,, Mój mały światek"

W końcu cisza… Mój domek ochłonął, bo szanowni robotnicy przestali w niego uderzać. Nałożyli mu brązowy kubraczek z obietnicą ciepła i nieprzemakalności na całe dwadzieścia pięć lat. Nie wiem, czy dwadzieścia jeden tysięcy na cały dach to dużo. Mogłabym twierdzić, że tak, widząc to swoimi oczami, jednak pewnie z ich perspektywy, to wygląda zupełnie inaczej.
Boże, jaki miałam ubaw z gołębi, kiedy stanęły na dachu i ich łapki zaczęły zjeżdżać w dół… Śmiałam się do rozpuku, póki starsze gołębie nie pokazały im, że można siedzieć na Kalonce… Mam teraz pięknie okrążone dwa kominy w czarno białym kolorze( gołębia kupka). Domyślam się, że i teraz one mają ubaw z nas, heh.
Nie wiem, czy czytacie to, co piszę, ale coś wam opowiem. Tydzień temu uciekł nam Zdzichu… zabrał ze sobą inne małe prosię Bartusia, tyle, że Bartuś wieczorem wrócił, a Zdzichu już nie… Szukałam go z synem, chodząc po łąkach idąc tropem ich( bo wtedy Bartka jeszcze nie było) śladem. Chodziliśmy dosłownie niczym tropiciele zwierząt i doszliśmy bardzo daleko, na inną wieś, bo szliśmy polem, jednak na strumieniu ich ślady się skończyły… Wróciliśmy do domu, choć nie powiem, może to i świnia, ale było nam jej szkoda. Potem Bartek wrócił głodny, niczym nienasycona gąbka pochłaniał wszystko, jakby tydzień jedzenia nie widział, a Zdzichu tylko przysporzył nam kłopotów. Cała Gmina go szukała, bo maszerował do dużego miasta rowem tuż przy ulicy. Ludzie go złapali, ale im też potem zwiał. Trzeciego dnia zadzwonili do mnie z gminy prosząc o rozgłos,, komu zaginęła świnia?”. Urechotała się ze mnie babeczka, gdy wyznałam, że mnie…  
Nie ma osoby w gminie, która by nie wiedziała o pałętającej się świni, która nazwali Dzikiem.  
Gdy przetransportowaliśmy go do siebie, był nie do poznania. Nie reagował na nasze wołania, strasznie wychudzony, był agresywny do otoczenia, do nas niestety też… Smutno mi, gdy o tym pomyślę, ale musieliśmy coś z nim zrobić. Wystarczyły trzy dni, aby całkiem zdziczał nie do poznania. Trzy dni też nie jadł, bo ludzie opowiadali. Nie wierzył im. Szkoda tylko, że potem i nie zaufał już nam. Prawdopodobnie tak zwierzęta mają, nie wiem. Teraz jego partnerka Madzia chodzi sama. Co prawda pałętają się przy niej Bartek i Murzyn, ale jakoś się oddzieliła. Być może, też dlatego, że jest w ciąży. I prawdopodobnie właśnie ze Zdzichem, lub poprzez inseminatora.
W sobotę pochowaliśmy pewnego pana z sąsiedniej wsi, teściu męża siostry. Coś wam powiem. Nigdy nie lubiłam chodzić na pogrzeby. Z reguły bałam się trupów, bez względu, czy znałam ich wcześniej, czy nie. Jednak ten pan, emanował od siebie takim czymś, co dosłownie ludzi przyciągało. Sama się go nie bałam. W życiu twardy chłop, mocno stąpający po ziemi, wiele osób się go bało. A po śmierci, jakby magnes jakiś narzucił, kościół pękał we szwach, po za kościołem też ogrom ludzi z minami wyczekującymi wszystkiego i niczego zarazem. Napisałam dla niego Ostatnie Pożegnanie, ale ksiądz zrobił z tego kazanie. Nie wiem, dlaczego. I pewnie się nie dowiem.
Wiecie, nie tyle było mi przykro, że tego nie przeczytał, ile przykro mi było patrzeć na małżonkę zmarłego, która tak bardzo wyczekiwała tych słów. Zebrałam w tym pożegnaniu całe jego życie. Na półtorej stronie dużą czcionką, aby lepiej mu się czytało. Po mszy ta pani podeszła do mnie i zapytała, dlaczego ksiądz tego nie przeczytał? Odparłam, że nie wiem. Ktoś powiedział, że gdyby przeczytał moje pożegnanie, nie miałby, czego dodać od siebie w kazaniu, ale czy to była prawda?
Prawda zawsze przepływa wokół nas niczym promienie słoneczne. I na nie każdego ten promień może spaść. Minął prawie tydzień, a na mnie ten promień nie spadł. Nie wiem, być może nie byłam go godna.
A propos godności.
W tamtym roku nasz ksiądz miał imieniny, Pawła. Byłam na mszy nie wiedząc, że to ten ważny dzień. Przyszłam z bratem męża, aby ksiądz wypisał mu pozwolenie, by mógł być chrzestnym. Przede mną stał multum ludzi i każdy składał mu życzenia.
Ja mu nie złożyłam…
Mogę być posądzana, wiem, ale nie chodziło o to, aby mu zrobić na złość. Widzicie, minął rok, a ja wciąż to pamiętam. Miał kościół obstawiony w najbliższych mu ludziach. Znajomi, rodzina…
A ja byłam obca…
Niby parafianka, ale obca.
Wiecie, nie czułam się godna by złożyć mu życzenia. Ktoś powie, to bez sensu. Ale cóż warte są słowa, gdy nie płynął z serca? W duchu życzyłam mu zdrowia i wszystkiego, co najlepsze. Bożej łaski pod dostatkiem i nigdy nie zanikającego rozumu. Życzyłam mu Bożej opieki i dobrego słowa, na co dzień. Życzliwych ludzi i szczerych doznań.
Nigdy tego nie usłyszał…
Dla mnie nie wszystkie rzeczy muszą być godne człowieka. Albo człowiek, może nie być godny niektórych rzeczy…
Wczoraj mieliśmy Boże Ciało i moja córka miała Komunię Rocznicową. Była też spowiedź i był tam też taki ksiądz Piotr. Wiekowy, może dla innych dziwny, ale dla mnie Ważny. Nie napiszę, kiedy, ale mniej więcej rok temu po raz pierwszy byłam w totalnej rozsypce. Modliłam się podczas oczekiwania na mszę, a dzieci stały w kolejce do spowiedzi. I właśnie Ten ksiądz, ksiądz Piotr, podszedł do mnie, czaicie?, i zapytał, czy chciałabym skorzystać z sakramentu pojednania, bo widzi, że coś mnie męczy. Nie nakazał, ale od razu, gdy tylko wszedł do kościoła, zatrzymał się przed konfesjonałem i popatrzył na mnie. Powiedział,, coś mnie tknęło i podszedłem do ciebie. Czy aby nie potrzebujesz pomocy?”
Poszłam do spowiedzi…
Wywaliłam z siebie wszystko, co mnie męczyło. Nawet mu płakałam…
Miesiąc po tym, on znowu zawitał w naszym kościele. Podeszłam do konfesjonału i mu podziękowałam za to, co dla mnie wtedy zrobił. Byłam mu tak dozgonnie wdzięczna, a przecież nic takiego nie zrobił, pomyślicie.
Otóż zrobił…
Zabrał ze mnie tak ogromne brzemię, które dźwigałam zbyt długo. Wcześniej byłam zakurzonym dzwonem, który bił, bo tak był nastawiony. Potem stałam się nowym dzwonem, który sam wiedział, kiedy ma wybić. Niby bez różnicy, dla obserwujących, ale z tak wielką zmianą, że tylko Bóg mógł to odczuć.
Mam dla tego księdza wielki szacunek. I tylko wam mogę o tym powiedzieć, bo mój malutki światek i tak by tego nie zrozumiał.
Darł Łaski Uświęcającej, to naprawdę Wielki dar. Lecz tylko uważny zauważy, bądź odczuje różnicę. Ktoś powie, nie pożyczaj swych tabletek, bo dopadnie cię choroba. Nie sprzedawaj niczego przez próg, bo świat ci to odbierze. Nie dawaj niczego za darmo, bo nigdy nie będzie ci nic dane. Nie mów, co ci pomaga, bo wtedy to przestanie ci pomagać. Te wszystkie rzeczy mają miejsce, gdy jesteśmy przed Łaską Uświęcającą. Po, już się nie liczy. Doświadczyłam tego na samej sobie.
Nie namawiam do niczego. To tylko moje zdanie. Mogę być odebrana, jako nawiedzona, naćpana, lub jako zwyczajnie głupia. Trudno. To będą wasze odczucia. A kim ja jestem, aby was osądzać?
Wiecie, na granicy mojej wsi z sąsiadującą jest taki jeden most. Nazywają go ,,zagroblą”, nie wiem czemu takie słowo. Czasem w nocy słychać tam płacz dzieci. Maleńkich dzieci, które nie mogą tam mieszkać. Ale które mieszkały, jeszcze zanim się urodziłam. I jest niekiedy taka mgła, która odbiera ludziom zdrowym rozum. Gubisz się w niej wychodząc zupełnie nie tam, gdzie chciałeś iść.
Bo każda wieś ma też swoje tajemnice…

Ewelina31

opublikowała opowiadanie w kategorii felieton, użyła 1438 słów i 7734 znaków.

1 komentarz

 
  • AnonimS

    Bardzo osobiste ale i poruszające.  Co do księdza , cóż odrobiłas za niego pracę domową. Ja rzadko przemawiam na pogrzebach ale jeśli już to nad grobem i wtedy ksiádz się z reguly spieszy do plebani a ludzie jeszcze stoją.  Co do tych przesądów". Ktoś powie, nie pożyczaj swych tabletek, bo dopadnie cię choroba. Nie sprzedawaj niczego przez próg, bo świat ci to odbierze. Nie dawaj niczego za darmo, bo nigdy nie będzie ci nic dane. Nie mów, co ci pomaga, bo wtedy to przestanie ci pomagać." To są po prostu zabobony. I niestety ludzie w to wierzą.. pozdrawiam i życzę Ci, żebyś już nigdy więcej nie była w rozsypce.

  • Obca

    @AnonimS dzięki. Przybij mi piątkę bo stałeś się dobrym kumplem ;)  :cheers:

  • AnonimS

    @Obca  
    przybijamy! Tylko czego tak późno :P ?  :cheers:

  • Obca

    @AnonimS heh, tego nie wie nikt ;)