I co my teraz zrobimy?

I co my teraz zrobimy?Mocny policzek posłał ją na mokry chodnik. Coraz mocniej padający zimny deszcz złagodził nieco pieczenie. Nic nie mówiła, nie krzyczała, wiedziała, że to nie pomoże. Zacisnęła jedynie powieki w raz z ustami Pozostawała jedynie nadzieja, że to wszystko jak najszybciej się skończy. Może dzisiaj szybko się znudzą, może ktoś zwróci im uwagę i sobie pójdą. Będzie dobrze, na pewno. Musi tylko wytrzymać. To tylko kilka minut, jak przy zastrzyku. Zacisnęła zęby, wytrzyma.  

-Kazałam ci się już w tej szkole nie pokazywać. – głośny głos jej oprawczyni wbił się głęboko w mętną świadomość.

Kopnięcie wyrwało ją z płytkiego letargu, intensywny ból wgryzł się w jej brzuch. Słabe mięśnie nie zapewniały najmniejszej ochrony. Wnętrzności zakuły ostrym bólem. Poczuła ciepłe łzy na swojej twarzy, deszcz dawał możliwość tej niewielkiej ulgi. Nie będzie dawała oprawczyniom więcej powodów do obelg.  

-Suka nie rozumie że nikt jej tu nie chce. – głos drugiej dziewczyny dobiegał zza jej pleców.

Zaraz po słowach, jej uszu dobiegł dźwięk książek które wraz z zeszytami spadały na chodnik. Będzie musiała je pozbierać, miała nadzieje że nie spóźni się zbytnio do domu. O szóstej miała w planach pooglądać filmy, chyba w lodówce zostało jej jeszcze trochę lodów…
-Słyszałaś szmato?-  wraz ze słowami spadło na nią kolejne kopnięcie, tym razem wymierzone w ramie- Nie mamy ochoty cię więcej oglądać, jeśli pokarzesz się tu jutro…
Nie dokończyła, złapała ją za włosy zmuszając by obróciła się na plecy. Następnie jej twarz spotkała się z pięścią. Kilka średnich uderzeń zakończonych tym które ponownie posłało jej głowę na bruk. Starała się z wszystkich sił nie wydać z siebie żadnego dźwięku. Po chwili poczuła jednak buta dociskającego jej twarz do podłoża. Mimowolnie stęknęła.  

-Mam nadzieje że nawet taka idiotka jak ty zrozumie.- zabrała nogę – Chodźcie dziewczyny. Szkoda na nią czasu.  

Usłyszała wokół siebie gromki śmiech. Zupełnie jak gdyby ktoś opowiedział świetny dowcip. Dlaczego więc ona nie miała ochoty się śmiać? Aż tak bardzo się różniła? Nie chciała się nad tym dłużej zastanawiać, musiała się pośpieszyć jeśli chciała zdążyć na autobus. Z lekkim trudem, jednak podniosła się z mokrej kostki. Sama również była już całkiem przemoknięta. Nie zwracała jednak na to uwagi, pozbierała szybko książki starając się jak najbardziej równo poukładać je w plecaku. Zasunąwszy go szybko, wyjęła opakowanie chusteczek. Na szczęście folia nie pozwoliła im zamoknąć. Otworzyła je po czym delikatnie otarła swoją twarz z krwi i brudu. Nie miała lusterka, pozostawała jedynie nadzieja że zrobiła to dobrze. Zerknęła na zegarek telefonu, szybka była jeszcze bardziej popękana. Udało się jej jednak zobaczyć godzinę. Miała pięć minut żeby zdążyć na autobus, jeśli się pośpieszy powinna dać rade. Niemal biegiem ruszyła w stronę przystanku, naprawdę musiała się pośpieszyć jeśli chciała zdążyć. Kiedy mijała róg szkoły, poczuła jak coś podcina jej nogi. Runęła tym razem na mokrą ziemię, która powoli zmieniała się w błoto. Jej uszu dobiegł po raz drugi akompaniament trzech śmiechów. Dlaczego? Przecież nigdy tak nie robiły. Poczuła jak zaczyna się trząść.

-Szybko się nasza kurwa pozbierała. – usłyszała prześmiewczy głos oprawczyni – Śpieszy ci się gdzieś?

Poczuła jak łzy napływają jej do oczu, nie mogła nabrać powietrza. Czemu? Przecież… Nigdy tak nie robiły. Mocno przycisnęła sobie do piersi trzymany plecak. Nie.. to nie mogła być prawda. Tylko jej się wydawało. Tak dokładnie tak było.  

-Ooo chyba podoba ci się niespodzianka.- kopnięcie przesunęło nią po błocie – Naprawdę myślałaś że tak łatwo ci odpuszczę?

Zwinęła się w kłębek. Niech to się skończy. Niech stanie się coś, coś nierealnego co pozwoli jej umrzeć. Serce niesamowicie jej przyspieszyło…

-To czy jej się gdzieś śpieszy, nie powinno cię obchodzić. – usłyszała nieznajomy kobiecy głos.
Nie podniosła wzroku, nie spojrzała kto to. Za bardzo się bała…

-A ty to kto? Koleżaneczka też prosząca się o…- nie dokończyła.

Jej głos przerwało głośne stęknięcie pomieszane z mlaskiem i chrzęstem. Odważyła się podnieść wzrok, zobaczyła swoją oprawczynią leżącą na ziemi. Stała nad nią jakaś dziewczyna, spojrzała wyżej. Jedyne co zobaczyła to dwa, długie czerwone warkocze opadające na plecy. Ujrzała też skrawek rys twarzy kiedy odwracała się do pozostałych dwóch dręczycielek.

-Spieprzać stąd. – jej głos miał w sobie coś nietypowego.

Dwie oprawczynie uciekły w popłochu, jej wybawicielka zdawała się jednak nie zwracać już na nie uwagi. Odwróciła się do niej z zatroskanym wyrazem twarz, który wyraźnie nie pasował do jej urody.  

-Wszystko w porządku? Strasznie blado wyglądasz. – zapytała zatroskana.

-Spóźnię się… do domu. Miałam oglądać filmy.- odpowiedziała powoli.

-Zdążysz. – uśmiechnęła się do niej delikatni – Zawiozę cię.

Nie było to pytanie. Podniosła ją zaczynając prowadzić na szkolny parking. Nogi zdawały się same pod nią uginać, dziwne uczucie. Ona jednak ją podtrzymywała… Ona, kim ona właściwie była? Nie pamiętała jej imienia. Powinna pamiętać? Nie mogła sobie przypomnieć….


Otworzywszy przed nią drzwi, posadziła na przednim siedzeniu. Przez ciało przepływał tępy ból, niemal już go nie zauważał. Czyżby się przyzwyczaiła?  Spojrzała na swoją lewą stronę.  Była cała ubłocona, zdawała się też mieć  kilka niewielkich ranek. Uświadomiła coś sobie. Brudziła jej siedzenia, musi przeprosić. Rozejrzała się po samochodzie, nie wiedziała jaki to samochód. Nie znała się na tym. Nie było jej stać na takie luksusy. Nigdy nawet nie zdała prawa jazdy… Nie miała czasu na dłuższe rozmyślania, czerwono włosa wsiadła na miejsce kierowcy. Chciała od razu przeprosić, nie zdążyła jednak.

-Nie przejmuj się, potem wyczyszczę ten fotel.- powiedziała włączając silnik.

Kiedy wyjeżdżały z parkingu naszła ją myśl, skąd będzie wiedziała gdzie ją zawieś? Postanowiła poruszyć ten temat.

-Przecież, nie wiesz gdzie mieszkam. – powiedziała ostrożnie dobierając słowa.

-Nie wiem? – zerknęła na nią – Dina, jestem w samorządzie szkolnym. Popytałam kilko osób, zajrzała w kilka miejsc i wiem o tobie o wiele więcej niż powinnam.

-Jesteś.. w samorządzie? – przecież pamiętała imiona osób z samorządu.

-Co te suki ci zrobiły…- zdawało się jej że słyszy zgrzytanie zębów.

-Przecież nic się nie stało. – odpowiedziała cicho  i spokojnie.

Mocne wciśniecie hamulca rzuciło nią niemal boleśnie na tapicerkę. Na szczęście były w bocznej uliczce w innym wypadku najpewniej uderzył by w nie inny samochód.  

-Nic się nie stało!? – wrzasnęła odwracając się w jej stronę – Żartujesz sobie kurwa!? Spójrz na siebie.

Złapała ją za ubranie potrząsając lekko. Chciała zrobić co kazała, nie wiedziała jednak czemu do jej oczu napłynęły łzy. Znów nie mogła złapać oddechy. Czemu bicie serca przyśpieszało?

-Kurwa – puściła ją – Nie wiedziałam że jest tak źle…

Rozpaczliwie chciała złapać powietrze, nie mogła. Serce biło coraz szybciej. Łzy nie przestawały płynąć. Poczuła jak czerwono włosa ją przytula. O wiele spokojniej bicie serca przebijały się do niej przez jej klatkę piersiową. Rytm ich serc stopniowo zaczął się dopasowywać. Wreszcie udało jej się nabrać drogocennego tlenu…


Weszła z nią do niewielkiego mieszkania. Zawstydzało ją, że ma taki bałagan. Odwiedzającej zdawał się on jednak nie przeszkadzać. Bez pytania zaciągnęła ją do łazienki.

-Musisz się umyć. – powiedziała odkręcając wodę by napełnić wannę.

-Ale, ja nie mam na to pieniędzy. – mówiąc to  chciała zakręcić wodę – nie myję się nawet w ciepłej.

-Mam nadzieje, że żartujesz – łapiąc ją za dłoń spojrzała jej w oczy, widząc powagę westchnęła ciężko – nie przejmuj się, zajmę się tym. A teraz, trzeba to wyprać.  

Z tymi słowami zaczęła ją rozbierać. Nie protestowała. Nie wiedzieć jednak czemu, czuła się zakłopotana. Kiedy rozpięła jej koszulę, zakryła rękoma piersi okryte stanikiem i odwróciła plecami. Czując jak zapięcie stanika się luzuje, przeszyło ją ciepło. Nie zdjęła jej go, była za to niezmiernie wdzięczna. Podniosła wzrok na wiszące przed nimi lustro. Zobaczyła siebie, całą oblaną rumieńcem. Ubrudzoną błotem i z rozciętą wargą. Za nią stała ona, dlaczego wciąż nie wiedziała jak ma na imię? Była tej samej postury, zdawał jednak być nieco wyższa i chudsza. Czy naprawdę była? Nie mogła przyglądać się dłużej. Czerwonowłosa schyliła się za nią, i obejmując w pasie rozpięła spodnie. Kiedy się wyprostowała, spojrzała na nią raz jeszcze. Szkarłat jej włosów zdawał się taki silny w porównaniu z niewinnym różem który widziała na swojej głowie. To samo tyczyło się ust. Widząc tak duże, pełne i barwne, u siebie czuła jedynie nikły róż. Potrzebowała chwili by zauważyć na sobie jej spojrzenie w lustrzanym odbiciu. Przestraszona odwróciła się do niej przodem, robiąc jednocześnie krok w tył. Jej plecy dotknęły zimnych kafelek na ścianie. Na twarzy szkarłatnowłosej  zobaczyła lekki uśmiech.

-Z resztą ubrań powinnaś sobie poradzić. Wskakuj do wanny, wstawię twoje ciuchy do prania i  przyniosę ci coś świeżego.  

Powiedziawszy to odwróciła się w stronę drzwi.  

-Poczekaj chwilę. – zawołała za nią nim zdążyła wyjść.

-Hm?- odwróciła się ponownie jednocześnie unosząc brew.

-Wciąż nie wiem jak masz na imię.- mówiła zakłopotana.

W odpowiedzi  zobaczyła złośliwy uśmieszek.

-Jinx. – mówiąc to odwróciła się i wyszła.

Wychodząc z łazienki zobaczyła czerwonowłosą czekającą na nią w holu. Popatrzyła na nią z ponurym wyrazem twarzy.  
-Chciałam ci bardzo podziękować. – powiedziała po ogromnym wdechu – Bardzo mi dzisiaj po…
Nie pozwoliła jej pokończyć. Złapawszy za ramiona przyparła do ściany. Spojrzenie głęboko w oczy sprawiło, że jej serce znów zaczęło przyśpieszać. Tak bardzo chciała uciec wzrokiem, niestety nie mogła.

-Nie dziękuj. – mówiąc to ujęła jej brodę w dwa palce, zmuszając by na nią patrzyła- Zrobiłam to z własnego kaprysu.

-Jinx ja nie ro…- po raz drugi nie pozwoliła jej dokończyć.

-Dina. Powiedz moje imię jeszcze raz. – wyraźnie był to rozkaz, ten jednak miała ochotę wykonać.

-Jinx. – mimowolnie jej głos zadrżał.

-Proszę. – przybliżyła się kładąc druga dłoń na jej piersiach. – Jeszcze raz.

-Ji..

Usta zamykające jej własne pocałunkiem nie pozwoliły powiedzieć czegokolwiek więcej. Serce zaczęło bić jak oszalałe. Mimo bólu rozciętej wargi… Te cudowne szkarłatne ustai dotykały jej…  Świat wokół zdawał się wirować, nie będąc w stanie pojąć tego widoku zamknęła oczy. Przyjemność którą odczuwała była dla niej, nieporównywalna do niczego innego. Gładkość aksamitnych  warg… Kiedy myślała, że nie może poczuć już nic wspanialszego. Język czerwonowłosej zaczął muskać jej podniebienie… Przebiegł ją dreszcz przyjemności. Delikatnie gładził jej zęby… Nie mogła już, czuła to. Spróbowała jednak odwzajemnić pieszczotę. Była to nieudolna próba. W odpowiedzi jednak palce dłoni na jej piersiach zacisnęły się, mnąc tym samym świeżą koszulkę. Jinx cofnęła się o krok. Otwierając oczy zobaczyła, że i ją oblały rumieńce.  

-Jinx- mówiła zasapanym głosem – Ja chyba cię…

-Ciiiiii- przyłożyła jej palec do ust.

-Ale… co my zrobimy?

-Dzisiaj pooglądamy filmy. – odpowiedziała z błyskiem w oku– A jutro na kopę do dupy dziewczyną które cię dręczą…

1 komentarz

 
  • Krystian244

    Całkiem fajne. Twój styl mi się podoba