżnienie. Jednak to zawsze coś. Dopiero zleciała 3 lekcja, następną lekcją miała być geografia, ale mieli mieć zastępstwo.  

Po dzwonku grzecznie weszli do klasy. Dosłownie jakby byli w podstawówce. Wyjęła książki i usłyszała ten głos...tak bardzo jej znajomy i od dawna pożądany. Nie dowierzała temu co słyszy. W tamtej chwili najchętniej wybrałaby się do laryngologa czy aby na pewno nie ma czegoś ze słuchem. Podniosła głowę i skierowała wzrok w stronę tego przepięknego głosu. Marek. Tak, to był na sto procent Marek. Jej wdzięczny instruktor. Zastanawiała się co on tutaj robi? Czyżby miał dwie prace? Od razu dostała odpowiedzi na swoje pytania.
- Witam! Nie powiem do was dzieci bo jestem niewiele starszy. Zastępuję tutaj swoją narzeczoną. Mam nadzieję, że nie będzie większych problemów.
Sandra wytrzeszczyła oczy. Nie wierzyła w to co usłyszała kilka chwil wcześniej. "Oni są razem? Ale jak?!" zamyślała się. Nagle łzy stanęły jej w oczach. Chciała uciec. Marek najwyraźniej nie zauważył jej, gdyż nawet na nią nie spoglądał. Dziewczyny to nie obchodziło. Zgłosiła prośbę o wyjście do toalety. Dopiero wtedy jej instruktor i jak było widać zastępca zwrócił na nią uwagę. Tak samo stanął wryty i nie mógł nic wypowiedzieć. Nie miał zielonego pojęcia o tym, że Sandra się uczy w tej szkole i jest w tej klasie. Zrobiło mu się głupio. Sam nie wiedział czemu. Pozwolił jej wyjść, ale sam za chwilę zostawił resztę klasy, by pójść porozmawiać z jego uczennicą. Miał dziwną potrzebę wytłumaczenia się jej z tego wszystkiego.  

Sandra "wparowała" do damskiej łazienki, wchodząc do pierwszej z siedmiu kabin. Nie mogła powstrzymać łez. Chciała zostać w tym pomieszczeniu już na zawsze. Winiła siebie za to, że cokolwiek poczuła do tego mężczyzny. Starała się być dorosła, ale nie mogła. Marek dokładnie się rozejrzał czy nikt nie idzie i wszedł do toalety. Usłyszał łkającą Sandrę. Zrobiło mu się jeszcze bardziej głupio i sam poczuł smutek.
- Przepraszam - wydukał.
Na nic więcej nie było go stać.  
- Odejdź! Natychmiast! - krzyczała zraniona dziewczyna.
- Wróć na lekcję, na przerwie na pewno porozmawiamy.  
Sandra po tych słowach poczekała parę minut i wyszła z kabiny. Instruktor przytulił ją. Było jej w jego ramionach bardzo dobrze. Nie czuła się tak nawet z jej byłym chłopakiem, którego uważała za najlepszego z ówczesnych wyborów co do jej partnera. Marek czuł się winny. Reszta lekcji odbyła się w dosyć miłej atmosferze. Uczniowie polubili narzeczonego ich nauczycielki od geografii. Po dzwonku na przerwę Marek kazał zostać Sandrze. Musiał jej coś wyjaśnić.

Gdy cała klasa opuściła pomieszczenie, w którym mieli lekcje, Marek podszedł do dziewczyny złapał ją za ręce i zaczął się tłumaczyć. Nie wiadomo po co ani dlaczego. Znali się zaledwie kilkanaście godzin.
- Powinienem Ci powiedzieć o tym, że moją narzeczoną jest nauczycielka, która uczy w tej szkole. Może to wtedy nie byłby dla Ciebie taki szok.
Mężczyzna tak naprawdę ciągle się zastanawiał, dlaczego Sandra jest taka smutna. Po jej ciągłym milczeniu doszedł do jednego wniosku. Ona jest w nim zauroczona. Oby tylko zauroczona. Ponieważ to nie mogło zamienić się w miłość. Nie wtedy gdy on bał się chociażby najmniejszego kroku w przód, jeśli chodzi o nich. Nie wtedy gdy on miał narzeczoną i planowali razem dziecko. Sam nie wiedział co mu odbiło. Musiał odpocząć od tego wszystkiego. Spojrzał się na Sandrę.
- Nie możesz nic do mnie czuć.
Po tych słowach zostawił ją samą w klasie. To prawda, że zachował się jak cham, ale nie potrafił inaczej zakończyć tego nie zdradzając swojej partnerki Natalii. Tylko tak mógł w tej chwili uniknąć kryzysu.  

Gdy wrócił do domu otworzył lodówkę, wziął cztery piwa i zaczął je pić duszkiem. Chciał się upić i nic nie pamiętać. Po czterech sięgnął po kolejne dwa, później po jeszcze dwa. Na końcowym etapie wypił ich jedenaście. Był ostro zalany. Ledwo przytomny. Narzeczona, która wróciła od lekarza miała mu ważne wiadomości do przekazania, które miały zmienić jego życie na zawsze. Jednak postanowiła z tym poczekać do jutra, aż jej przyszły mąż wytrzeźwieje. Nie znała przyczyny upicia się, ale wiedziała, że zapyta go o to jutro.

wampireczka11

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1343 słów i 7432 znaków.

9 komentarzy

 
  • lula

    jak bedzie w ciazy to ja zabije osobiscie;D

  • blablabla

    oby ta jego narzeczona nie była w ciąży.. ;c

  • ...

    Super ;)) dużo czasu na pisanie życzę :) czekam na kolejną ;)

  • Patty

    Fajne, mam nadzieję, że będą kolejne części.

  • Misia

    Ależ o moje czytanie ze zrozumieniem się nie martw bo ja tu wszystko zrozumiałam. :)
    Skoro nie ma czasu to za pewnie nie wie kiedy konkretnie będzie, to chyba logiczne prawda ? A w którym momencie się denerwuję ? :> Oświeć mnie bo nie wiem.

  • sawicza

    A może nauczysz się Misia czytać tekst ze zrozumieniem, ja nie naciskam na kolejną część tylko zapytałam się kiedy będzie kolejna, a to różnica  jest . I spokojnie bo złość urodzie szkodzi :blee:

  • Misia

    Sawicza, a może trochę wyrozumiałości ? Pisała, że nie miała czasu . Ma zawalać testy bo Wy chcecie JUŻ I TERAZ ? :>

    A opowiadanie naprawdę dobre. :)

  • sawicza

    Wspaniale tylko nie karz czekac na kolejna czesc tak dlugo . To opowiadanie jejest cudowne kiedy kolejna czesc?

  • tak

    zły moment przerwania.