Dramione - podwójne życie 2

- I jak dogadujesz się z Malfoy'em? - zapytała Ginny Hermionę, siedząc na kolanach Harry'ego w Pokoju Wspólnym Gryfonów. Brunetka opierała się o pierś Rona, który czule obejmował ją ramieniem, co jakiś czas patrząc na nią z wyjątkową czułością.
- Dogaduję?! To cud, że jeszcze żyjemy! - prychnęła.
- Jest aż tak źle? Przecież minął dopiero tydzień odkąd macie dormitoria obok siebie — zmartwił się Weasley.
- Niestety! Ta przebrzydła fretka nie daje mi spokoju. Tylko tutaj, z wami mam szansę od niego odpocząć. Dobrze, że dzisiaj sobota i patrole prowadzą Prefekci domów wraz z nauczycielami...
- Zostaniesz na noc w moim dormitorium? - zaproponował Ron.
- A co z Harrym i resztą chłopaków? - zaśmiała się Ruda. - Zapomniałeś, że nie tylko ty tam mieszkasz?
- Faktycznie... - strapił się. - To może Pokój Życzeń?
- Przemyślę to — odparła Hermiona, całując go czule. Pociągnęła jednak nosem i zapytała. - Piłeś Ognistą?
- Nie — zaprzeczył rudzielec, czerwieniejąc odrobinę w okolicach uszu. Jak zawsze, gdy rozmijał się z prawdą...
- To dlaczego ją czuję?!
- Wydaje ci się.
- Wcale nie! - prychnęła zła. - Ron! Obiecałeś mi...
- Przecież się nie upiłem! - odparł, broniąc się przed jej atakiem. - Poza tym Ślizgoni chleją cały czas!
- Bo są głupi! A mnie zależy na tobie i nie chcę, byś wpadł w alkoholizm!
- Nie bój się... Nic mi nie będzie — zapewnił ją.
- Skończ z tym!
Spojrzał na nią spode łba i wymruczał pod nosem:
- Dobrze, obiecuję...
Gryfonka uśmiechnęła się do niego czule, by już po chwili wrócić do przerwanej rozmowy z przyjaciółką.

Po powrocie do prywatnych komnat zaszyła się w swoim dormitorium z książką w ręku. Spokojne czytanie interesującej lektury uniemożliwił jej i w efekcie brutalnie przerwał, pijacki śpiew Malfoy'a, który zjawił się w ich wspólnym salonie. I ku uciesze Hermiony, przedstawiał sobą obraz nędzy i rozpaczy...
- Malfoy! Do jasnej cholery, zamknij swoją parszywą gębę, debilu! - wrzasnęła na całe gardło, z impetem otwierając drzwi i wychodząc na schody. - Nie mam ochoty słuchać twojego zapijaczonego zawodzenia zarzynanej owcy!
- O!!! Przep-prasza-a-m b-bardzo-o! - wydukał, chwiejąc się mocno. - Po p-p-pierwsze je-e-stem trzeźźźźwy, a po drugie... wca-ale-e nie fałszuję!
- No oczywiście, bo ja głucha jestem, co? - zdenerwowała się, z politowaniem patrząc na tego moczymordę.
- M-m-możliwe - wystękał, z wyraźną ulgą opadając na sofę. - U Gryfonéw t-to możliwe!
- Och, zamknij się wreszcie i najlepiej idź spać, żebym nie musiała twojej gęby oglądać! - warknęła i wróciła do siebie.

Tymczasem w Pokoju Wspólnym Gryfonów.
- Ron! Zgłupiałeś?! - wydarła się Ginny, widząc brata grającego z Harrym w Eksplodującego Durnia na kieliszki. - Miałeś już nie pić!
- Ginny, daj spokój, jest sobota wieczór! Hermiona mnie olała, to co mam robić? - zapytał żałosne.
- Nie uchlewać się! - warknęła Weasley'ówna. - Mógłbyś się pouczyć do egzaminów!
- Nie robię tego! A egzaminy są pod koniec roku, mam jeszcze czas na naukę! - wydarł się rudzielec, mocno czerwieniejąc. Wiewióra już otwierała usta, by mu się odszczeknąć, gdy głos zabrał Harry.
- Ginny... Ron nie pije na umór, to tylko nasza głupia gra — powiedział uspokajająco. - Nie robimy nic złego.
- Nie broń go, Harry!
- Nie bronię, po prostu próbuję załagodzić sytuację, bo za chwilę poprzegryzacie sobie gardła!
- Więc niech ten rudy idiota dotrzyma słowa danego Mionie albo na brodę Merlina, przyrzekam, że napiszę do mamy!
Wstała gwałtownie z kolan Wybrańca i ruszyła do dziury pod portretem. Trzasnęła ramą, a do uszu lekko zszokowanej dwójki Gryfonów dotarł oburzony głos Grubej Damy, która głośno wyrażała swoje niezadowolenie takim traktowaniem.

- Tleniony palant! - warknęła rozzłoszczona Hermiona, gdy zaszyła się w zaciszu łazienki, do której nie dolatywał śpiew Malfoy'a. - Kiedyś go uduszę, a świat tylko mi za to podziękuje!

Nazajutrz rano, gdy tylko pojawiła się na schodach, poczuła nieprzyjemny zapach, który unosił się w salonie Prefektów. Zmarszczyła nos i powoli zeszła na dół. Od razu dostrzegła, że ten zasraniec obrzygał kanapę, na której niewątpliwie musiał wczoraj zasnąć. Stąd też pochodził ten nieprzyjemny zapach. Hermiona doszła do wniosku, że skrzaty najwyraźniej nie zdążyły jeszcze tego posprzątać, więc jego nocną "działalność" uwieczniła za pomocą aparatu, który otrzymała od Harry'ego i Ginny na urodziny. Przy okazji sfotografowała również strzaskane krzesło i potargany obraz. Chciała mieć dowody zbrodni. Omijając zaświniony mebel, podeszła pod drzwi dormitorium Ślizgona i zapukała weń energicznie. Po kilku minutach oczekiwania, gdy nikt się nie zjawił, zdecydowała, że pójdzie na śniadanie i być może właśnie tam znajdzie tego dupka...
Już kilka minut później przekonała się, że jej pomysł był strzałem w dziesiątkę, gdy zobaczyła tę blondwłosą fretkę o wyglądzie niekoniecznie zreanimowanego trupa przy stole Ślizgonów. Nie zważając na zdumione spojrzenia reszty uczniów i nauczycieli, podeszła żwawym krokiem do bladego jak upiór chłopaka.
- Jesteś totalną świnią, Malfoy! - powiedziała głośno w totalnej ciszy, jaka zapadła w Wielkiej Sali. - Jak mogłeś tak urządzić nasz wspólny salon?! - wydarła się, opierając się rękami o blat stołu, akurat naprzeciw zmarnowanego arystokraty. Ten skrzywił się niemiłosiernie, słysząc wysokie dźwięki jej głosu.
- Zamknij się, głupia! - warknął. - Naprawię ten mebel!
- Tu nie chodzi o jakieś głupie krzesło, bo wystarczy jedno zaklęcie, ale naprawdę nie mogłeś po sobie posprzątać, skoro już efektownie zarzygałeś pół kanapy?! I nie mów do mnie "głupia", ty niewychowana fretko od siedmiu boleści!
- Nie wrzeszcz tak, Granger, łeb mi pęka! Poza tym od sprzątania są skrzaty, nie ja!
- Tyle że one jeszcze tego nie zrobiły, a w całym salonie śmierdzi twoimi wymiocinami, palancie jeden!
- Nie twoja sprawa!
- Właśnie, że moja, bo to jest również mój salon i chciałabym tam przebywać o każdej porze w miłej atmosferze i zapachach!
- Przy tobie nie może być mowy o miłych zapachach, Granger... Zresztą i tak dziwię się, że ten zapach ci przeszkadza, przecież jako szlama jesteś po niego przyzwyczajona! - warknął, nieopatrznie nachylając się w jej stronę. Twarz Gryfonki pobladła gwałtownie, a następnie mocno poczerwieniała. Po chwili ciszę przerwał plask, gdy brunetka wymierzyła zadowolonemu z siebie chłopakowi siarczysty policzek. Następnie obróciła się na pięcie i przy akompaniamencie głośnych braw opuściła jadalnię. Gdy szybkim krokiem przemierzała Salę Wejściową, kierując się do biblioteki, do jej uszu dobiegł jeszcze krzyk Rona "Hermiono, zaczekaj!" i ostre słowa profesor McGonagall "Tygodniowy szlaban, panie Malfoy! Reszta, uspokoić się!!!"
Na twarzy zdenerwowanej dziewczyny wykwitł zwycięski uśmiech.

1 969 czyt.
100%8
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1293 słów i 7245 znaków.

Dodaj komentarz