Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Mała przygoda z młodszym bratem (gejowskie)

Nazywam się Kacper, mam dziewiętnaście lat i historia, którą wam tutaj opiszę jest moim największym sekretem. Postanowiłem opisać ją tutaj tylko i wyłącznie dlatego, że nie dawała mi spać po nocach.

Dotyczy ona mnie i mojego młodszego, szesnastoletniego brata o imieniu Oliwer - niewysokiego, lekko piegowatego blondyna o szarych oczach, nawet trochę wysportowanego jak na swój wiek. Jeszcze do niedawna nie dogadywaliśmy się z nim szczególnie dobrze - jak to zresztą bracia. Od kiedy tylko pamiętam musieliśmy dzielić ze sobą pokój. Przez wiele lat uważałem go po prostu za demona, którego trzeba było znosić - niezbyt bystrego, krzykliwego gówniaka, który całe dnie szlajał się tylko ze swoimi nawet głupszymi od niego kolegami. Wszystko zmieniło się kiedy skończył szesnaście lat - nie tylko dołączył wtedy do szkolnej drużyny koszykarskiej i poszedł na siłownię, a więc i zbudował trochę delikatnej muskulatury, ale jakoś przy tym wszystkim wydoroślał i stał się znośniejszy. Odtąd, przyznaję, nawet jakoś polubiłem chłopaka i przyłapywałem się nawet na tym, że miło mi się rozmawia z nim długimi wieczorami, kiedy nie mogliśmy zasnąć.

Ogólnie rzecz biorąc wszystko zaczęło się kiedy rodzice, zmęczeni najwyraźniej naszą obecnością, zdecydowali wyjechać na cztery długie dni na mazury i uznali, że zostawią nas po prostu samych - coś, co rzadko zdarzało się dotychczas głównie przez Oliwera, bo ten dzban zawsze musiał coś spierdolić. W każdym razie wiadomość ta zastała nas obu w zdecydowanie dobrym humorze. Dom mieliśmy duży - z ładnym, wysokim żywopłotem oddzielającym nas od wścipskich oczu sąsiadów, sporym basenem, konsolą na parterze i wolną sypialnią rodziców, gdzie mogąc spać miałem też luksus decydowania samemu, kiedy gaszę światło (po nocach zajmowałem się głównie pisaniem opowiadań).

Dzień przed ich wyjazdem, kiedy leżałem już i chillowałem w łóżku rozkoszując się myślą, że kiedy jutro wstanę pewnie o dziesiątej i rodziców już dawno nie będzie, ta chełpliwa chiena Oliwer zdecydował się akurat poprężyć nowo wyrobione muskuły przed lustrem na środku pokoju. Rzecz jasna na zewnątrz cisnąłem tylko z niego bekę, ale w głębi duszy muszę przyznać, że co jakiś czas podnosiłem wzrok znad laptopa i przyglądałem się mu ukradkiem. Niby widziałem wcześniej te jego mięśnie (a i nie przesadzajmy, nie były jakieś niemożliwie wyrobione), ale kiedy w końcu zrzucił z siebie koszulkę i stanął przed lustrem, nie mogłem spuścić wzroku z jego odzianego w same tylko, obcisłe, markowe bokserki ciała. Było jasne, delikatnie tylko owłosione i w sumie to trochę podobne do mojego, ale z tymi bicepsami to faktycznie mu wyszło - wcześniej zupełny cherlak, teraz coraz bardziej zaczynał przypominać grecką rzeźbę jakiegoś pomniejszego bożka, z ładnymi, krągłymi pośladkami, silnym karkiem, nie byle jakim kaloryferkiem i subelną ścieżką jasnych jak słońce włosów, idącą od pępka i znikającą pod gaciami. A i ich zawartść wydawałą się niczego sobie, jak na szesnastolatka. Momentalnie jednak dałem spowrotem nura w ekran. O czym ja w ogólę myślę? Jakby prąd mnie kopął. Przecież to mój brat - z jednego brzucha, szesnaście lat w jednym pokoju i może niepodobny zbytnio do mnie (byłem raczej brunetem), ale też nie zupełnie inny, a mimo tego poczułem, jak mój penis robi się ciepły i rosnąc pod spodniami od piżamy zsuwa się z mojego uda. Już pomijajac nawet fakt, że to w końcu facet.

Tej nocy widziałem jak wsunąwszy się pod kołdrę, zrzuca swoje bokserki na podłogę, wiedząc pewnie, że rodzice nie wejdą jak zwykle do naszego pokoju - krótko mówiąc, spał nago, chcąc pewnie przewietrzyć to i owo. I uwierzcie mi, o niczym innym tej nocy jakoś nie potrafiłem myśleć. Czułem się okropnie głupio z tego powodu, ale chociaż odpychałem od siebie ten obraz bez ustanku, cały czas do mnie wracał - on, w samej bieliźnie, która po chwili zsuwa się z niego, wilgotna jakby przy fiucie i ja schylajacy się po nią, żeby zobaczyć jak smakuje. Kiedy obudziłem się nad ranem, mój penis stał na baczność, wyprostowany, twardy i wilgotny przy napletku. Przestraszony, że brat może mnie zobaczyć, usiadłem szybko na łóżku, próbując zakryć, jak bardzo byłem podniecony, ale ku mojemu wytchnieniu, pokój był pusty. Nasunąwszy na siebie bieliznę (która zresztą niewiele pomogła w ukryciu tego pięknego, może siedemnastocentymetrowego wzwodu) jeszcze przez jakiś czas próbowałem pozbyć się erekcji, aż w końcu mój fiut uspokoił się trochę i wróciwszy do dawnych rozmiarów, pozwolił mi ubrać się do końca. Kiedy już miałem schodzić na dół, kątem oka zauważyłem jego niepościelone jak zwykle łóżko i do głowy przyszedł mi pewien pomysł. Z dreszczami zdenerwowania, zamknąłem drzwi do naszego pokoju i podszedłem powoli w kierunku miejsca, w którym spał i uniosłem delikatnie kołdrę. Pod nią znalazłem miejsce delikatnie jakby ciemniejsze od reszty łożka. Po małym teście wilgotności poznałem, że plama musi być wciąż świeża, a kiedy nachyliłem się nad nią, delikatna, słodka woń wypełniła moje nozdrza i aż przełknąłem ślinę z podniecenia. Przytknąłem do niej palec i polizałem, poznając przy tym, że po mimo słodkiej woni, to co miałem w ustach było nieco słonawe. Teraz, pomimo wcześniejszych podejrzeń, wiedziałem już na pewno co to jest, a w mojej własnej bieliźnie znowu zrobiło się nieco ciasnawo. Cholernie zawstydzony, wyszedłem szybko z pokoju. Oliwer zresztą musiał zjeść już śniadanie, bo i w kuchni zastałem tylko ślady jego obecności. Nie czułem się głodny,  postanowiłem więc dowiedzieć się gdzie jest. Po niecałej minucie dostrzegłem go w ogrodzie.

- O, hejka - powiedziałem nieśmiało wychodząc na zewnątrz, ujrzawszy go na jednym z leżaków obok naszego basenu.

- Siemka, siemka - rzucił niedbale, nie odwracając się nawet specjalnie. Nie był mokry, opalał się tylko jak lew na lipcowym słońcu w samych kąpielówkach, z twarzą wypełnioną spokojem.

- Nie masz może ochoty popływać? - zapytałem, nie przemyślawszy pytania.

***

Nikt nie musiał mnie namawiać do wskoczenia we własne kąpielówki i pochwalenia się nienajgorszym zresztą brzuchem. Woda o tej porze roku była wyjątkowo ciepła, aż można było zobaczyć delikatną mgiełkę unoszącą się nad jej powierzchnią. Zmęczeni pływaniem, dryfowaliśmy tylko, oparci o brzegi basenu, zapatrzeni w błękitne niebo. Przynajmniej on patrzył, bo ja nie mogłem powstrzymać się od ciągłego zerkania na jego ciało. Zdecydowanie nie wyglądał już na dziecko i bardziej niż irytującego gnojka sprzed roku, przypominał mi mnie samego - może niższego tylko trochę, ale prawie dorosłego. Jego włoski na brodzie były co prawda jasne jak złoto, ale znacznie gęstsze od tych, których można spodziewać się po dojrzewajacych dzieciakach. Jego ramiona wyglądały na silne, jego głos na głębszy niż wcześniej. Czując, jak pomimo wody, na cały ten widok mój penis ponownie zaczyna sprzeciwiać się moim błaganiom, wyszedłem szybko z wody.

- Coś się stało? - zapytał zdziwiony, nie dostrzegajac na szczęście namiotu, jaki miałem w tej chwili w bieliźnie.

- Nie, nic nic - zapewniłem, wycierając się szybko i kładąc na leżaku z ręcznikiem przykrywającym krocze - siedź, siedź - dodałem jeszcze, ale chyba nie brzmiałem zbyt przekonujaco, bo zaraz wyszedł za mną, jednak zamiast zrobić to co ja, obszedł mój leżak i po chwili wrócił już okryty w pasie ręcznikiem. Odwracając się zauważyłem, że kąpielówki zrzucił szybko za moimi plecami.

- Zamierzasz tak zapierdzielać na golasa? - zapytałem zdziwiony i znowu poczułem kłucie w kroczu, usłyszwszy swoje własne słowa. Wzruszył tylko ramionami.

- A czemu nie? Żywopłot jest, rodziców nie ma. Nie będę leżał z mokrymi jajami - rzucił po prostu, jakby nie było to dla niego nic nadzwyczajnego - przecież i tak mam ręcznik.

To prawda miał. Rozejrzałem się jeszcze dookoła nas. Żywopłot był tak wysoki, a nasz dom w takiej okolicy, że nawet gdyby sąsiedzi stanęli przy oknach na najwyższym piętrze i wyglądali nas i tak nie byliby w stanie niczego zobaczyć. Ta myśl podsunęła mi pewien pomysł. Rzecz jasna zaraz ugryzłem się w język, na myśl o tym co chciałem zainicjować. Co ja wyrabiam? Przecież ten smarkacz wszystkiego się domyśli, rozpowie i nie będę miał życia. Minęła minuta, potem dwie, a ja czułem jak mój najlepszy przyjaciel naciska na moje spodnie uparcie i jakby z coraz większą siłą, a do głowy przychodziły mi coraz to wilgotniejsze rzeczy. W końcu nie wytrzymałem.

- No dobra, ale skoro rodziców nie ma, a nikt nas nie widzi, to po co się tak kurczowo zakrywasz, baranie? - zaintonowałem, czując zaraz jak bardzo podejrzanie to brzmi. Teraz jednak nie było już odwrotu.

- Pff, a co, mam ci mojego mnicha pokazać?

- Ta, jeszcze czego. Po prostu to co powiedziałeś nie miało sensu. Zresztą, jestem pewien, że nie byłbyś w stanie. Jesteś na takie rzeczy jeszcze za dużą cipką.

Tym razem miałem wrażenie, że wyszło już nieco lepiej. Chyba uderzyłem w jego czuły punkt, bo kątem oka dostrzegłem, że zacisnął zęby na tę ostatnią złośliwość.

- Ta? To patrz kretynie - powiedział, a jak powiedział tak też zrobił, zrzuciwszy z siebie ręcznik z pełnej pety, nie rozejrzawszy się chyba najpierw, czy faktycznie żywopłot nas zakrywa, a kiedy ten poleciał parę metrów dalej, odkrywając całe jego krocze, rozwalił się od razu na leżaku bez żadnego skrępowania. Uwierzcie mi, sam nie byłem w stanie uwierzyć, że zadziałało. Oczywiście nie spojrzałem na niego - nie chciałem, żeby tak łatwo domyślił się mojego planu.

- No dobra, przyznaję, jednak nie jesteś SKOŃCZONĄ cipką - wyrzuciłem lekko, podkreślając chyba tylko przedostatnie słowo.

- Ta?! Ja nie jestem skończoną? Patrzcie go tylko, sam trzyma się fiuta kurczowo, jakby mieli mu go uciąć.

Nie dałem po sobie poznać, ale moje serce zaczęło walić jak młot na te słowa. Nie, to nie możliwe - nie mógł dać się na to tak łatwo. Zgrywa się.

- Ha, i kto tu chce zobaczyć czyjego kutafonga.

- Ta ta, nie pierdol. No dawaj, jak taki męski jesteś. Co, dwa centymetry to za mało, żeby szpanować?

Nie chcąc mu pozwolić ciągnąć tych głupot dalej, fuknąłem na niego tylko i bez dłuższego zastanowienia, sam pozwoliłem moim gaciom pofrunąć za siebie i otarłszy się tylko ręcznikiem i jego w końcu odrzuciłem. Z tym, że mój stał na baczność.

- Dwa centymetry mówisz? - rzuciłem tylko udając rozbawienie, chociaż przyznaję, że ta sytuacja nadal była dla mnie dosyć stresująca. Mimo że nie dał po sobie poznać, domyśliłem się, że nieco mu mina zrzedła.

I wtedy po raz pierwszy odwróciłem się w jego stronę. Leżał teraz nagi do rosołu. Jego piękna, młodzieńcza twarz przypominała pod względami moją - śliczną, umięśnioną i delikatnie tylko opaloną, dawidową klatę wieńczyły dwa ciemne, przypominajace rodzynki suteczki, a od pępka w kierunku jego krocza odchodziła kępka jasnych włosów, gęstniejąca przy końcu brzucha, tam, gdzie zaczynał się penis... też w stanie erekcji. I to nie byle jaki, daję słowo, ale długi, siedemnasto, nie... osiemnastocentymetrowiec, z prawie zupełnie zsuniętym napletkiem, ukazującym różową żołądź. Jasny, twardy i czysty, połyskiwał w słońcu jak jakiś nadprzyrodzony sopel z cukru, od słodkiego loda rożniący się chyba tylko tym, że zamiast patyczka na końcu miał parę ogromnych, pozbawionych włosów jąder, jasnych jakby zrobiono je z białej czekolady, a dużych jak owoce pigwy.

- O... W takim razie no... Ty też... - wybełkotał tylko bezsensownie, mówiąc chyba o naszej wspólnej erekcji. Nasze penisy były zresztą chyba najbardziej podobną częścią naszego ciała - mój był może o centymetr krótszy, z gęstszymi włosami i ciemniejszy, jakby zrobiono go z nieco ciemniejszej czekolady. Jego zaletą było natomiast to, że wydawał się grubszy o mały palec.

I mimo, że już chyba oboje wiedzieliśmy o czym myślimy, siedzieliśmy tak nadzy, bez ruchu jeszcze przez chwilę, przyglądając się sobie tylko ukradkiem, jakby nie mając odwagi zasugerować tego, co chodziło nam po głowach. W końcu - to mój Braciak. Nigdy wcześniej nie znaleźliśmy się chyba w takiej sytuacji. Jasne, może i byliśmy wcześniej sami w jednym pomieszczeniu, pozbawieni ubrań, ale po pierwsze - żaden z nas nie miał erekcji, po drugie żaden z nas nie widział drugiego w całej okazałości dłużej niż może przez ułamek sekundy, zanim odwracaliśmy wzrok, zawstydzeni naszą nagością. Z ulgą jednak przyznałem, że pomimo tego jak dobrze widoczny był teraz jego piękny, jasny penis, stojący w słońcu jak dorodna marchew albo korzeń imbiru, wychodzący z jego krocza - miejsca, którego nigdy nie widziałem tak dobrze, to ani ja ani on nie byliśmy chyba poważnie zawstydzeni. Nazwałbym to raczej szokiem tym, jak szybko i poważnie eskalowała sytuacja. Czy on też o mnie myślał? Byłem prawie pewien, że zerka na moje twarde jak drewniany kij prącie z takim samym zainteresowaniem, z jakim ja patrzyłem na jego. W końcu nie wytrzymał ciszy i odezwał się, nadal wycięgnięty w owej nieskrępowanej pozycji jak tygrys na słońcu.

- Ziomek, właściwie to ruchałeś się kiedyś z jakąś laską?
- Nie, jakoś mnie do tego nie ciągnęło.
- A chciałbyś? - jego głos wydawał się udawać zwyczajną ciekawość, ale czułem, że nie tylko o to chodzi.
- Może. W sumie to ciekawe jakie to uczucie kiedy ktoś ma twojego fiuta w ustach - rzuciłem, również nieco wymijająco, ale na pewno nie sugerując, że nie interesuje mnie temat. W rzeczywistości mówiąc o tym wyobraziłem to sobie. Mojego dorodnego penisa w ustach jakiejś, krztuszącej się nim z rozkoszą lasi. Albo i nie lasi.
- W sumie to jaka to różnica, kto ci obciąga - rzuciłem jakoś przypadkowo, dopiero później uświadomiwszy sobie, jak może odebrać te słowa.
- No właśnie! Usta to usta.
- Hm, no w sumie.
- Co, jesteś nieprzekonany? - uśmiechnął się do mnie teraz ukazując rząd swoich ładnych, białych jak chmury zębów.

I nie ważne, że to ja pierwszy to zasugerowałem. W tamtej chwili to zdawało się w ogóle nie mieć znaczenia.

- A co? Myślisz że jakbyś mi obciągnał, a ja zamknąłbym oczy to byłoby dokładnie tak jak z jakąś cipeczką?
- Ha, a myślisz, że nie potrafiłbym?
- Jasne, że nie. To nie takie proste! - skłamałem, wiedząc, że to tak nie działa.
- Zakład? - zapytał, a moje serce zaczęło zapieprzać jakby biegło maraton.
- Ok... - powiedziałem, jakby to nie było nic takiego, ale w rzeczywistości mój penis z twardego jak kij, zrobił się jeszcze na dodatek wilgotny i teraz jego główka lśniła się w słońcu lepką, przejrzystą substancją i stwardniał jeszcze bardziej, na samą myśl o tym co się za chwilę stanie.

Wstał. Podchodząc powoli i upewniając się jeszcze dodatkowo, że faktycznie żywopłot i drzewa odcinają nas kompletnie od wścibskich spojrzeń sąsiadów, uklęknął pod moim leżakiem. Mięśnie jego brzucha napięły się jakby szykował się do skoku, ale zamiast tego przysunął tylko swoją twarz do mojego prącia, z którego teraz ściekała kropelka niecierpliwej spermy.  Widać, że był niepewny. Było już jednak za późno na wymówki. Czułem jego oddech na moich muskanych wiatrem jądrach, na moich wyczekujących pieszczoty udach. Pierścień jego warg otoczył główkę mojego penisa, język przesunął się powoli po wilgotnej od spermy nasadzie, a moje ciało przeszedł dziwny dreszcz. Nasuwając się wilgotnymi ustami na mojego kutasa, powoli, aż po miękkie i kuliste jaja, patrzył w moje oczy spokojnie. Wiedziałem już, że to nie żaden głupi zakład. Spragniony, złapałem go za jego jasne jak słońce włosy i nacisnąłem głębiej bez żadnego oporu - wypełniłem jego ciaśniutkie i wilgotne do poślizgu gardło, czułem jak ciepły język tańczy na genitaliach. Potem pociągnąłem do góry. Posłuszny jak suczka, szybko i sprawnie nadziewał się na mojego fiuta z pragnieniem i miłością, krztusząc się tylko uroczo od czasu do czasu, jego twarz tonęła niekiedy w miękkiej gęstwinie moich włosów łonowych, a ja czułem się jak w niebie, pojękując i postękując naprzemiennie, kiedy mój kochany braciszek oblizywał moją pałę jak lizaka. Po chwili szybko wstałem z leżaka i teraz na stojąco, położyłem dłonie na tyle swojej głowy zrelaksowany. Nie musiałem już go przytrzymywać, żeby wiedział jakie tempo mi odpowiada, jaka głębokość. Ta suczka robiła to co do niej należało. Nie miałem już mu za złe zbicia mi telefonu parę lat temu, ani wszystkich tych wojen o łazienkę. Robiąc mi dobrze patrzył na mnie z dołu, niekiedy zatrzymując się przy żołędzi i łakomie przejeżdżając po niej językiem, jak gdyby próbował zlizać z niej całą słodycz. Wbijając wtedy wzrok w moje oczy, twarz, szyję, kark, pachy, piersi i sutki podobne do rodzynek, miał wzrok błagający jakby o więcej, kiedy więc czułem, że jestem blisko orgazmu, w ostatniej chwili chwyciłem go za włosy i oderwałem od mojego banana, chociaż walczył o wytrysk jak głodne zwierzę.
- Jeszcze nie - rzuciłem.
Spojrzał tylko zdziwiony, z ustami mokrymi od śliny i mojej własnej wilgoci, wciąż trzymany za wsiarz jak szczeniak.
- Nie podobało ci się jak braciszek strzelał ci lodzika? - zapytał uśmiechnięty. I ja uśmiechnąłem się do niego. Nie sądziłem, że kiedyś usłyszę coś takiego z jego ust i to dokładnie je wcześniej zwiedziwszy.
- Podobało braciak, ale gdzie indziej chcę cię opryskać. Wypinaj dupę mały.
- Co? Chyba nie chcesz tak serio...
Uśmiechnąłem się tylko.
- Jak już mamy to za sobą to co za różnica?
Widziałem, że nie był tego pewny, ale przygryzał jednocześnie wargę. Pragnienie bycia jebanym wygrało nad rozsądkiem i już po momencie położył się posłusznie ma trawie tak jak mu kazałem i wypiął swoją szesnastoletnią dupę do słońca, z dziurką jasną i ciaśniutką jak tylko się da, otoczoną delikatną kępką jasnych włosów bliżej soczystych, bułeczkowych pośladków. Kiedy jednak już najwyraźniej był mentalnie przygotowany do tego, że za moment poczuje u jej wejścia coś podłużnego, twardego i mokrego od jego śliny, przytrzymując go władczo nachyliłem się i wbrew jego przerażonym, ale mało stanowczym protestom, przycisnąłem do jego dupy własne usta. Przez chwilę szarpał się delikatnie, nie wiedząc chyba co się dzieje, aż w końcu czując język swojego brata całujący jego dziurkę czule, tak jak całuje się usta, poddał się, a piski jego prostestów zamieniły się w pojękiwania rozkoszy. Przesuwałem po niej językiem, okrążałem ją namiętnie, aż w końcu wysunąłem delikatnie czubek języka do środka, opierając się jednym policzkiem na jego prawym pośladku. Kiedy w końcu oderwałem się od niego, moje dzieło zniszczenia było gotowe, on wilgotny jak po wysmarowaniu wazeliną i pojękiwał tylko cichutko od naporu rozkoszy, która wydawała mu się do tej pory tak bardzo nie na miejscu. Z tej perspektywy, jego pośladki, odbyt i jądra, na wyciągniecie moich silnych, męskich dłoni - to dopiero był widok słodki, topiący niemal serce.

Klepiąc go jeszcze z całej siły moim drżącym od zniecierpliwienia fiutem, wysunąłem się z impetem w jego nieznający do tej pory podobnych przyjemności, nastoletni odbyt, a on jęknął tylko, kiedy mlasnęło, a moje jądra dały mu delikatnego klapsa.
- A... Ach... Kacper, ja... - wyrzucił z siebie bez tchu, podciągając się z trawy, wciąż z moim penisem w dupie.
- Cii - szepnąłem tylko głaszcząc go po plecach. Poczekałem aż jego oddech ustabilizował się, a kiedy skinął mi po minucie czy dwóch głową, zacząłem powoli wchodzić w niego i z niego wychodzić, trzymając go ciągle za biodra. Jego wnętrze było ciepłe i wilgotne, dokładnie takie jaką wyobrażałem sobie cipkę, ale byłem pewien, że żadna cipka nie byłaby w stanie dać mi tego samego co mój braciszek. Moje duże jądra klepały go raz za razem i chociaż na początku dostrzegłem kątem oka, że na policzku zaschła mu łza, którą z pewnością najchętniej by przede mną ukrył, nie minęło trzydzieści sekund, kiedy pojękujac tak jak wcześniej, dał mi sygnał, żebym nie przestawał. Wyprostował się i teraz rżnałem go na stojąco, trzymając go za cokolwiek co wpadło mi w ręce - jego młodzieńczą pierś, kark, brzuch, a on nie opierał się i wzdychał tylko coraz to rozkosznie i rozkosznej, jak na idealną suczkę przystało. Jego szesnastoletni penis i jądra podskakiwały przy każdym pewnym pchnięciu, kiedy pod różnymi kątami wsuwałem się w niego i z niego wysuwałem. W końcu, kiedy poczułem ciepło i rozchodząca się po moim ciele przyjemność nie mogła być większa, złapałem go za tego jego obfitego fiuta ręką, na którą naplułem wcześniej i zacząłem masować go szybko i sprawnie.
- O tak, rób mi tak, aaa... Kacper, błagam - nawijał jak zacięta płyta, aż w końcu w jakimś nieprawdopodobnym przypływie szczęścia trysnęliśmy oboje - ja, przyciskając jego dupę i wypełniając ją moich ciepłym nasieniem głęboko, a on w ostatnim śliskim pchnięciu, w górę, na swój brzuch, twarz i wreszcie nawet trochę na mnie samego, znacząc mój policzek paroma białymi, słodkimi kropelkami swojego świeżutkiego nasienia, którego tak pragnąłem

Kiedy już wyspustowałem się w jego męską cipkę zupełnie, wysunąłem z niego swojego fiuta, dumnego jak król wracający z bitwy, zmęczonego i miękkiego po takim wysiłku, Oliwer padł tylko zmęczony na kolana. Zlizawszy powoli kroplę jego spermy ze swojej twarzy, uklęknąłem tylko obok niego i pocałowałem go delikatnie w usta, miękkie jak płatki róż.

- Mam zajebistego brata - powiedział tylko, kiedy jego oddech wyrównał się już. Leżeliśmy teraz obok siebie na trawie nadzy, ze źbłami muskającymi delikatnie nasze jasne ciała. Woda w basenie obok połyskiwała spokojnie w letnim słońcu. Przytuleni do siebie, prawie zasnęliśmy w ten sposób. Wiedziałem już, że dzisiaj będziemy spali razem. Odtąd nasza relacja jakby się polepszyła. ;-)

Mój mail: kacpermyslizewski@gmail.com
Blog z resztą opowiadań: www.rozowyzeszytopowiadania.blogspot.com
Piszcie z recenzjami ;-)

brrunoff

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 4276 słów i 22972 znaków. Tagi: #gejowskie #brat

3 komentarze

 
  • an

    ekstra

  • an

    wspaniały

  • Anon

    Przedstawiłeś tę historie tak świetnie, że udało mi się wszystko dokładnie wyobrazić i utożsamiać się z narratorem. Najlepszy króciutki erotyk jaki czytałem! GRATULACJE!