Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Rocznica

RocznicaOkrągłe rocznice zawsze stanowią dobrą odskocznie od codzienności, szczególnie jeśli organizatorzy postawią sobie za punkt honoru przebicie innych tego typu imprez w rodzinie.
Czterdziesta rocznica ślubu ciotki i wujka była dla nich okazją do zebrania naszej sporej rodziny i wyprawienie małego wesela.
Pewna lipcowa sobota kilka dni temu – sto siedemnaście osób, sala weselna, zespół, fotobudka i inny szajs weselny, po to tylko, by pokazać, że ich stać. Nadęte bufony. Niemniej, ubrany w gajer, z bukietem kwiatów i z dobrym humorem, punktualnie o 18:00 zawitałem na salę. Życzenia, toasty, obiad i dyskretne spojrzenia na delolty i nogi młodszych kuzynek i żon kuzynów. Pod tym względem moja rodzina była udana – dużo pięknych i zakazanych kobiet.
Impreza nie różniła się od innych tego typu. Syto zakrapiana alkoholem dla niektórych zaczęła się kończyć jeszcze przed 22. Siedziałem przy stole z moimi dwoma kuzynami Jarkiem i Pawłem oraz ich żonami. Celowo nie wspominam o nich, bo nie zasługiwały zbytnio na uwagę. Na przeciwko mnie siedziała kuzynka Sandra ze swoim chłopakiem. Sandra była 29 – letnią, chudą wręcz brunetką. Ładna buzia, chudy tyłek i zero piersi. Niemniej bardzo sympatyczna i wesoła dziewczyna. Nie widziałem jej chyba z pięć lat. Jej chłopak, 32 – letni Kuba, był też bardzo pozytywnie zakręcony. Od razu złapaliśmy dobry kontakt i śmiejąc się oraz często dość dwuznacznie żartując na tematy z podtekstem seksu, wywoływaliśmy zdumienie i wyraźny grymas zażenowania wśród żon wspomnianych kuzynów. Obok Sandry siedziała Ola i syn jednej z tych par mojego kuzynostwa, jednak nie do końca wiedziałem, której.  Oni byli najmłodsi w naszym gronie i chyba z tego względu zbyt dużo się nie odzywali. Aleksandra była ładną blondynką, tym bardziej ładną, im bardziej odsłaniała nogi i tyłek przy tańczeniu w Marcinem. Luźna, rozkloszowana sukienka nie pomagała jej zachować w tajemnicy zgrabnego tyłka i pięknych ud...
W całym towarzystwie byłem sam, jak zawsze. Po początkowych pytaniach i westchnieniach, że „w końcu znalazłbyś sobie żonę” i moich kąśliwych ripostach, mogłem zacząć świętowanie. Obtańcowywałem, co ładniejsze panie, które zostawiwszy pijanych mężów przy stole, chciały bawić się i szaleć na parkiecie. Stan promili w mojej krwi też się zgadzał, ale nigdy nie zamulam przy stole, co bardzo podobało się moim tanecznym partnerkom. W końcu do tańca porwałem Olę. Mała, bezbronna Ola, która idealnie poddawała się w tańcu, sprawiając, że oprócz jej bliskości, czerpałem radość z samego tańca. Po prostu.
- Świetnie wywijasz. – powiedziała, gdy w trakcie wolniejszej piosenki delikatnie kołysaliśmy się, delikatnie przytulając.
- Z taką partnerką nie można inaczej. – szepnąłem jej do ucha.  
Rozmawialiśmy trzy minuty, ale dowiedziałem się o niej więcej, niż przez cały wieczór. Gdy później siedzieliśmy przy stole, już bardziej ochoczo zabierała głos. Podobała mi się. Nie dało się tego ukryć. Nawet Sandra zażartowała, że Marcin będzie zazdrosny. Ola skwitowała to tylko delikatnym zaczerwienieniem. Była nieśmiała, ale wiedziałem, że podoba jej się moje zainteresowanie. Często łapaliśmy nasze spojrzenia i uśmiechy. Widziała, jak spoglądam jej w dekolt – a miała co pokazywać! Mimo swojej szczupłej budowy ciała, piersi miała spore. Idealnie dopasowane w dekolt sukienki, sprawiały jakby jedną całość. Miała 26 lat, choć z początku dałbym jej maksymalnie 18. Musiała być starsza od Marcina, bo jego ojciec był maks 2 lata starszy ode mnie. Mam 40 lat, zatem Marcin musiał mieć maksymalnie 22 – 23 lata. Szybka, alkoholowa kalkulacja mogła się jednak nie zgadzać. Gdzie on dorwał taką laskę?  
W pewnym momencie alkohol uderzył zbyt mocno do głowy. Wyszedłem do toalety za potrzebą, a wracając wyszedłem do ogrodu. Było już po północy. Ciepłe, letnie powietrze i półmrok pod wierzbą, gdzie stała mała ławka. Usiadłem, wyciągnąłem nogi, wyprostowałem plecy i odchyliłem głowę nad oparcie. Z założonymi za głowę rękoma, półleżąc, odpoczywałem. Było cicho, błogo, a wpływ alkoholu sprawił, że nawet wygodnie. W myślach miałem Olę. Jej widok, gdy okręca się, odsłaniając pośladki. Rozmarzyłem się.  
- Śpisz? – poczułem czyjeś ręce na ramieniu. – Michał? – usłyszałem tuż przy uchu.  
Otworzyłem oczy, praktycznie bez ruchu, trochę wkurwiony, że ktoś przeszkodził mi w moich sennych marzeniach.  
- Hmm? – mruknąłem. Sandra siedziała obok na ławce.  
- Przyszłam cię zmolestować. – zachichotała wprost do ucha.  
Dźwięk jej napalonego głosu sprawił, że na karku poczułem gęsią skórkę.  
- Nie obiecuj, bo będziesz zaraz uciekać. – odpowiedziałem z przekąsem.  
- Żebyś ty zaraz nie uciekł! – odparła tonem udającym oburzenie.
W tym samym momencie poczułem jej dłoń na moim kroczu. Fiut był już w lekkim wzwodzie od wcześniejszego myślenia o Oli oraz jej szeptu sprzed chwili.  
- O kurwa... – szepnęła.  
- Co? – spojrzałem jej w twarz, ale w ciemności nie widzieliśmy swojego spojrzenia.  
- Ja pierdolę... Nie mogę... – marudziła coś pod nosem Sandra, jednak jej ręka cały czas trzymała przez spodnie mojego półsztywnego fiuta. Nawet poczułem, że delikatnie nią porusza. W jej głosie usłyszałem strach. I chyba to było jeszcze bardziej podniecające.  
- To go zostaw. – odpowiedziałem po dłuższej chwili. Moim rozbawionym tonem chciałem trochę rozluźnić sytuację.  
- Kurwaaa... – przeciągnęła Sandra szeptem, jakby chciała przedłużyć chwilę zanim zabierze rękę. Chyba była pod wrażeniem 40 – letniego kutasa kuzyna. Nie był może jakiś wybitny, ale wstydu nigdy mi nie zrobił.  
Jednym ruchem wyprostowałem się i złapałem ją za udo, wpychając rękę pod sukienkę najgłębiej, jak się da. Jej jęknięcie wypełniło cały park. Przywarłem do niej torsem, drugą ręką obejmując szyję. Odruchowo zacisnęła uda, nie pozwalając mi wejść głębiej, jednak wyczułem kciukiem materiał jej majtek.  
- I co teraz? – powiedziałem prawie ocierając się ustami o jej usta.  
- Jesteśmy pijani... – próbowała wydusić słowa między kolejnymi, głębokimi oddechami.  
Czułem dokładnie, jak bije jej serce, o mało nie rozrywając jej pozbawionej piersi klatki.  
- Jestem zbyt mało pijany, by nie być świadomy i zbyt mocno, by żałować... – słowa zawisły w powietrzu.  
Sandra, jakby nie rozumiała ich treści. Mijały kolejne chwile w milczeniu, Sandra dyszała i przełykała głośno ślinę. Nasze usta niemal się dotykały. W chwili, kiedy rozluźniałem swój uścisk, by zrezygnować, moja kuzynka rozluźniła nogi, pozwalając swoim udom opaść na boki.  
Włożyłem rękę głębiej pod sukienkę, palcami wyczułem gorąco, bijące z jej kroku. Trzęsła się. Przez materiał jej majtek wyczułem, że jest bardzo mokra. Złapałem za materiał w miejscu cipki i pociągnąłem w stronę kolan. Uniosła lekko tyłek, by pomóc mi. Nie myślałem trzeźwo, a mimo to było mi trochę głupio, gdy ściągałem majtki swojej kuzynce. Gdy zgięła kolano, przewlokłem majtki przez jej stopę, później przez drugą. Trzymając je w ręce, zbliżyłem do swojej twarzy. Pachniały cipką. Doskonale znałem ten zapach napalonej cipki.  
- Gdzie Kuba? – zapytałem stanowczym głosem. Odchyliłem się na moment, by odłożyć stringi na ławkę za siebie.  
- Na sali. – odparła w tak oczywisty sposób, że zrobiło mi się aż głupio.  
Jebana dziwka, chce przerżnąć się ze swoim kuzynem, którego ma za głupka... Zacząłem masować palcami jej cipkę. Sandra podciągnęła sukienkę, by jeszcze mocniej rozszerzyć uda. Chciałem ją pocałować, ale odwróciła głowę. Strzelałem palcówkę swojej młodszej kuzynce, a trzydzieści metrów od nas, na sali bawiła się cała rodzina, razem z jej chłopakiem.  
- On chciał tego... – wyszeptała.  
- Kto? Coo? – zamarłem.  
- Nie przestawaj! – syknęła. – Kuba chce, żebym się puszczała. Lubi to. – szeptała totalnie podniecona.  
- Nie przestawaj! – prawie krzyknęła. – Rób dalej, zaraz dojdę... – szepnęła wtulając się twarzą w moją szyję.  
- Będę mówić, ale nie przestawaj, proszę... – szeptała. – On lubi widzieć mnie z innym... Chce, bym była jego dziwką... – kontynuowała, łapczywie chwytając kolejne łyki powietrza. – Musisz się we mnie spuścić, chcę mu to pokazać! – dodała już niemal głośno.  
Rozejrzałem się, upewniając, że nikogo nie ma.  
- Chcę... by... Ochh... inny... mnie zapłodnił – wystękała, podwijając nogi i ściskając uda, uniemożliwiając mi jakikolwiek ruch przy jej cipce.  
- Już? – zapytałem zaskoczony.  
- Mhmmm... – zamruczała. – O kurwa, przesadziłam, ale było mi dobrze! – pisnęła radośnie.  
- Teraz twoja kolej. – rzuciła mi prosto w twarz, poprawiając się na ławce i obciągając obcisłą sukienkę poniżej ud.  
Znów rozłożyłem się, odchyliwszy głowę do tyłu. Czułem jak jej małe dłonie gmerają przy rozporku, jak odpinają zamek i zgrabnie odciągnąwszy gumkę bokserek, wyciągają sterczącego kutasa na wolność.  
Rzuciłem tylko okiem na dół. Poświata, bijąca z okien sali, delikatnie oświetlała jej głowę i sprawiała, że mokry czubek mojego fiuta błyszczał, jak księżyc w pełni. Sandra poruszała prawą dłonią, naciągając skórkę dość mocno, aż zabolało. Jednak gdy pierwszy raz wzięła go do ust, odleciałem. Obciągała dość zgrabnie. Kilka ruchów głową w dół i w górę, oblizanie główki. Kilka ruchów ręką, trzymając go w ustach. Było przyjemnie. Kuba to szczęściarz – pomyślałem. Ciekawe, gdzie nauczyła się tak dobrze to robić? Wiele kobiet mi obciągało, ale moja kuzynka robiła to nad wyraz dobrze, co stawiało ją w czołówce. Robiła to z pasją, a to bardzo ważne przy tej robocie. Nie kaleczyła fachu zębami, co kilka ruchów dawała sobie odpocząć i oblizywała go, nabierając powietrza. Z kutasem w ustach kuzynki, zastanawiałem się, skąd ona to umie i zachwycałem się techniką...  
- Mhhhrrr – mruczała, co chwilę. – Uwielbiam takie kutasy... Ja pierdolę, co ja robię... – szeptała w przerwach, kiedy nie wypełniałem jej ust.  
W pewnej chwili jasne odbicie światła z otwieranych drzwi prześwietliło park. Ułamek sekundy później Sandra siedziała sztywno na ławce, a ja niezdarnie próbowałem upchać sztywnego kutasa w spodnie.  
- Ktoś idzie. – szepnęła.  
- Sandra! – doszedł nas okrzyk.  
- Kurwa to Kuba! – jęknęła.  
- Sandra! – powtórzył Kuba i zaczął iść w naszym kierunku.  
- Idź, kurwa do niego. – syknąłem.  
Sandra wstała i zrobiwszy dwa kroki, zawróciła. Nachyliła się nade mną.  
- Nie mam majtek... – spanikowała.  
- Idź. Przyniosę je później. Idź! – powtórzyłem.  
Wyszła spod drzewa, Kuba był kilka kroków od ławki.  
- Tutaj. Czego się drzesz! – odpowiedziała mu.  
- Co ty tam robisz? – w jego tonie było słychać pretensje.  
- Oj Michał się najebał i siedzi na ławce, to chwile posiedziałam z nim. – rzuciła.  
Kuba rozgarnął opadające, wierzbowe gałęzie. Zaśmiał się.  
- Oj stary, daliśmy w palnik, co?! – powiedział zadowolony.  
Wyciągnąłem tylko rękę z kciukiem do góry.  
- Chodź, mój brat po nas przyjechał – powiedział do Sandry. – Wracamy do domu i... – zaczął ją całować.  
- Już?! – wyrwała mu się. – Czemu tak szybko? – pytała go.  
Odchodzili w kierunku sali. Ich głosy były dość głośne, sprzeczali się, bo ona nie chciała jeszcze kończyć imprezy. Siedziałem sam, ogłuszony sytuacją, która przed chwilą się wydarzyła. Musiałem ochłonąć. Byłem zbyt podniecony i napalony, by wejść od razu na salę pełną pijanych i roznegliżowanych kobiet. Po dłuższej chwili schowałem stringi Sandry do kieszeni i poszedłem na salę. Okazało się, że alkohol i pogoda zrobiły swoje i gości można było policzyć na palcach jednej ręki. Zostali tylko ci, których znałem najmniej, z którymi miałem najmniejszy kontakt. Przy naszym stole została tylko Ola, co bardzo mnie ucieszyło. Siedziała z głową podpartą o ręce.  
- Gdzie reszta? – rzuciłem wesoło.  
- Starzy poszli spać. – spojrzała na mnie półprzytomnymi oczami. – A Marcin jest w ogrodzie. Źle się czuł i poszedł się przewietrzyć. – ciągnęła dalej.  
Zamarłem.  
- Gdzie w ogrodzie? Przed chwilą stamtąd wróciłem. Nikogo nie było. – powiedziałem dość poważnie.  
- Chodź tańczyć! – pociągnęła mnie za rękę. – Muszę się poruszać! – mówiła mi do ucha, ciągnąc na parkiet.  
Zespół zaczął grać jakiegoś przytulańca. Objąłem ją zachowawczo i zaczęliśmy powoli ruszać się w takt muzyki. Czasami czułem, jak mój fiut ociera się o jej udo. Tańczyliśmy, a ja rozglądałem się czy ktoś na nas patrzy. Kiedy byłem tyłem do gości, zjechałem dłonią na jej tyłek. Był przyjemny w dotyku. Poczułem drgnięcie w rozporku. Gdy znów powoli zatoczyliśmy kółko, ręka ponownie opadła na tyłek. Ola zahamowała nasze okręcanie się tak, że była tyłem do ściany – żaden z pijanych gości nie mógł dojrzeć, jak ją obmacuję. Chciała, żebym znów dotknął jej tyłka i gdy tylko moja ręka zjechała na jej prawy pośladek, spojrzała mi prosto w oczy. Znów poczułem jej udo pomiędzy moimi. Teraz musiała wyczuć mojego penisa. Kręciła biodrami zaczepnie, bardzo blisko mojego krocza, kilkukrotnie udem ocierając się o kutasa. Dobrze, że zespół zaczął grać szybki kawałek, bo uwypuklenie w okolicach rozporka byłoby nie do ukrycia. Tańcząc, zastanawiałem się, co jest z kobietami, że takie młode i atrakcyjne dziewczyny lubią być adorowane przez starszego gościa. O ile adorowaniem można nazwać strzelenie palcówki i oralne zabawy z kuzynką...  
Usiedliśmy zmęczeni i spoceni. Rozlałem nam po kieliszku. Wychyliliśmy niemal od razu. Podsiadłem się do Oli. Wcześniejsze podniecenie oraz to spotęgowane tańcem sprawiło, że przestałem się hamować. Znów rozlałem po kieliszku.  
- Chcesz mnie spić? – udała oburzenie Ola.  
- A muszę? – odparłem gapiąc się w jej dekolt.  
- W sumie nie. Już mam dość... – zawiesiła się.  
- Nie o to mi chodziło. – spojrzałem w jej piękne ciemnoniebieskie oczy.  
Zaczerwieniła się i opuściła wzrok. Musiałem coś powiedzieć, zrobić... Miałem niesamowitą ochotę, tym bardziej, że zostałem zostawiony w połowie roboty.  
- Jesteś piękna... – niemal nie poruszyłem ustami, patrząc, jak próbuje uciec wzrokiem. Obłapiałem ją spojrzeniem. Od szyi, poprzez dobrze wyeksponowane piersi, aż po lekko odsłonięte uda. Nie dałem rady pohamować swoich żądz. Wyciągnąłem rękę i pogładziłem ją po kolanie. Drgnęła.  
- Nie przejmuj się, jutro prawdopodobnie nie będziemy o tym pamiętać, a prawie na pewno się już nie zobaczymy. – uśmiechnąłem się. Zauważyłem na jej przedramieniu gęsią skórkę.  
- Idę na ławkę. – próbowałem by zabrzmiało to obojętnie. – Muszę się przewietrzyć. – patrzeliśmy sobie prosto w oczy.  
Widziałem, że nad czymś się zastanawia.  
- Czekaj! – zawróciła mnie. – Gdzie ta ławka? – zapytała.  
- Jak wyjdziesz na ogród, to na wprost rośnie duża wierzba i pod nią jest ławeczka. – wyjaśniłem.  
- Muszę iść znaleźć Marcina – powiedziała zbyt głośno, ale chyba po to, by ciotka, która siedziała stolik obok, mogła to usłyszeć.  
Wstała i poszła w kierunku toalet. Ja wyszedłem do ogrodu, kierując się w stronę ławki. Już z daleka usłyszałem, że ktoś tam jest. Wlazłem przez zwisające gałęzie i zobaczyłem półleżącego Marcina i wujka – solenizanta.  
- Zobacz, jak młody się najebał. – powiedział to wręcz z satysfakcją.  
Marcin słaniał się na ławce, próbując zachować pozory trzeźwości. Oparł głowę na ręce wyciągniętej wzdłuż oparcia. Milczał. Widać było, że znalazł pozycję, zapewniającą mu wygodne przeczekanie.  
- Posiedzi chwilę i mu przejdzie. – rzuciłem. – Olka go szuka, to się nim zajmie. – dodałem.  
Wujek zaśmiał się, zaciągnął resztkę papierosa i odrzekł:  
- Idę, bo zaraz ciotka mną się zajmie. I dopiero będzie problem. – zaśmiał się i poszedł.  
- Eee! Ziomek, żyjesz?! – poszturchałem Marcina.
Tylko pomajaczył, że musi chwilę posiedzieć i mu minie. Ok – pomyślałem. Usiadłem obok i czekałem na Olę. Kiedy tu szedłem, byłem niemal pewny, że coś się wydarzy. Teraz, siedząc obok zwłok jej chłopaka, zwątpiłem.  
W końcu wyszła. Szła szybko w naszą stronę, raz odwróciła się nerwowo, by zobaczyć czy ktoś jej nie widzi.  
- Chodź, chodź. Znalazłem twoją zgubę! – krzyknąłem.  
- Ja pierdolę... – powiedziała zrezygnowana, gdy tylko zobaczyła go, leżącego na ławce. Przekleństwo w jej ustach wydało mi się dziwne. Nie pasowało do niej.  
- I co ja mam teraz zrobić? – stanęła przy nim i nachyliwszy się, potrząsnęła nim.  
- Wstawaj, kurwa! – znów raziło mnie przekleństwo w jej ustach.  
Marcin nawet się nie ruszył. Wyprostowała się i chcąc dać krok w tył, jej szpilka zapadła się w trawniku, powodując zachwianie. Przytrzymałem ją za ramię.  
- Dzięki. – bąknęła. Chociaż dalej stała oparta o mnie tyłem.  
Złapałem ją za biodro i odeszliśmy za ławkę, za pień drzewa.  
- Nie, nie teraz. – szeptała. – Nie tutaj, no weź. – tłumiła głos.  
Położyłem jej swój palec na ustach, żeby była cicho. Nikt nas nie mógł zobaczyć. Byliśmy w całkowitej ciemności, nawet gdyby Marcin się obudził, pień drzewa skutecznie zasłaniał mu nas.  
Pocałowałem ją. Próbowała mnie powstrzymać, ale byłem zbyt silny, pijany, zdeterminowany i przede wszystkim napalony, by przestać.  
- Jak, kurwa to sobie wyobrażasz? – szepnęła, oderwawszy się od moich ust. – Nie dociskaj mnie tak, bo będę brudna od drzewa. – zaskoczyła mnie jej trzeźwość umysłu.  
- Zdejmij majtki. – poprosiłem.  
- Pojebało cię. Ktoś zobaczy. – oburzyła się.  
- Zobaczy, jak nie będziesz miała sukienki. Braku majtek nikt nie stwierdzi. – mówiłem szeptem, spokojnie i jednym tonem. – Dalej, już nie odpuszczę. Cały wieczór o tobie marzyłem. Nie każ mi teraz stąd iść.  
- Nie. – aż zasyczała pewnością siebie. – Nie tu. Nie teraz. I nie w taki sposób.  
- Właśnie tak jest najlepiej! – niemal nie krzyknąłem. – Nie dam rady już zahamować, przepraszam...  
Czekałem chwilę na jej reakcję, jednak żadnej nie było. Staliśmy naprzeciwko siebie. Trzymałem ją za rękę. Drugą szybko rozpiąłem rozporek i wyciągnąłem penisa w pełnym wzwodzie. Nie mogła tego widzieć, ale z pewnością podejrzewała, co się dzieje. Chciała odejść, ale znów byłem silniejszy. Przytrzymałem ją za rękę i tak obróciłem, że miałem ją tyłem w swoich objęciach.  
- Nie, proszę... Przestań. Nie chcę tak. – szeptała nerwowo.  
Nie stawiała mocnego oporu, jej pijane ciało broniło się tylko siłą woli. A ja byłem jak w transie. Trzymając ją za wygięte do tyłu ręce, odsłoniłem sukienkę i przyłożyłem mokrego fiuta gdzieś w okolice jej ud.  
- Eeej! – krzyknęła. – Kurwa, nie! – mówiła tonem stanowczym, podniesionym głosem. Już nawet nie próbowała ściszać głosu. Była zdesperowana. Wiedziała, że mam przewagę.  
- Pragnę cię. – szepnąłem jej do ucha. – Olu... – zawiesiłem głos. – Przyszłaś tu po coś, chciałaś przecież... Nie możesz teraz przestać. – rozluźniłem uścisk.  
- Ale kurwa nie tak. – szepnęła. – Nie jestem dziwką! – wygarnęła mi prosto w twarz.  
Trochę zbiła mnie z tropu. Myślałem, że faktycznie chce tego, co ja. Puściłem ją zrezygnowany.  
- Jak chcesz... – rzuciłem obojętnie, schowałem fiuta w spodnie, poprawiłem się i odszedłem na salę.  
Zamówiłem taksówkę, pożegnałem się z solenizantami i wyszedłem przed salę. Po kilku chwilach z sali wyszła też Ola. Okazało się, że Marcin otrzeźwiał na tyle, żeby dojść do pokoju na górze – szlachta miała zarezerwowane miejscówki w hotelu nad salą. A, że ja mieszkałem w tej samej miejscowości, wracałem do mojego małego M3. Kiedy podjechała taksówka, pożegnałem się z Olą, która była dość smutna.  
- Wsiadaj. – otworzyłem drzwi do auta i skinąłem głową.  
- No co ty... – zawiesiła się.  
- Odwiozę cię później. Albo zostaniesz u mnie. – widziałem, że się waha. – Co ci nie pasuje? – zapytałem.  
Chwilę milczała, w głowie rozważając wszystkie „za” i „przeciw”. W końcu z jej słodkich ust wybrzmiało soczyste „kurwa”. Wsiedliśmy do samochodu.  
Droga do domu zajęła chwilę, podczas której nikt się nie odezwał. Weszliśmy do mieszkania, Ola rozglądała się po salonie. Nie byłem pewny, czego oczekuje, ale skoro tu przyjechała, to wyszedłem z założenia, że nie po to, by grać w karty.  
- Idę pod prysznic. – powiedziałem, ściągając z siebie ubranie w sypialni. – Chcesz coś do picia? Jakiegoś drinka? Czystą? – uśmiechnąłem się, wychodząc z pokoju w samych bokserkach i widząc, jak na mnie patrzy. Chyba nie spodziewała się, że czterdziestolatek może mieć całkiem zadbane ciało. Wiedziałem, że zrobiłem dobre wrażenie.  
- Jeśli na coś będziesz miała ochotę, nie krępuj się. – rzuciłem i zniknąłem w łazience.  
Po kilku minutach do łazienki weszła Olka. Z butelką piwa w ręce, wskoczyła na pralkę.  
- Mogę? – patrzyła mi w oczy.  
Stałem do niej przodem, przez lekko zaparowaną szybę mogła zobaczyć mnie w pełnej okazałości. Podrażniony myciem kutas wisiał w lekkim zwodzie. Idealnie trafiła moment.  
- Może dołączysz? – zaproponowałem, otwierając drzwi do prysznica.  
Nie odezwała się, obserwowała mnie. Jej wzrok skupił się na penisie. Nie przerywając swoich czynności, odkręciłem deszczownicę, spłukując się. Specjalnie odciągnąłem napletek, by dobrze wypłukać żel. Widziałem, jak patrzy, popijając piwo. Wyszedłem w końcu nagi, mokry i napalony. Podszedłem do niej i bez zapowiedzi zacząłem ją całować. Oddawała każdy pocałunek, trzęsąc się i drżąc tak mocno, że nie mogła się opanować.  
- Poczekaj, daj mi chwilę. – oderwała się od moich ust. – Zwolnijmy...  
- Jasne. Nic na siłę Olu. – cmoknąłem ją w czoło.  
- Rozepniesz? – zeskoczyła z pralki.  
Odpiąłem bez słowa sukienkę. Zsunąłem ramiączka z jej ramion, kurtyna opadła. Stała do mnie tyłem. Rozpiąłem stanik, który po ramionach opadł przy sukience. Pocałowałem ją w szyję, co wywołało u niej gęsią skórkę. Odwróciła się przodem w moją stronę.  
- I jak? – pokazała mi się w pełnej krasie.  
Nie mogłem oderwać wzroku. Płaski brzuch, krągłe, duże piersi ze sporymi, stojącymi sutkami, kości biodrowe wyeksponowane, uda smukłe i piękne, delikatne stópki. Tyłek lekko odstający, sprężysty, materiał stringów sprawiał wrażenie, że pośladki nie są jedną całością. Piękna kobieta.  
- Jesteś idealna... – wyszeptałem.  
Zachichotała. Złapała od spodu piersi i delikatnie uniosła je do góry. Wyglądała cudownie.  
- Daj mi chwilę. – zamrugała swoimi niewinnymi oczami.  
- Chcę patrzeć... – nie spuszczałem z niej wzroku.  
Zdjęła majteczki i szybko wskoczyła pod prysznic. Jeszcze kilka chwil wyjmowała wsuwki z włosów, a ja z kutasem pod pępkiem obserwowałem każdy jej ruch. Cipka wygolona na zero, uwielbiam tak zadbane kobiety. Musiałem wyjść, żeby jej nie zgwałcić.  
Włączyłem cicho muzykę, nalałem sobie drinka. Sączyłem, rozmyślając o tym, jak za chwilę ją wyrucham. Nie mogłem skupić się na niczym innym... Poruszałem chwilę stojącym penisem. Nie mogłem się jej doczekać. Wreszcie stanęła boso w drzwiach sypialni, owinięta tylko w ręcznik, a z jej włosów kapała woda. Podszedłem, wziąłem ją na ręce i zaniosłem do łóżka. Położyłem delikatnie, ale mimo tego prowizoryczne wiązanie ręcznika na jej piersiach puściło, ukazując płasko rozlane cycuszki. Pocałowałem ją. Delikatnie. Mięliśmy dużo czasu, a mimo mojej dzikiej chęci zaspokojenia pierwotnego instynktu, nie chciałem się śpieszyć. Rozgrzewałem ją stopniowo, aż w końcu dreszcze ustały. Leżeliśmy nadzy, całując i pieszcząc się nawzajem. Odgłosy namiętności przerywały czasem nasze krótkie rozmowy. W końcu dopadłem językiem do jej krocza. Była bardzo mokra. I kwaśna, wręcz cierpka. Nie był to smak marzeń, ale zasługiwała na porządną minetę. Uwielbiam lizać cipki, szczególnie, gdy są tak zadbane, jak jej. Idealnie gładka, małe wargi sromowe... choć mogłaby smakować lepiej. Ola jęczała, co jeszcze bardziej mnie nakręcało. W pewnej chwili dołożyłem palec, którym masowałem delikatnie łechtaczkę. Przy końcu wszedłem w nią ostro środkowym palcem, a językiem przeniosłem się w miejsce wcześniej masowanej łechtaczki. Zawyła. Nie spodziewała się takiej penetracji. Ugięła nogi w kolanach, podnosząc je do góry i rozszerzając uda maksymalnie. Lizałem ją i ostro pierdoliłem palcami. Doszła w kilka sekund, zagryzając pościel.  
Opadłem obok niej, wytarłem twarz ręcznikiem, w który była owinięta. Pozwoliłem jej dojść do siebie. Miała zamknięte oczy. Dyszała ciężko, orgazm ciągle rozlewał się po jej ciele.  
- Mmm... było mega. – szepnęła, uśmiechając się delikatnie. – Nie myliłam się, co do ciebie. Wiedziałam od razu, gdy tylko cię zobaczyłam przy stole. Kurwa, aż mi cipka ścierpła, kiedy pierwszy raz tańczyliśmy i kiedy mnie dotykałeś. – ciągnęła dalej.  
- To było niemożliwe... to, co się wydarzyło. – stwierdziła.  
- Niemożliwe jest najlepsze. – powiedziałem. – Niemożliwe, smakuje najlepiej. Ty jesteś niemożliwa! – dodałem.  
- Ile ty w ogóle masz lat? – zapytała Ola.  
- Cztery dychy. – odrzekłem krótko.  
- Jesteś najstarszym facetem, z jakim byłam... – zawiesiła się.  
- Jeszcze nie byłaś, to po pierwsze! – zacząłem się z nią drażnić. – A ty ile masz lat? Jesteś chyba starsza od Marcina? – zapytałem.  
- Tak. O dwa lata. Mam 26, przecież mówiłam na początku imprezy. – odpowiedziała kładąc swoją głowę na moim torsie.  
- Tylko się upewniam. – dodałem zachowawczo.  
- Jestem pełnoletnia, spokojnie! – zachichotała, chwytając sterczącego penisa.  
Mruknęła i przeciągnęła się, znajdując moje usta. Pocałowała mnie namiętnie, jak dawno nikt. Cały czas swoją zgrabną dłonią poruszała kutasa, który gotowy był już odkąd tylko weszliśmy do mieszkania. Przekręciła się zwinnie i jednym ruchem leżała na mnie. Usiadła na moich biodrach z lekko uniesioną pupką. Poruszała biodrami, ocierając się sromem o mojego kutasa. Patrzyła mi prosto w oczy, uśmiechając się zawadiacko. Kiedy poruszyłem się, by wbić się w nią, odepchnęła mnie rękoma:
- Nie, nie... ja decyduje. – jej słodki głos sprawił, że niemal wyszedłem z siebie.  
Jeszcze chwile kontynuowała ten swoisty taniec, wbijając paznokcie coraz mocniej w mój tors. Nie spuszczaliśmy z siebie wzroku. Było w tym coś tak niezwykłego, że mimo największej chęci wbicia się w nią, nie chciałem się ruszyć. Jak zahipnotyzowany czekałem na kolejny dotyk, westchnienie, gest...  
Kiedy w końcu ujęła go w dłoń i uniosła wyżej biodra, delikatnie celując pomiędzy swoje uda, doczekałem się. Powoli i stopniowo opuszczała pupę, by w końcu nadziać się na sztywnego penisa. Jedyne o czym wtedy pomyślałem to zabezpieczenie, ale skoro ona nic o tym nie wspomniała, założyłem, że sama o to dba. Cudownie było się w niej poruszać i obserwować, jak z zawziętą miną ujeżdża mnie w szybkim tempie. Chwila spokoju i znów. Jej piękne, jędrne piersi podskakiwały w rytm jej ruchów. Bardzo mocno pracowała nogami, szybko rozszerzając i złączając kolana sprawiała, że kutas idealnie w niej pracował. Wysuwał się z jej cipki prawie do końca i wchodził po same jądra. A wszystko w naprawdę imponującym tempie. Złapaliśmy się za ręce, patrząc sobie prosto w oczy. Namiętnie, z pełnym zaangażowaniem kochaliśmy się, jak w transie. Kilka jęków i stęknięć oraz bardziej skupiona mina zapowiadały jej finał. Z oczu popłynęły jej łzy. Gardłowy, urwany krzyk, kiedy odchyliła głowę i w jednej chwili zamarła oznaczał czas, kiedy i ja mogę rozluźnić lędźwie. Złapałem ją za piersi i wygiąłem się w łuk. Niepohamowana przyjemność rozprzestrzeniała się po moim ciele, zaczynając od skurczu brzucha, powodując mrowienie z tyłu głowy. Leżeliśmy z biodrami dociśniętymi do siebie, idealnie spasowani. Moj penis wyrzucał nasienie głęboko w jej wnętrze. Kilka sekund całkowitego spełnienia. Zrobiłem się dwadzieścia lat młodszy.
Zapłakana Ola położyła się na mnie. Ciągle byłem w jej wnętrzu. Drżała, totalnie się rozkleiła.  
- To ze szczęścia... nie martw się. – szepnęła mi do ucha. – Nigdy nie spotkałam faceta takiego, jak ty... – chlipała, wtulona we mnie, jak dziecko.  
- Skończyłeś we mnie? – zapytała, wycierając oczy i wracając do pozycji siedzącej.  
Pokiwałem głową.  
- Wiesz, że nie stosuję żadnej anykoncepcji? – kolejne stwierdzające pytanie. Pociągnęła nosem. – To był mój najlepszy raz...  
- Nie martw się. – rzuciłem krótko. Zabrzmiało to dość oschle.  
Ola siedziała okrakiem, wciąż mając mnie w sobie. Czerwone oczy i uśmiech zadowolenia, przebijający się spod zapłakanej twarzy. Błogość mojego stanu przemijała. Tym szybciej, im bardziej zdawałem sobie sprawę z możliwych konsekwencji tej nocy. Im bardziej nie chciałem o tym myśleć, tym bardziej dopadał mnie jej widok z ciążowym brzuszkiem. A najgorsze było to, że mój pijany umysł podniecała taka perspektywa.  
- O czym myślisz? – zapytała, delikatnie poruszając się na mnie.  
- Wiesz... – zawahałem się. – Zawsze marzyłem o numerku z ciężarną... – to było silniejsze ode mnie.  
- Świr! – krzyknęła, już bardziej wesoła. Widać, rozbawiłem ją tym tekstem.  
Wstała, cały czas będąc nade mną. Od razu z jej krocza wypłynęła moja sperma. Spojrzała na mnie, a wzrok ten miał wyrażać chyba wyrzuty. Kutas w lekkim wzwodzie oblepiony był nasieniem. Kilka kropel spadło na podbrzusze. Natomiast po jej lewym udzie, wprost z małej cipki, wypływał strumień jasno białej, gęstej mazi. Kucnęła nad moimi biodrami, pozwalając, żeby wszystko spływało na mnie. Przez kilka chwil, spoglądaliśmy na siebie i jej cipkę, jakby w oczekiwaniu aż wszystko z niej wypłynie, rozwiązując temat ciąży.  
- Muszę się wykąpać. – przerwała ciszę Ola.  
- Po co? Wyglądasz niesamowicie smakowicie... – wydukałem, zapatrzony w jej ociekające spermą krocze.  
cdn.

5 komentarzy

 
  • takitammarek

    super !

  • Helen57

    Bardzo ładnie opisane przeżycia doznania rocznicy ,spotkania rodzinnego !

  • Slavik1975

    Fajne. Prawdziwe emocje. Czekam na kolejne części. Pozdrawiam

  • Kolekcjoner

    Extra

  • kitu

    Jestem bardzo wybredny i niewiele opowiadań chwalę po przeczytaniu.Twoje jest super,brak wulgaryzmów(no moze oprocz wyrażeń Olki-do przyjęcia),nowy pomysł co do rozwinięcia opowieści,ciekawie i to bardzo prowadzona akcja-jest idealnie.Podoba mi się właśnie pomysł i tło akcji,no i świetnie sobie radzisz z retoryką.Piękne ,czyste opisy seksu..Czekam na dalsze części,bo napewno można to rozwinac i to ciekawie..Gratulacje.