Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Marta - dziadek i wnuczek cz. IV

- Przecież cały urok polega na tym by to pod spódniczkę zajrzeć albo tak jak dziś! Tym się żyje! To tak naturalne jak wszystko na wsi.
-A panienka to nie ma tak? Żadnych zboczeń, zbożnych myśli których się wstydzi? Bo tu pewno naturalne i nie powinna, chyba żę to jakie miastowe dziwactwa. Ja sie nie znam ale PIotrek to pewnie w tym wieku że wie!
Chłopak milczał jednak speszony.

- No cóż... dla innych ma poważanie, dla innych nie ma... Czy to nie jest tak, że jedni mężczyźni szukają sobie kobiety z cnotą, a dla innych to nie ma żadnego znaczenia?

Marta cedziła słowa, co dodawało jej zmysłowości.

- Panie Staszku... na pewno na wsi tym się żyje... żeby zajrzeć pod spódniczkę...?

-Oczywiscie żę tak! zwłaszcza kiedy kobieta taka ładna! Takie wytworne i atrakcyjne to do miasta wyjechały wszystkie, a zdrowe i jurne bo ze wsi! O tym nikt nie pamięta! One też nie chcą! - Westchnął gorzko.

- Ależ ja zawsze pamiętam, że wywodzę się ze wsi. Mam wrażenie, że wręcz podkreślam to na każdym kroku... - mówiła, kokieteryjnie poprawiając włosy - no i oczywiście dziękuję za miłe komplementa... - uśmiechnęła się.

"A więc uważa mnie za ładną! Atrakcyjną i wytworną! Oj... panie Staszku! Punktujesz! Punktujesz! Popatrz sobie jeszcze na moje zgrabne kolanka..."

- I to się ceni! I to bardzo! Jak żyje, takiego eksodusu ze wsi tom nie widział, dobrze że chociaż wracają na lato, to popatrzeć można...jak się zmieniają, i nie tylko. - Dodał rozmarzonym wzrokiem patrząc teraz na jej sylwetkę.
Zaraz ocknął się i ponownie napełni kieliszki.
-A może coś przekąsić co? Mamy pysznych kiełbas, pasztetów, kaszankę! A jak lubi to mamy też co słodkiego gdzieś. Ale słodka to nalewka, a tu to trzeba to czego w mieście nie ma. Taką grubą wielką kiełbasę, całe pęto! Takiego w mieście nie znajdzie!

- Zapewne! Nawet pan, panie Staszku nie zdaje sobie sprawy, jak ja uwielbiam poczuć w ustach taką prawdziwą, wiejską kiełbasę!

"Och, kobieto!" - pomyślała Marta sama do siebie - "wkraczasz na niebezpieczne rewiry..."

-PIotrek! Przynieś! Ja nakroję! - Powiedział poganiając chłopaka a on zaraz spojrzał na nią dumnie że nie odmówiła. Chłopak wstał od stolika i zaraz ruszył do lodówki, z któej wyjął faktycznie spory kawał kiełbasy. Położył ją na drewnianej desce i wraz z nożem położył na stoliku, tym przy któym pili.
Staszek złapał za nóż i za kiełbasę zaczynając skrajać kawałki, grube, a jakże. Układała się w jego dłoni pewnie a przesuwał po niej w miarę krojenia do dołu w sposób jaki również przywodził na myśl skojarzenia.

Marcie ciekła ślinka.

"Ach... zaraz poczuję w buzi solidną, chłopską kiełbasę! Rozsmakuję się nią...Ech te moje skojarzenia! Ech... jedno mi w głowie... i ruchy tej kiełbasy... ech... On to robi specjalnie!"

Nakrojoną zostawił tak na desce patrząc na nią zainteresowany.
-No To smacznego! Niech smakuje! Włoży do ust i jęzorem przemieli, to naprawdę dobra sztuka! - Mówił z dumą jakby sam ją zrobił. Piotrek skusił się na kawałek a Staszek złapał za kieliszek i za kiełbasę.
-Proponuję jedno z drugim.

Marta posłuchała się mężczyzny.

- Wyborna! Przyjemnie poczuć w ustach chłopską kiełbasę! Miał pan pełną rację, panie Staszku, w mieście takiej próżno szukać, choćby ze świecą!

-Wiem wiem. A i karmić taką zacną Pannę miło. Żebym wiedział że to bym się lepiej przygotował i pod usta sam podkłądał.
Piotrek speszony spujścił głowę i zaraz wychlił kolejkę tak jak dziadek a po tym zajadł kawałiem kiełbasy mimo wszystko jakby skrępowany.

- Ależ miło otrzymywać komplement za komplementem... no i jak ja się biedna dziewczyna za to zrewanżuję? - uśmiechała się nauczycielka, łopocząc rzęsami.

-No może... dasz zajrzeć pod tą spódniczkę? - Powiedział bardziej bezpośrednio, dość nieprzemyślanie zarazem.
Piotrek znów popatrzył na nią ożywiony na te słowa ciekaw zarazem co uczyni ich gość. Nerwowo sięgnął też po kolejny kawałęk kiełbasy.

Marta rozdziawiła usta ze zdumienia i zarumieniła się. Ewidentnie nie wiedziała co odrzec.
By zyskać na czasie, jakby odruchowo, wygładzała spódnicę na udach, jakby chciała ją w ten sposób uchronić przed zadarciem.

- Ależ panie Staszku... co też pan...

W duchu jednak pomyślała: "Kto wie... kto wie... może dam ci zajrzeć pod tę moją kieckę... może... może..."

Nauczycielka obserwowała Piotrka przełykającego kiełbasę, która omal nie utkwiła mu w gardle. Wzrok młodzieńca zdawał się mówić - "Oddałbym królestwo za taki widok!"

Pochlebiało to jej, nawet bardzo.
"Cóż chłoptasiu... zapewne zwariowałbyś ze szczęścia, mając tuż przed nosem taki obraz - zadzieranej do góry mojej spódniczyny i odkrywanego sekretu - pysznych pończoszek na nóżkach?"

-No nie co też pan. Toć ja nigdy nie mogłem zrozumieć. Do opalania się rozbiorą, ale już w domu gdzie nikt prawie nie widzi to pokazać nie chcą, a jaka to różnica, przecie to to samo ciało! - Skwitował niezadowolony nie kryjąc grymasu na twarzy.
Chłopak widząc jego reakcję tylko wstał by odejść od stolika. Chciał nalać wody dla wszytkich przez co obrócił sie plecami stając przodem do szafek kuchennych.
Staszek tylko mocniej nagabywać zaczął wzrokiem jakby sugerując że właśnie nadarzyła się okazja.

Marta odczytywała znaczenie tego spojrzenia, czuła, że knuty jest wobec niej jakiś podstęp. Ekscytowało ją to.

"Cóż wy tam chłopy knujecie?! Może chcecie mnie oblać wodą? Żebym na waszych oczach zdejmowała bluzeczkę... albo spódnicę...?"

Chłopak zaraz postawił na stoliku szklanki a po tym stary dzbanek szklany który zalał wodą. Od razu też nalał wody do połowy każdej ze szklanek op czym odstawił dzbanek na stół.
-No a panienka coś opowie może jeszcze o sobie. Co lubi, bo żę kiełbasę, to już wiemy, i to taką dużą, soczystą, a jakie inne rzeczy? W czymś gustuje?

Marta rozejrzała się po twarzach mężczyzn.

"Podobam im się! Ten gówniarz celowo tak stanął za mną i patrzy z góry, bo ma doskonały wgląd w mój dekolt! Oj tak! Pooglądaj sobie moje cycki!
A ten stary nie przestaje się gapić na moje kolanka! Jak dobrze, że założyłam tę minispódniczkę..."

- Cóż ja lubię? Hmmm... sama nie wiem, może mnie panowie naprowadzicie...
Z moich pasji jedną z istotniejszych, z pewnością jest moda... cóż... strojnisia ze mnie - uśmiechnęła się - uwielbiam biegać po sklepach i przymierzać różne fatałaszki...

-Tu to klapa w takim razie. Ale jeśii coś nawiozłaś, zawsze możesz się dla nas postroić! Może jaki pokaz urządzimy sobie wieczora. Miałabyś wdzięczną publikę a my...a my byśmy przecie nie przymierzał, byli najlepszą publiką! Najwdzięczniejszą jaką znasz.
Powiedział dumnie Staszek za to Piotrek siadając popatrzył znów zbłąkany na wysokość biustu ich gościa.

- Kto wie... kto wie... może zaproszę was kiedyś na wieczór do mnie na pokaz kilku kreacji - odsłoniła zęby w pełnej krasie.

"Coś zgaduję, że chyba chętniej wcale nie oglądalibyście moich kiecek, choć są bardzo kobiece i całkiem seksowne... lecz najchętniej pewnie ujrzelibyście mnie w samych pończochach i szpilkach...

-A bieliznę też? - Zapytał Staszek rozpalony myślą.
-Bo i nie ma co czekać na kiedyś! Lato w pełni! to się prosi by korzystać! - Kuł żelazo póki mógł. Piotrek po jej odpowiedzi też się ożywił.
-Możemy coś przygotować jeśli będzie trzeba. Pomożemy ze wszystkim. - Powiedział wreszcie.

- Ale co byście panowie chcieli przygotować...?

Nauczycielkę przebiegły dreszcze po plecach.
"Jak by to było? Paradować przed nimi dwoma w samej koronkowej bieliźnie... i w pończochach... Boże! Ale by to było!
Zwłaszcza stanik... z jego powodu dokładnie obejrzeliby sobie kształt mojego biustu!
Boże! O czym ja myślę?! To chyba ten alkohol w nadmiernej ilości, tak uderzył mi do głowy..."

-No jakiś wybieg, możej jakieś światła. Ja to się tam na tym nie znam, ale tak mnie się kojarzy. - Odpowiedział od razu Staszek.
-A mamy z czego zbić taki podest to i wyglądałoby jak trzeba. Poczułabyś się jak gwiazda i byłabyś nią. A i spraszać nikogo nie musimy, to wtedy będzie taki prestiżowy, prywatny!
Piotrek popatrzył na nią i zaraz na dziadka wtrącając:
-Jakieś lampy to ja w szopie widziałem.

Alkohol istotnie zaszumiał Marcie w głowie. Wyobraziła sobie, że paraduje w szałowych kieckach przed dwoma napalonymi na nią mężczyznami.

- Nie trzeba nic zbijać... za wybieg może posłużyć zwykły stół...

-No to tym prościej! Aj to będzie dopiero pokaz! Pani Marto no a skoro taki wieczór dzisiaj, nie chciałaby nam dzisiaj takiego urządzić? To dopiero byłoby... oj było!
Piotrek patrząc na nią, aż odsunął krzesło, jakby rwał się do przesuwania mebli.
-No właśnie, Pani Marto, bo my możemy nawet i dziś przecież. Stół przecież mamy...

Marta spłoniła się.

"Kurcze... ależ to by było, tak poparadować przed nimi na stole, jak modelka... pokręcić kuperkiem... pozamiatać spódnicą... zwłaszcza, że pewnie by ich korciło, żeby mi zerknąć pod kieckę!
Oj... chyba za dużo wypiłam... za dużo... to się nie wiadomo jak może skończyć..."

- Cóż panowie, ten stół istotnie jest nieprawdopodobnie długi... jakby celowo na taki projekt rychtowany...

-Prawda to, prawda. Długi jest, spory. Może to nie przypadek. Na wsi nie ma przypadków, więc aż się prosi! Panienka się nie krępuje! Przecież myśmy już to i owo widzieli za dnia to jakaż to różnica! A teraz przynajmniej będzie splędor! Czy jak to się... Piotrek jakie to słowo było?
-Glamur dziadku. Glamur! - Powiedział młody a dziadek pokiwał głową z aprobatą.
-O właśnie to! Glamur panienko!

- Panowie... mam wskoczyć na stół i paradować jak... modelka?

Marta do tej pory nie dowierzała, że to dzieje się na prawdę.

"Dlaczego to mnie tak ekscytuje??? Cóż... niech się dzieje..."

- Piotrku, pomożesz mi wejść na stół?

Z lubością wsparła się o silne ramiona młodziana. Celowo ustawiła się tak, aby chcąc jej pomóc, musiał podłożyć dłoń pod jej pupę. Zadrżała, gdy poczuła mocną rękę na tyłku.

- Piotrku... ależ silny mężczyzna z ciebie! - Schwyciła go za szyję, by utrzymać równowagę. - Któraż kobieta nie chciałaby znaleźć się w twych mocarnych ramionach. - Łopotała rzęsami, uśmiechając się.

Chłopak poczuł ekscytację, a do tego to jak serce łomotało mu w piersi, pompując krew po całym ciele, tak aby w absolutną gotowość instnyktownie go postawić. A ta bliskość, dotyk i widoki, wszystko stymulowało go niewspółmiernie wręcz do sytuacji, a jednak Piotrek korzystał. Zaciągał sie z bliska jej zapachem, ocierał więcej niż powinien, byle upewnić się, że ich piękny gość bezpiecznie stanie na blacie stołu.
Staszek w tym momencie zapatrzył się na nią i na wnuka, dumnie, ale i po części zazdrośnie, jednakże lada moment oboje mieli mieć widowisko, tym bardziej, jak stanęła wyżej, racząc ich widokiem swoich nóg, od których żaden nie potrafił oderwać oczu.

Nauczycielka wręcz czuła, jak młodzieniec zaciąga się intensywnym zapachem jej mocno kobiecych perfum.
"Co chłoptasiu? Kuszące? Czyż nie? Pewnie niejednego chłopa by zwiodły... Domyślam się, bo tym łacniej zerkasz najpierw w mój dekolt, a teraz na nogi!"

Ponownie usiedli na krzesłach, będąc publicznością tego jednoosobowego pokazu. Wybieg w postaci stołu nie był duży, ale stawiał ją w absolutnym centrum wydarzeń i skupiał szczególnie wzrok dwóch męskich gapiów. Wygłodniałych samców.

Marta poczuła się królową wybiegu. Najpierw obdarowała obu mężczyzn, każdego z osobna szerokim uśmiechem, a także wdzięcznym, dziewczęcym dygnięciem, połączonym ze schwyceniem dłońmi brzegów spódnicy.

-Ależ modeleczka! Jakieś śliczne nogi! Jakie długie! Ulala! - Mówił Staszek i podrapał się aż po podbródku. Piotrek patrząć na nią nerwowo, ułożył rękę bliżej uda, niebezpiecznie blisko krocza.

- Dziękuję za miłe komplementy! Cieszę się, że doceniacie modelkę i jej nogi... Choć na wybiegach królują panie - anorektyczki, to ja chyba mam tu i ówdzie za dużo ciała... - kokietowała "modelka".

-Ależ to nie prawda! Co innego, że mogłaby nam tego ciałka właśnie pokazać! Pokazać i tą bieliznę! - Naciskał ożywiony Staszek zagadując ją i odwracająć wręcz jej uwagę od Piotrka, który masował krocze coraz bardziej nerwowo.

Marta, rozpromieniona, przechadzała się po wybiegu.
Mocno, wręcz zamaszyście kręciła tyłkiem, jakby chcąc udowodnić, że rzeczywiście ma na czym siedzieć i że to siedzenie - mimomimo że niechybnie nie jest atrybutem anorektyczki - to może być całkiem zgrabne a przez to - powabne...

-Oj i to jak! Cycuszki i kuperki, to coś za czym każdy zagwiżdże. W domu źle gwizdać i tylko dlatego tego nie robimy! - podkreślił mężczyzna patrząc na nią z dołu jakby chciał dojrzeć już bieliznę sam od spodu.

Nauczycielka kraśniała z zachwytu - nie myliła się - jej zadek i cycki podobały im się jak cholera.
"Pewnie wiele byście dali, by sobie pooglądać mnie w samej bieliźnie...?"

-Odważnie Pani Marto! Śmiało śmiało! Świetnie Pani idzie.
-Tak, pięknie Pani wygląda. - Powiedział gorączkowo Piotrek by nie ściągać podejrzeń, jego ręka pod stolikiem masowałą krocze w odruchu. Podniecone oczy patrzyły na nią, jak na boginkę, Staszka zaś - jak drapieżnika na zdobycz.

Nauczycielka, zachęcana pochwałami, a zwłaszcza lubieżnymi spojrzeniami rozkręcała się. Przystanęła na moment i zaczęła obracać się wokół własnej osi.
Rozkloszowana spódniczka wyczyniała to, do czego została stworzona - wirowała! Unosząc się dość wysoko. Mężczyźni otrzymali smakowite widoki...

Podnieceni oboje patrzyli teraz pod spód, a Staszek wyginał się tak, by wręcz wsadzić głowę, tak co by widzieć wszystko jak na dłoni.
-No brawo! Brawo! Ależ modeleczka! Pięknie! Takie nogi to skarb! Nie tylko nogi! Ah niech nie przestaje! Gorąco tu teraz, jak nigdy!

Marta obróciła się w drugą stronę. Świadoma, że spódnica odsłoniła jej nogi wysoko... że dojrzeli już jej pończochy ze ślicznymi koronkowymi wykończeniami...

- O tak! Jejku jak szykownie ubrana! nikt się tutaj tak nie nosi! Co za widoki! - Zachwalał Staszek a Piotrek tylko poczerwieniał na twarzy z pewnym grymasem, charakterystycznym na swój sposób...
- Epickie!

Nauczycielka czuła się nie tylko jak modelka, czuła się jak dama. Nie była w stanie ukryć swojego zadowolenia.
"No tak... patrzcie się wiejskie chłopy, jakie fatałaszki noszą wytworne damulki!"

- O tak Panienko! o tak! cóż za powabna modeleczka! niechże pokaże teraz coś innego, coś jeszcze! Prosimy! Tak prosimy! - Powiedział Staszek a Piotrek tylko pokiwał głową niemo starając się zapanować nad ciałem.

- Panowie! Chyba nie chcecie, żebym pokazała się wam w samej bieliźnie?! - wzdrygnęła się nauczycielka.
Jednak jeszcze bardziej taka wizja ją podnieciła...
"Ach... przecież mam takie seksowne rzeczy na sobie! Ten koronkowy i prześwitujący stanik... i takież majteczki!"

- Oczywiśćie! A nawet bez! Tutaj tylko my patrzymy, a my nie oceniamy, my podziwiamy! My się zachwycamy! O! Piotrek aż poczerwieniał! - Powiedział z uśmiechem i popatrzył krótko na niego a zaraz znów na modelkę. Chłopak cofnął rękę jakby w obawie.

- Panowie... zawstydzacie mnie... nie dworujcie sobie z biednej dziewczyny... Ale... skoro chcecie zobaczyć pokaz damskiej bielizny... to, proszę...

Po czym, na oczach mężczyzn zaczęła rozpinać bluzkę.

-Bardzo chcemy! - Powiedzieli jednocześnie oboje, co wywołało pewną konstrernację ale... słowo się rzekło. Staszek rozsiadł się wygodnie opierająć plecy a Piotrek przesunąl lekko krzesło by sam lepiej i więcej widzieć.

Marta rozpinała guziki, jeden po drugim, acz bardzo... ale to bardzo powoli...

"No chłoptasie... rozsmakujcie się w striptizie eleganckiej modelki..."

Widać było po nich że nie mogli się doczekać. Wpatrzeni w nią z apetytem gapili się na to, co zaraz pokaże.
- Ależ to musi być widok! Już wcześniej wygladały niezwykle. Piotrek patrz, bo takich w życiu już pewnie nie zobaczysz! Odwagi Pani Marto! To pokaz życia!

Nauczycielka wreszcie odrzuciła bluzkę.
Niecierpliwym oczom mężczyzn ukazały się dwie pokaźne półkule, opiętę delikatną koronką biustonosza.

-Wow! - westchnął Piotrek a Staszek tylko klasnął.
-Ależ pokaźne cycuchy! Takie to jak... no o takich to pisać można! Napatrz się młody! Może Pani Marta pokaże Ci je nawet nagie, ale są cudowne! Ależ to są cycki! Ależ to są kule! Arbuzy! Ah! ah!

- Panowie... dziękuję za komplementy... tak milo je słyszeć... a ja zawsze obawiałam się, że moje cycuszki są za duże...

"Ależ bosko jest ich tak kokietować!"

-Duże cycuszki są najlepsze! Pani Marto! To przecież gwiazdy wieczoru! I to jakie wielkie gwiazdy! - Chwalil Staszek.
-Pokaże je, nie krępuje się nic, a nic! To tylko dla nas. Aż dla nas!

Matra kraśniała.
"Jakież to podniecające być nagabywaną do pokazania nagich cycków! Nie sądziłam, że aż tak mnie to nakręci! Jeszcze trochę, a rzeczywiście nabiorę ochoty do zdjęcia przed nimi stanika i do pomachania przed nimi moimi balonami! Boże! Ja za dużo tego wypiłam! Stanowczo za dużo!"

- Ojej... panowie... co wy... co wy... jak można tak naigrywać się ze skromnej dziewczyniny...

Jej umysł już snuł zbyt odważną fantazję - w której na oczach rozpalonych samców, zdejmowała z siebie stanik... Kręciło ją to niemożebnie. Wyobrażenie, że tuż pod ich nosami wyeksponuje swoje nagie balony, podniecała ją do granic.

Historyczka

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 3269 słów i 18249 znaków, zaktualizowała 1 maj o 8:51.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto