Dramione (miniaturka) Podróże w czasie część 1

Dramione (miniaturka) Podróże w czasie część 1- Czy ty byś mógł wreszcie skupić się na nauce? - warknęła rozeźlona Ginny, patrząc na swojego chłopaka, Blaise'a Zabiniego.
- Nie, kiedy jestem przy tobie... - mruknął czarnoskóry chłopak, całując rudzielca w szyję.
Ich związek był dla wszystkich wielkim szokiem, a dla trójki Gryfonów i jednego Ślizgona testem, czy dadzą radę wytrzymać swoje towarzystwo i nie pozabijać się wzajemnie. Był to bowiem wspaniały pomysł Rudej, która wymyśliła, by jej przyjaciele i Draco spędzali z zakochanymi jak najwięcej czasu. Gdy wyjawiła to przyjaciołom, Hogwartem wstrząsnął wrzask wściekłości jej starszego brata, który kategorycznie zabronił siostrze spotykać się ze Ślizgonem, przez co później biegał po korytarzach zamku, starając się usunąć ze swej twarzy upiorogacka, którym potraktowała go Ginny.
Wobec tak postawionej sprawy nawet Malfoy nie śmiał się sprzeciwić i chcąc nie chcąc, czwórka młodych ludzi została zmuszona do spędzania ze sobą niemal każdej wolnej chwili. I szczerze powiedziawszy, jak jeszcze Harry potrafił dogadać się z Malfoyem i ten w końcu przestał wyzywać Hermionę od szlam, tak Ron w żaden sposób nie mógł pogodzić się ze swoim losem i robił wszystko, by dopiec arystokracie, co z zasady kończyło się źle dla rudzielca. Robił też wszystko, by Ginny zerwała ze Ślizgonem, ale z marnym skutkiem...

Pewnego październikowego popołudnia, kiedy dzień powolutku chylił się już ku zachodowi, ogrzewając ziemię ostatnimi promieniami słońca, Ginny i Blaise przywlekli nad jezioro swoich przyjaciół. Najbardziej nieszczęśliwy z tego pomysłu wydawał się Dracon, więc widząc jego minę, warknęła do niego Ginny:
- Nigdzie nie waż mi się odchodzić, Smoku! My tu za niedługo wrócimy.
Następnie zgrabnie wsiadła do łódki, którą miała zamiar popływać z Diabłem.
Blondyn westchnął zrezygnowany, bo wiedział, że nie wygra z Wiewiórą i usadowił się nieopodal Wielkiej Trójki. Ten ostatni rok szkolny dla wszystkich przyniósł wiele zmian, również dla samej szkoły. Gdy patrzyło się na jej poczerniałe od pożaru mury, aż serce ściskało się z żalu. No i było dużo smutniej niż zazwyczaj...
- Weasley! Ja cię proszę, nie udawaj, że czytasz coś ze zrozumieniem! - prychnął wyniośle Ślizgon, gdy zorientował się, że rudzielec pochłonięty jest jakąś lekturą. Panna Wiem To Wszystko również coś czytała, ale akurat to nie był widok niezwykły.
Ron popatrzył na Ślizgona wzrokiem, którego nie powstydziłby się sam Smok i rzekł stosunkowo opanowanym głosem:
- Ciebie też wkurza związek mojej siostry z twoim przyjacielem?
- Jeszcze się pytasz? - mruknął oschle blondyn.
- No, czyli podobnie jak mnie... Posłuchajcie, a gdyby tak cofnąć czas i sprawić, by nigdy nie zaczęli ze sobą chodzić?
Draco spojrzał na niego zszokowany i dopiero po chwili wykrztusił:
- Merlinie! Nie wierzę, Weasley mówi z sensem! Problem jednak w tym, że cały zapas Zmieniaczy Czasu został przez was zniszczony, geniusze! Więc jak chcesz tego dokonać?
- Znalazłem pewne zaklęcie, które nam w tym pomoże!
- Co to za zaklęcie? - zainteresowała się naraz Gryfonka. - Nie znam takiego.
- A czy ty musisz znać oczywiście wszystkie? - zacietrzewił się czerwony jak burak Ron. - To już nikt inny nie mógł go wynaleźć?
- Wynaleźć? To twoje zaklęcie? - zdziwiła się Hermiona.
- Jeśli tak, to ja się na to nie piszę! - powiedział szybko Draco, odsuwając się lekko od grupki. Ron popatrzył na niego, jak na karalucha i odparł:
- Wynaleźć w książce... No znaleźć! Znalazłem to!
- W jakiej?
- Oh, na brodę Merlina, Granger! Czy to w ogóle ważne?... Weasley, rzucaj to zaklęcie.
Hermiona chciała jeszcze coś powiedzieć, ale umilkła, widząc spojrzenie rudzielca, który wyciągnął różdżkę zza pazuchy i mrucząc pod nosem inkantację zaklęcia, zaczął kreślić w powietrzu skomplikowane ruchy. Zaintrygowany jego poczynaniami blondyn zbliżył się do chłopaka, stając nieopodal Hermiony.
Gdy Ron wypowiedział wreszcie ostatnie słowo, jego różdżka huknęła potężnie niczym z armaty, a wokół zdezorientowanej Gryfonki i arystokraty utworzyło się coś na kształt ogromnej klepsydry, która zaczęła obradzać się w zawrotnym tempie, siejąc wkoło iskry. Nagle jednak zatrzymała się, rozbłysło oślepiająco białe światło, a kiedy zgasło, na polanie nie było już Hermiony i Draco.
- Hermiona! - ryknął Harry, zrywając się na równe nogi.

Draco upadł ciężko na plecy, ze świstem wypuszczając powietrze z płuc. Coś tąpnęło głucho tuż przy jego głowie, a kiedy się obrócił, zauważył, że to Granger.
- Co się stało? - jęknęła, z trudem podnosząc się na nogi.
- A co ty sądzisz, że wiem? - odciął się natychmiast wkurzony Ślizgon. - Twój nienormalny chłopak nas gdzieś przeniósł i tylko Merlin wie, gdzie teraz jesteśmy!
- Mnie wygląda to na Hogwart... - mruknęła pod nosem dziewczyna, rozglądając się wokół siebie. - Spójrz, jezioro wygląda niemal tak samo, tylko że Zakazany Las jest dużo mniejszy. I jakby młodszy.
- Młodszy? - jęknął Malfoy, okręcając się gwałtownie na pięcie. - Nie żartuj, Granger! Przecież ten las istnieje już całe wieki!
- Dokładnie... Pewnie dlatego też nie ma tu jeszcze zamku.
- Co?! - odwrócił się w stronę wzniesienia, na którym stała szkoła. - Ja pierdolę! Ale zostaliśmy udupieni! - powiedział ze zgrozą, gdy dotarło do niego, co zrobił ten przymuł Weasley. - Jak my się stąd wydostaniemy?
- Nie mam pojęcia, Draco — przyznała niechętnie dziewczyna. - Trzeba znaleźć innych czarodziejów... Choć jeśli nie ma tu jeszcze szkoły, to zapewne jesteśmy gdzieś na początku dziewiątego wieku!
- Zatłukę go, jak tylko wrócimy do naszych czasów! - był tak wściekły, że aż zgrzytnął zębami z bezsilnej wściekłości.
- Taaa? Ustaw się w kolejce! - prychnęła kasztanowowłosa. - Chodźmy!
- Gdzie? Zabić Weasleya? Jeśli żyje tu gdzieś jego przodek, to bardzo chętnie zniszczę jego ród!
- Nie bądź wredny! - trzepnęła go w tył głowy, jednocześnie zdając sobie sprawę z tego, że chłopak ma niesamowicie aksamitne włosy! - Idziemy do Hogsmeade...
- Ale przecież zamek...
- Wioska istniała jeszcze przed założeniem szkoły, Malfoy! - wyjaśniła i nie czekając na jego reakcję, zaczęła iść w stronę nieistniejącej jeszcze drogi do miasteczka.
- Stój! - krzyknął za nią i dogonił ją po kilku krokach. Z jednej strony był zły, że to właśnie z nią musiał zostać tu zesłany, bo wiedział, że jej bezustanna paplanina doprowadzi go do szału, ale z drugiej strony cieszył się, że to właśnie ona, a nie Potter czy co gorsza Weasley, bo jej wiedza przynajmniej jakoś im się przyda!
Po pokonaniu ostatniego zakrętu, ich oczom ukazały się trzy domki ustawione po obydwu stronach piaszczystej drogi i tabliczka z napisem "Hogsmeade. Populacja: czternaście."
- Ha! - uradowała się Gryfonka. - Nie mówiłam, że wioska istnieje?
- Mówiłaś... - przyznał niechętnie. - Czekaj tu.
- Gdzie idziesz? - zestresowała się wyraźnie.
- Poszukać nam jakiegoś noclegu!

- Że co? Cofnąłeś czas?! - wydarła się rozjuszona Ginny, atakując brata gradem ciosów. - Jesteś głupszy, niż sądziłam Ronald! Ponadto zrobiłeś to dla tak niskich pobudek, że aż mi jest wstyd, że jestem twoją siostrą, Ronald! Jestem ciekawa, jak wytłumaczysz to McGonagall, jełopie!

- Panie Weasley! Po prostu brak mi słów, by opisać pańską niekompetencję i zrozumieć motyw kierujący pana poczynaniami! - fuknęła profesor McGonagall, siedząc za biurkiem w swoim gabinecie. - Jak mógł pan, nie doczytać tej istotnej informacji, że zaklęcie cofa o całe wieki, a nie dni czy tygodnie! Nie mogę dla pana nawet znaleźć odpowiedniej kary, więc pozostawię to pańskiemu sumieniu. Mam nadzieję, panie Weasley, że zdaje sobie pan z tego sprawę, iż ta dwójka może już nigdy tutaj nie powrócić, jeśli nie znajdzie pan sposobu na sprowadzenie ich tu z powrotem.

3 198 czyt.
100%61
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1471 słów i 8193 znaków.

1 komentarz

 
  • Zaslodko

    Zaslodko · 29 paź 2016

    Pisz dalej