Rozdział 2 – Wtorek
Rano
Budzik zadzwonił o 6:50. Ola otworzyła oczy i przez chwilę leżała nieruchomo, wpatrując się w sufit. Ciało było dziwnie ciężkie, a w głowie wciąż krążyły obrazy z poprzedniego dnia. Najmocniej pamiętała słowa Marty oraz to, co sama przeżyła pod prysznicem w szatni chłopców. Nie wiedziała dokładnie, co działo się w tym samym czasie w szatni dziewcząt – mogła się tylko domyślać. I te domysły nie dawały jej spać.
Westchnęła i usiadła na łóżku. Za oknem było już jasno, słońce wlewało się do pokoju. Ubrała się powoli – stanik, majtki, krótka sukienka w delikatne kwiaty, sandały. Każdy element ubrania wydawał się teraz obcy, jakby ciało przyzwyczaiło się już do nagości. Gdy skończyła, spojrzała na telefon. Była 7:28.
O 7:36 usłyszała dzwonek do drzwi.
Na progu stał Kuba. Miał na sobie jasne jeansy, czarną koszulkę i sportowe buty. Włosy miał jeszcze lekko wilgotne po porannym prysznicu.
– Cześć – powiedział, wsuwając ręce do kieszeni.
– Cześć – odparła Ola.
Przez chwilę stali w ciszy, patrząc na siebie. W końcu Ola wyszła i zamknęła drzwi.
Szli obok siebie spokojną ulicą. Poranne powietrze było jeszcze świeże, ale słońce już przyjemnie grzało. Przez pierwsze minuty żadne z nich się nie odzywało.
– Jak spałaś? – zapytał w końcu Kuba.
Ola wzruszyła ramionami.
– Średnio. Kręciło mi się w głowie. A ty?
– Też. Myślałem o wczoraj.
Ola skinęła głową.
– Dziwne, nie? – powiedziała po chwili. – Wczoraj przez cały dzień byliśmy nadzy. Dzisiaj idziemy w ubraniach i nagle znowu jest normalnie. A za godzinę znowu będziemy stać nago przed całą klasą.
Kuba parsknął cichym śmiechem.
– No właśnie. Ciało jeszcze pamięta. Jak wczoraj wieczorem zakładałem bokserki, to miałem wrażenie, że coś jest nie tak.
Ola uśmiechnęła się lekko.
– Ja miałam to samo z majtkami.
Szli dalej. Mijali bloki, sklep, niewielki skwer.
– Wczoraj na prysznicach… – zaczął Kuba ostrożnie. – Nie widzieliśmy się. Szatnie są osobne, nie da się nawet zajrzeć. Ale jak wychodziliśmy, to wyglądałaś… intensywnie. Myślałem o tym, co mogło się tam dziać.
Ola poczuła, jak policzki jej płoną.
– Ja też o tobie myślałam – przyznała cicho. – Nie wiedziałam dokładnie, co się u was dzieje, ale wyobrażałam sobie. I później, jak szliśmy do domu, to trochę mi opowiedziałeś. A ja tobie.
Kuba skinął głową.
– No właśnie. Dlatego wiem tylko to, co mi powiedziałaś. I to, co sam przeżyłem.
Ola spojrzała na niego z boku.
– A jak było… u was? Naprawdę.
Kuba przez chwilę milczał, patrząc przed siebie.
– Intensywnie. Dziewczyny nie były nieśmiałe. A u ciebie?
– Też – odparła Ola ciszej. – Chłopaki… dużo rąk. I języków. Dochodziłam.
Kuba odwrócił głowę i spojrzał na nią. W jego oczach było podniecenie, ale też coś cieplejszego.
– Byłem zazdrosny – przyznał nagle. – Nawet nie wiedząc dokładnie, co się dzieje. Po prostu na samą myśl.
Ola poczuła dziwne ciepło w brzuchu.
– Ja też byłam – powiedziała. – Jak wyobrażałam sobie, że dziewczyny cię dotykają.
Zatrzymali się na czerwonym świetle. Spojrzeli na siebie. W ich oczach było już coś więcej niż tylko wspólny wstyd z wczoraj.
Światło zmieniło się na zielone. Ruszyli dalej.
Rozmawiali jeszcze o drobiazgach – o tym, jak rodzice zareagowali na program, o tym, czy ktoś z klasy jest dzisiaj bardziej podniecony, o tym, jak dziwnie znowu czuć na sobie ubrania. Rozmowa stawała się coraz swobodniejsza. Śmiech pojawiał się częściej. Napięcie z wczoraj powoli ustępowało miejsca czemuś cieplejszemu.
Kiedy dotarli pod szkołę, Ola poczuła, jak żołądek znów się zaciska. Dziedziniec był już pełen uczniów. Kilka osób odwróciło głowy, gdy ich zobaczyło.
Podeszli do pomieszczenia programu. W środku panowała już mała kolejka – inne pary też się rozbierały.
Kuba i Ola stanęli obok siebie przy szafkach.
– No to znowu – mruknął Kuba, ściągając koszulkę.
Ola rozpięła sukienkę. Przez chwilę stali półnadzy, patrząc na siebie. Potem zsunęli resztę ubrań. Kiedy zostali całkowicie nadzy, powietrze między nimi znów zgęstniało.
Kuba zerknął na nią.
– Gotowa?
Ola wzięła głęboki oddech i skinęła głową.
– Chyba tak.
Wyszli razem na korytarz.
Lekcja polskiego
Kuba i Ola weszli do sali jako jedni z ostatnich. Nagie ciała od razu przyciągnęły wzrok całej klasy. Kilka osób odwróciło głowy, ktoś szepnął coś do kolegi, ktoś inny po prostu wpatrywał się bez słowa. Powietrze w sali było gęste od napięcia, które zostało jeszcze z poniedziałku i teraz tylko się wzmogło.
Pani Kowalska stała przy biurku, przeglądając dziennik. Gdy zobaczyła ich, zamknęła go i wyprostowała się.
– Kuba, Ola. Na początku lekcji macie prawo do ulgi. Możecie skorzystać sami albo poprosić kogoś o pomoc. Macie dwie minuty. Korzystacie?
Zapadła cisza. Ola poczuła, jak serce zaczyna bić jej mocniej. Stała nago obok Kuby, czując na sobie dziesiątki spojrzeń. Jej sutki były już lekko stwardniałe, a między udami robiło się ciepło.
Kuba przez chwilę milczał. Oddychał głęboko, jakby zbierał się w sobie. W końcu uniósł głowę.
– Ja… skorzystam – powiedział wyraźnie.
W klasie przeszedł szmer. Kilka rąk od razu poszło w górę. Zgłosiły się trzy dziewczyny i dwóch chłopaków. Kuba rozejrzał się po sali. Jego wzrok przesuwał się od jednej osoby do drugiej, aż w końcu zatrzymał się na Oli.
Spojrzał jej prosto w oczy.
– Ola – powiedział cicho, ale wystarczająco głośno, żeby wszyscy słyszeli.
Ola poczuła, jak coś zaciska się jej w brzuchu. Nie spodziewała się tego. Przez ułamek sekundy chciała się cofnąć, ale jednocześnie wiedziała, że nie odmówi. Skinęła głową.
Podeszła do środka sali, tuż pod tablicę. Kuba stanął naprzeciwko niej. Byli teraz w centrum uwagi całej klasy. Nikt nie odzywał się. Słychać było tylko oddech i delikatny szum wentylacji.
Ola stanęła blisko niego. Ich ciała niemal się stykały. Uniosła wzrok i spojrzała mu w oczy. Kuba patrzył na nią intensywnie, z mieszaniną wstydu, podniecenia i czegoś miękkiego, czego nie potrafiła nazwać.
Sięgnęła dłonią i delikatnie objęła jego penisa. Był już twardy, gorący, ciężki w jej dłoni. Kuba cicho wciągnął powietrze. Ola zaczęła powoli przesuwać ręką w górę i w dół, rozprowadzając preejakulat po całym trzonie. Robiła to uważnie, patrząc mu cały czas w oczy.
Kuba nie odwracał wzroku. Jego oddech stawał się coraz cięższy. Dłonie miał zaciśnięte w pięści wzdłuż ciała, jakby bał się, że może ją czymś wystraszyć.
Po chwili Ola powoli ugięła kolana i klęknęła przed nim na podłodze. Nadal nie spuszczała z niego wzroku. Z tej pozycji jego penis był tuż przed jej twarzą. Objęła go pewniej i zaczęła masować szybciej, mocniej, kciukiem przeciągając po żołędzi.
Kuba jęknął cicho. Jego biodra drgnęły. Ola czuła, jak napięcie w jego ciele rośnie z każdą sekundą. Widziała, jak zaciska szczękę, jak jego pierś unosi się coraz szybciej. Nie przestawała na niego patrzeć. Ten kontakt wzrokowy był niemal ważniejszy niż sam dotyk. Było w nim coś bardzo intymnego – jakby w tym momencie w całej sali byli tylko oni dwoje.
Klasa milczała. Ktoś w ostatniej ławce poruszył się niespokojnie. Ktoś inny głośno przełknął ślinę. Nikt jednak nie odezwał się ani słowem.
Ola przyspieszyła ruchy. Jej dłoń ślizgała się po twardym, pulsującym penisie. Kuba oddychał już bardzo ciężko. Jego oczy były lekko przymknięte, ale wciąż nie odrywał wzroku od niej.
– Ola… – wyszeptał ledwo słyszalnie.
Kilka sekund później jego ciało zesztywniało. Kuba wydusił z siebie niski, gardłowy dźwięk i doszedł. Gorące strumienie spermy trysnęły na piersi Oli, spływając po jej skórze, po sutkach, po brzuchu. Ola nie odsunęła się. Trzymała go mocno, wyciskając z niego ostatnie skurcze, wciąż patrząc mu w oczy.
Kiedy wreszcie skończył, oboje ciężko oddychali. Kuba stał z lekko ugiętymi kolanami, a Ola nadal klęczała przed nim, z jego spermą na piersiach. Przez dłuższą chwilę nie odzywali się. Tylko patrzyli na siebie.
Dopiero po kilku sekundach Ola powoli wstała. Sperma spływała jej po skórze, ciepła i lepka. Nie próbowała jej ścierać. Po prostu wróciła na swoje miejsce, czując na sobie dziesiątki spojrzeń.
Kuba też usiadł. Jego twarz była czerwona, a oddech wciąż nierówny.
Pani Kowalska odchrząknęła.
– Dziękuję. Przechodzimy do lekcji.
Klasa powoli zaczęła się uspokajać. Ktoś otworzył zeszyt, ktoś inny szepnął coś do sąsiada. Ale atmosfera pozostała gęsta.
Ola siedziała prosto, czując jak sperma Kuby powoli zasycha na jej piersiach. Serce waliło jej jak oszalałe. Kiedy zerknęła w stronę Kuby, zobaczyła, że on też na nią patrzy.
Tym razem w jego oczach nie było już tylko wstydu.
Było w nich coś znacznie bardziej niebezpiecznego.
I Ola nie była pewna, czy sama nie czuje tego samego.
Przerwa po polskim
Dzwonek urwał lekcję polskiego w momencie, w którym Ola wciąż czuła na skórze ciepło. Wyszła z sali wolniej niż zwykle, jakby każde stąpnięcie wymagało osobnej decyzji. Sukienki nie miała. Na piersiach zostawił ślad Kuba – już nie mokry, ale wciąż wyczuwalny, lekko lepki, jak pieczęć czegoś, czego nie dało się odwrócić ani zignorować. Nie był to już tylko wstyd. Było w tym coś cięższego i bardziej prywatnego. Coś, czego nie umiała jeszcze nazwać, ale ciało pamiętało lepiej niż głowa. Pamiętało ciężar jego spojrzenia, pulsowanie w jej dłoni, moment, w którym zesztywniał i skończył właśnie na niej.
Korytarz był pełny. Głosy odbijały się od ścian, szafek i otwartych drzwi sal. Po poniedziałku nagość czterech par nie była już szokiem, ale nadal zatrzymywała wzrok. Nadal dzieliła przestrzeń na tych, którzy mogli patrzeć, i tych, którzy musieli znieść bycie oglądanymi. Michał i Zuzia stali pod ścianą przy oknie. Ktoś trzymał Zuzię za biodra, ktoś inny ściskał jej pierś, a ona miała zamknięte oczy i lekko rozchylone usta. Jej oddech był nierówny. Patryk i Julia byli bliżej schodów. Julia właśnie spełniała czyjąś rozsądną prośbę – stała z rozchylonymi udami, podczas gdy ktoś klęczał przed nią. Ola to widziała i czuła, że jej własna skóra reaguje szybciej niż wczoraj. Szybciej niż powinna. Szybciej, niż była na to gotowa.
Kuba szedł tuż obok. Nie dotykał jej. Nie musiał. Wystarczyło, że przed chwilą to ona klęczała przed nim pod tablicą i trzymała go w dłoni, aż skończył jej na piersiach. Teraz każdy, kto mijał Olę, widział to samo, co zostawił Kuba. Kilka dziewczyn rzuciło okiem na jej piersi i odwróciło wzrok zbyt szybko, jakby samo patrzenie było już przekroczeniem. Kilku chłopaków nie odwróciło wzroku wcale. Ich spojrzenia były cięższe, bardziej bezpośrednie. Ola szła prosto, ale czuła każde z nich jak osobny dotyk na skórze.
Po wczorajszym dniu myślała, że będzie łatwiej. Nie było. Było inaczej. Mniej paniki. Więcej ciała. Więcej tego dziwnego, gorącego ciężaru między udami, którego nie dało się już udawać, że nie ma. Wstyd nadal był, ale nie rządził już sam. Obok niego pojawiło się coś bardziej niebezpiecznego: oczekiwanie.
– Ola.
Głos był blisko. Odwróciła się. Stało przy niej trzech chłopaków z równoległej klasy. Nie pamiętała ich imion, nie pytała o nie, nie miały znaczenia. Ważne było tylko to, że patrzyli na nią tak, jakby przerwa należała do nich. Jakby jej ciało było częścią szkolnego korytarza, czymś, do czego mieli prawo przez najbliższe kilka minut.
– Rozsądna prośba.
Ola skinęła głową. Nie dlatego, że chciała. Dlatego, że program działał, a jej ciało było już o krok dalej niż jej wstyd. W poniedziałek jeszcze się wahała. Dzisiaj wahanie trwało krócej. Zajęło jej tyle, ile potrzeba, by przełknąć ślinę i pozwolić im podejść.
Pierwszy oparł ją o ścianę. Dłonie położył na piersiach. Nie było w tym czułości. Było w tym prawo, które szkoła im dała. Ścisnął sutki tak, że Ola wciągnęła powietrze przez zęby. Jego kciuki przetoczyły się po nich wolno, potem mocniej. Resztki tego, co zostawił Kuba, rozmazał po skórze. Ola poczuła, jak policzki jej płoną. Piersi były wciąż wrażliwe po porannej uldze Kuby, a teraz ktoś obcy brał je tak, jakby należały do przerwy, nie do niej.
Drugi zszedł niżej. Palce otworzyły ją bez pośpiechu, ale bez pytania o więcej niż trzeba. Znalazł łechtaczkę od razu. Ola drgnęła. Kolano ugięło się samo. Wilgoć, której wstydziła się od rana, teraz ułatwiała wszystko. Trzeci wszedł w nią dwoma palcami.
Ola zacisnęła dłoń na ramieniu Kuby, choć Kuba stał za blisko, żeby to było przypadkowe. Nie prosiła go, żeby został. On i tak nie odszedł. Jego obecność była jedyną rzeczą, która trzymała ją w pionie bardziej niż ściana za plecami.
Palce w środku poruszały się wolno, potem szybciej. Ola gryzła wargę. Chciała zamknąć oczy, ale nie mogła. Naprzeciwko, kilka metrów dalej, Zuzia była już oparta o ścianę, a Julia właśnie spełniała kolejną rozsądną prośbę – teraz stała z wypiętym tyłkiem w którym znikały czyjeś palce. Program nie dotyczył tylko ich. To było widać. To było słychać. Mokre dźwięki, krótki śmiech, ciche westchnienie, czyjeś „jeszcze”. Korytarz żył tym samym prawem co oni.
Ola poczuła, jak kolana miękną.
Palce w niej pracowały pewnie. Jeden z chłopaków rozchylił jej wargi sromowe szerzej, żeby drugi miał lepszy dostęp. Łechtaczka była już spuchnięta i mokra. Każdy okrężny ruch wywoływał w niej drżenie, którego nie dało się ukryć. Oddech Oli stał się płytki. Sutki bolały od tego, jak mocno je ściskano. A mimo to nie odeszła. Nie odepchnęła ich. Nie powiedziała „dość”. Program nie wymagał od niej chęci. Wystarczyło, że nie odmawiała.
Kuba stał blisko. Nie wtrącał się. Nie odchodził. Widział wszystko. Widział, jak Ola gryzie wargę. Widział, jak jej uda drżą. Widział, jak blisko już jest. I chciał, żeby to on był w tym miejscu. Żeby to jego dłoń była między jej nogami. Żeby to on słyszał ten oddech z bliska. Żeby to on, a nie oni, doprowadził ją tam, gdzie ona przed chwilą doprowadziła jego.
Ola odwróciła głowę i znalazła jego wzrok. Nie powiedziała nic. Nie musiała. W tym spojrzeniu było już wszystko: wstyd, prośba, bliskość i to, że za chwilę na matematyce to ona poprosi, a on będzie tym, kogo wybierze. Nie dlatego, że tak wypadało. Dlatego, że chciała, żeby to właśnie on dokończył to, czego inni nie zdążyli.
Chłopak przy niej przyspieszył, potem znów zwolnił.
– Nie tak szybko – powiedział i cofnął trochę palce.
To było gorsze niż gdyby przyspieszył. Ciało Oli już chciało skończyć. Wstyd jeszcze trzymał, ale coraz słabiej. Palec na łechtaczce krążył pewnie, drugi i trzeci wchodziły głębiej, a dłoń na piersi ścisnęła sutek tak, że Ola sapnęła. Jej biodra poruszyły się same, szukając mocniejszego tarcia. Jeden z chłopaków zauważył to i uśmiechnął się krótko, bez złośliwości, raczej z zadowoleniem, że jej ciało odpowiada.
– Blisko, co?
Ola nie odpowiedziała. Zacisnęła wargę. Palce w środku znalazły rytm, który prawie ją złamał. Łechtaczka bolała od tego, jak blisko już była. Piersi unosiły się szybko. W uszach szumiało jej coś ciepłego i głuchego. Jeszcze chwila. Jeszcze kilka ruchów. Brzuch spiął się w oczekiwaniu. Uda zaczęły drżeć wyraźniej. Była tak blisko, że prawie bała się kolejnego dotknięcia, bo wiedziała, że wtedy już nie utrzyma kontroli.
Kuba nie odwrócił wzroku. Stał prosto, spięty, z dłonią zaciśniętą w pięść wzdłuż uda. Nie dlatego, że chciał ich odepchnąć. Dlatego, że patrzenie bolało i podniecało jednocześnie. Dlatego, że po raz pierwszy naprawdę rozumiał, jak wyglądała wczoraj z jego strony, gdy to on był tym oglądanym.
Dzwonek urwał to w najgorszym momencie.
Chłopacy cofnęli ręce. Ola została przy ścianie z rozchylonymi ustami i nogami, które nie chciały jej utrzymać. Nie doszła. Ciało jeszcze tego chciało. Pulsowało. Było mokre, spięte, niedokończone. Wstyd nie zdążył wrócić do końca. Została tylko frustracja i gorąco, które nie miało gdzie się podziać. Oparła głowę na chwilę o ścianę i domknęła oczy. Oddech wracał wolno, zbyt wolno.
Kuba podszedł bliżej. Nie dotknął jej. Wystarczyło, że był.
– Chodź – powiedział tylko.
Ola kiwnęła głową. Odepchnęła się od ściany. Uda miała lepkie. Sutki wciąż twarde. Między nogami pozostało napięcie, którego nie dało się zignorować ani ukryć. Szła obok niego do matematyki już pewna jednej rzeczy: na następnej lekcji to ona poprosi. I wybierze jego.
Nie dlatego, że program na to pozwalał.
Dlatego, że chciała, żeby to właśnie on dokończył to, czego inni nie zdążyli.
I dlatego, że po raz pierwszy od początku tygodnia to pragnienie nie było już tylko ciałem... było też nim.
Lekcja matematyki
Ola weszła do sali matematycznej z wrażeniem, że skóra nadal jej drży. Przerwa nie dała jej ulgi. Zostawiła ją w stanie, w którym każde zetknięcie ud przypominało, jak blisko była. Kuba szedł obok niej. Nie mówił nic, ale jego obecność była cięższa niż przed polskim. Po tym, co zrobiła mu pod tablicą, i po tym, co widział na korytarzu, powietrze między nimi zmieniło gęstość.
Pan Malinowski stał przy biurku z dziennikiem w dłoni. Gdy zobaczył ich, odłożył go i poprawił okulary.
– Kuba, Ola. Na początku lekcji macie prawo do ulgi. Możecie skorzystać sami albo poprosić kogoś o pomoc. Korzystacie?
Klasa ucichła od razu. Kilka osób odwróciło się na krzesłach. Ktoś w tylnej ławce przestał coś pisać. Ola poczuła, jak spojrzenia osiadają na niej warstwami. Sutki miała wciąż twarde. Między nogami było mokro i gorąco. Po przerwie nie zdążyła się uspokoić. Ciało nie chciało wrócić do stanu sprzed dotyku.
Przez chwilę stała nieruchomo. Mogła odmówić. Mogła usiąść i udawać, że wytrzyma. Ale pamięć przerwy była zbyt świeża. Palce obcych chłopaków. Rytm, który prawie ją złamał. Dzwonek, który zabrał jej to w ostatniej chwili. I Kuba, który stał obok i patrzył tak, jakby chciał być na ich miejscu.
Ola uniosła głowę.
– Ja skorzystam – powiedziała.
Głos miała cichszy niż chciała, ale wystarczająco wyraźny. W klasie przeszedł krótki szmer. Kilka rąk podniosło się od razu. Zgłosiły się dwie dziewczyny i trzech chłopaków. Ola nie spojrzała na nich dłużej niż trzeba. Jej wzrok znalazł Kubę.
– Kuba – powiedziała.
On nie odpowiedział od razu. Tylko skinął głową. W jego oczach było napięcie, którego nie dało się już schować za spokojem.
Pan Malinowski gestem wskazał miejsce pod tablicą.
– Krzesło.
Ktoś z pierwszej ławki przesunął je na środek, prosto pod tablicę. Ola podeszła wolno. Każdy krok przypominał jej, jak bardzo jest naga i jak bardzo wszyscy to widzą. Usiadła. Drewniane siedzisko było twarde i chłodne. Rozłożyła nogi, bo wiedziała, że inaczej się nie da. Położyła dłonie na brzegach krzesła i uniosła wzrok na Kubę.
On podszedł i klęknął przed nią.
Z tej odległości widziała wszystko: jego oddech, napięcie w ramionach, sposób, w jaki patrzył najpierw na jej twarz, a dopiero potem niżej. Nie rzucił się od razu. Położył dłonie na jej kolanach i delikatnie rozsunął je szerzej. Ola wciągnęła powietrze. Kontakt był prosty, ale wystarczył, by ciało znów się spięło.
Kuba uniósł wzrok i spojrzał jej w oczy.
To spojrzenie trwało dłużej niż powinno. Dłużej niż wymagała sytuacja. Ola nie odwróciła głowy. Wstyd palił jej policzki, ale nie chciała stracić tego kontaktu. Przed chwilą na korytarzu inni brali od niej to, na co pozwalają zasady. Teraz wybrała jego. I chciała, żeby wiedział, że to nie było przypadkowe.
Kuba pochylił się.
Najpierw pocałował wewnętrzną stronę jej uda. Potem drugą. Ola drgnęła. Jego oddech był ciepły. Gdy wreszcie przyłożył usta do niej, Ola zacisnęła dłonie na brzegach krzesła tak mocno, że zabolały ją palce.
Język Kuby był pewniejszy, niż się spodziewała. Nie chaotyczny. Nie zbyt gwałtowny. Najpierw wolno przeciągnął nim wzdłuż wilgotnych warg, potem znalazł łechtaczkę i zatoczył wokół niej wąskie, dokładne koło. Ola sapnęła. Głowa sama jej opadła do tyłu, ale tylko na sekundę. Znowu spojrzała w dół. Chciała widzieć. Chciała wiedzieć, że to on.
Kuba trzymał jej uda. Kciuki wciskały się w miękką skórę od wewnątrz, utrzymując ją otwartą. Lizał wolno, potem szybciej, potem znów zwalniał, jakby uczył się jej reakcji. Gdy Ola drżała mocniej, zostawał przy tym ruchu. Gdy jej oddech się urywał, powtarzał go. W jego ruchach nie było żadnej przypadkowości.
Klasa milczała. Ktoś w środku sali poruszył się na krześle. Ktoś inny głośno przełknął ślinę. Ola słyszała to wszystko jak przez wodę. Najważniejszy był Kuba. Jego usta. Jego język. Jego dłonie. I to, że gdy unosił wzrok, patrzył prosto na nią.
Wilgoć spływała jej już po skórze. Była mokra od przerwy, a teraz robiło się jeszcze bardziej. Kuba zassał łechtaczkę delikatnie, potem polizał ją płasko, szeroko, i Ola nie utrzymała cichego dźwięku. Wydostał się z niej niski, załamany oddech. Biodra same uniosły się trochę ku jego ustom. Kuba przytrzymał ją mocniej i nie odsunął się.
– Kuba… – wyszeptała.
Nie wiedziała, czy prosiła, żeby nie przestawał, czy po prostu musiała wypowiedzieć jego imię. On odpowiedział tylko mocniejszym ruchem języka. Okrążał ją, lizał, ssał, wracał do tego samego miejsca, które sprawiało, że jej uda zaczynały drżeć niezależnie od woli. Napięcie zbierało się nisko w brzuchu, gęste i nieuchronne. Po przerwie była już o krok od tego miejsca. Teraz Kuba prowadził ją prosto w nie.
Ola trzymała się krzesła. Paznokcie wpiły się w drewno. Piersi unosiły się szybko. Sutki bolały od powietrza i od tego, jak bardzo było jej gorąco. Wstyd wciąż istniał, ale nie miał już siły jej zatrzymać. Był tylko tłem. Na pierwszym planie było ciało i Kuba między jej nogami.
Język Kuby przyspieszył. Krótkie, szybkie ruchy po łechtaczce, potem dłuższe pociągnięcia, potem znowu skupienie na jednym punkcie. Ola poczuła, że zaraz straci kontrolę. Brzuch spiął się. Uda zaczęły się trząść. Oddech urywał się na każdej drugiej sekundzie.
– Nie zatrzymuj się – wydusiła.
Kuba nie zatrzymał się.
Orgazm przyszedł ostro i głęboko. Ola zgięła się nad nim, jedna dłoń zjechała z krzesła i wplotła mu się we włosy. Doszła z przeciągłym, stłumionym dźwiękiem, który i tak usłyszała cała klasa. Ciało biło w niej falami. Cipka pulsowała pod jego ustami. Kuba nie odsunął się od razu. Lizał ją jeszcze przez kilka sekund, łagodniej, jakby przeprowadzał ją przez to do końca.
W sali na moment zapadła zupełna cisza. Potem ktoś w tylnej ławce cicho sapnął. Dziewczyna z drugiej strony sali zakryła usta dłonią, ale nie odwróciła wzroku. Jeden z chłopaków w pierwszej ławce poprawił się na krześle wyraźnie spięty. Ktoś szepnął „kurwa”, zbyt cicho, by nauczyciel musiał reagować, ale wystarczająco głośno, by Ola to usłyszała. Kilka osób patrzyło na nią z otwartymi ustami, kilka innych – na Kubę, wciąż klęczącego między jej nogami. Nikt nie śmiał się. Nikt nie klaskał. Było tylko gęste, skupione napięcie i świadomość, że właśnie zobaczyli coś bardziej prywatnego niż samą nagość.
Dopiero gdy Ola zaczęła się trząść zbyt mocno, Kuba uniósł głowę.
Jego usta były mokre. Policzki zarumienione. Wzrok miał ciemny i skupiony tylko na niej. Ola oddychała ciężko, wciąż rozłożona na krześle, z nogami, które nie chciały się domknąć. Przez chwilę nie była w stanie nic powiedzieć. Po prostu patrzyła na niego. A on patrzył na nią.
Pan Malinowski odczekał jeszcze sekundę, potem spokojnie powiedział:
– Dziękuję. Wracamy do lekcji.
Kuba wstał. Ola domknęła powoli nogi i zeszła z krzesła na nogach, które wciąż były miękkie. Wracała na swoje miejsce z uczuciem, że coś się w niej przesunęło. Nie tylko w ciele. Także w tym, jak patrzyła na Kubę.
Usiedli. Pan Malinowski zaczął pisać na tablicy równanie. Kreda skrzypiała. Ktoś otworzył zeszyt. Świat próbował wrócić do normy.
Ale Ola przez pierwsze minuty nie widziała liczb. Widziała tylko Kubę klęczącego przed nią. Czuła jeszcze jego język. I wiedziała już, że po dzisiejszej przerwie i po tej uldze nie da się udawać, że są dla siebie tylko parą z programu. Zaczynało między nimi kiełkować coś więcej.
Kolejne lekcje
Ola wyszła z sali matematycznej na nogach, które wciąż były miękkie. Orgazm odpuścił ciało, ale nie głowę. Kuba szedł obok niej w milczeniu. Nie musieli nic mówić. Wystarczyło, że przed chwilą klęczał między jej nogami na oczach całej klasy, a ona trzymała się jego włosów, gdy dochodziła.
Na korytarzu było głośno. Ktoś zawołał do kogoś przez schody, szafki trzaskały, z otwartych drzwi sal dobiegały urywane rozmowy. Ola czuła na sobie spojrzenia. Nie takie jak rano – bardziej świadome. Ludzie widzieli, że między nią a Kubą stało się coś, czego nie dało się już złożyć tylko na zasady programu.
– Wszystko okej? – zapytał Kuba cicho.
Ola skinęła głową.
– Tak. Tylko… dziwnie.
– Wiem.
Przerwa nie była długa, ale wystarczyła, by znowu ich otoczyć. Do Oli podszedł ktoś z równoległej klasy i bez większego wstępu poprosił o rozsądną prośbę. Ola pozwoliła. Nie dlatego, że chciała. Dlatego, że odmowa wymagałaby więcej siły, niż miała po matematyce. Chłopak złapał ją za biodra, potem za piersi. Dotyk był pewny, ale krótki. Ola zniosła go spokojniej niż rano. Ciało już wiedziało, jak to jest. Wstyd nie zniknął, tylko stał się cichszy.
Kilka metrów dalej Kubę też ktoś zatrzymał. Dziewczyna z drugiej klasy objęła go od tyłu i bez wahania sięgnęła w dół. Ola to widziała. Widziała dłoń na jego penisie, widziała, jak Kuba zaciska szczękę i nie odsuwa się. Coś w niej drgnęło. Nie tylko zazdrość. Także podniecenie. I złość na siebie, że jedno nie wyklucza drugiego.
Ich spojrzenia złapały się przez korytarz. Na sekundę. Może dwie. Wystarczyło, by Ola poczuła, że to, co stało się na matematyce, nie skończyło się wraz z dzwonkiem.
Potem poszli na historię.
Sala historyczna pachniała starymi mapami i kredą. Pani od historii już pisała temat na tablicy:
Polska w okresie stanisławowskim. Reformy Sejmu Czteroletniego i Komisja Edukacji Narodowej.
Ola usiadła. Drewniana ławka była twarda i obojętna. Nagość w tej sali wydawała się bardziej niestosowna niż gdzie indziej, właśnie dlatego, że nikt nie prosił ich o pozowanie. Nauczycielka mówiła o reformach oświaty, o tym, że Komisja Edukacji Narodowej była pierwszą w Europie tego typu instytucją, o próbach unowocześnienia szkolnictwa i o tym, jak polityka wplątywała się w każdą zmianę. Dyktowała daty. Kazała otworzyć podręczniki. Ktoś czytał fragment o szkołach wydziałowych.
Ola starała się słuchać. Naprawdę. Ale liczby i nazwiska spływały po niej jak woda. W głowie wciąż miała Kubę na kolanach przed krzesłem, jego język, dźwięk własnego orgazmu, którego nie zdążyła stłumić do końca. Obok Kuba siedział prosto, z zeszytem otwartym na pustej stronie. Gdy Ola zerknęła na niego, on też na nią spojrzał. Tylko przez chwilę. Potem oboje odwrócili wzrok, jakby bali się, że nauczycielka to zauważy.
Lekcja szła dalej. Sejm Czteroletni. Konstytucja. Próby naprawy Rzeczypospolitej. Normalne zdania, normalny temat, normalny głos nauczycielki. A pod tym wszystkim ich nagie ciała w ławkach i świadomość, że za chwilę znowu ktoś będzie mógł ich prosić o coś, czego w żadnej innej szkole prosić nie wolno.
Dzwonek przyniósł ulgę i jednocześnie nowe napięcie.
Biologia była inna od razu.
Pan Nowicki nie tracił czasu.
– Dzisiaj wracamy do anatomii porównawczej – powiedział, odkładając kredę. – Ola, Kuba, proszę do mnie.
Ola wstała. Nogi miała już pewniejsze niż po matematyce, ale w brzuchu znowu zrobiło się ciasno. Podeszła do katedry razem z Kubą. Klasa od razu spoważniała.
– Ola, stań bokiem do tablicy. Ręce wzdłuż ciała – polecił nauczyciel. – Kuba, ty przodem. Stopa na szerokość barków.
Ustawili się. Ola czuła powietrze na piersiach i brzuchu mocniej niż przed chwilą na historii. Pan Nowicki mówił rzeczowo, wskazując najpierw jej sylwetkę, potem Kuby. Mówił o proporcjach, o różnicach w budowie obręczy biodrowej, o rozmieszczeniu tkanki tłuszczowej, o postawie i o tym, jak ciało człowieka jest przystosowane do ruchu. Nie było w jego głosie drwiny. Była tylko lekcja. I właśnie to czyniło wszystko jeszcze bardziej obnażającym.
– Ola, unieś proszę ręce – powiedział. – Tak. Widzicie zmianę linii talii i ułożenia żeber.
Ola posłuchała. Sutki uniosły się wraz z ruchem. Ktoś w ławce odwrócił wzrok za późno. Ktoś inny nie odwrócił go wcale.
Potem przyszła kolej na Kubę. Nauczyciel kazał mu obrócić się bokiem, potem znowu przodem. Mówił o miednicy mężczyzny, o środku ciężkości, o napięciu mięśniowym. Kuba stał spokojnie, ale Ola widziała, że jego penis nie jest już zupełnie obojętny. Po matematyce i po przerwie ciało nie dawało mu pełnej kontroli.
Ich spojrzenia zderzyły się na sekundę, gdy nauczyciel odwrócił się do tablicy. W tym krótkim kontakcie było wszystko: wstyd, pamięć orgazmu, świadomość, że znowu są oglądani, i coś cieplejszego pod spodem. Coś, co nie należało już tylko do programu.
– Dziękuję. Możecie usiąść.
Wrócili do ławek. Lekcja potoczyła się dalej, już bez nich na środku, ale Ola jeszcze długo czuła na sobie ciężar spojrzeń. Nie takich jak na historii. Tu ciało znowu było tematem. A ona i Kuba znowu byli pomocą naukową.
Gdy wyszli na korytarz, Ola odetchnęła głębiej.
– Myślałam, że na historii zwariuję – mruknęła. – Siedzieć tak i udawać, że nic się nie stało.
Kuba uśmiechnął się krótko.
– Na biologii było gorzej.
– Albo lepiej – powiedziała zanim zdążyła się zastanowić.
Spojrzał na nią. Ola poczuła, że znowu się rumieni, ale tym razem nie odwróciła wzroku.
– Bałam się, że nie dam rady dotrwać do końca dnia – dodała ciszej. – A jest dopiero połowa.
– Dasz radę – odparł Kuba. – Nie jesteś w tym sama.
Szli obok siebie w stronę sali wychowania seksualnego. Po polskim, po przerwie, po matematyce, po historii i biologii powietrze między nimi było już inne. Mniej przypadkowe. Bardziej ich.
A przed nimi czekała lekcja, o której wszyscy wiedzieli, że będzie wyzwaniem.
Lekcja wychowania seksualnego
Sala wychowania seksualnego była mniejsza od innych i przez to wydawała się ciaśniejsza. Ola weszła zaraz za Kubą. Po matematyce, historii i biologii ciało miało już za sobą za dużo bodźców, żeby udawać obojętność. Sutki miała twarde. Między nogami wciąż było mokro. Kuba szedł obok niej spięty, a jego penis nie był już zupełnie spokojny.
Pani Zielińska stała przy biurku. Na blacie leżały starannie ułożone przedmioty: wibrator, gładkie dildo, pierścień erekcyjny, mały korek analny i butelka lubrykantu.
– Siadajcie – powiedziała spokojnie. – Dzisiaj zajmujemy się pomocami erotycznymi. Zastosowanie, bezpieczeństwo, higiena i komunikacja.
Potem, jak zawsze, padło pytanie o ulgę.
Ola spojrzała na Kubę. On też na nią. Przez sekundę wahali się oboje. Po porannych scenach ciało prosiło o więcej, ale coś w Oli nie chciało oddać tego napięcia od razu. Pokiwała głową przecząco. Kuba zrobił to samo.
– Nie korzystamy – powiedział.
– Dobrze – odparła pani Zielińska. – Zaczynamy.
Mówiła rzeczowo. O rodzajach zabawek, o tym, że nie zastępują partnera, tylko mogą wspierać przyjemność. O czystości, o zgodzie, o tym, że każdy ma inne granice. Potem wzięła do ręki butelkę lubrykantu.
– To nie jest dodatek dla wstydu. To narzędzie. Zmniejsza tarcie, zwiększa komfort, chroni przed mikrourazami. Szczególnie przy penetracji i przy wszystkim, co dotyczy odbytu.
Kilka osób w klasie poruszyło się niespokojnie. Ola poczuła, jak ciepło rozchodzi się jej po szyi.
– Kuba – powiedziała nauczycielka. – Chodź proszę.
Kuba wstał i podszedł do biurka. Stał nagi na środku, z rękami wzdłuż ciała. Pani Zielińska podniosła pierścień erekcyjny.
– To pomaga utrzymać twardość i może wzmacniać doznania. Nie zakłada się na siłę. Nie zostawia na zbyt długo.
Podeszła bliżej i spokojnym ruchem założyła pierścień u nasady jego penisa. Kuba wciągnął powietrze. Erekcja, która wcześniej była tylko częściowa, zrobiła się pełna niemal od razu. Klasa zareagowała szmerem. Ktoś szepnął coś w tylnej ławce. Ola nie odwróciła wzroku. Patrzyła na niego i na to, jak jego ciało zdradzało wszystko, czego nie mówił.
– Czujesz różnicę? – zapytała nauczycielka.
– Tak – odparł Kuba krótko.
– Właśnie o to chodzi. Możesz usiąść.
Kiedy wracał na miejsce, ich spojrzenia otarły się o siebie. W jego oczach było napięcie i coś jeszcze – świadomość, że Ola patrzyła na niego przez całą demonstrację.
– Ola – powiedziała pani Zielińska. – Teraz ty.
Ola wstała wolniej niż chciała. Podeszła do krzesła ustawionego przy biurku i usiadła, gdy nauczycielka na to wskazała. Rozłożyła nogi, bo wiedziała, że taka będzie prośba. Powietrze w sali zgęstniało.
Najpierw wibrator. Pani Zielińska włączyła go na niską moc i przyłożyła zewnętrznie do warg sromowych, potem wyżej, do łechtaczki. Ola drgnęła mimo woli. Dźwięk był cichy, ale wibracja konkretna. Nauczycielka mówiła dalej spokojnym głosem o czułych punktach, o tym, że nie każda kobieta dochodzi przez penetrację, o znaczeniu stymulacji zewnętrznej. Ola gryzła wewnętrzną stronę policzka. Biodra chciały się poruszyć. Nie pozwoliła im na wiele.
Potem nauczycielka odłożyła wibrator i wzięła dildo.
– Przy penetracji liczy się tempo, ilość lubrykantu i reakcja ciała – powiedziała. – Ola, jesteś dziewicą?
Pytanie padło prosto, bez zmiękczenia.
Ola poczuła, jak cała sala na nią patrzy. Kuba też.
– Nie – odpowiedziała. – Już nie.
Nie dodała kiedy. Nie dodała z kim. Nie dodała z iloma osobami. Samo to jedno zdanie wystarczyło, by coś w atmosferze się przesunęło.
Pani Zielińska skinęła głową, jakby zanotowała fakt, i wycisnęła lubrykant na dildo. Potem na Oli. Palce nauczycielki były rzeczowe, nie czułe. Rozprowadziły środek dokładnie. Chwilę później Ola poczuła nacisk. Dildo weszło w nią wolno, centymetr po centymetrze. Ola zacisnęła dłonie na brzegach krzesła. Nie bolało. Było pełne, obce i bardzo wyraźne. Oddech jej się urwał.
– Widzicie – mówiła pani Zielińska do klasy – ciało potrzebuje chwili. Nie wolno forsować. Lubrykant nie jest wstydem. Jest warunkiem komfortu.
Poruszyła dildem trochę głębiej, potem cofnęła, potem znowu wsunęła. Ola zamknęła na sekundę oczy. Kiedy je otworzyła, szukała Kuby. Znalazła. Patrzył na nią ciemno, spięty, z pierścieniem wciąż na penisie i z miną człowieka, który za dużo czuje, żeby to ukryć. W tym spojrzeniu było pożądanie, zazdrość i coś ostrożnie czułego naraz.
Ola była mokra. Dildo wchodziło już łatwiej. Nauczycielka kontynuowała omawianie kąta, tempa i tego, jak partner powinien czytać reakcje ciała. Ola słyszała słowa, ale bardziej czuła wypełnienie i to, że cała klasa widzi, jak jej uda lekko drżą.
W końcu pani Zielińska wyjęła dildo. Ola odetchnęła nierówno. Pusty puls między nogami był prawie równie mocny jak obecność przedmiotu przed chwilą.
Nauczycielka podniosła korek analny.
– To służy do stymulacji odbytu. Zaczyna się od małych rozmiarów. Zawsze z lubrykantem. Zawsze powoli. Nigdy na siłę.
Odwróciła się do Oli.
– Próbowałaś seksu analnego?
Ola przełknęła ślinę.
– Nie. Jeszcze nie.
– Dobrze – powiedziała pani Zielińska bez oceniania. – To nie jest obowiązek. Jeśli kiedyś będziesz chciała, liczy się rozluźnienie, zaufanie i bardzo dużo lubrykantu. Może innym razem pokażę, jak się tego używa.
W sali ktoś głośno nabrał powietrza. Kuba poruszył się na krześle. Ola poczuła, jak policzki biją jej żarem, ale nie spuściła wzroku. Słowa „innym razem” zostały w powietrzu dłużej niż powinny.
Pani Zielińska odłożyła korek.
– Najważniejsze zasady na dziś: zgoda, higiena, komunikacja, lubrykant. Zabawki mają służyć przyjemności, nie prestiżowi i nie presji. Pytania zostawcie na następną lekcję.
Ola wróciła na miejsce na nogach, które nie były już całkiem pewne. Kiedy usiadła, poczuła wilgoć i pamięć penetracji zbyt wyraźnie, by dało się ją zignorować. Kuba siedział prosto, ale jego erekcja wciąż była oczywista. Przez resztę krótkiego podsumowania prawie się nie odzywał.
Po dzwonku wyszli razem.
Na korytarzu Ola dopiero wtedy naprawdę odetchnęła. Miała wrażenie, że klasa nadal patrzy jej w plecy. Kuba szedł blisko. Nie dotknął jej. Nie musiał. Po tej lekcji i tak było jasne, że napięcie między nimi zrobiło się gęstsze, bardziej konkretne i trudniejsze do schowania.
To była ostatnia lekcja dziś, ale dla nich to nie był koniec zajęć.
Treningi
Po lekcji wychowania seksualnego korytarz wydał się Oli węższy niż zwykle. Wciąż czuła w sobie dildo, spokojny głos pani Zielińskiej i to jedno zdanie, które sama wypaliła przy całej klasie: że już nie jest dziewicą. Nie powiedziała kiedy. Nie powiedziała z kim. A jednak od tej chwili coś w spojrzeniach ludzi się zmieniło.
Kuba szedł obok niej tylko do rozgałęzienia sal.
– Do zobaczenia po treningu – mruknął.
Ola skinęła głową.
– Tak.
Nie powiedzieli więcej. Nie było potrzeby. Po polskim, po matematyce i po lekcji z zabawkami każde dodatkowe słowo mogło okazać się za ciężkie. Rozeszli się w przeciwne strony: on do sali koszykówki, ona do sali, w której ćwiczyły cheerleaderki.
Sala koszykówki pachniała potem, gumą i sparowanym powietrzem. Kuba wszedł nagi między chłopaków, którzy kończyli już rozgrzewkę. Kilka spojrzeń od razu przykleiło się do niego. Po dwóch dniach programu nikt nie udawał zaskoczenia, ale ciało i tak robiło swoje. Zwłaszcza ciało kogoś, kto rano doszedł na środku klasy, a potem klęczał między nogami dziewczyny na matematyce.
– No hej, gwiazdorze – rzucił ktoś z drużyny.
Kuba tylko uniósł brwi i sięgnął po piłkę. Nie miał ochoty na dłuższe rozmowy. Chciał ruchu. Chciał, żeby coś przepaliło napięcie, które zbierało się w nim od rana.
Zaczęli od biegania po obwodzie boiska. Stopa za stopą, równy oddech, penis kołyszący się przy każdym kroku. Kuba czuł to i jednocześnie starał się o tym nie myśleć. Potem były ćwiczenia z kozłowaniem, zwody, rzuty z dystansu, podania w biegu. Trener krzyczał o ustawieniu barków i pracy nóg. Piłka odbijała się od parkietu suchym, rytmicznym dźwiękiem.
W trakcie zbiórki pod koszem ktoś celowo zahaczył go biodrem.
– Widzieliśmy cię dzisiaj na polskim – rzucił półgłosem. – Nieźle wybierasz pomoc.
Kuba nie odpowiedział. Wziął piłkę, obrócił się i rzucił. Piłka czysto przeszła przez obręcz. To na chwilę zamknęło temat.
Ale nie zamknęło głowy.
Bo w głowie wracała Ola.
Ola na krześle pod tablicą. Ola z dłonią w jego włosach. Ola, gdy mówiła, że nie jest już dziewicą. Ola, gdy pani Zielińska wsuwała w nią dildo, a ona szukała wzrokiem właśnie jego. Kuba nie wiedział, czy bardziej go to podnieca, czy zabiera mu grunt spod nóg. Może jedno i drugie. Wiedział tylko, że od wczoraj przestała być dla niego jedynie partnerką z programu. Stała się kimś, na kogo reagował zbyt mocno, by dało się to jeszcze udawać.
– Nowak! – huknął trener. – Skup się!
Kuba uniósł rękę w geście przeprosin i wrócił do gry. Przez kolejne minuty naprawdę starał się być tylko ciałem w ruchu: przyspieszenie, zatrzymanie, wyskok, zbiórka, obrona. Pot spływał mu po klatce, po brzuchu, po udach. Nagość przy takim wysiłku była jeszcze bardziej oczywista. Każdy skręt tułowia, każde uniesienie ramion i każda zmiana tempa odsłaniały go bez reszty. A jednak właśnie w tym był jakiś dziwny spokój. Na boisku obowiązywały proste reguły. Piłka albo wpadała, albo nie.
Pod koniec treningu urządzili sparring. Kuba grał ostro, może za ostro. W pewnym momencie przytrzymał przeciwnika biodrem i dopiero po chwili zrozumiał, że robi to z napięciem, którego nie dało się wyładować na koszu, puścił. Odszedł do linii końcowej i przez kilka sekund stał pochylony, z rękami na kolanach, łapiąc oddech.
Zastanawiał się, czy u niej na treningu atmosfera też jest taka ciężka. Czy dziewczyny patrzą. Czy ktoś już o niej mówi. Czy po dzisiejszej lekcji ktoś będzie jej dotykał inaczej. Czy ona pozwoli. I czy on wytrzyma to patrzeć, jeśli zobaczy.
Trener zakończył zajęcia serią rzutów. Kuba trafił wszystkie. Nie dlatego, że był spokojny. Dlatego, że koncentracja była jedynym sposobem, by nie myśleć o tym, co czeka potem: o szatni dziewcząt, o wodzie, o rękach, które na pewno się pojawią, i o tym, co może to przynieść.
Sala cheerleaderek była jaśniejsza. Lustra ciągnęły się wzdłuż całej ściany. Materace, taśmy do ćwiczeń i butelki wody stały pod oknem. Gdy Ola weszła, większość dziewczyn już się rozgrzewała. Wszystkie nagie.
To był pierwszy taki trening.
Wcześniej zdarzały im się występy topless. Na pokazach, na meczach, wtedy gdy ktoś chciał podbić stawkę albo wywołać hałas na trybunach. Ale dopiero teraz, po starcie programu i po tym, jak kilka z nich zobaczyło, jak daleko da się przesunąć codzienność, drużyna podjęła decyzję: od tej pory będą trenować i występować całkowicie nago. Bez staników, bez majtek. Bez udawania, że połowa ciała jest odważna, a druga połowa nadal prywatna.
Ola poczuła to od progu. Nie tylko własną nagość. Także nagość wszystkich pozostałych. Lustra odbijały piersi, brzuchy, pośladki, linie ud i łonowe trójkąty bez żadnego złagodzenia. Po dwóch dniach programu to nie było już niewyobrażalne. Nadal jednak działało.
Natalia Król stała na środku z rękami na biodrach.
– Szybko. Rozgrzewka i od razu układ na sobotę.
Ola dołączyła. Najpierw krążenia ramion, skłony, wykroki, lekkie podskoki. Piersi poruszały się wraz z ciałem. Nie dało się tego wyłączyć. Nie dało się udawać, że pełna nagość przy cheerleadingu jest obojętna. Każdy zamach rąk, każde ugięcie kolan i każde wejście w rozkrok odsłaniały ją bardziej niż stanie nieruchomo na biologii.
Zaczęły właściwy układ.
Klaśnięcie, krok, obrót, baza do piramidy. Ola była w drugim rzędzie. Miała utrzymać stabilną pozycję, gdy Weronika wchodziła wyżej. Dłonie Oli zacisnęły się na udach koleżanki. Skóra przy skórze. Oddech przy oddechu. W lustrze widziała siebie: spięty brzuch, uniesione piersi, skupioną twarz. I widziała też, jak kilka dziewczyn zerka nie tylko na technikę, ale i na ciała.
– Luźniej w biodrach! – krzyknęła Natalia. – To ma być czyste, nie sztywne!
Powtórzyły sekwencję. Potem jeszcze raz. Ola czuła, jak pot zbiera się na karku i spływa między łopatkami. Między nogami wciąż było wilgotno po lekcji. Ruch tego nie cofnął. Raczej przypominał ciału, że od rana jest rozbudzone.
W połowie treningu Natalia klasnęła w dłonie.
– Przerwa. Woda i do mnie.
Dziewczyny zbiegły się bliżej. Ktoś otworzył butelkę, ktoś przetarł czoło przedramieniem, ktoś usiadł na macie z rozstawionymi nogami, już nie dbając specjalnie, jak wygląda. Ola została na stojąco. Miała wrażenie, że jeśli usiądzie, całe napięcie dnia rozleje się po niej za mocno.
Natalia przetarła usta wierzchem dłoni i rozejrzała się po drużynie.
– Słuchajcie. Krótka sprawa.
Coś w jej tonie od razu ściągnęło uwagę.
– W sobotę rano jest mecz piłki nożnej o mistrzostwo województwa. Duża rzecz. Cała szkoła będzie o tym mówić. I żeby chłopaki mieli dodatkową motywację… – uśmiechnęła się krzywo – …jeśli wygrają, będę trofeum.
Na sali zrobiło się wyraźnie ciszej.
– Trofeum? – powtórzyła ktoś.
– Tak – powiedziała Natalia bez mrugnięcia. – Dla drużyny. Po meczu. Jeśli wygrają, mogą ze mną zrobić to, na co się zgodzę. Bez ściemy. Bez udawania, że to tylko żart.
Kilka dziewczyn zaśmiało się nerwowo. Kilka spojrzało po sobie. Karolina Witkowska uniosła brwi z wyraźnym zainteresowaniem. Weronika Lewandowska przygryzła usta, jakby od razu coś liczyła w głowie.
– Żartujesz – rzuciła jedna z młodszych.
– Nie żartuję – odparła Natalia. – Chcę, żeby wygrali. A oni chcą wygrywać mocniej, kiedy stawka jest konkretna.
Ola stała nieruchomo. Słowa opadały na nią ciężko, jedno po drugim. Trofeum. Po meczu. Dla drużyny. W jej głowie automatycznie stanęła Marta. Głos siostry z poniedziałkowego wieczoru. Opowieść o programie, o trzecim dniu, o tym, że później poszło już łatwiej, o tym, że strach i podniecenie czasem mieszkają bardzo blisko siebie. Ola przełknęła ślinę. Nie wiedziała, czy bardziej nią wstrząsa odwaga Natalii, czy fakt, że część dziewczyn wygląda na zaintrygowane zamiast na oburzone.
Karolina Witkowska poprawiła włosy i rzuciła półgłosem do Weroniki:
– A gdyby tak nie tylko ona?
Weronika spojrzała na nią z boku.
– Myślisz?
– A czemu nie? Jak już ma być stawka, to niech będzie poważna.
Nie powiedziały tego głośno do całej grupy, ale Ola usłyszała wystarczająco dużo. W brzuchu coś się jej zacisnęło. Nie tylko lęk. Także gorący, nieproszony błysk ciekawości. Natychmiast go zepchnęła. Za szybko. Za dużo. Jeszcze przed chwilą siedziała na lekcji z dildem w sobie i przyznawała przed klasą, że nie jest dziewicą. Teraz słuchała, jak kapitan cheerleaderek oferuje własne ciało jako nagrodę za wynik meczu. Dzień rozwijał się według logiki, której Ola nie była pewna, czy chce rozumieć.
Natalia klasnęła jeszcze raz.
– Dobrze. Koniec plotek. Wracamy do układu. Sobota będzie sobotą. Dziś macie być czyste w przejściach.
Wróciły do ćwiczeń.
Ola przez kolejne minuty robiła wszystko technicznie poprawnie, ale część jej uwagi została przy słowach Natalii. Gdy wchodziła w podporę, czuła dłoń koleżanki na swoim udzie mocniej niż zwykle. Gdy unosiła ręce, w lustrze widziała własne piersi w ruchu i myślała o tym, jak cienka jest granica między występem a wystawieniem się. Może w tej szkole tej granicy już nie było. Może program tylko zdjął ostatni pretekst.
– Ola! – zawołała Natalia. – Uśmiech. Masz wyglądać, jakbyś to kupowała.
Ola wymusiła uśmiech. W lustrze wyszedł prawie naturalnie. Prawie.
Zakończyły trening powtórzeniem całości, potem krótkim rozciąganiem. Dziewczyny rozpadły się na małe grupki. Karolina Witkowska i Weronika Lewandowska nadal o czymś szeptały, co jakiś czas rzucając okiem na Natalię. Ania stała bliżej okna, spocona, z dłonią na biodrze, i przez chwilę wydała się Oli bardziej świadoma własnego ciała niż wcześniej.Ola od razu pomyślała o Kubie. O tym, że Ania od dawna na pewno go chciała. Przyznała się Oli jakiś czas temu, półżartem, półserio, jeszcze zanim ktokolwiek słyszał o programie. Kuba najpewniej nie miał o tym pojęcia. A właśnie to robiło całą sprawę bardziej niebezpieczną. Bo jeśli po treningu Ania naprawdę do niego podejdzie, on może potraktować to tylko jako kolejną chwilę programu. Ola wiedziała, że dla Ani to będzie coś więcej.
Zebrała włosy do góry i głęboko odetchnęła. Skóra całego ciała była gorąca. Między udami czuła wilgoć i tarcie. Nie tylko od ćwiczeń. Od całego dnia.
Natalia rzuciła jeszcze przez salę:
– Jutro poprawiamy wejścia. A o sobocie myślcie tak: albo wygrywają, albo nie. Ale jak wygrywają, to temat przestaje być teoretyczny.
Kilka osób się zaśmiało. Ola nie. Odwróciła się w stronę wyjścia z uczuciem, że sobota właśnie przestała być odległym dniem tygodnia. Stała się punktem, do którego wszystko zaczynało zmierzać.
Na korytarzu prowadzącym do szatni powietrze było chłodniejsze. Ola szła szybko. Wiedziała, dokąd musi iść. Szatnia chłopców. Prysznic. Spojrzenia. Ręce. Po dzisiejszym treningu i po słowach Natalii miała wrażenie, że jej własne granice są mniej stabilne niż rano. Nie zniknęły. Ale poluzowały się. A właśnie w takich momentach, jak mówiła Marta, najłatwiej zrobić coś, czego później nie da się wymazać zpamięci ciała.
Pchnęła drzwi.
Trening się skończył.
Teraz zaczynało się coś innego.
Prysznice po treningu
Po treningu szkoła pachniała potem, gumą i wilgocią. Ola nie szukała Kuby wzrokiem. Wiedziała, że i tak muszą iść osobno. On – do szatni dziewcząt. Ona – do szatni chłopców. Program nie zostawiał tu żadnej wątpliwości.
Pchnęła drzwi.
Szatnia dziewcząt była już pełna pary, gdy wszedł Kuba. Kilka cheerleaderek stało pod natryskami, kilka dopiero ściągało opaski z włosów i odkładało buty. Nagość po treningu wyglądała inaczej niż nagość na lekcji. Tu była spocona, rozgrzana, mniej formalna. Kilka spojrzeń od razu padło na niego.
– O, nasz koszykarz – rzuciła któraś z uśmiechem.
Kuba przeszedł pod wolny strumień. Odkręcił wodę. Ciepły strumień oblał mu kark, ramiona i klatkę. Przez sekundę chciał tylko stać. Nie myśleć o Oli. Nie myśleć o dildzie. Nie myśleć o tym, jak wyglądała, gdy dochodziła na matematyce. Ciało jednak pamiętało wszystko lepiej niż chciał.
Nie zdążył długo zostać sam.
Najpierw podeszły dwie, zaraz potem dołączyła trzecia. Wkrótce miał wokół siebie kilka dziewczyn. Nie pytały długo. Jedna wzięła żel i zaczęła nacierać mu ramiona. Druga zeszła niżej, po brzuchu. Trzecia bez szczególnego wstępu objęła dłonią jego penisa i przejechała po nim wolno, jakby mycie było tylko pretekstem. Kuba wciągnął powietrze.
– Spokojnie – mruknęła któraś blisko jego ucha. – Pomagamy.
Ręce były wszędzie. Na klatce. Na pośladkach. Na udach. Na kutasie. Ktoś spłukiwał mu plecy. Ktoś inny masował kark. Woda mieszała się z żelem, a żel z dotykiem. Erekcja przyszła szybko i bez ostrzeżenia. Kuba oparł dłonie o kafelki przed sobą. Nie odsuwał się. Po dwóch dniach programu ciało uczyło się nie protestować zbyt wcześnie.
Potem pojawiła się Ania.
Nie pchała się od razu na środek. Najpierw stanęła z boku i przez chwilę tylko patrzyła. Dopiero gdy jedna z dziewczyn odsunęła się pod inny natrysk, Ania weszła w to miejsce jak w zostawioną lukę. Klęknęła przed nim na mokrych kafelkach. Woda spływała jej po włosach i barkach. Uniosła wzrok na Kubę tylko na sekundę, potem pochyliła się i wzięła go do ust.
Kuba syknął.
Jej usta były ciepłe, pewne, mokre od wody i śliny, czuć było doświadczenie. Prowadziła wolno, głęboko, z ręką u nasady. Jedna z pozostałych dziewczyn zaśmiała się krótko.
– No proszę.
Kuba nie odpowiedział. Patrzył w dół na Anię, na to, jak jej głowa porusza się w rytmie, jak jedna dłoń trzyma go, a druga opiera się o jego udo. Nie myślał wtedy o tym, że ona może chcieć czegoś więcej niż chwili pod natryskami. Dla niego to była kolejna scena programu. Intensywna. Gorąca. Ale wciąż domknięta ramą zasad i miejsca. Nie wiedział, że dla niej ta rama może oznaczać coś innego.
Ania puściła go dopiero po dłuższej chwili. Wstała. Oparła się o ścianę pod natryskiem, rozstawiła nogi i spojrzała na niego przez ramię.
Nie powiedziała „weź mnie”.
Nie musiała.
W samym ułożeniu ciała było wystarczająco dużo prowokacji. Kuba podszedł. Chwycił ją za biodra. Pociągnięty napięciem całego dnia, pamięcią Oli, rękami dziewczyn i jej ustami, ustawił się z tyłu i wszedł w nią jednym dłuższym ruchem. Ania sapnęła głośno. Palce rozjechały się po mokrej ścianie. Kuba zaczął się ruszać od razu, mocno, bez długiego rozważania. Szatnia wypełniła się dźwiękiem wody, skóry i krótkich, urywanych oddechów.
Ktoś przyglądał się z sąsiedniego natrysku. Ktoś rzucił komentarz. Kuba prawie tego nie słyszał. Trzymał Anię za biodra i wbijał się głębiej, szybciej, jakby mógł w ten sposób wypalić wszystkie uczucia które się w nim kłębiły, a których nie umiał nazwać. Ania odpychała się od ściany naprzeciw jego ruchom. Była mokra, rozwarta, głośniejsza niż on. Gdy Kuba doszedł, zrobił to z niskim, stłumionym dźwiękiem, wbijając się w nią do końca. Przez kilka sekund stał tak, z czołem przy jej mokrym barku, z bijącym sercem i z pustką po wyładowaniu.
Dopiero potem odsunął się.
Ania odwróciła się powoli. Uśmiechnęła się krótko, ale w tym uśmiechu było coś, czego Kuba nie odczytał do końca. Dla niego scena już się domykała. Dla niej może dopiero nabierała znaczenia. Spłukał się szybko. Wyszedł spod prysznica z wrażeniem, że ciało dostało to, czego chciało, a głowa wcale nie.
Bo gdzieś pod spodem wciąż była Ola.
Szatnia chłopców uderzyła Olę hałasem i temperaturą. Para, odbicia na kafelkach, głosy, śmiech. I od razu spojrzenia. Weszła naga, spocona po treningu, z włosami przyklejonymi do karku. Zasady znała. Tu była na miejscu.
Karolina była już pod jednym z natrysków.
Stała twarzą do strumienia, z rękami uniesionymi do włosów, zupełnie swobodna. Gdy zobaczyła Olę, uśmiechnęła się przyjaźnie.
– No hej, partnerko programu.
Zanim Ola zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, wokół Karoliny pojawili się dwaj chłopacy. Jeden złapał ją od tyłu za piersi. Drugi pocałował ją w szyję. Karolina nie tylko nie zaprotestowała. Odchyliła głowę i coś mu odpowiedziała zbyt cicho, by Ola to dosłyszała. Potem zaśmiała się, była na pierwszy rzut oka śmielsza. Jak ktoś, kto decyzję o oddaniu kontroli podjął wcześniej i nie zamierzał jej teraz negocjować od nowa.
Ola przeszła pod wolny natrysk. Odkręciła wodę. Przez kilka sekund poprostu stała, z zamkniętymi oczami, i pozwalała, by ciepło spłynęło po niej z góry na dół. Miała nadzieję na krótką chwilę dla siebie. Nie dostała jej.
– Rozsądna prośba.
Otworzyła oczy. Stało przy niej czterech chłopaków z drużyny Kuby, różni, pewni siebie. Tacy, którzy nie wyglądali na kogoś, kto przyszedł wyłącznie się umyć.
Ola pomyślała o Martcie.
O tym, jak siostra mówiła, że strach i ciekawość mogą iść w parze. O tym, że program otwiera drzwi, a potem człowiek sam decyduje, jak daleko przez nie przejdzie. Ola nie zamierzała dziś otwierać wszystkich. Ale nie zamierzała też stać jak zamrożona.
Skinęła głową.
Pierwszy złapał ją za biodra i pocałował mocno, bez pytania o delikatność. Drugi od razu zszedł dłonią między jej nogi i sprawdził, ile wilgoci zostało po całym dniu. Syknęła. Była mokra, od lekcji, od treningu, po tym wszystkim, co widziała i słyszała. Trzeci zajął się piersiami. Czwarty czekał, obserwując, jak reaguje.
Karolina kilka natrysków dalej oparła się już rękami o ścianę. Jeden z chłopaków ustawiał się za nią. Ola widziała to kątem oka i nie potrafiła nie zerkać. Karolina była o krok dalej. Może o dwa. I właśnie to działało na Olę mocniej niż jakiekolwiek słowa: świadomość, że można nie zatrzymywać się w pół drogi.
Ola zatrzymała się.
Gdy ktoś spróbował wejść w nią palcami zbyt głęboko i zbyt jednoznacznie przestawić to na więcej, złapała go za nadgarstek.
– Nie – powiedziała. – bez sexu.
Chłopak cofnął dłoń, ale nie odszedł. Przeszedł wyżej. Inny wykorzystał chwilę i odwrócił ją bardziej twarzą do siebie. Ola po chwili opadła na kolana. Kafelki pod nią były mokre i ciepłe. Wzięła pierwszego do ust.
Zrobiła to inaczej niż w poniedziałek. Pewniej, mniej z paniki, bardziej z decyzji. Jego penis wypełnił jej usta, a dłoń oparła się o jego udo, żeby utrzymać rytm. Woda spływała jej po twarzy i plecach. Ktoś z boku masował sobie kutasa, patrząc. Ktoś inny czekał na swoją kolej. Ola zamknęła na chwilę oczy. Nie po to, by uciec. Po to, by wytrzymać intensywność.
Pierwszy doszedł szybko. Spiął się, złapał ją z tyłu za głowę i skończył jej w ustach. Ola zakrztusiła się lekko, ale nie odsunęła się od razu. Przełknęła część, reszta spłynęła jej z kącika warg wraz z wodą. Zanim zdążyła złapać pełny oddech, drugi już stanął na jego miejscu.
Obok Karolina krzyknęła krótko ale głośno. Ola nie musiała patrzeć, by wiedzieć, że u niej poszło znacznie dalej, że Karolina nie stawiała tej samej granicy. Brała więcej albo dawała więcej. Różnica między nimi była wyraźna i działała jak ciepły dreszcz pod skórą Oli.
Drugi chłopak trzymał ją mocniej. Ruszał biodrami płytko, ostrożniej niż pierwszy, ale z wyraźną chęcią dojścia. Ola wzięła go głębiej. Łzy napłynęły jej do oczu. Ktoś z tyłu schylił się i złapał jej piersi od dołu, ugniatając je w rytm. Ktoś inny pogładził jej włosy, potem zacisnął je w pięść. Ola była w środku tego wszystkiego: klęcząca, mokra, otoczona przez obcych chlopaków, z ustami zajętymi, z ciałem które walczyło między decyzją i podnieceniem.
Drugi też doszedł w jej usta.
Trzeci nie czekał długo. Przytrzymał ją za brodę i wszedł między jej wargi jak w coś, do czego miał prawo tylko przez tę jedną chwilę. Ola poddała się temu. W głowie migały jej urywki dnia: Kuba na polskim, jego język na matematyce, dildo, słowa Natalii o trofeum, Ania stojąca w oknie, myśl o tym, że Kuba może teraz być teraz z czyimiś dłońmi na sobie. Czy jest z Anią. Czy ma świadomość, że Ania chce go naprawdę. Czy oni również poszli dalej.
Trzeci skończył jej w ustach z niskim pomrukiem. Ola odsunęła się, zakaszlała i przetarła wargi grzbietem dłoni. Ślina, woda i sperma rozmyły się na jej brodzie. Czwarty nie czekał, aż wstanie. Stanął nad nią i zaczął się masturbować. Ola uniosła twarz. Patrzyła prosto na niego. Gdy dochodził, skierował kutasa niżej i skończył na jej piersiach i szyi. Ciepłe krople uderzyły o skórę i od razu zaczęły spływać pod strumieniem wody.
Ola została na kolanach jeszcze przez sekundę.
Dopiero potem wstała.
Kilku chłopaków wokół nadal się dotykało, patrząc na nią. Jeden opierał się o ścianę i kończył w dłoń. Inny nawet nie udawał, że chodzi o mycie. Ola spłukała piersi, brzuch i usta. Ręce trochę jej drżały z nadmiaru wrażeń.
Karolina podeszła do niej z mokrymi włosami i zadowoloną, rozluźnioną miną.
– Dajesz radę – rzuciła. – Naprawdę.
Ola nie wiedziała, czy to komplement, czy ocena. Skinęła tylko głową. Nie miała siły rozmawiać o granicach pod prysznicem, kiedy jej własne dopiero co zostały przetestowane do granic możliwości, nawet jeśli nie posuneła się dalej niż oral.
Wyszła spod natrysku wcześniej niż reszta. Owinęła się ręcznikiem, następnie się otarła, poprawiła włosy, stanęła przy ławce i przez chwilę oddychała głębiej. Ciało było czyste. Głowa nie. W głowie zostało wszystko: smak, ciężar, spojrzenia, Karolina po drugiej stronie tak łatwo oddająca się przyjemności oraz jej myśl o Kubie.
O tym, gdzie jest.
O tym, z kim.
O tym, czy Ania naprawdę do niego podeszła.
Powrót do domu
Spotkali się dopiero przy wyjściu ze szkoły, już ubrani. Kuba stał oparty o niską ściankę obok rowerów, z rękami w kieszeniach bluzy i wilgotnymi jeszcze włosami. Ola zobaczyła go od razu. Nie dlatego, że apecjalnie się za nim rozglądała. Tylko dlatego, że po całym dniu jej wzrok sam umiał znaleźć właśnie jego.
Podeszła wolniej, niż zamierzała.
– Cześć – powiedziała.
– Cześć.
Przez chwilę stali naprzeciw siebie jak dwoje ludzi, którzy za dużo przeżyli w zbyt krótkim czasie i nie wiedzą, od którego zdania zacząć. Wokół przesuwali się inni uczniowie, ktoś krzyczał do kogoś przez dziedziniec, ktoś najechał rowerem na krawężnik. Zwyczajny koniec dnia. Tylko oni nie byli już zwyczajni.
– Idziemy? – zapytał Kuba.
Ola skinęła głową.
Ruszyli w stronę osiedla. Po nagości całego dnia materiał na ich ciele wydawał się obcy. Sukienka przylegała Oli do pleców, tam gdzie skóra była jeszcze wrażliwa po prysznicu. Kuba szedł obok, blisko, ale nie na tyle, by ich ramiona cały czas się stykały. Raz na jakiś czas jednak muskały się. I za każdym razem Ola to rejestrowała.
Pierwsze minuty minęły prawie bez rozmowy. Przeszli obok sklepu, potem obok niskiego żywopłotu, potem przez przejście koło przychodni. Dopiero gdy hałas szkoły został za nimi, Ola odetchnęła głębiej.
– Długi dzień – rzucił Kuba.
– Za długi – odparła.
Uśmiechnął się krótko, bez prawdziwej lekkości.
– Dałaś radę?
Ola pomyślała o szatni chłopców. O tym jak klęczała na kafelkach. O smaku, którego nie dało się do końca spłukać wodą. O Karolinie Witkowskiej, która potrafiła oddać się temu łatwiej. O własnej granicy, której tym razem nie przesunęła, choć ciało pragnęło, by zrobić to za nią.
– Dałam – powiedziała. – Tylko nie wiem, czy to powód do dumy.
Kuba spojrzał na nią z boku.
– A ja nie wiem, czy po dzisiejszym dniu ktokolwiek z nas powinien używać słowa „duma”.
Szli dalej. Słońce było już niżej, ciepłe i żółte, ciągnąc ich cienie po chodniku. Ola miała wrażenie, że każdy krok odsuwa ich od szkoły tylko fizycznie. W środku nadal byli w niej: w salach, na korytarzu, pod tablicą, na krześle, pod prysznicem.
I w szatni dziewcząt, której nie widziała, ale domyślała się zbyt dużo.
Przez chwilę próbowała mówić o czymś obojętnym. O tym, że Natalia na treningu była w rzadko spotykanym humorze. O tym, że układ na sobotę jeszcze nie dokońca im wychodzi. O tym, że lekcja historii była dziwnie normalna jak na dzień, w którym na wcześniejszej lekcji dochodzili na środku klasy. Kuba odpowiadał. Czasem nawet wtrącił własne zdanie o koszykówce. Ale rozmowa była tylko przykrywką. Pod spodem czekało pytanie, którego Ola nie zamierzała już długo unikać.
Zatrzymali się na światłach. Kiedy zrobiło się zielone, nie ruszyli od razu.
– Jak było z Anią? – zapytała.
Kuba odwrócił do niej twarz ostrzej, niż zwykle.
– Co?
– Z Anią – powtórzyła Ola spokojnie. – Pod prysznicem.
Przez sekundę wyglądał, jakby rozważał zaprzeczenie. Potem zrezygnował. Wiedziała... albo przynajmniej wiedziała wystarczająco dużo, by nie opłacało się udawać.
Ruszyli przez jezdnię.
– Było… dobrze – powiedział w końcu. – Nie będę kłamał.
Ola kiwnęła głową. Tego się spodziewała. I mimo to słowo „dobrze” osadziło się w niej nieprzyjemnie.
– Tylko dobrze?
Kuba wzruszył ramionami, ale gest wyszedł sztywno.
– Intensywnie. Szybko. Jak większość rzeczy dzisiaj. Podeszła, potem klęknęła, potem… no. Poszło dalej.
Ola patrzyła przed siebie.
– Wiem, że ona cię pragnie – powiedziała.
Kuba spowolnił krok.
– Co?
– Ania. Chce cię od jakiegoś czasu. Powiedziała mi to jakiś czas temu. Jeszcze zanim zaczął się program. Półżartem. Potem już mniej żartem. Nie wiem, czy kiedykolwiek zdążyła ci to powiedzieć wprost. Raczej nie... a ty wyglądasz, jakbyś dopiero teraz składał wszystko w całość.
Kuba przez kilka sekund szedł w milczeniu. Na jego twarzy było widać, że naprawdę składa.
– Nie wiedziałem – powiedział wreszcie. – Znaczy… wiedziałem, że jest okej, że się nie dystansuje, że teraz gdy trwa program jest odważniejsza. Ale nie myślałem, że to coś osobistego. Nie w ten sposób.
– A było osobiste? – zapytała Ola.
Zawahał się.
– Dla mnie nie – odparł. – Nie w takim sensie. Byłem podjarany, po całym dniu ciało samo szukało ujścia. Ania była blisko. Chciała. Ja też w tamtym momencie chciałem. Ale jak już było po wszystkim, to nie myślałem o niej.
Ola poczuła, jak coś w niej jednocześnie puszcza i zaciska.
– Tylko o kim?
Kuba spojrzał na nią dłużej.
– O tobie.
Nie powiedziała od razu nic. Bała się, że jeśli za szybko wpuści to zdanie do środka, zrobi się z niego więcej, niż na razie potrafiła unieść. A jednocześnie czekała na nie. Od chwili, gdy zobaczyła Anię przy oknie po treningu. Od chwili, gdy klęczała w szatni chłopców i wyobrażała sobie, co dzieje się w szatni dziewcząt.
– To dość wygodne – mruknęła. – Spać z jedną osobą, a myśleć o drugiej.
– Wiem – powiedział Kuba. – Nie wygląda to bohatersko.
– Nie wygląda.
Przeszli obok małego placu zabaw. Huśtawka skrzypiała pusta. Ola włożyła ręce na ramiona, choć nie było jej zimno.
– Zazdrościłam – przyznała. – Zanim jeszcze cokolwiek potwierdziłeś. Już na treningu. Jak zobaczyłam Anię, od razu pomyślałam, że do ciebie podejdzie. I że ty możesz nie zrozumieć, co to dla niej znaczy.
– Teraz rozumiem więcej – powiedział cicho. – Alecprzyznaję, że tylko dzięki temu, że mi o tym mówisz.
– Nie mówię tego, żeby cię pouczać.
– Wiem.
Szli chwilę w ciszy. Dopiero po kilku metrach Ola dodała:
– Pod prysznicem też nie byłam święta.
Kuba odwrócił ku niej twarz.
– Nie musisz…
– Czterech – powiedziała zanim się rozmyśliła. – Robiłam im loda. Trzech skończyło mi w ustach, kolejny na mnie. Nie doszło do penetracji... tym razrm nie pozwoliłam na to - powiedziała obserwując reakcję Kuby- ale nie udawajmy, że wracam do domu jako ktoś, kto tylko obserwował cudze wybory.
Kuba nie odpowiedział od razu. Nie wyglądał na oburzonego. Raczej na kogoś, kto dostaje obraz, którego się bał i którego jednocześnie potrzebował.
– I jak się z tym czujesz? – zapytał.
Ola zaśmiała się krótko, bez wesołości.
– Jak ktoś, kto od dwóch dni żyje w świecie, w którym ciało dostaje osobne reguły. Rano doprowadziłam cię ręką na środku klasy. Potem prawie doszłam na korytarzu. Potem ty doprowadziłeś mnie do orgazmu na matematyce. Następbie miałam w sobie dildo na wychowaniu seksualnym, aby przejść na trening który odbywał się nago. Potem szatnię pełną chłopaków. I gdzieś pomiędzy tym wszystkim byłeś Ty... cały czas ty.
Kuba zwolnił tak, że musiała zwolnić razem z nim.
– Na polskim wybrałem ciebie, bo chciałem właśnie ciebie – powiedział. – Nie dlatego, że byłaś najbliżej.
– Wiem.
– Na matematyce, jak klęczałem przed tobą, to też nie było przypadkowe.
– Tak czułam to.
– A z Anią… – zcìągnął brwi. – Było dobrze, tak fizycznie. Ale jak już skończyłem, to nie miałem tego uczucia, że chcę przy niej zostać, że chcę na nìą patrzeć, że chcę, żeby to jeszcze chwilę coś znaczyło. Przy tobie to się pojawia. I właśnie dlatego cała ta sytuacja jest pokręcona.
Ola poczuła ciepło w klatce piersiowej, mocniejsze niż chciała zdradzić.
– Czyli mówisz, że wolisz kogoś innego niż Anię – powiedziała.
– Tak - Kuba spojrzał jej prosto w oczy - Kogoś bardzo konkretnego.
Tym razem to Ola pierwsza odwróciła wzrok. Nie dlatego, że nie chciała tego słyszeć. Tylko slatego, że pragnęła tego zbyt mocno.
Ruszyli znowu. Blok Oli był już niedaleko. Z każdym metrem rozmowa nie stawała się nic lżejsza.
– Bałam się, że po Ani będziesz traktował mnie inaczej – powiedziała. – Albo że ja zacznę.
– A traktujesz?
Ola pomyślała uczciwie.
– Zazdrościłam jej... to fakt. Ale nie mam też czystych rąk... ani czystych ust – dodała z gorzkim półuśmiechem. – Więc nie zamierzam robić z siebie sędzi.
– Dobrze – powiedział Kuba. – Bo ja też nie dam rady udawać, że program nas nie zmienia, bo zmienia. Tylko że przy tobie to nie jest tylko fizyczność. Jest jeszcze coś pod więcej.
Doszli do jej klatki. Zatrzymali się przy schodach, tam gdzie wczoraj stali po raz pierwszy po wspólnym dniu. Wtedy wszystko było nowe. Teraz było inne, bardziej intensywne.
Ola poprawiła pasek torebki.
– Nie musisz tłumaczyć mi każdego dotyku, który wydarzy się do końca tygodnia – powiedziała. – Ja też nie dam rady żyć w tym programie jak w zamkniętej parze, tym bardziej, że oficjalnie nią nie jesteśmy.
– Nie jesteśmy – zgodził się Kuba. – Nie nazwaliśmy tego.
– No właśnie.
– Ale to nie znaczy, że nic nie czuję.
– Ja też zaczynam coś czuć – odparła. – Właśnie o to chodzi i jest to dziwne.
Stanęli blisko, nie było to już przypadkowe. Kuba uniósł rękę i tylko na moment musnął jej nadgarstek. Mały, ostrożny gest. Po wszystkim, co robili publicznie, ta mała prywatność wydała się Oli bardziej podniecająca niż to co stało się pod prysznicami.
– Przyjdziesz rano? – zapytała.
– Przyjdę - uśmiechnął się.
– O tej samej porze?
– Tak.
Ola kiwnęła głową. Chciała powiedzieć jeszcze coś mądrzejszego. Coś, co uporządkuje dzień, ale nie znalazła słów. Zamiast tego powiedziała tylko:
– To do jutra.
– Do jutra, Ola.
Weszła do klatki. Nie odwróciła się od razu. Dopiero z półpiętra, przez szybę, zobaczyła, że Kuba nadal stoi na dole. Dopiero po chwili ruszył w stronę swojej ulicy.
Ola oparła plecy o ścianę i zamknęła oczy.
W ciele miała jeszcze szatnię.
W ustach smak spod prysznica.
W głowie Anię.
I Kubę.. przede wszystkim Kubę.
W programie zostali umieszczeni jako para.
Ale oni właśnie przestawali być w nim przypadkowo dobranymi partnerami.
Wieczór
Ola zamknęła za sobą drzwi mieszkania i przez chwilę po prostu stała w przedpokoju. Buty zsunęły się z nóg ciężej niż zwykle. Sukienka pachniała szkołą, potem i resztkami dnia, którego nie dało się zostawić za progiem. W kuchni paliło się światło.
Marta siedziała przy stole z herbatą i telefonem. Gdy zobaczyła Olę, odłożyła obie rzeczy.
– No proszę, moja siostra żyje.
Ola parsknęła cicho i usiadła naprzeciwko.
– Na razie.
Marta przyjrzała się jej uważniej. Nie było w tym wścibstwa. Raczej umiejętność starszej siostry, która potrafiła czytać za dużo z samego sposobu, w jaki ktoś opada na krzesło.
– Trudny dzień?
– Długi – odparła Ola. – Nie wiemod czego by tu zacząc, bo najpierw był polski, potem przerwa i oczywiście rozsądne prośby. Następbie matematyka. Potem historia, biologia, wychowanie seksualne, oraz oczywiście trening, prysznic. A na koniec rozmowa z Kubą w drodze do domu.
Marta uniosła brwi.
– Wiesz siostra, to brzmi intrygująco, ale może rozwinełabyś trochę temat bo nie dokońca wiem o czym mówisz.
– A tak przepraszam, wszystko siedzi we mnie i się kotłuje. Zaraz to wytłumaczę.
Ola nie opowiadała wszystkiego. Nie wyliczała chłopaków spod prysznica ani tego, jak smakowała ich sperma. Ale powiedziała dość, by Marta zrozumiała skalę. O uldze Kuby na polskim. O tym, że sama wybrała go na matematyce. O lekcji z używanymi gadżetami. O treningu nago. O tym, że Natalia ogłosiła się trofeum na sobotę. I oczywiście o Ani.
Marta słuchała bez pośpiechu.
– A Kuba?
– Powiedział, że z Anią było dobrze. Ale że myślał o mnie.
Marta uśmiechnęła się krótko, bez drwiny.
– No to macie już większy problem niż sam program.
– Dzięki za wsparcie - Ola parsknęła.
– To nie drwina – powiedziała Marta. – Tylko fakt. Jak zaczynacie wybierać siebie nawzajem przy całej sali, to potem trudno udawać, że jesteście tylko losową parą z listy.
Ola przetarła twarz dłońmi.
– Boję się, że to wszystko idzie za szybko.
– A jednocześnie nie chcesz, żeby zwolniło – zauważyła Marta.
Ola nie zaprzeczyła.
Marta dopiła herbatę i spojrzała w telefon.
– Słuchaj, ja za chwilę wychodzę. Mam randkę.
Ola uniosła głowę.
– Dziś?
– Dziś. I raczej nie spodziewaj się mnie wcześnie. Jak coś, nie czekaj. Mam wrażenie, że wieczór może się przedłużyć.
Powiedziała to lekko, ale wystarczająco jasno, by Ola zrozumiała więcej, niż zawierało samo słowo „randka”. Marta nie tłumaczyła szczegółów. Nie musiała.
– Okej – powiedziała Ola. – To baw się dobrze.
– Ty też spróbuj choć trochę ochłonąć – odparła Marta, zbierając torebkę. – Jutro znowu szkoła. A wyglądasz, jakbyś miała w głowie osiem różnych wersji samej siebie.
Pocałowała Olę w skroń i wyszła.
Mieszkanie od razu zrobiło się cichsze.
Ola siedziała jeszcze chwilę przy stole, potem wstała i poszła do łazienki. Odkręciła prysznic. Tym razem woda nie musiała zmywać cudzych rąk. Miała zmyć dzień. Para osiadła na lustrze. Ola stanęła pod strumieniem i dopiero wtedy pozwoliła ramionom opaść. Myła włosy dłużej niż trzeba. Potem ciało. Potem jeszcze raz kark i ramiona, jakby dało się spłukać także pamięć spojrzeń... nie dało się. Ale ciepło pomagało.
Po prysznicu włożyła czystą koszulkę i krótkie spodenki. Usiadła na łóżku z telefonem. Przez minutę tylko patrzyła w ciemny ekran. Potem zobaczyła, że Kuba już napisał.
Kuba domknął drzwi mieszkania barkiem, bo w ręku trzymał torbę i bułki, które mama kazała po drodze kupić. Z kuchni dobiegał głos radia i brzęk garnka.
– Kuba? – zawołała mama. – Jesteś?
– Jestem.
Wszedł do kuchni. Mama stała przy blacie, starsza od niego o trzy lata Magda, obierała pomidora jak ktoś, kto robi to już wyłącznie z obowiązku, nie z entuzjazmu. Przy stole młodsza od Kuby o dwa lata Asia, wpatrzona w telefon, nawet nie uniosła głowy.
– Jak trening? – zapytała mama.
– Normalnie.
– Jedzenie będzie za kwadrans. Umyj ręce.
Magda rzuciła mu krótkie spojrzenie.
– Wyglądasz, jakby ktoś przepuścił cię przez dwa treningi zamiast jednego.
– Długi dzień – odparł Kuba.
Asia nadal udawała, że go nie widzi. Typowe. Od kilku miesięcy zachowywała się tak, jakby posiadanie starszego brata było lekkim kompromisem, który woli ignorować przy gościach i przy rodzinie. Kuba nie brał tego do siebie. Sam kiedyś tak funkcjonował.
Umył ręce. Postawił bułki na stole. Magda przesunęła ku niemu talerz z pomidorami, jakby to miało zastąpić rozmowę. Mama zapytała jeszcze o szkołę, o to czy nie przeciąża się treningami, o to czy na pewno zjadł obiad. Kuba odpowiadał krótko. Nie dlatego, że nie chciał mówić. Dlatego, że nie dało się opowiedzieć tego dnia w wersji zwykłej kuchennej rozmowy.
Po jedzeniu szybko zniknął w swoim pokoju. Dopiero tam usiadł na łóżku i pozwolił sobie tak naprawdę odetchnąć. Ściągając bluzę, znowu przypomniał sobie szatnię. Wodę, dotyk rąk na ciele... Anię. Ale zaraz potem bliskość Oli... zwłaszcza Oli. To było dziwne: ciało pamiętało jedną dziewczynę, a głowa wracała do drugiej. Albo właśnie wcale nie takie dziwne. Po prostu uczciwe.
Wziął telefon.
Napisał:
Doszłaś?
Po chwili poprawił:
Do domu, znaczy.
Ola odpowiedziała szybko.
Dotarłam. Ty też?
Tak.
Marta wyszła na randkę. Powiedziała, że nie mam się jej spodziewać wcześnie.
Kuba spojrzał na wiadomość dłużej niż wymagała treść.
To masz choć chwilę spokoju.
Prysznic już zaliczyłam. Teraz próbuję nie analizować całego dnia. Słabo mi idzie.
Uśmiechnął się do siebie.
Ja też. Mama pytała o trening. Siostra stwierdziła, że wyglądam jak po dwóch. Młodsza nawet nie uniosła wzroku z telefonu.
Klasyka.
Przez chwilę telefony milczały. Potem Ola napisała:
Dzięki, że powiedziałeś prawdę o Ani.
Kuba odparł po namyśle:
Nie miało sensu kłamać. I tak byś wyczuła.
Pewnie tak.
Nie chcę, żebyś myślała, że to było ważniejsze niż to, co było między nami dzisiaj.
Ola długo nie odpowiadała. Potem napisała:
Nie myślę.
I zaraz dodała:
Ale byłam zazdrosna.
Kuba położył się na plecach i wpatrzył w sufit.
Ja też. Jak myślałem o tobie w szatni chłopców i co mogło się w niej właśnie dziać.
Nie powinnam była pytać, jeśli nie chciałam odpowiedzi.
Ale chciałaś?
Chciałam.
Znowu przerwa, tym razem krótsza.
Jutro rano naprawdę przyjdziesz? – napisała.
Przyjdę.
Dobrze. Chyba zaczynam się przyzwyczajać.
Do programu?
Do ciebie w tym programie.
Kuba przez chwilę tylko patrzył na to zdanie. Potem odpisał:
To wzajemne.
Nie dopowiedzieli więcej. Nie było trzeba. Ola wysłała jeszcze krótkie „dobranoc”, on odpisł to samo. Potem odłożył telefon na klatkę piersiową i leżał w ciemnym pokoju z uczuciem, że wtorek zostawił w nim wyraźny ślad.
Nie tylko na ciele.
Także coś pod spodem.
Coś, co dotyczyło Oli.
W mieszkaniu obok ktoś puścił wodę. Z kuchni na chwilę dobiegł głos mamy. Asia przeszła korytarzem, nadal w swoim świecie. Magda zamknęła drzwi pokoju. Poprostu zwyczajny wieczór domu. A Kuba leżał pośrodku tego wszystkiego jak ktoś, kto wrócił z innej wersji rzeczywistości i jeszcze nie całkiem się z niej otrząsnął.
Zamknął oczy.
Jutro miał znowu stanąć pod blokiem Oli.
I po raz kolejny wejść z nią w dzień, którego nie dało się przewidzieć do końca.
Tymczasem, kilka ulic dalej, Ola też nie zasńęła od razu. Leżała na boku, z telefonem przy poduszce i mokrymi jeszcze końcówkami włosów. Marta nie wracała. Mieszkanie było jej. Cisza była jej. A mimo to w głowie nadal miał ktoś drugi oddech, czyjeś spojrzenie i zdanie wypowiedziane w drodze do domu.
Nie byli parą.
Nie nazwali tego.
Ale po dzisiejszym dniu trudno było udawać, że są sobie obojętni.
Ola zasnęła dopiero wtedy, gdy zmęczenie wreszcie wygrało z analizą.
Kuba trochę później.
Wtorek domknął się po cichu.
A środa już na nich czekała.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz