
– Agata...? – powiedziałam z lekkim zaskoczeniem, bo choć nie czułam wobec niej niechęci, to jednak nie była osobą, którą spodziewałabym się zobaczyć po dwudziestej.
Stała w drzwiach spięta, w obcisłych szarych dżinsach i liliowym topie, na to luźno narzucona bluza z kapturem, rozpięta, jakby wyszła w pośpiechu. Włosy miała lekko wilgotne, może od potu, może od prysznica. Jej twarz... wyglądała na wyczerpaną i zatroskaną.
– Przepraszam, że tak bez zapowiedzi – powiedziała cicho. – Ale... odwiozłam dzisiaj dzieci na kolonię. I nie mogę przestać myśleć. Musiałam z kimś porozmawiać.
Przygryzłam lekko wargę, z wahaniem wpuszczając ją do środka. Przez ułamek sekundy poczułam ukłucie skrępowania. Byłam wiotka, bosa, niemal naga pod tą cienką podomką, podczas gdy ona nawet zmęczona emanowała tą swoją posągową, nowoczesną atrakcyjnością.
– Chcesz się napić? – spytałam, odwracając się, czując na sobie jej wzrok.
Wiedziałam, że patrzy. Czułam, jak jej spojrzenie przesuwało się po moich plecach, po transparentnym materiale, który niczego nie ukrywał. Mimo wszystkich różnic, mimo tego, że była z moim byłym mężem w jakiś sposób ją rozumiałam i chyba... trochę podziwiałam. Zawsze podziwiałam to, jak potrafiła wejść do pokoju i przejąć nad nim kontrolę swą gracją.
– Czerwień czy biel?
– Cokolwiek, byle chłodne – odparła z wymuszonym uśmiechem, który więcej zdradzał, niż maskował.
Podałam jej kieliszek i usiadłyśmy na kanapie, a cisza między nami była aż zbyt głośna. W powietrzu unosił się zapach rozgrzanego wieczoru i chłodnego wina. Dopiero po chwili odezwała się, patrząc gdzieś w bok:
– One mnie nie chcą. Staram się... naprawdę się staram, Aneta. Ale Majka mnie unika, Jarek patrzy jak na kosmitkę. Jestem dla nich jak powietrze – a czasem gorzej. Wiem, że nie jestem ich matką, ale... ja naprawdę chcę być częścią ich świata.
Zamrugałam, zaskoczona tym, jak szczerze to zabrzmiało. Jakby rozebrała się emocjonalnie, jeszcze zanim zdążyła zdjąć bluzę. Gdzieś zniknęła ta dumna, niedostępna Agata, którą znałam z dystansu. Zobaczyłam kobietę, która rozpaczliwie potrzebowała akceptacji.
– Agata... – odezwałam się cicho, czując, jak mięknie mi serce. – Usiądź bliżej.
Spojrzała na mnie z lekkim wahaniem, po czym przesunęła się, aż nasze ramiona prawie się zetknęły. Czułam jej zapach delikatny, słodki, z nutą czegoś drzewnego. Coś we mnie drgnęło. Bliskość jej ciała, ta odrobina wyższego wzrostu i ciepło bijące od jej ramienia sprawiły, że mój oddech na moment stracił rytm.
– Dlaczego mi to mówisz? – zapytałam. – Przecież mogłaś iść do Mirka, albo przyjaciółki.
– Bo ty je znasz – wyszeptała. – I... bo ty jesteś silna, a ja... już nie wiem, co robić.
Zerknęłam na jej twarz bliską, zmartwioną, piękną i znowu poczułam to lekkie ukłucie w środku. Niby obca, a jednak tak znajoma. Patrzyłam na jej opaloną skórę, na pełne usta i wyraziste oczy, w których kryło się tyle bezbronności. Nie wiem, co we mnie wstąpiło, ale uniosłam dłoń i odgarnęłam pasmo włosów z jej policzka. Skóra pod moimi palcami była gładka, gorąca. Nie odsunęła się. Nie mrugnęła.
– Aneta... – szepnęła, a w jej oczach pojawiło się coś miękkiego. Potrzeba. Może tęsknota. Może pragnienie bliskości, które obie znałyśmy aż za dobrze.
Jej wzrok był otwarty. Zawieszony gdzieś między prośbą a wdzięcznością. Poczułam, że teraz to ode mnie zależy, w którą stronę to wszystko pójdzie, że ta rozmowa o dzieciach zaczynała być zaledwie tłem, pretekstem do czegoś, co wisiało między nami od dawna.
– Wiesz – zaczęłam cicho, nie odrywając od niej spojrzenia – Majka ma szesnaście lat. Sama nie wie, czego chce. Złości się na ojca, że mnie zostawił, złości się na mnie, że pracowałam tyle lat zamiast siedzieć przy niej i teraz... znalazła sobie ciebie, żeby mieć jeszcze jedną wymówkę, by nie mówić, co naprawdę ją boli. Agata westchnęła ciężko, skubiąc róg poduszki. Przez ten ruch jej liliowy top opiął się mocniej na piersiach, a ja przyłapałam się na tym, że zamiast na jej dłonie, patrzę na zarys jej biustu.
– Czyli to nie tylko ja?
– Nie. I Jarek... On jeszcze szuka granic. Potrzebuje czasu, spokoju, ale i konsekwencji. Ty chcesz ich miłości od razu, a oni jeszcze nawet nie zdecydowali, czy cię wpuszczą. Patrz – sięgnęłam po kieliszek i upiłam łyk, próbując ostudzić nagłe, dziwne uderzenie gorąca. – Może nie musisz być dla nich kimś ważnym już teraz. Może wystarczy, że będziesz obecna i cierpliwa. Reszta przyjdzie, kiedy będą gotowi.
Odwróciła się ku mnie, a jej oczy błyszczały w półmroku. Temat dzieci nagle jakby odpłynął, zostawiając nas sam na sam z gęstniejącą atmosferą salonu. Przez moment nic nie mówiła, a potem delikatnie się uśmiechnęła, a w tym uśmiechu nie było już troski macochy, tylko czysta, kobieca fascynacja.
– Dziękuję... Naprawdę. Nie spodziewałam się, że powiesz to w taki sposób. Ja… zawsze miałam o tobie dobre zdanie, Aneta i choć... to może dziwnie zabrzmi, to ja ci trochę zazdroszczę.
– Zazdrościsz? – parsknęłam zaskoczona i odrobinę rozbawiona, choć moje serce uderzyło mocniej.
– No tak. Spójrz na siebie – powiedziała, przesuwając wzrokiem po mnie w sposób, który nie był obcesowy, ale z pewnością uważny. Jej oczy zatrzymały się na moich obojczykach, na ramieniu pomarańczowej podomki, pod którą wyraźnie odznaczał się brak stanika. – Jesteś naturalna, spokojna. Wiesz, kim jesteś. Jesteś piękna w tym swoim chaotycznym luzie. Poczułam, jak gorąco podchodziło mi do policzków. To było niesamowite uczucie słyszeć takie słowa od kobiety, która reprezentowała wszystko, czego ja, zmęczona życiem pielęgniarka, czasem żałowałam. Poprawiłam podomkę, jakby to miało coś zmienić, ale ten ruch tylko bardziej przyciągnął jej wzrok do moich nóg.
– A ty myślisz, że ja ci nie zazdroszczę? – powiedziała z lekkim uśmiechem, pozwalając, by głos mi odrobinę obniżył się i zmatowiał. – Ty jesteś... zjawiskowa. Ta pewność siebie, ten błysk w oku. Gdybym miała twoje nogi, chyba nie zdejmowałabym szpilek nawet w łóżku.
Zaśmiała się cicho, swobodnie, a ten dźwięk był... przyjemny. Bliski. Obydwie zrzuciłyśmy maski. Ta skrywana dotąd zazdrość o pozycję, o urodę, o to, która z nas jest "tą lepszą" w oczach świata, nagle przekształciła się w potężny, magnetyczny podziw.
– W łóżku jestem bosonoga, ale dzięki za komplement.
Cisza wróciła na chwilę, ale tym razem była już inna, ciepła, gęsta od kobiecej uwagi, pełna nieoczywistego napięcia. Pragnienia, które dotąd spychałyśmy w najgłębsze zakamarki podświadomości, teraz zaczęły gwałtownie pączkować, domagając się ujścia. Patrzyłam na nią, jak poprawiała włosy za ucho, jak jej palce muskały skórę szyi, a moje myśli powoli zaczynały błądzić w rejony, o które nigdy bym siebie nie podejrzewała.
– Wiesz – odezwała się nagle, a jej głos stał się aksamitny, niemal hipnotyzujący – nigdy nie byłam z kobietą, ale czasem... czasem mam wrażenie, że kobieta potrafi dotrzeć głębiej. Zobaczyć więcej. Jak ty teraz.
Poczułam, że serce biło mi trochę szybciej. Klatka piersiowa unosiła się gwałtownie pod cienkim materiałem. Nie odpowiedziałam od razu, tylko patrzyłam. Zastanawiałam się, co widzi we mnie teraz. Czy nadal tę silną matkę, czy może... partnerkę do grzechu, który wisiał w powietrzu.
– Nie trzeba być z kimś, żeby wiedzieć, że cię pociąga – powiedziałam w końcu, cicho, spokojnie. – Czasem wystarczy wieczór. Jedna rozmowa. Jeden dotyk.
Jej spojrzenie spotkało moje i już nie odwróciłyśmy wzroku. Wszystkie hamulce, wszelkie myśli o Mirku, o dzieciach, o tym, co wypada, stopiły się w tym jednym, dusznym momencie. Agata przysunęła się jeszcze trochę, niemal niezauważalnie. Jej udo, opięte szarym dżinsem, dotknęło mojego nagiego kolana. Ten delikatny, szorstki kontakt miał w sobie coś elektryzującego. Prąd przeszedł przez całe moje ciało, sprawiając, że moje sutki boleśnie stwardniały pod prześwitującą pomarańczą. Siedziałyśmy tak, niemal bez ruchu, wpatrując się w siebie z niepokojącą intensywnością.
– Dziwne to, prawda? – powiedziała nagle, cicho, a jej wzrok zsunął się na moje usta. – To, że tak łatwo przyszło mi się przed tobą otworzyć. Jakbyś... była kimś, komu chcę się poddać.
Zamrugałam. To nie była zwykła metafora. To było zaproszenie. Wyraźne zadeklarowanie pragnienia, które paliło ją od środka.
– Może nie chodzi o poddanie – odparłam powoli, a mój własny głos wydał mi się obcy, przepełniony pożądaniem – a o to, że w końcu jesteś w miejscu, gdzie nikt niczego od ciebie nie oczekuje. Możesz być sobą, nie musisz walczyć o uwagę.
Przymknęła oczy na sekundę, jakby moje słowa dotknęły jakiegoś czułego punktu, uwalniając resztki jej oporu. Kiedy znów je otworzyła, jej spojrzenie było inne. Głębsze. Cichsze. Drapieżne, a zarazem bezbronne.
– Jesteś bardzo kobieca – powiedziała nagle. – Ale nie w sposób oczywisty. Masz w sobie coś tak... miękkiego i spokojnego, że trudno się od ciebie oderwać.
Uśmiechnęłam się. Trochę z rozbawieniem, trochę z zawstydzeniem, czując, jak fala pożądania wzbiera we mnie z siłą, której nie potrafiłam i nie chciałam już kontrolować.
– A ty... jesteś jak burza. Piękna, silna, pełna napięcia i czasem nie wiem, czy bardziej cię podziwiam, czy się ciebie boję.
– Nie bój się – wyszeptała, a jej dłoń bezwiednie drgnęła na jej kolanie. – Przecież siedzę tu z tobą. Szukając ciepła, nie walki.
Wino lekko szumiało mi w głowie, ale nie od alkoholu, tylko od jej obecności. Od tej bliskości, która z każdą sekundą stawała się bardziej namacalna, wręcz fizyczna.
– Myślisz, że Mirkowi przeszkadzałoby, że rozmawiamy tak... otwarcie? – zapytała, przekrzywiając głowę, jakby prowokując, testując granicę, którą obie właśnie przekraczałyśmy.
– Myślę, że Mirka tu nie ma – odpowiedziałam z uśmiechem, czując absolutną wolność. – I że to dobrze, bo gdyby był... nie rozmawiałybyśmy teraz o tym, jak bardzo jedna drugą widzi.
Agata pochyliła się odrobinę, jej twarz była teraz tak blisko mojej, że mogłam liczyć jej rzęsy. Czułam ciepło jej oddechu, zapach skóry – lekko słony, świeży, obłędnie kobiecy.
– Gdybyś była facetem – wyszeptała, a jej wzrok zjechał na moją odsłoniętą szyję – już dawno bym cię pocałowała.
Uniósł mi się kącik ust. Moje serce łomotało o żebra jak szalone, a całe ciało rwało się do przodu.
– A ja... już dawno przestałam wierzyć, że potrzeba mężczyzny, żeby pocałunek miał sens.
Zawiesiłyśmy wzrok na sobie. Milczałyśmy, ale nasze ciała już mówiły przez gesty, spojrzenia, przyspieszone oddechy i tę duszność nocy, która nagle skumulowała się między nami. Jej dłoń uniosła się powoli, nieśmiało, ale zdecydowanie. Zatrzymała się na wysokości mojego policzka, jakby pytała o pozwolenie, jakby badała, czy to, co się dzieje, jest jawą. Nie odpowiedziałam słowem. Tylko przymknęłam powieki i sama przysunęłam się jeszcze bliżej, pozwalając, by jej palce w końcu dotknęły mojej twarzy... Jej palce musnęły mój policzek ciepłe, miękkie, z lekkim drżeniem. Nie musiała mnie dotykać całej. Wystarczył ten jeden gest, jakby chciała się upewnić, że naprawdę jestem tu, przed nią, że to nie wyobrażenie.
Otworzyłam oczy powoli, nieznacznie i zobaczyłam ją tak blisko, że mogłam policzyć oddechy, które dzieliły nasze usta. Żadna z nas już nic nie mówiła. Cisza pomiędzy nami była pełna zgody. W dusznej przestrzeni salonu, gdzieś pomiędzy aromatem cierpkiego wina a zapachem jej skóry, zniknęły wszelkie role, które dotychczas nas definiowały. Nie było już matki i macochy, nie było przeszłości ani przyszłości. Było tylko to zawieszenie, sekunda przed nieuchronnym. Kiedy jej wargi w końcu dotknęły moich, poczułam to, jakby świat na chwilę przestał się kręcić. To nie był pośpieszny pocałunek, niepewny czy urwany. To był dotyk, który niósł w sobie wszystko: niepewność, pragnienie, ostrożność i niesamowitą łagodność. Jej usta były ciepłe, delikatne, smakowały winem i czymś, co trudno było nazwać, może obietnicą? Moje ciało zareagowało instynktownie: pochyliłam się do niej jeszcze bliżej, moje kolano dotknęło jej uda, a dłoń odnalazła jej talię, jakby znała ją od zawsze. Pod moimi palcami materiał liliowego topu wydał się nagle zbędną barierą. Poczułam, jak pod moim dotykiem jej ciało napina się w słodkim wyczekiwaniu. Agata westchnęła cicho, niemal bezgłośnie. Drgnęła lekko, jakby ten pocałunek przełamał w niej coś więcej niż tylko lęk. Może opór? Może jakąś wewnętrzną granicę, którą sama przed sobą wznosiła przez lata?
Nasze usta poruszały się powoli, szeptem, jakbyśmy wciąż uczyły się siebie. Nie było w tym pośpiechu, tylko czuła eksploracja. Moje serce uderzało rytmicznie o żebra, a wolna dłoń powędrowała w górę, zanurzając się w jej gęstych, miękkich falach ciemnego blondu. Odpowiedziała na to głębszym wdechem, a jej usta rozchyliły się odrobinę mocniej, zapraszając do tańca, który nie potrzebował żadnych reguł. Gdy oderwałyśmy się na moment, obie oddychałyśmy nierówno. Jej czoło dotknęło mojego, a dłonie zatrzymały się na moich biodrach. Cienki materiał mojej pomarańczowej podomki palił mnie w miejscach, gdzie spoczywały jej palce. Czułam badawczy, niemal nabożny nacisk jej dłoni na moją skórę.
– Aneta... – szepnęła, z lekkim zawstydzeniem, ale bez żalu – ja...
– Ciii – przerwałam jej z łagodnym uśmiechem. – Nic nie mów. Jeszcze nie.
Bo nie potrzebowałam słów. Czułam, że to dopiero początek. Początek czegoś delikatnego, kruchego, ale niesamowicie prawdziwego i że zanim noc się skończy, każda z nas odkryje coś o sobie, czego wcześniej nie miała odwagi dotknąć. Patrzyłam w jej jasne oczy, w których malowało się teraz tak wiele skrajnych emocji. Była tak blisko, a ta jej posągowa pewność siebie, którą tak bardzo podziwiałam z daleka, teraz całkowicie oddała się w moje ręce.
– Boisz się? – zapytałam cicho, przesuwając kciukiem po jej dolnej wardze, która wciąż była wilgotna od naszego pocałunku.
Agata pokręciła delikatnie głową, nie odrywając ode mnie wzroku. Jej dłonie na moich biodrach przesunęły się odrobinę wyżej, gniotąc delikatny materiał i muskając boki mojego ciała, tam gdzie kończyła się czarna koronka bielizny.
– Nie – wyszeptała, a jej głos zadrżał z intensywności, która natychmiast udzieliła się i mnie. – Nie boję się ciebie. Boję się tego, jak bardzo tego pragnęłam, nawet o tym nie wiedząc.
Te słowa uderzyły we mnie z siłą, która ostatecznie zniszczyła jakikolwiek dystans. Moja dłoń zsunęła się z jej karku na ramię, powoli zsuwając z niego luźną bluzę z kapturem. Ciężki materiał opadł na oparcie kanapy, zostawiając ją tylko w obcisłym liliowym topie. Teraz, w przygaszonym świetle, mogłam w pełni dostrzec, jak piękna była jej sylwetka, jak idealnie zarysowane były jej obojczyki i jak mocno falowała jej pierś przy każdym, urwanym oddechu.
– Pokrój mnie na kawałki, jeśli się mylę – zaczęłam szeptem, zbliżając swoje usta do jej ucha – ale mam wrażenie, że ta duszna noc należy tylko do nas.
Agata nie odpowiedziała słowem. W zamian jej dłonie pewniej chwyciły moją talię, przyciągając mnie do siebie tak blisko, że poczułam twardość dżinsu na moich nagich udach. Ponownie odnalazła moje usta, ale tym razem w jej dotyku było coś więcej, obudzona pasja, która domagała się uwalniania z każdym kolejnym, głębszym oddechem...Nasze usta odnalazły się ponownie, ale tym razem zniknęła gdzieś początkowa ostrożność. Ustąpiła miejsca gęstniejącej z każdą sekundą potrzebie. Pocałunki stawały się głębsze, bardziej zaborcze, a nasze języki splatały się w powolnym, zmysłowym tańcu, który odbierał dech. Czułam słodycz wina na jej podniebieniu i ten specyficzny, obezwładniający smak samej Agaty, który natychmiast uderzył mi do głowy. Moje myśli, zazwyczaj tak uporządkowane przez lata pracy w szpitalu, teraz zamieniły się w chaotyczny korowód czystego zachwytu. „Boże, jaka ona jest piękna”, kołatało mi się w głowie, gdy moja dłoń powędrowała w górę, wzdłuż jej smukłej, rozgrzanej szyi, kciukiem wyczuwając szalone, przyspieszone tętno na jej tętnicy. Ona też była oszołomiona. Czułam to w każdym jej ruchu. Agata cicho jęknęła w moje usta, a ten dźwięk wbił się we mnie jak impuls elektryczny. Jej dłonie, dotąd spoczywające na moich biodrach, zaczęły wędrować wyżej. Przesunęły się po talii, gniotąc pomarańczowy materiał podomki, aż dotarły do moich obnażonych pleców. Poczułam chłód jej palców na mojej rozgrzanej skórze i mimowolnie wygięłam się w łuk, wnikając w jej objęcia jeszcze mocniej.
– Jesteś niesamowita... – wyszeptała Agata, odrywając się na ułamek sekundy od moich ust, by obsypać gorącymi pocałunkami mój podbródek i żuchwę. – Twoja skóra... pachnie tak czysto, tak ciepło.
– Agata... – moje własne imię uwięzło mi w gardle, gdy jej usta zsunęły się niżej, na moją szyję.
Całowała mnie powoli, z namysłem, a każdy dotyk jej warg na mojej wrażliwej skórze sprawiał, że przechodził mnie dreszcz. Moje kolano, wciąż wciśnięte między jej uda opięte szarym dżinsem, ocierało się o nią z rosnącą śmiałością. Byłam zaskoczona tym, jak naturalnie przejmowałam kontrolę, jak bardzo ta posągowa, wysoka kobieta pozwalała mi się prowadzić. Ta skrywana dotąd zazdrość o jej idealne ciało i pewność siebie stopiła się w poczuciu absolutnego triumfu i bliskości. Zazdrościłam jej urody, a teraz ta uroda była na wyciągnięcie moich rąk, oddana mi bez walki. Uniosłam dłonie i oparłam je na jej gładkich, odsłoniętych ramionach. Liliowy top zsuwał się lekko, ukazując idealną linię jej obojczyków.
– Ty jesteś jak dzieło sztuki – mruknęłam, a mój głos był niski, chropowaty od pożądania. – Twoje ramiona, twoja skóra... Wszystko w tobie jest tak idealne, Agata. Zawsze patrzyłam na ciebie i myślałam, że jesteś niedostępna, że jesteś z innego świata.
Słysząc to, Agata uniosła głowę i spojrzała mi prosto w oczy. Jej jasne tęczówki były ciemniejsze niż zwykle, rozszerzone źrenice mówiły wszystko. Wzrok miała zamglony, pełen podziwu, który karmił moją kobiecość w sposób, jakiego nie doświadczyłam od lat.
– Nie masz pojęcia, jak bardzo ja patrzyłam na ciebie – wyznała cicho, a jej dłoń powędrowała na mój kark, gładząc nasadę moich jasnych włosów. – Zawsze taka dumna, samowystarczalna. Patrzyłam na twoje dłonie, na twoje usta... i umierałam z zazdrości, że potrafisz być tak swobodna. Teraz, kiedy cię dotykam... czuję, że płonę.
Nie pozwoliłam jej skończyć. Przyciągnęłam ją za kark z powrotem do siebie, uciszając wszelkie wątpliwości kolejnym, głębokim pocałunkiem. Nasze ciała splatały się coraz mocniej na kanapie. Moje palce błądziły po jej plecach, wyczuwając pod liliowym materiałem zarys łopatek i napięte mięśnie, podczas gdy jej mocne ramiona zamykały mnie w szczelnym, bezpiecznym uścisku. Każdy ruch dłoni, każde muśnięcie szyi czy ramion podsycane było rytmicznym, głębokim oddechem. Rozmowa o dzieciach, o Mirku, o całym świecie zewnętrznym została ostatecznie spalona w tym duszny pokoju. Zostałyśmy tylko my dwie kobiety uwalniające pragnienia, o których istnieniu dotąd bały się nawet pomyśleć, połączone siecią niekończących się, gorących pocałunków.
Duszne powietrze w salonie wydawało się gęstnieć z każdym naszym oddechem. Przestałyśmy się spieszyć, jakbyśmy nagle zrozumiały, że mamy dla siebie całą noc, a każdy centymetr odsłanianej skóry zasługuje na osobną, zmysłową celebrację. Nasze usta wciąż były złączone w głębokim, wilgotnym pocałunku, gdy moje dłonie instynktownie powędrowały pod dolny brzeg jej liliowego topu. Skóra Agaty była rozgrzana, gładka i niesamowicie elastyczna. Poczułam pod palcami, jak jej ciało drżało w niemym wyczekiwaniu. Powoli, milimetr po milimetrze, zaczęłam unosić materiał w górę, nie przerywając pocałunku. Agata uniosła lekko ramiona, pomagając mi, a jej dłonie w tym samym czasie zsunęły ramiączka mojej pomarańczowej podomki. Cienki materiał bezszelestnie opadł z moich ramion, zatrzymując się na biodrach, a liliowy top Agaty wylądował na podłodze.
Kiedy oderwałyśmy od siebie usta, by zaczerpnąć tchu, spojrzałyśmy na siebie. W półmroku salonu jej bose ciało wyglądało zjawiskowo. Opalona cera Agaty idealnie kontrastowała z moją jasną skórą, a jej biust pełny, jędrny, o idealnym kształcie unosił się gwałtownie przy każdym oddechu.
– Jesteś taka piękna... – wyszeptałam, a mój głos był już tylko matowym, niskim mruknięciem.
Agata nie odpowiedziała słowem, ale jej wyraziste, jasne oczy pociemniały z pożądania. Patrzyła na moje piersi, na czarną koronkę stanika, który zrzuciłam godzinę wcześniej, pozostawiając mnie całkowicie bezbronną i nagą od pasa w górę. Wtedy zaczęłam moją wędrówkę. Pochyliłam się nad nią, a moje jasnoblond włosy opadły na jej rozgrzane ramiona. Zaczęłam od jej szyi, składałam tam małe, wilgotne pocałunki, delikatnie zasysając skórę tuż pod uchem. Agata odchyliła głowę do tyłu, wydając z siebie cichy, urwany dźwięk, a jej palce wpięły się w moje ramiona. Moje usta schodziły coraz niżej. Przesunęłam się wzdłuż linii jej obojczyka, zostawiając za sobą ścieżkę z gorących oddechów i delikatnych muśnięć języka. Docierając do dekoltu, czułam zapach jej kawiarni, słodycz wina i czystą, kobiecą esencję, która całkowicie mąciła mi zmysły. Agata oddychała coraz szybciej, a jej piersi falowały, niemal ocierając się o moje usta. Gdy w końcu dotarłam do jednej z nich, zawahałam się na ułamek sekundy, napawając się tym widokiem. Były idealne. Moje dłonie powędrowały pod nie, unosząc je lekko i czując ich przyjemny ciężar.
– Aneta... – szepnęła Agata, a w jej głosie była mieszanka prośby i całkowitego poddania.
Musnęłam wargami krawędź jej piersi, powoli zbliżając się do środka. Kiedy mój język po raz pierwszy dotknął jej ciemnoróżowego, już mocno stwardniałego sutka, Agata gwałtownie wciągnęła powietrze. Jej ciało napięło się jak struna, a biodra mimowolnie uniosły się o kilka centymetrów. Zaczęłam pieścić ją ustami najpierw delikatnie, drażniąc sam czubek czubkiem języka, by po chwili zamknąć całą brodawkę w ciepłym wnętrzu swoich ust i zmysłowo ją ssać.
– O mój Boże... – wykrztusiła Agata, a jej dłonie wplątały się w moje włosy, dociskając moją głowę mocniej do swojej piersi.
Jej oddech stał się rwany, głęboki, przechodzący w ciche, melodyjne jęki, które rezonowały prosto w moim podbrzuszu. Druga moja dłoń w tym czasie błądziła po jej brzuchu, schodząc w stronę paska obcisłych, szarych dżinsów, które wciąż bezlitośnie więziły jej długie nogi. Każde muśnięcie mojego języka na jej piersi sprawiało, że Agata drżała, a jej skóra pokrywała się delikatną gęsią skórką mimo panującego w pokoju upału. Uniosłam na moment głowę, nie wypuszczając jednak jej piersi z dłoni. Spojrzałam na nią z dołu. Jej twarz była zaróżowiona, usta wilgotne i lekko rozchylone, a wzrok utkwiony we mnie pełen dzikiego, nieskrępowanego niczym pragnienia.
– Podoba ci się? – wyszeptałam, gładząc kciukiem drugą, wciąż zazdrosną o pieszczoty pierś.
– To jest... niesamowite – odpowiedziała bez tchu, a jej jasne oczy lśniły w półmroku. – Nigdy... nikt nie dotykał mnie w taki sposób. Tak czule. Tak głęboko.
Uśmiechnęłam się zmysłowo, czując, jak w głębi mojego ciała wzbierała fala gorąca, której już nic nie było w stanie zatrzymać. Przesunęłam się wyżej, by na moment znów złączyć nasze usta w gwałtownym, pełnym pasji pocałunku, podczas gdy moje palce zaczęły rozpinać pierwszy guzik jej szarych dżinsów... Guzik jej dżinsów ustąpił z cichym pstryknięciem, ale zanim zdążyłam zsunąć suwak, Agata przejęła inicjatywę. Rozpalona moją pieszczotą, jakby nagle obudził się w niej głód, którego nie była w stanie dłużej kontrolować, wydała z siebie niski, gardłowy mruk i naparła na mnie całym swoim ciałem.
Wykorzystując przewagę wzrostu, powoli, z niesamowitą zmysłowością pchnęła mnie plecami na miękkie poduszki kanapy. Nie broniłam się. Osunęłam się na wznak, a moja pomarańczowa podomka rozeszła się całkowicie, rozebrana z ramiączek, odsłaniając moją szczupłą sylwetkę i dół brzucha. Agata natychmiast ułożyła się na mnie. Czułam ciężar jej ciała, ciepło jej brzucha i twardość szarych dżinsów, które ocierały się o moje nagie uda. Jej jasne oczy płonęły, kiedy patrzyła na mnie z góry. Przez chwilę obie tylko łapałyśmy duszne powietrze salonu, a potem Agata zaczęła swój rewanż. Zaczęła zachłannie, z pasją, której się po niej nie spodziewałam. Jej usta zaatakowały moją szyję, schodząc niżej, ku obojczykom, i zostawiając na mojej skórze ślady wilgotnych, gorących pocałunków. Kiedy jej dłonie odnalazły moje piersi, jęknęłam cicho. Podomka była zsunięta, ale pod spodem wciąż miałam na sobie tę czarną, koronkową bieliznę. Agata nie czekała. Zaczęła pieścić moje piersi przez ten cienki, szorstki materiał koronki, co dawało niesamowicie intensywne, wręcz elektryzujące doznania. Jej usta opadły na mój biust ssała i całowała mnie przez czarną tkaninę, sprawiając, że moje sutki momentalnie zareagowały, boleśnie twardniejąc pod naporem jej ciepłego języka. Ogarnęła mnie fala tak obezwładniającej rozkoszy, że straciłam panowanie nad własnymi ruchami. Instynktownie uniosłam jedną rękę wysoko nad głowę, chwytając mocno za krawędź oparcia kanapy. Moje palce zacisnęły się na materiale tak mocno, aż pobielały mi kłykcie, gdy wyginałam się pod jej zachłannymi ustami. Drugą dłoń pozostawiłam w grze, całkowicie oddając się tej zmysłowej wymianie. Najpierw wplotłam palce w jej długie, ciemnoblond fale, gładząc jej głowę i dociskając ją mocniej do swoich piersi, by po chwili zsunąć rękę niżej. Nasze dłonie spotkały się gdzieś z boku. Splatałam moje palce z palcami Agaty, zaciskając je mocno, puszczając i znów łącząc w rytm tego, jak głęboko schodziły jej pocałunki.
– Agata... och, tak... – szeptałam, a moje ciało drżało pod jej ciężarem.
Ona też była bez tchu. Odrywała się na moment od mojego biustu, by spojrzeć mi w oczy, a jej oddech był rwany, gorący.
– Jesteś taka piękna, Aneta... – wymruczała wprost w moją skórę, a jej dłoń, ta wolna, zaczęła błądzić coraz niżej, przesuwając się po moim brzuchu, aż do krawędzi czarnych majtek.
Intymność między nami stała się tak głęboka, że duszność nocy przestała mieć znaczenie. Palił nas nasz własny, wewnętrzny ogień. Zmysłowość prowadziła nas coraz dalej, zacierając resztki ubrań i barier, przesuwając nas nieuchronnie w stronę całkowitego, głębokiego zatracenia... Napięcie w pokoju osiągnęło punkt, w którym dotychczasowy rytm ustąpił miejsca czystemu, pulsującemu pożądaniu. Agata, wciąż leżąca na mnie, uniosła się lekko, a jej wzrok zjechał w dół, wodząc za ścieżką, którą za chwilę miały obrać jej usta. Czułam na sobie ciężar jej ciała, a twardy dżins jej spodni ocierał się o moją skrajnie wrażliwą skórę. Moja dłoń nad głową jeszcze mocniej zacisnęła się na oparciu kanapy, gdy Agata powoli zaczęła schodzić niżej. Jej usta, wciąż wilgotne od pieszczoty moich piersi, zaczęły znaczyć ślad na moim brzuchu, by po chwili zanurkować bezpośrednio między moje uda. Zaczęła od delikatnych, niemal nabożnych pocałunków po wewnętrznej stronie moich ud. Skóra w tym miejscu była tak wrażliwa, że każde muśnięcie jej ciepłych warg wywoływało u mnie gwałtowny dreszcz. Agata przesuwała się wyżej, milimetr po milimetrze, zbliżając się prowokująco blisko do samego centrum mojego głodu. Czując ciepło jej oddechu tuż przy krawędzi czarnej koronki, mimowolnie uniosłam biodra, szukając kontaktu, ale ona wtedy z premedytacją odskakiwała ustami na bok, wracając do pieszczoty ud. Ta zmysłowa gra doprowadzała mnie do szaleństwa.
– Agata... proszę... – wykrztusiłam, a mój głos był całkowicie załamany, pozbawiony jakiejkolwiek kontroli.
W odpowiedzi usłyszałam tylko jej niski, gardłowy śmiech, który wibracją przeszedł po mojej skórze. Agata uniosła się na kolanach, sprawnym, zdecydowanym ruchem chwyciła brzegi moich czarnych fig i zsunęła je w dół, uwalniając moje nogi. Zostałam przed nią całkowicie naga, rozpalona do granic możliwości w dusznej atmosferze salonu. Agata nie kazała mi już dłużej czekać. Pochyliła głowę i jej język po raz pierwszy dotknął mojej kobiecości. Gwałtownie wciągnęłam powietrze, a moje ciało niemal bezwiednie wygięło się w łuk. Płynęła we mnie fala tak czystej, obezwładniającej rozkoszy, że na moment zamknęłam oczy, zatracając się w tym, co robiła. Jej język był niesamowicie sprawny, a zarazem pełen zdumiewającej czułości. Wiedziała dokładnie, jak dawkować nacisk. Najpierw muskała mnie długimi, głębokimi pociągnięciami, by po chwili skupić się na samym centrum, drażniąc je szybciej i z rosnącą pasją. Moja druga dłoń, która wcześniej błądziła bezcelowo, teraz odnalazła głowę Agaty. Wplotłam palce w jej gęste, ciemnoblond włosy, raz po raz dociskając ją do siebie, to znów lekko odciągając, gdy intensywność doznań stawała się zbyt wielka do zniesienia. Moje uda drżały, a oddech stał się rwany, krótki, przechodzący w głośne, nieskrywane jęki, które niosły się po całym mieszkaniu. Agata piła moją rozkosz z niesamowitym zaangażowaniem. Słyszałam jej głębokie oddechy, czułam, jak jej dłonie mocno trzymały moje pośladki, stabilizując moje biodra, które rytmicznie unosiły się w takt ruchów jej języka. Ta dumna, zmysłowa kobieta była teraz całkowicie oddana mojej przyjemności, a świadomość tego, jak bardzo uwalniały się w nas obu skrywane pragnienia, potęgowała każdy bodziec, spychając mnie nieuchronnie ku krawędzi. Agata pieściła mnie z rosnącą pasją, doprowadzając moje ciało do drżenia, by po chwili, w idealnym rytmie, zastąpić język swoimi palcami. Kiedy wsunęła je w moje rozgrzane, wilgotne wnętrze i zaczęła mnie rytmicznie penetrować, z moich ust wyrwał się głośny, ochrypły jęk. Doznanie było tak głębokie i pełne, że moja dłoń nad głową zaryła się palcami w oparcie kanapy, szukając jakiegokolwiek punktu oparcia w tym świecie, który właśnie wirował wokół nas. Nie dając mi czasu na ochłonięcie, Agata uniosła się gwałtownie i pocałowała mnie łapczywie, uciszając moje krzyki rozkoszy własnymi ustami. Odpowiedziałam na ten pocałunek całym swoim ciałem, splatając nasze ramiona i przyciągając ją do siebie tak mocno, jak tylko potrafiłam. Nasze języki tańczyły ze sobą w dzikim, nieskrępowanym niczym rytmie. Wtedy, w ułamku sekundy, dotarło do mnie coś niesamowicie intymnego i oszałamiającego: na jej języku i ustach wyraźnie czułam smak własnej kobiecości. Ta świadomość uderzyła we mnie niczym najsilniejszy afrodyzjak. Smakowałam samą siebie, przekazaną mi przez usta kobiety, która jeszcze kilka godzin temu była tylko poprawną znajomą, obecną żoną mojego byłego męża. Wszystkie granice, które kiedykolwiek nas dzieliły, zostały ostatecznie starte na proch. Palce Agaty w moim wnętrzu poruszały się coraz szybciej, badając mnie z precyzją i siłą, która odbierała zmysły, a jej usta ani na moment nie zwalniały uścisku. Każdy ruch jej dłoni rezonował w moim podbrzuszu, spychając mnie nad przepaść, z której nie było już powrotu. Nasze oddechy mieszały się ze sobą, duszne i gorące, a zmysłowy taniec naszych języków stał się ucieleśnieniem pragnienia, które tego wieczoru uwolniło nas obie. Palce Agaty operowały w moim wnętrzu niesamowicie sprawnie, z głębokim, intuicyjnym wyczuciem. Penetrowała mnie rytmicznie, doskonale wiedząc, w którym momencie przyspieszyć, a kiedy na sekundę zwolnić, by za chwilę znów nabrać potężnego dynamizmu. Ta absolutna kontrola nad moją rozkoszą doprowadzała mnie do szaleństwa. W momentach największej intensywności odrywałyśmy się od swoich ust, by oprzeć się czołami. Z rozwartych, wilgotnych ust Agaty wydobywały się ciche, rwane jęki .Dowód na to, że moja przyjemność rozpalała ją równie mocno. Całe moje ciało wypełniała błoga, pulsująca fala gorąca, która z każdym ruchem jej dłoni stawała się coraz cięższa, gęstsza i trudniejsza do opanowania. Moje biodra unosiły się rytmicznie, bezwiednie szukając jeszcze głębszego kontaktu z jej palcami. Agata nie zwalniała tempa. Z niesamowitą pasją sprawiała, że zaczęłam nieuchronnie zbliżać się do krawędzi. Napięcie w podbrzuszu stało się tak wielkie, że straciłam kontakt z rzeczywistością, aż w końcu nadeszła pełna, obezwładniająca ekstaza.
Potężny orgazm bezlitośnie zawładnął moim ciałem. Moje mięśnie zacisnęły się kurczowo wokół jej palców w serii dzikich, rytmicznych skurczów, a z gardła wyrwał mi się głośny, przeciągły jęk, którego nie byłam w stanie stłumić. Wygięłam się w łuk, zatracając się całkowicie w fali czystego, pulsującego światła. Agata mocno docisnęła mnie do poduszek, przyjmując na siebie całe rozedrganie mojego ciała, a jej usta znów odnalazły moją szyję, chłonąc każdy mój drżący oddech, podczas gdy świat wokół nas ostatecznie przestał istnieć. Fale rozkoszy powoli odpływały, zostawiając moje ciało cudownie ciężkie, ale w głowie wcale nie było spokoju. Wręcz przeciwnie. Gdy tylko mój oddech odrobinę się wyrównał, poczułam nagły, niemal drapieżny przypływ nowej energii. Spojrzałam na Agatę, która leżała na mnie z przymkniętymi powiekami, wciąż lekko drżąc. Świadomość, że ta zjawiskowa kobieta dała mi tak bezwstydną rozkosz, obudziła we mnie instynktowną żądzę rewanżu.
Teraz ja chciałam dominować. Chciałam rozkoszować się smakiem jej opalonego ciała, zniszczyć resztki barier i sprawić, by to ona zapomniała, jak się nazywa.
– Moja kolej – wyszeptałam prosto w jej rozgrzane ucho, a mój głos, wciąż niski i ochrypły po orgazmie, sprawił, że Agata natychmiast otworzyła oczy.
– Aneta... – mruknęła, ale nie pozwoliłam jej dokończyć.
Sprawnym ruchem odwróciłam nasze pozycje. Usiadłam na niej, a moje dłonie natychmiast powędrowały do paska jej obcisłych, szarych dżinsów. Suwak ustąpił z głośnym chrobotem. Agata uniosła lekko biodra, wpatrując się we mnie z mieszaniną szoku i czystej ekscytacji. Ściągałam z niej spodnie powoli, celowo, centymetr po centymetrze, a moje usta podążały tuż za schodzącym materiałem. Obcałowywałam każdy skrawek jej gładkiej skóry od bioder, przez jędrne uda, aż po łydki, podsycając duszność nocy naszym gorącym oddechem. Razem z dżinsami zsunęłam jej liliowe figi, zostawiając ją całkowicie nagą.
Wróciłam na chwilę wyżej, chwytając jej twarz w dłonie i łapczywie wpijając się w jej usta. Nasze języki znów zatańczyły, ale tym razem to ja nadawałam tempo mocne, zaborcze.
– Wiesz, co teraz z tobą zrobię? – zapytałam zmysłowo, odrywając się na milimetr, patrząc na jej nabrzmiałe wargi.
– Rób ze mną, co chcesz... – wyszeptała bez tchu, a w jej jasnych oczach pojawił się ten niesamowity, prowokujący błysk. – i tak już cała należę do ciebie.
– O nie, moja droga. Jeszcze nie cała – zaśmiałam się cicho, a ten figlarny ton podkręcił atmosferę do maksimum. – Rusz się. Chcę cię zobaczyć z innej strony.
Agata, nakręcona moimi słowami, nie czekała. Zwinna i niesamowicie elastyczna, obróciła się na brzuch, a potem uniosła na kolanach i łokciach, przechodząc do pozycji na czworaka. Wypięła w moją stronę swoje krągłe, idealne pośladki, które w przygaszonym świetle salonu wyglądały po prostu obłędnie. 175 centymetrów wzrostu i ta nienaganna sylwetka sprawiały, że ten widok zapierał dech w piersiach.
– I co teraz, pani pielęgniarko? – rzuciła przez ramię, odwracając głowę, a na jej ustach błąkał się bezczelny, pewny siebie uśmieszek właścicielki kawiarni. – Jakiś specjalny zabieg?
– O tak. Bardzo intensywna terapia – odparłam, a moje myśli płonęły z ekscytacji.
Uklękłam tuż za nią. Moje dłonie spoczęły na jej biodrach, mocno je chwytając. Pochyliłam się i zaczęłam składać gorące, wilgotne pocałunki na jej pośladkach, delikatnie je podszczypując i całując wewnętrzną stronę jej ud. Agata natychmiast cicho jęknęła, a jej plecy wygięły się w głęboki łuk. Nie pozwalałam jej uciec. Moje usta, niesione czystą pasją, przesunęły się niżej, omijając wszystko inne i skupiając się bezpośrednio na jej najcenniejszym skarbie rozkoszy. Kiedy mój ciepły, wilgotny język po raz pierwszy dotknął jej rozgrzanej, lśniącej od podniecenia kobiecości od tyłu, Agata gwałtownie wciągnęła powietrze, a jej pośladki zadrżały w moich dłoniach. Zaczęłam pić jej soki, penetrując ją językiem z głębokim, drapieżnym zaangażowaniem, gotowa doprowadzić tę burzę do samego końca... Rozkoszowałam się jej smakiem z absolutną, bezwstydną pasją. Każdy ruch mojego języka na jej rozgrzanej kobiecości sprawiał, że Agata reagowała całym swoim ciałem. Jej biodra drżały w moich dłoniach, a z jej gardła wydobywały się niskie, urwane mruki, które były dla mnie najpiękniejszą muzyką tego wieczoru. To było cudowne doznanie, tak inne od wszystkiego, co znałam do tej pory. W dusznej atmosferze salonu zapachniało czystym, kobiecym pożądaniem, a ja pieściłam ją długo, niespiesznie, wsłuchując się w każdą jej reakcję i celowo przeciągając tę chwilę.
– Aneta... ach... umieram... – wykrztusiła Agata, a jej palce wbiły się mocno w poduszki kanapy.
Słysząc, jak tracił nad sobą kontrolę, poczułam potężną falę triumfu. Po chwili dołączyłam do gry palce. Wsunęłam je głęboko w jej wilgotne, ciasne wnętrze, natychmiast narzucając mocny, pulsujący rytm. Agata gwałtownie uniosła biodra, szukając mocniejszego nacisku, a jej oddech stał się całkowicie rwany. Pochyliłam się nad jej wygiętymi plecami, nie przerywając sprawnych ruchów dłoni. Moje piersi muskały jej gładką skórę, gdy zaczęłam obsypywać gorącymi pocałunkami jej kark. Agata drgnęła pod tym nowym bodźcem. Była tak niesamowicie responsywna, tak spragniona każdego mojego dotyku. Czując moje usta na swojej szyi, przechyliła głowę w tył i w bok, szukając kontaktu. Moja dłoń natychmiast powędrowała do jej podbródka, pomagając jej się obrócić. Nasze usta spotkały się w tym niewygodnym, skręconym, ale niesamowicie zmysłowym uścisku. Pocałowałyśmy się łapczywie, a nasze języki natychmiast podjęły dawny taniec. Czułam, jak Agata cała drżała pod moim ciężarem, zawieszona między rozkoszą, którą dawały jej moje palce, a bliskością naszych połączonych w gwałtownym pocałunku ust... Moje palce w jej wnętrzu pracowały teraz z pełnym dynamizmem, idealnie wyczuwając moment, w którym ciało Agaty zaczęło stawiać rozkoszy ostateczny, słodki opór. Byłam nienasycona tą władzą, którą miałam nad jej zmysłami; rozkoszowałam się każdym jej drżeniem, dając jej czystą, niczym nieskrępowaną błogość. Reakcja Agaty była gwałtowna. Jej oddech całkowicie zamienił się w głośny, rozkoszny szloch, a krągłe pośladki napinały się i pulsowały wokół mojej dłoni przy każdym moim mocniejszym pchnięciu. Napięcie w dusznej przestrzeni salonu stało się niemal namacalne. W końcu moje palce dały jej wyczekiwaną ekstazę. Agata wyprężyła się mocno, jej ciałem zawładnęły potężne, rytmiczne skurcze orgazmu, a z jej ust, wciąż przyciśniętych do moich, wyrwał się stłumiony, głęboki jęk.
Kiedy fala skurczów powoli zaczęła opadać, Agata bezwładnie osunęła się na poduszki kanapy. Natychmiast położyłam się obok niej, czule ją pocałowałam w wilgotne czoło i mocno przytuliłam do swojej piersi. Agata wtuliła się we mnie całym swoim seksownym ciałem, szukając schronienia, i powoli znajdowała ukojenie w moich ramionach. Leżałyśmy tak przez długi czas, splecione ramionami i nogami, podczas gdy duszna noc za oknem powoli ustępowała miejsca chłodniejszemu powietrzu. Nasze ciała wciąż były połączone w intymnym uścisku. Od czasu do czasu całowałyśmy się leniwie, niespiesznie, a wolnymi dłońmi pieściłyśmy się opuszkami palców po ramionach i plecach, co jakiś czas mocno splatając palce w dłoniach. Uśmiechom kontentacji nie było końca. Obie czułyśmy ten rzadki, głęboki spokój, który przychodzi po zaspokojeniu najgłębszych pragnień. W końcu cisza zamieniła się w szept, a my zaczęłyśmy dialog, próbując ułożyć w słowa to, co właśnie się wydarzyło.
– Aneta... – odezwała się pierwsza Agata, unosząc głowę i opierając podbródek na mojej klatce piersiowej. – Przyszłam tutaj porozmawiać o dzieciach... o Majce i Jarku. Rozmawiałyśmy tylko o nich, a skończyłyśmy... z seksem.
Na jej twarzy, podobnie jak na mojej, nie było jednak przerażenia ani poczucia winy. Była w nas obu dojrzała potrzeba omówienia tej sytuacji, ale żadna z nas nie żałowała ani jednej sekundy tej nocy.
– Wiem – odpowiedziałam z lekkim uśmiechem, gładząc jej ciemnoblond włosy. – Czasem życie układa najbardziej nieprawdopodobne scenariusze, ale nie potrafię udawać, że tego nie chciałam.
Agata uśmiechnęła się i musnęła moją dłoń swoimi palcami. Po chwili jednak jej wzrok spoważniał, a w powietrzu zawisło pytanie, które musiało w końcu paść. Zaczęłyśmy się zastanawiać, co dalej. Sytuacja była przecież całkowicie surrealistyczna, w końcu jedna z nas była byłą żoną Mirka, a druga obecną.
– Co my teraz zrobimy? – zapytała cicho Agata, patrząc mi prosto w oczy. – Przecież za dwa tygodnie dzieci wrócą z kolonii. Mirek będzie pytał, jak minął mi czas. Jak mamy teraz na siebie patrzeć podczas niedzielnych obiadów, kiedy będę przywozić dzieci?
Przygryzłam lekko wargę, czując, jak ta skomplikowana rzeczywistość wraca, ale paradoksalnie, po tej nocy, nie czułam strachu. Bliskość z Agatą dała mi poczucie, że między nami narodził się sojusz, którego nikt i nic nie zdoła złamać.
– Będziemy patrzeć na siebie dokładnie tak samo – odpowiedziałam spokojnie, splatając nasze palce jeszcze mocniej. – Z szacunkiem, z podziwem... i z naszą małą, słodką tajemnicą. Mirek nie musi o wszystkim wiedzieć. A dzieci? Myślę, że teraz, kiedy tak dobrze się poznałyśmy, pomogę ci znaleźć z nimi wspólny język o wiele szybciej, niż myślisz. Agata westchnęła z ulgą, a jej usta znów rozciągnęły się w pięknym, promiennym uśmiechu. Pociągnęła mnie za dłoń, zmuszając, bym znów zbliżyła swoją twarz do jej twarzy.
– Chyba masz rację... – wyszeptała, zanim nasze usta spotkały się w kolejnym, tym razem spokojnym i pełnym nowej obietnicy pocałunku.
W tym momencie wibracja telefonu leżącego na ławie wyrwała nas na chwilę z tego błogiego zawieszenia. Agata uniosła się na łokciu, rzucając okiem na podświetlony ekran.
– Mirek – wyszeptała, a w jej głosie nie było paniki, tylko nagłe rozbawienie sytuacją.
Usiadła, nie przejmując się swoją nagością, i wzięła telefon do ręki. Zaczęła pisać, a ja przyglądałam się jej z boku, podziwiając idealną linię jej pleców i to, jak duszne światło salonu grało na jej opalonej skórze.
„Mirek, wpadłam do Anety pogadać o dzieciach. Trochę się zagadałyśmy, wypiłam dwa kieliszki wina i Aneta zaoferowała, żebym została na noc. Nie ma sensu, żebym wracała w takim stanie” – podyktowała cicho, wysyłając wiadomość.
Odpowiedź przyszła niemal natychmiast. Telefon znowu zabrzęczał.
– Chce po mnie podjechać – powiedziała Agata, kręcąc z uśmiechem głową. – Twierdzi, że to żaden problem, zaraz wsiada w auto.
– I co mu odpiszesz? – zapytałam, przysuwając się bliżej i kładąc dłoń na jej gładkim biodrze. Myśl o tym, że Mirek siedział teraz w ich wspólnym domu, zupełnie nieświadomy tego, co działo się między jego byłą a obecną kobietą, działała niesamowicie podniecająco.
Agata szybko stuknęła palcami w ekran:
„Nie wygłupiaj się, już leżę w łóżku. Zostaję. Babski wieczór dobrze mi zrobi, a ty odpocznij”.
Odłożyła telefon, a ekran ostatecznie zgasł. Mirek odpisał tylko krótkie:
„Dobrze, bawcie się dobrze, kochanie”.
Spojrzałyśmy na siebie i żadna z nas nie mogła powstrzymać śmiechu. Ten krótki moment kontaktu ze światem zewnętrznym, zamiast nas ostudzić, dolał tylko oliwy do ognia. Nasza tajemnica stała się jeszcze bardziej namacalna, a zakazany owoc smakował lepiej niż kiedykolwiek.
– Babski wieczór, mówisz? – mruknęłam, wstając z kanapy i podając jej rękę. Moja pomarańczowa podomka wciąż zwisała luźno wokół moich bioder, odsłaniając całe ciało.
– Bardzo intensywny babski wieczór – odparła Agata, chwytając moją dłoń. Jej 175 centymetrów wzrostu znów nade mną górowało, gdy stanęła na bosaka na dywanie, całkowicie naga, zjawiskowo piękna i pewna tego, czego chce.
Zostawiłyśmy za sobą bałagan w salonie rozrzucone poduszki, puste kieliszki i ubrania, które przestały mieć jakiekolwiek znaczenie. Objęte w talii, wymieniając po drodze krótkie, gorące pocałunki, ruszyłyśmy w stronę mojej sypialni. Wiedziałyśmy, że noc wciąż była młoda, a chłodniejsze powietrze wpadające przez otwarte okno sypialni tylko podsyci ogień, który na nowo w nas płonął. Gdy tylko przekroczyłyśmy próg pokoju, Agata pchnęła mnie lekko na szerokie łóżko, natychmiast kładąc się na mnie i kontynuując te namiętne chwile z jeszcze większą, nienasyconą siłą...
Chłód sypialni, wnikający przez otwarte okno, natychmiast zderzył się z żarem naszych ciał. Gdy tylko opadłyśmy na szeroki materac, szerokie łóżko stało się naszą nową areną. Nie było już mowy o żadnym dystansie. Wpijałyśmy się w swoje usta raz za razem zachłannie, łapczywie, jakby każda sekunda bez dotyku była stratą czasu. Nasze dłonie pracowały bez wytchnienia, gładząc rozgrzaną skórę, błądząc po talii, krągłościach bioder i piersiach. Agata, leżąc obok mnie, uniosła lekko kącik ust, a w jej oczach błysnęła ta sama szelmowska pewność siebie, którą tak dobrze znałam.
– I co teraz, Aneta? – wyszeptała prowokująco prosto w moje usta, a jej palce musnęły mój brzuch, schodząc coraz niżej. – Dalej twierdzisz, że to tylko niewinny babski wieczór? Mirek na pewno byłby dumny, że tak dobrze dbasz o jego nową żonę.
– Zamknij się i mnie całuj – fuknęłam z rozbawieniem, choć moje serce łomotało jak szalone. – Mirek nie miałby pojęcia, co zrobić z taką kobietą jak ty, a ja wiem dokładnie.
Moje słowa podziałały na nią jak zapalnik. Agata mruknęła z aprobatą, a nasze dłonie niemal jednocześnie, intuicyjnie skierowały się naprzeciw ku swoim kobiecościom. Kiedy moje palce odnalazły jej skrajnie wilgotne, rozgrzane wnętrze, a jej dłoń zrobiła to samo ze mną, obie gwałtownie wciągnęłyśmy powietrze. Pieszczota była elektryzująca. Pobudzałyśmy się wzajemnie, badając swoje ciała z niesamowitym wyczuciem, aż w końcu sam dotyk palców przestał nam wystarczać. Byłyśmy tak potwornie rozpalone, że tradycyjne pieszczoty domagały się czegoś więcej, czegoś głębszego. \Wtedy, niesione czystym instynktem, ułożyłyśmy się na łóżku naprzeciw siebie, przechodząc do pozycji nożyczek. Nasze długie nogi splotły się ciasno, uniemożliwiając jakąkolwiek ucieczkę, a nasze kobiecości w końcu starły się ze sobą bezpośrednio. Między nami była już tak ogromna wilgoć, że każdy najmniejszy ruch przynosił natychmiastowy, gładki poślizg. Spojrzałyśmy sobie głęboko w oczy. Na naszych twarzach malowało się absolutne, bezwstydne pożądanie. Nasze biodra zaczęły się poruszać. Początkowo powoli, z namysłem, ocierałyśmy się o siebie, testując ten nowy, niesamowicie intymny kontakt. Ciepło, które generowało to tarcie, było obezwładniające. Nasze usta powoli się rozwierały, łapiąc duszne powietrze, a śliska od wilgoci skóra ułatwiała każdy ślizg i potęgowała doznania.
– Och, Aneta... – wykrztusiła Agata, a jej jasne oczy zaszły mgłą czystej rozkoszy. – To jest... tak dobre...
Zaczęłyśmy dynamizować ruchy. Rytmicznie przyspieszałyśmy w odpowiednim, wspólnie wyczuwanym tempie. Każde mocniejsze uderzenie bioder o biodra rezonowało w moim podbrzuszu z siłą, która odbierała zmysły. Z naszych ust zaczął wydobywać się niski mruk, który z każdą kolejną sekundą przeradzał się w głośne, nieskrępowane jęki. Napierałyśmy na siebie coraz bardziej, zacierając jakiekolwiek granice. Nasze piersi, moje drobniejsze i jej pełne falowały gwałtownie w takt tego szalonego, miarowego tańca ciał. Byłyśmy w tym razem, idealnie zsynchronizowane, płonące w dusznej nocy, która należała już tylko i wyłącznie do nas. Błoga, parząca fala zalewała całe moje ciało, ale patrząc w zamglone, pociemniałe z rozkoszy oczy Agaty, wiedziałam, że na nią oddziaływało to z dokładnie taką samą, niszczycielską siłą. Byłyśmy uwięzione w tym duszny, rytmicznym uścisku, zlane potem i własną wilgocią, która przy każdym gwałtownym ruchu bioder wydawała cichy, jednoznaczny dźwięk.
– Aneta... teraz... proszę, mocniej! – dotarł do mnie jej urwany, zniekształcony pożądaniem głos.
W odpowiedzi zacisnęłam mocniej nogi wokół jej ud, a nasze biodra przyspieszyły tempo do granic możliwości. Ruchy stały się dzikie, dynamiczne, idealnie zsynchronizowane. Tarcie naszych kobiecości było tak intensywne, że świat wokół nas zaczął wirować i tracić jakiekolwiek kontury. Skóra ślizgała się o skórę, a nasze piersi gwałtownie falowały, uderzając o siebie w tym szaleńczym pędzie. Wystarczyła chwila. Jeden głęboki, potężny docisk, w którym oddałyśmy sobie nawzajem całą nagromadzoną energię, i niemalże jednocześnie obie osiągnęłyśmy absolutny szczyt.
Orgazm zawładnął naszymi ciałami z siłą letniej burzy. Najpierw nadeszło gwałtowne, jednoczesne wygięcie w łuk, obie oderwałyśmy plecy od materaca, a z naszych gardeł wyrwały się głośne, przeciągłe, niemal zwierzęce jęki ekstazy, które rozdarły ciszę sypialni. Moje mięśnie zaciskały się wokół niej w rytmicznych, bolesnych skurczach, a Agata drżała na mnie, przeżywając dokładnie to samo zatracenie.
Potem nasze ciała zaczęły się wić w ostatnich, pulsujących falach rozkoszy, aż w końcu, całkowicie bezwładne i wyczerpane, runęłyśmy na pościel. Instynktownie, bez sekundy wahania, potrzebowałyśmy się do siebie wtulić jak najmocniej. Agata przyciągnęła mnie do swojej piersi, a ja oplotłam ją ramionami, chowając twarz w jej wilgotnych, ciemnoblond włosach. Słyszałam, jak jej serce łomotało w piersi w tym samym, szalonym rytmie co moje. Wymięty materac, zapach miłości i chłodny powiew z okna powoli przywracały nas do rzeczywistości, ale w tych objęciach, splecione nogami, czułyśmy, że ta noc zmieniła wszystko.
Oddechy powoli zwalniały, ale chłód nocy wpadający przez otwarte okno wcale nie studził temperatury w łóżku. Agata leżała na boku, podpierając głowę na dłoni, a jej długie, ciemnoblond fale opadały na poduszkę. Druga jej ręka leniwie, opuszkiem palca, kreśliła niewidzialne wzory na moim obojczyku. Patrzyłam na nią, czując w głowie przyjemny szum nie od wina, ale od czystej kontentacji.
– No i masz swój babski wieczór – odezwałam się pierwsza, a mój głos wciąż był odrobinę zachrypnięty. Na moich ustach błąkał się rozbawiony uśmiech. – Ciekawe, co Mirek robi teraz w tym waszym idealnym domu. Pewnie ogląda program o inżynierii i myśli, jaka ty jesteś grzeczna.
Agata parsknęła cichym, gardłowym śmiechem, a w jej jasnych oczach błysnęły figlarne iskierki. Pochyliła się i musnęła moją dolną wargę szybkim, ciepłym pocałunkiem.
– Mirek zapewne śpi i śni o nowych projektach mostów – wymruczała, przesuwając dłoń niżej, na moją talię. – Gdyby tylko wiedział, jakie mosty ja tutaj dzisiaj buduję... i to z kim. Aneta, ty jesteś niemożliwa. Spójrz na siebie. Wyglądasz tak niewinnie z tymi swoimi jasnymi włosami rozsypanymi na poduszce, a masz w sobie tyle ognia, że ledwo żyję.
– Ja? – uniosłam brwi, udając oburzenie, choć krew znowu szybciej krążyła mi w żyłach pod wpływem jej dotyku. – Przecież to ty weszłaś tutaj w tych swoich obcisłych dżinsach, wyglądając jak milion dolarów, i rozebrałaś mnie samym spojrzeniem. Masz pojęcie, jak ja ci zawsze zazdrościłam tej pewności siebie? Tej figury? Masz trzydzieści dwa lata, Agata, a wyglądasz tak, że nawet w szpitalnym fujarze facetom pękałyby termometry. Agata zaśmiała się głośniej, a ten dźwięk był niesamowicie ciepły. Przyciągnęła mnie bliżej, aż nasze piersi znowu się zetknęły, a ja poczułam gładkość jej opalonej skóry.
– Szpitalne fujary zostawmy w spokoju – zażartowała, gładząc mnie po plecach. – Ale dziękuję. Choć muszę ci coś powiedzieć... Ja też na ciebie patrzyłam i wcale nie czułam się taka pewna siebie. Masz trzydzieści sześć lat, dwójkę dzieci, ciężką pracę, a twoje ciało... Boże, Aneta. Jesteś tak niesamowicie zgrabna, drobna, a jednocześnie bije od ciebie taki spokój. Masz w sobie taką naturalną, magnetyczną miękkość. Faceci musieli za tobą szaleć.
– Szaleli, dopóki nie zobaczyli mojego grafiku dyżurów – westchnęłam z uśmiechem, ale bez żalu. – Mirek też nie wytrzymał tempa, ale wiesz co? Chyba muszę mu podziękować. Gdyby nie jego skomplikowane życie uczuciowe, nigdy byś do mnie nie przyszła szukać rady w sprawie dzieci.
Agata spoważniała na moment, choć jej palce wciąż błądziły po moim ciele, delikatnie masując moje ramię. Wtuliła nos w moją szyję, wdychając mój zapach.
– To prawda... Przyszłam po pomoc w sprawie Majki i Jarka, a skończyłam w łóżku z ich matką. Moja matka zawsze mówiła, że mam problem z realizacją planów, ale to już jest lekka przesada.
– Myślę, że zrealizowałaś plan idealnie – mruknęłam, odwracając głowę tak, by złączyć nasze usta w kolejnym, długim, leniwym pocałunku. Nasze języki spotkały się bez pośpiechu, smakując siebie nawzajem z nową, spokojną czułością. – A co do dzieci... Naprawdę ci pomogę, Agata. Teraz, kiedy wiem, jak bardzo ci zależy... i jak potrafisz być uparta, nie mam wątpliwości, że cię pokochają. Nie mają wyjścia.
Agata uniosła głowę, a na jej twarzy malowało się głębokie wzruszenie zmieszane z tą jej szelmowską naturą. Splatała swoje palce z moimi, dociskając naszą złączoną dłoń do materaca.
– Jesteś wspaniała, wiesz? I niesamowicie piękna. Zarówno tam, w salonie, kiedy byłaś taka silna i mądra, jak i tutaj... kiedy tak głośno jęczałaś moje imię.
– Wypraszam sobie, to ty jęczałaś głośniej – odcięłam się z rozbawieniem, lekko gryząc ją w ramię.
– Może i tak – przyznała bez bicia, a jej wzrok zsunął się na moje piersi. – Ale to tylko dlatego, że masz niesamowicie sprawne dłonie, pani pielęgniarko. Te twoje delikatne palce... robią cuda.
– To kwestia precyzji przy zakładaniu wenflonów – odparłam z przymrużeniem oka, przyciągając ją za kark do kolejnego pocałunku. – Chcesz sprawdzić, czy mam jeszcze trochę tej precyzji w zapasie?
Agata uśmiechnęła się zmysłowo, a jej ciało natychmiast odpowiedziało na moje wezwanie, napinając się w radosnym wyczekiwaniu na kolejną duszna falę bliskości, która miała wypełnić resztę tej niezwykłej nocy.
Po tej wymianie zdań i pełnych humoru przekomarzaniach, sypialnię powoli ogarnęła błoga, intymna cisza. Nasze ciała, wciąż splecione i wilgotne od namiętności, zaczęły domagać się odpoczynku. Agata ułożyła głowę na mojej piersi, a ja oplotłam ją ramieniem, czując, jak z każdą minutą jej oddech staje się głębszy i bardziej miarowy. Moje palce błądziły jeszcze chwilę w jej ciemnoblond falach, aż w końcu duszna noc i zmęczenie po dyżurze zwiotczyły moje mięśnie, odcinając mnie od świata w bezpiecznych objęciach kobiety, która miała być moją rywalką.
Obudziły mnie pierwsze promienie słońca przedzierające się przez rolety. Agata wciąż spała, wyglądając zjawiskowo z twarzą wtuloną w poduszkę i kołdrą odsłaniającą linię jej gładkich pleców. Wymknęłam się cicho z łóżka, narzuciłam tę samą pomarańczową podomkę i poszłam do kuchni.
Pół godziny później wróciłam do sypialni, niosąc tacę z pachnącą kawą, chrupiącymi grzankami i świeżymi owocami. Agata właśnie przeciągała się leniwie, a na mój widok jej twarz rozjaśniła się w promiennym uśmiechu.
– No nie, czy ja trafiłam do jakiegoś ekskluzywnego hotelu? – zamruczała porannym, lekko zachrypniętym głosem, siadając i naciągając prześcieradło na piersi.
– Standardowa procedura po intensywnej terapii, pacjentko – odparłam z figlarnym uśmiechem, stawiając tacę na jej kolanach. Usiadłam na brzegu materaca i odgarnęłam włosy z jej czoła, pieczętując poranek czułym, długim pocałunkiem, który smakował miętą i słońcem.
– Jeśli tak wygląda opieka medyczna w tym kraju, to zamierzam chorować bez przerwy – zaśmiała się, upijając łyk kawy i patrząc na mnie z nieskrywanym podziwem. – Jesteś niesamowita, Aneta i... taka piękna rano.
– Ty też niczego sobie, jak na kogoś, kto całą noc spędził na... budowaniu mostów – odcięłam się z błyskiem w oku, a Agata natychmiast oblała się delikatnym rumieńcem, rzucając we mnie winogronem.
Naszą sielankę przerwał ostry dźwięk telefonu. To był Mirek. Agata westchnęła cicho, odbierając i natychmiast zmieniając ton na bardziej neutralny, choć w jej oczach wciąż tliło się rozbawienie.
– Cześć, kochanie... Tak, już wstałam. Aneta zrobiła świetną kawę... Tak, tak, zaraz będę się zbierać do domu. Kupię coś po drodze na obiad. Do zobaczenia za godzinę.
Odłożyła telefon i spojrzała na mnie ze specyficznym uśmiechem.
– No to czas wracać do rzeczywistości inżyniera. Muszę się zbierać.
– Zanim się zbierzesz, musimy zmyć z siebie tę noc – powiedziałam spokojnie. Sama byłam zaskoczona tym, jak mało zakłopotana się czułam. Sytuacja była abstrakcyjna, ale zamiast wyrzutów sumienia czułam po prostu dziką satysfakcję. – Idziemy pod prysznic. Razem.
Wspólna kąpiel była przedłużeniem nocnej namiętności, choć w bardziej rześkim wydaniu. Pod strumieniami ciepłej wody nasze dłonie znów błądziły po swoich ciałach, a myłyśmy się nawzajem z czułością, która zacieśniała między nami niewidzialną, silną więź. Krótkie, mokre pocałunki i ukradkowe dotknięcia podglądane w zaparowanym lustrze dopełniły poranka. Godzinę później Agata, pachnąca moimi kosmetykami, zamknęła za sobą drzwi.
Mieszkanie nagle wydało się puste. Sprzątnęłam salon, wrzuciłam pomarańczową podomkę do prania i usiadłam na kanapie z telefonem w ręku. Nie mogłam się powstrzymać.
- „Pani właścicielko kawiarni, melduję, że poduszki w salonie wciąż pamiętają twój wzrost. I twój... bardzo dynamiczny refleks przy nożyczkach. Bezpiecznie dotarłaś do inżyniera?”
Odpowiedź przyszła po kilku minutach, gdy Agata pewnie była już sama w samochodzie lub weszła do domu.
- „Dotarłam. Inżynier właśnie opowiada mi o nowym systemie kanalizacji w mieście, a ja jedyne, o czym myślę, to smak wina i... to, co ta silna, spokojna matka robiła ze mną od tyłu na tej kanapie. Aneta, ty mnie zdemoralizowałaś.”
- „Ja? Przypominam, że to ty wepchnęłaś mnie w poduszki i bezwstydnie ssałaś mój biust przez koronkę. Mirek powinien zainwestować w lepsze kursy zmysłowości, skoro wystarczyła jedna rozmowa o jego dzieciach, żebyś wylądowała w łóżku z jego byłą żoną 😉”
- „To była wyjątkowo skuteczna konsultacja pedagogiczna! Ale przyznam, że patrzenie teraz na Mirka, gdy robi jajecznicę, ma w sobie coś z radosnej, niesamowicie sprośnej zbrodni. Czuję się okropna, ale... Boże, jak mi z tym dobrze.”
- „Więc to oficjalne: mamy nasz mały, sprośny pakt. Powiedz mu, że bardzo dziękuję za to, że tak rzadko całuje, dzięki czemu mogłaś docenić moje kompetencje.”
-„Muszę kończyć, Mirek właśnie wszedł do pokoju z herbatą i patrzy, z czego się tak śmieję do telefonu. Nie mogę pisać. Całuję... tam, gdzie najbardziej lubisz.”
Ekran telefonu wygasł, a ja odłożyłam go na stolik, zostając sama ze swoimi myślami. W salonie panowała cisza, przerywana jedynie szumem miasta za oknem. Oparłam głowę o oparcie kanapy to samo, którego jeszcze kilka godzin temu tak kurczowo trzymałam się w przypływie ekstazy. Moje myśli zaczęły krążyć wokół tego, co się właściwie stało. To był całkowicie nietypowy, wręcz absurdalny rozwój sytuacji. Agata przyszła tutaj, zagubiona, szukając rady w sprawie Majki i Jarka. Chciała wiedzieć, jak dotrzeć do moich dzieci, a skończyłyśmy nagie, splecione w sypialni, uwalniając pragnienia, których żadna z nas głośno by nie wypowiedziała. Zaczęłam się zastanawiać nad własnymi motywacjami. Czy to była podświadoma próba odwetu na Mirku? Słodka zemsta polegająca na odebraniu mu, choćby na jedną noc, kobiety, którą wybrał po mnie?
Szybko jednak pokręciłam głową, odrzucając tę myśl. Nie, to nie był odwet. Mirek przestał mieć znaczenie w tej sekundzie, w której Agata przekroczyła próg mojego domu. To była czysta, spontaniczna namiętność, która tliła się między nami od dawna w postaci ukradkowej zazdrości o urodę i pozycję. Zazdrościłyśmy sobie nawzajem, aż ten duszny wieczór zatarł granice i zmienił ten podziw w dzikie pożądanie. Zdałam sobie sprawę z czegoś jeszcze. Ja zaczęłam jej pragnąć. To nie miał być jednorazowy wyskok, zapomniany epizod wywołany chwilą słabości. Właśnie zaczynałam pisać scenariusz do romansu z obecną żoną mojego byłego męża. To była nasza pierwsza noc. Pierwsza, szalona, przełamująca wszelkie tabu, ale kiedy przypomniałam sobie dreszcz jej ciała pod moimi palcami i to, jak patrzyła na mnie porankiem, wiedziałam jedno: to się powtórzy i to bardzo szybko. Żadna z nas nie była w stanie zapomnieć smaku tego grzechu.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
4 komentarze
Jakub
pomijając realizm, jak wspomniała #abigail, świetna historia i poruszająca wyobraźnie a nawet ciało..
iskra957
@Jakub A dziękuję, dziękuję
Jakub
zastanawiałem się czy to część jakieś większej całości.. ale chyba nie..
iskra957
@Jakub Co masz na myśli?
Jakub
pięknie piszesz.. pięknie malujesz emocje.. ale nie wiem, jak przy pocałunku smakuje obietnica
moze to jeszcze przede mną..
abigail
iskra957
@abigail W związek też nie wierzę zbytnio, ale romans czemu nie
abigail
@iskra957 no nie wiem
u mnie się to nie sprawdziło,
iskra957
@abigail Trochę magii w opowiadania można wpleść
abigail
@iskra957 nawet trzeba, proza zycia była by nudna jak flaki z olejem