Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Krople zakazanej namiętności

Krople zakazanej namiętnościMiałem wtedy 17 lat, kiedy zaczęła się moja erotyczną historia z mamą. Nazywam się Karol. Mam 176 cm wzrostu. Szczupły, trochę za długie ręce i nogi, ramiona. Włosy ciemno blond, lekko falowane, opadają mi na kark i oczy – mama zawsze mówiła, żebym je ścinał, a ja zawsze zapominałem. Oczy mam jasnoniebieskie, prawie szare w pochmurne dni. Ludzie mówią, że wyglądam młodziej niż 17 lat. Czasem to pomaga. Czasem wkurwia, gdy nauczyciele do mnie mówią, że ja powinienem chodzić do podstawówki z taką urodą. Mam również kutasa mierzącego 17 cm. Mieszkam z mamą. Ma na imię Barbara ma 39 lat, a wygląda na maksymalnie trzydzieści cztery. Ma 184 cm wzrostu, figurę, która wciąż sprawia, że faceci na ulicy odwracają głowy, chociaż ona udaje, że tego nie zauważa. Piersi pełne, naturalne, takie, które wypełniają dłonią nawet przez cienki sweter. Talia wcięta, biodra zaokrąglone, ale nie przesadnie – po prostu kobiece. Nogi długie i piękne, łydki wyraźnie zarysowane, bo od lat biega rano, zanim ja wstanę. Włosy blond, które są najczęściej upięte w luźny kok albo zostawione rozpuszczone na ramiona. Twarz – delikatna, ale nie dziewczęca, tylko kobieca. Lekko opadające kąciki oczu, co sprawia, że zawsze wygląda, jakby się trochę smutno uśmiechała. Usta pełne, dolna warga trochę grubsza. Kiedy się złości, przygryza ją i wtedy wiem, że zaraz będzie piekło. Urodziła mnie gdy była wtedy 21 letnią studentką. Mój ojciec zmarł siedem lat temu na raka mózgu. Mama to bardzo przeżyła, bo już później nie mogła znaleźć faceta.  
Cztery lata temu coś we mnie pękło. Pamiętam dokładnie ten dzień – lipiec, upał, ona wróciła z biegania cała mokra od potu. Zdjęła koszulkę w przedpokoju, została w sportowym staniku i krótkich legginsach. Stałem na schodach i patrzyłem, jak przechodzi obok mnie, jak kropla potu spływa jej po obojczyku, między piersi, znika pod czarnym materiałem. Poczułem wtedy taki ucisk w brzuchu i jednocześnie gorąco w całym ciele, że musiałem się odwrócić i uciec do swojego pokoju. Zamknąłem drzwi na klucz. Spuściłem się w niecałe dwie minuty, myśląc o tym, jak by to było dotknąć językiem tej kropli, zanim zniknie. Wiem, że to pojebane myśleć o mamie w taki sposób, ale nie mogłem się powstrzymać od takich myśli.  Zaczęło się od bielizny. Najpierw przypadkiem – jej stringi zostały w koszu na pranie, czarne, koronkowe, z tyłu tylko cienki pasek. Wziąłem je do ręki. Pachniały nią i się przy tym masturbowałem. Jak mama rzucała swoją bieliznę do kosza na pranie, to ja przychodziłem, brałem i wąchałem masturbując się, myśląc o niej. Gdy jej nie było w domu bo wyszła do pracy albo na siłownię, szedłem do jej pokoju, otwierałem szufladę. Wybierałem te, które nosiła poprzedniego dnia. Przyciskałem do twarzy i oddychałem tak głęboko, że kręciło mi się w głowie. Czasem masturbowałem się nimi owiniętymi wokół kutasa. Czasem po prostu ssałem koronkę, wyobrażając sobie, że to jej skóra. Jak mi się to znudziło, to zacząłem ją podglądać pod prysznicem trzy razy w tygodniu. W pierwszym dniu drzwi łazienki były uchylone może na centymetr – wystarczyło. Stałem w korytarzu, serce waliło mi tak mocno, że bałem się, że mnie usłyszy. Widziałem jej sylwetkę przez matową szybę. Jak przechyla głowę pod strumień wody. Jak unosi ręce, żeby spłukać szampon. Jak mydli brzuch, piersi, wewnętrzną stronę ud. Trzeci dzień był najlepszy – kucnęła, żeby ogolić nogi. Rozchyliła je szeroko, a ja widziałem wszystko. Wszystko. Stałem tam jak idiota, z kutasem twardym jak kamień, i nie mogłem oderwać wzroku. Skończyłem w majtkach, nawet się nie dotykając. Po kilku takich tygodniach, zacząłem ją podglądać codziennie. Od tamtej pory nie potrafiłem spojrzeć na nią normalnie. Każdy jej uśmiech, każde „Karol, zjesz ze mną kolację?”, każdy raz, kiedy przechodziła obok mnie w szlafroku i czułem zapach jej balsamu – mój 16 cm fiut stawał się twardy. Spałem z nią pod jednym dachem i jednocześnie umierałem z tęsknoty za czymś, czego nie miałem prawa chcieć.

Przez ostatnie miesiące zacząłem chodzić celowo po domu z wyraźnym namiotem w spodniach. W luźnych dresach, w piżamie, w samych bokserkach wieczorem, kiedy oglądaliśmy serial na kanapie. Chciałem, żeby zauważyła. Żeby chociaż raz spojrzała w dół, uniosła brew, zarumieniła się, powiedziała coś dwuznacznego. Cokolwiek. Czasem zauważała. Widziałem, jak na ułamek sekundy jej wzrok tam ląduje, ale potem od razu odwracała oczy i mówiła spokojnie, prawie znudzonym tonem

– Karol, idź do swojego pokoju i… zajmij się sobą.

Albo mówiła – Skarbie, schowaj to, proszę.

I uśmiechała się tym swoim łagodnym, matczynym uśmiechem, który jednocześnie mnie zabijał i rozpalał jeszcze bardziej. Nie wiedziałem, co robić. Byłem wściekły i smutny jednocześnie. Wściekły, że mnie nie chce. Smutny, że prawdopodobnie nigdy nie będzie chciała. Leżałem w nocy i myślałem idiotyczne rzeczy – że gdybym miał jakąś magiczną moc, wszedłbym do jej głowy i podrzucał jej obrazy moje ręce na jej biodrach, moje usta na jej szyi, ja wchodzący w nią powoli, patrząc jej w oczy. Żeby chociaż raz obudziła się mokra i myślała o mnie. Jednak nie mam żadnej mocy, żeby to się stało. Jestem tylko siednastoletnim chłopakiem, który mieszka z kobietą swoich snów i nie potrafi jej nawet dotknąć. Aż przyszedł ten letni poranek. Było gorąco już o siódmej. Mama jeszcze spała – w sobotę nie musiała wstawać wcześnie. Ja nie mogłem leżeć w łóżku, bo znowu mi stanął na samą myśl o niej leżącej kilka metrów dalej w samej koszulce i majtkach. Wstałem, założyłem szorty i klapki, wyszedłem z domu. Poszedłem bez celu, żeby się uspokoić, ochłonąć, przestać o niej myśleć choć na chwilę. Szedłem ulicą za osiedlem, tam gdzie zaczynają się już działki i stare domy. I wtedy zobaczyłem ich. Grupę Cyganów – chyba z pięć, sześć osób. Rozkładali rzeczy na kocach rozłożonych na trawie przy drodze. Stare garnki, obrusy, biżuteria, jakieś kolorowe chusty, karty do wróżenia. Starsza kobieta – drobna, poorana zmarszczkami, w długiej spódnicy i z chustą na głowie – od razu mnie zauważyła. Podniosła wzrok znad rozłożonych kart i spojrzała prosto na mnie. Uśmiechnęła się. Bez zębów z przodu, ale ten uśmiech był dziwnie ciepły i jednocześnie… jakby wiedziała co ja czuję. Zatrzymałem się. Ona kiwnęła palcem.  

– Chodź tu, chłopcze

Powiedziała cicho, ale usłyszałem ją wyraźnie, choć stała kilka metrów ode mnie.

Podszedłem bliżej, choć nogi miałem jak z waty. Starsza kobieta siedziała na niskim stołeczku, otoczona kocami z rozłożonymi drobiazgami. Jej oczy – czarne, głębokie, jakby widziały więcej niż powinny – zatrzymały się na mojej twarzy i nie puściły.

– Siadaj, chłopcze. Nie bój się, nazywam się Oriana – powiedziała cicho, ale głos miała mocny, melodyjny, jakby śpiewała stare pieśni.  

Usiadłem na trawie naprzeciwko niej. Pachniało tu kurzem, spalonym drewnem i czymś słodko-ciężkim, jak stare perfumy wymieszane z kadzidłem. Spojrzała mi prosto w oczy, długo, bez mrugania.

– Co cię trapi, synku? Widzę, że serce ci pęka.
Zawahałem się, ale coś w jej spojrzeniu sprawiło, że słowa same wyszły.
– Kocham pewną kobietę… – powiedziałem cicho. – Bardzo. Od lat. Ale ona… ona mnie nie dostrzega. Nie tak, jak ja chcę. Patrzy na mnie jak na dziecko. A ja… ja już nie jestem dzieckiem.

Oriana uśmiechnęła się ciepło, prawie matczynie. Poklepała mnie po kolanie kościstą dłonią.

– Miłość boli, kiedy jest jednostronna. Ale można to zmienić.  

Sięgnęła za siebie, do starego drewnianego pojemnika pokrytego rzeźbionymi wzorami. Wyjęła z niego, półlitrową butelkę z grubego czerwonego szkła. Pośrodku, w samym sercu butelki, wygrawerowane było serce – głęboko, precyzyjnie, jakby ktoś wyrył je diamentem.

– To ci pomoże – powiedziała, podając mi butelkę. – Jedna kropla do herbaty, kawy, soku… czegokolwiek pije twoja wybranka. Jedna kropla to czysta miłość. Będzie cię kochać całym sercem, jak nikt nigdy.
Przełknąłem ślinę.
– Dwie krople… – ciągnęła – to miłość erotyczna. Będzie cię pragnąć tak mocno, że nie będzie mogła myśleć o niczym innym.
Zrobiło mi się gorąco na twarzy.
– Trzy krople… – Oriana zniżyła głos – cały zestaw. Czysta miłość i dzika namiętność. Będzie twoja. Całkowicie. Duszą i ciałem. Serce waliło mi jak oszalałe.
– A… na pewno działa? – spytałem drżącym głosem.

Uśmiechnęła się szerzej, pokazując dziąsła i resztki zębów.

– Opowiem ci historię. Był taki mężczyzna, dojrzały już, czterdzieści kilka lat. Kochał kobietę, która patrzyła na niego obojętnie. Dał jej trzy krople do wina. Następnego dnia obudziła się przy nim naga, mokra, błagając, żeby nigdy jej nie zostawiał. Kochali się codziennie, kilka razy. Robiła mu obiady. Prasowała ubrania, nawet wtedy, gdy sam powiedział jej że może to zrobić. Byli nierozłączni aż do jego śmierci. A mocno opłakiwała jego odejście.

Słuchałem z otwartymi ustami.

– Ale uważaj – dodała poważnie. – Więcej niż trzy krople… to już niebezpieczne. Był taki młody chłopak, zakochany po uszy. Dał pięć lub sześć kropel, bo chciał, żeby dziewczyna kochała go jeszcze mocniej. I kochała go tak mocno, że ujeżdżała go godzinami, nie pozwalając mu oddychać, jeść ani spać. W końcu zmarł z wycieńczenia. Gdy jego rodzice znaleźli jego ciało, to wciąż było ujeżdżane przez tą dziewczynę. Ją wysłano do psychiatryka. A kiedy ciało zabrali do prosektorium… ta dziewczyna uciekła z psychiatryka włamała się w nocy. I ujeżdżała jego trupa, dopóki strażnicy jej nie zabrali. Więc więcej kropel to niebezpieczeństwo i czar trwa wieczność

– Krople od jeden do trzech działają tydzień – ciągnęła Oriana. – Żeby miłość trwała dłużej, musisz dawać jedną, dwie albo trzy krople co tydzień, do jej ulubionego napoju. A jeżeli chcesz, żeby kochała cię do końca życia… podawaj co tydzień przez pół roku. Potem już nie będzie odwrotu. Będzie twoja na zawsze.  

Patrzyłem na butelkę w moich dłoniach. Czerwone szkło lśniło w słońcu.

– Biorę – powiedziałem bez wahania.
Oriana uniosła brew.
– Dwieście złotych.

Zrobiłem wielkie oczy. Dwieście złotych za małą buteleczkę? To przecież musi być jakiś fejkowy olejek z supermarketu albo woda z barwnikiem. Ale… byłem zdesperowany. Tak bardzo zdesperowany, że ręce mi drżały, kiedy wyciągałem portfel. Wyciągnąłem dwa stówki, podałem jej. Wzięła pieniądze, schowała je gdzieś pod spódnicę, a potem położyła mi dłoń na głowie – jakby mnie błogosławiła.

– Używaj ostrożnie, chłopcze – szepnęła.  
– Miłość to najsilniejsza trucizna.
Wstałem, ściskając butelkę w ręku. Serce waliło mi tak mocno, że czułem je w gardle.

– A i jeszcze jedno! – krzyknęła za mną Oriana, zanim zdążyłem zrobić krok. – Musisz być w jej polu widzenia. I żeby na ciebie spojrzała. Jak spojrzy na kogoś innego w tym momencie to w nim się zakocha... na tydzień.  

Kiwnąłem głową, wymamrotałem dziękuję i ruszyłem przed siebie. Przeszedłem jakieś cztery metry, zatrzymałem się i odwróciłem, żeby jeszcze raz spojrzeć na starą kobietę. Nie było jej. Nie było nikogo z tych. Cała zgraja zniknęła bez śladu. Ich rzeczy – koce, garnki, karty, kolorowe chusty – również zniknęły. Jakby ziemia ich połknęła. Nawet nie było śladu po ognisku, które przecież widziałem wcześniej.  

– Przecież są cyganami – pomyślałem. – Bardzo szybko spierdalają w ciągu sekundy.  

Schowałem butelkę do kieszeni szortów i poszedłem do domu najszybciej, jak potrafiłem, nie biegnąc, żeby nie wzbudzać podejrzeń.  

Mama siedziała przy stole w jadalni, z laptopem otwartym. Miała na sobie luźną, białą koszulkę na ramiączkach i jeansy  Włosy miała rozpuszczone. Pachniała kremem kokosowym do ciała.

– Cześć, skarbie – rzuciła, nie podnosząc wzroku od ekranu.
– Cześć… – odchrząknąłem. – Chcesz herbaty?
Podniosła głowę, uśmiechnęła się tym swoim miękkim uśmiechem.
– Chętnie. Miło z twojej strony.

Poszedłem do kuchni, włączyłem czajnik i  wyciągnąłem dwa kubki – jej ulubiony, ten z kotkiem, i mój zwykły czarny. Wsypałem herbatę owocową – malinową, bo wiedziałem, że ją lubi najbardziej. Ręce mi drżały, kiedy woda zaczęła buczeć.  
Stałem nad blatem i patrzyłem na butelkę w kieszeni, myśląc ile kropel mam wlać. Jedna? Nie. Jedna to czysta miłość, a ona i tak mnie kocha – po swojemu jak to mama to mama do syna. To za mało. Dwie? Namiętność. Ale czy dwie to tylko seks bez uczuć? Czy namiętność dołączy do tego, co już do mnie czuje? Nie spytałem Oriany. Cholera. Trzy. Trzy to cały pakiet. Miłość i pożądanie. Najbezpieczniej. Otworzyłem butelkę – korek wyszedł z cichym pyknięciem. Czerwona ciecz pachniała… niczym. Bez zapachu jak woda. Nakapałem trzy krople do jej kubka. Patrzyłem, jak się rozpuszczają, znikają bez śladu. Wlałem wrzątek, zamieszałem i zaniosłem oba kubki do stołu.

– Proszę – powiedziałem, stawiając jej kubek przed nosem.
– Dzięki, synusiu – mruknęła, wciąż patrząc w laptop.

Usiadłem naprzeciwko. Piłem swoją herbatę małymi łykami, choć w gardle miałem sucho jak na pustyni. Patrzyłem, jak ona pije.  Pół kubka poszło w dół w jakieś dwie minuty. Wtedy się przysunąłem bliżej.

– Dobra ta herbata, mamo? – spytałem cicho.  

Mama oderwała wzrok od ekranu. Spojrzała na mnie. Prosto w oczy. Uśmiechnęła się – ale to nie był ten zwykły, to był ciepły uśmiech, taki, który nigdy na mnie tak nie uśmiechnęła. Zamknęła laptopa jednym ruchem. Zsunęła się z krzesła na kolana, prosto przede mną.  
Złapała mnie za krocze – mocno, zdecydowanie, przez materiał szortów. Poczułem, jak jej palce zaciskają się na moim już twardym członku.

– Karol… – wyszeptała, patrząc mi w oczy od dołu. Głos miała niski, chropowaty. – Mamusia zaraz cię pochwali za tak dobrą herbatkę.  

Pochyliła się i pocałowała mnie w usta. Głęboko i językiem. Smakowała herbatą malinową i czymś jeszcze – czymś dzikim, czego nigdy wcześniej od niej nie czułem. Dłonią wciąż trzymała mnie za kutasa, masując powoli, rytmicznie, jakby chciała sprawdzić, jak bardzo już dla niej stwardniałem. Oderwała usta na moment, tylko po to, żeby szepnąć mi prosto do ucha

– Chcę cię tu i teraz całego.  

Jej druga dłoń wślizgnęła się pod moją koszulkę, paznokcie przejechały po brzuchu, zostawiając czerwone ślady. Wstała, pociągnęła mnie za rękę w stronę swojej sypialni.

– Chodź – powiedziała. – Nie chcę czekać ani sekundy dłużej.

Prowadziła mnie przez korytarz, nie puszczając mojego kutasa ani na sekundę. Trzymała go mocno i pewnie. Czułem, jak pulsuje mi w jej dłoni, jak krew dudni w żyłach. Każdy krok był torturą i rozkoszą jednocześnie. Otworzyła drzwi do swojej sypialni mocno, że drzwi uderzyły o ścianę z hukiem – i pchnęła mnie na łóżko. Upadłem na plecy, na jej pachnącą jej ciałem pościel, a ona stanęła nade mną, nogi rozstawione po obu stronach moich bioder. Patrzyła w dół, z góry, z tym seksownym, leniwym uśmiechem, który zawsze widziałem tylko w snach. Włosy opadły jej na twarz, oczy błyszczały jak u drapieżnika.

– Jesteś taki słodki… – wyszeptała ochryple.  
– I tak cholernie młodo wyglądasz jak na siedemnaście lat. Ta anielska buzia… te oczy… – przejechała językiem po dolnej wardze.

Pochyliła się, weszła na łóżko kolanami po obu stronach moich bioder. Materac ugiął się pod jej ciężarem. Nachyliła się nade mną, włosy opadły mi na twarz jak zasłona. Pocałowała mnie najpierw delikatnie. Potem głębiej. Język wsunął się do moich ust. A mój język prawię wszedł do jej ust, ale przegrał z jej językiem. Jej piersi przycisnęły się do mojej klatki, sutki twarde jak kamyki przebiły się przez cienką koszulkę. Na początku byłem jak sparaliżowany. Ręce leżały bezwładnie po bokach, serce waliło tak mocno, że myślałem, że zaraz mi pęknie. To się działo naprawdę. Krople działały naprawdę, a moja mama mnie całuje. Mama, która był moją jedyną kobietą, której  pragnąłem. Jednak potem pokonałem barierę. Wsunąłem dłonie pod jej koszulkę. Skóra była ciepła, gładka, miękka jak aksamit. Przesunąłem palcami w górę, po bokach talii, aż dotarłem do piersi. Objąłem je obiema dłońmi – ciężkie, pełne, idealnie leżały w moich rękach. Sutki były twarde, gorące. Dotknąłem ich kciukami, delikatnie, potem mocniej, krążąc. Mama jęknęła mi prosto do ust – niski, gardłowy dźwięk, który przeszył mnie na wskroś. Oderwała usta na moment, spojrzała na mnie z bliska, źrenice rozszerzone.

– Tak synku – szepnęła. – Właśnie tak, skarbie… dotykaj mnie.  

Zsunęła ramiączka koszulki w dół. Materiał opadł, odsłaniając piersi i różowe sutki sterczące, otoczone jasnymi aureolami. Pochyliła się niżej, wtuliła jedną pierś w moje usta. Wziąłem z wielką chęcią. Smakowała jak niebo. Ssałem delikatnie, potem mocniej, językiem krążąc wokół sutka. Mama westchnęła głęboko, wplotła palce w moje włosy i przycisnęła moją głowę mocniej do siebie. Drugą ręką zsunęła się niżej. Wsunęła dłoń pod gumkę moich szortów, objęła kutasa bezpośrednio. Skóra w skórą. Byłem tak twardy, że bolało. Poruszyła dłonią powoli, w górę i w dół, kciukiem rozsmarowując kroplę preejakulatu po żołędziu.
– Boże… jaki jesteś duży… – mruknęła z niedowierzaniem. – I taki twardy dla mamusi.  

Uniosła biodra, zsunęła szorty i majtki jednym ruchem. Moje spodnie poleciały na podłogę. Wtedy ściągnąłem swoją koszulkę Leżałem przed nią nagi, pulsujący, gotowy. Ona wciąż miała na sobie tylko te jeansowe spodnie. Spojrzała mi w oczy, uśmiechnęła się drapieżnie.

– Chcesz mnie, Karolku? – spytała cicho, ale głos jej drżał z podniecenia.

Kiwnąłem głową, nie mogąc wydobyć z siebie słowa.

– To weź mnie – szepnęła. – Weź wszystko.

Położyła moją dłoń na kroczu swoich spodni. Były mokre i gorące. Przesunąłem palcami po materiale, poczułem kształt warg sromowych, nabrzmiałych, rozchylonych. Mama westchnęła i zaczęła powoli poruszać biodrami, ocierając się o moją rękę.

Mama rozpięła guzik swoich jeansów i zsunęła zamek błyskawiczny. Spodnie opadły w dół, odsłaniając czarne, koronkowe stringi – te same, które kiedyś ukradkiem wąchałem w jej szufladzie. Jeansy zsunęły się na kostki, a ona kopnęła je na bok. Stanęła nade mną w samych stringach. Spojrzała w dół z tym samym głodnym uśmiechem.

– Ściągnij je ustami, kochanie – powiedziała cicho, ale tonem, który nie zostawiał miejsca na dyskusję. – Chcę poczuć twoje wargi na sobie.

Zsunąłem się niżej po łóżku, klęknąłem na materacu. Moje dłonie powędrowały na jej biodra – ciepłe, miękkie, lekko drżące. Pachniała podnieceniem. Złapałem majtki zębami, pośrodku krocza i zacząłem ciągnąć w dół. Majtki zsunęly się powoli, centymetr po centymetrze, odsłaniając jej cipkę. Trzymałem w ustach Stringi i je smakowałem i ssałem. Potem odrzuciłem na podłogę. Zamarłem na moment widząc jej cipkę. Była idealnie wygolona – gładka, różowa, błyszcząca od soków. Wargi sromowe lekko nabrzmiałe, rozchylone, łechtaczka stercząca jak mały, twardy perełkowy guziczek. Wyglądała… idealnie. Jak z moich najdzikszych fantazji. Podniosłem wzrok. Mama patrzyła na mnie z góry  - nie z pożądaniem drapieżnika, tylko z taką czułą, głęboką miłością, jakiej nigdy u niej nie widziałem. Oczy miała szkliste, usta rozchylone, policzki zarumienione.

– Jesteś piękny, kiedy tak na mnie patrzysz.  

Nie wytrzymałem, przyciągąjąc jej biodra bliżej i przywarłem ustami do jej cipki. Najpierw delikatnie – językiem po zewnętrznych wargach, smakując słoną słodycz. Lizałem powoli, okrążając łechtaczkę, ale jej nie dotykając jeszcze bezpośrednio. Ona westchnęła cicho, wplotła palce w moje włosy.

– Tak… o Boże, tak… – mruknęła.

Zacząłem lizać mocniej, szybciej. Językiem po łechtaczce – raz w górę, raz w dół, potem małe kółeczka. Smakowała niesamowicie – słodko-kwaśno oraz gorąco. Jej biodra zaczęły się poruszać, ocierać o moją twarz. Jęczała coraz głośniej – najpierw cicho, gardłowo, potem coraz bardziej bezwstydnie. Wsuwając język głębiej, penetrowałem ją nim, jakby to był mały kutas. Lizałem wnętrze, ssałem wargi, wracałem do łechtaczki. Mama zacisnęła palce na moich włosach tak mocno, że bolało – ale to był dobry ból.

– Kurwa, Karol... Tak rób! – lekko krzyknęła drżącym głosem.  

Przycisnęła moją głowę mocniej do siebie, prawie dusząc mnie swoimi udami. Jej cipka pulsowała mi na języku. Czułem, jak się napina, jak mięśnie się zaciskają. I wtedy doszła. Głośno i to bardzo głośno.

– Aaaaach… Boże… tak… tak… KAROL!

Całe jej ciało zadrżało. Fala orgazmu przeszła przez nią jak prąd – biodra szarpnęły się kilka razy, soki popłynęły mi po brodzie, po szyi. Piłem ją łapczywie, nie odrywając ust, liżąc wszystko, co z niej wypłynęło. Smakowała jak najsłodszy nektar. Gdy drżenie ustało, puściła moją głowę. Oddychała ciężko, patrząc na mnie z mieszanką miłości i dzikiego głodu.

– Teraz mamusia da ci przyjemność – szepnęła.

Obróciła mnie na plecy jednym zdecydowanym ruchem. Klęknęła między moimi nogami. Mój kutas stał jak skała – czerwony, nabrzmiały, z żyłami pulsującymi pod skórą. Mama oblizała wargi.

– Jaki piękny… – mruknęła z podziwem.  

Pochyliła się i wzięła go do ust. Najpierw tylko czubek – językiem okrążyła żołądź, zlizała kropelki preejakulatu. Potem głębiej. Objęła wargami trzon, ssała powoli, rytmicznie. Jej dłoń zacisnęła się u nasady, masując jądra drugą ręką. Głowa poruszała się w górę i w dół – coraz szybciej, coraz głębiej. Brała mnie prawie całego, aż czułem, jak główka uderza o jej gardło. Jęknąłem głośno, nie mogąc się powstrzymać.

– Mamo… o kurwa… – wyszeptałem.  

Spojrzała na mnie spod rzęs – oczy błyszczące, usta pełne mojego kutasa. Uśmiechnęła się wokół niego i przyspieszyła. Ssała mocniej, głośniej, mokro. Jej ślina spływała po trzonie, po jajach. Dłoń poruszała się w rytm ust – w górę i w dół, ściskając, masując.  
Czułem, że zaraz eksploduję – napięcie w jądrach stało się nie do zniesienia. Podniecenie wzrastało każdym ruchem jej ust.

– Mamo… dochodzę… zaraz… – wyszeptałem ochryple, łapiąc ją za włosy.
Nie odsunęła się i  wzięła mnie jeszcze głębiej, aż poczułem, jak główka wchodzi jej do gardła. Jej usta zacisnęły się mocniej u nasady, język płasko przywarł do spodu kutasa, a dłoń masowała jądra w idealnym rytmie. Eksplodowałem. Pierwszy strumień spermy wystrzelił prosto do jej gardła – gorący, gęsty, obfity. Mama nie cofnęła się ani o milimetr. Ssała dalej, przełykając głośno, rytmicznie, jakby chciała wyssać ze mnie wszystko do ostatniej kropli. Czułem, jak jej gardło pracuje, jak przyjmuje każdy pulsujący spust. Drugi, trzeci, czwarty spust – a ona nie przestała. Mruczała cicho z zadowolenia, wibracje jej gardła tylko przedłużały mój orgazm. Gdy w końcu przestałem tryskać, puściła mnie powoli. Kutas wysunął się z jej ust z mokrym plaśnięciem, wciąż drżący, czerwony, pokryty jej śliną i resztkami spermy. Mama oblizała wargi, spojrzała na mnie z dołu – oczy błyszczące, policzki zarumienione, na brodzie cienka nitka śliny.

– Smakujesz tak, jak sobie wyobrażałam… – szepnęła z uśmiechem.

Nie dała mi czasu na oddech. Objęła penisa dłonią, który wciąż był półtwardy, wrażliwy po wytrysku – i zaczęła masować powoli, leniwie, ale zdecydowanie. Palce ślizgały się po wilgotnej skórze, kciuk krążył wokół żołędzi, rozsmarowując resztki spermy i jej śliny. Drugą ręką delikatnie ugniatała jądra, jakby chciała je zachęcić do ponownego powstania. Patrzyłem na to jak zahipnotyzowany. Na jej dłoń poruszającą się w górę i w dół, na to, jak mój kutas znowu puchnie, twardnieje, prostuje się pod jej dotykiem. W ciągu minuty stał jak skała – grubszy niż przed chwilą, żyły nabrzmiałe, główka ciemnoczerwona i błyszcząca. Mama uśmiechnęła się drapieżnie.

– No proszę… mój syn jest gotowy na więcej.

Uniosła biodra, ustawiła się nade mną okrakiem. Jedną ręką naprowadziła mojego kutasa między swoją cipką – była tak mokra, że główka od razu wślizgnęła się w nią z łatwością. Poczułem gorąco, ciasnotę, pulsowanie jej wnętrza. Opadła powoli, centymetr po centymetrze brała mnie całego w siebie. Jęknęła głośno, kiedy wszedłem do końca – biodra zetknęły się z moimi, a ja poczułem, jak jej cipka zaciska się wokół mnie jak gorąca, aksamitna pięść. Zaczęła mnie ujeżdżać. Najpierw powoli unosiła biodra prawie do samej góry, potem opadała z westchnieniem, obracając miednicą w kółko, żeby poczuć mnie pod każdym kątem. Jej piersi falowały przy każdym ruchu, sutki twarde, sterczące. Nachyliłem się i złapałem jeden w usta – ssałem mocno, gryzłem delikatnie, językiem krążąc wokół aureoli. Mama jęknęła głośniej i przyspieszyła ruchy. Całowałem ją wszędzie – usta, szyję, obojczyki, wracałem do piersi. Ssanie, lizanie, delikatne ugryzienia. Jej skóra smakowała miłością i namiętnością. Wplotła palce w moje włosy, przyciągała moją głowę mocniej do siebie.

– Tak… o Boże, tak… ssij mnie…– szeptała drżącym głosem.

Jej ruchy stały się szybsze, bardziej chaotyczne. Ujeżdżała mnie mocno, biodra uderzały o moje z mokrym plaśnięciem za każdym razem. Czułem, jak jej cipka zaciska się coraz mocniej, jak zaczyna pulsować wokół mojego kutasa.

– Karol… zaraz… znowu… – wysapała.

Ja też byłem blisko – napięcie wracało błyskawicznie, jądra bolały od nadmiaru, kutas pulsował w jej wnętrzu. Mama nachyliła się, i pocałowała mnie głęboko, językiem w język, a potem szepnęła mi prosto do ust.

– Spuść się we mnie… chcę poczuć, jak wypełniasz mnie całą.

Czułem, jak orgazm dochodzi po raz drugi – wszystko się zacisnęło, jądra bolały z nadmiaru, a kutas zapulsował w niej jak oszalały. Przytuliłem mamę najmocniej, jak potrafiłem, wtuliłem twarz w jej szyję i spuściłem się głęboko, falami, gęsto, wypełniając ją do samego dna. Każdy spust był jak wyładowanie – gorący i obfity. W tym samym momencie ona też doszła. Jej cipka zacisnęła się wokół mnie jak imadło, biodra szarpnęły się gwałtownie, a z gardła wyrwał się długi, chrapliwy krzyk.

– Karol… o kurwa… tak…!

Drżała na mnie, paznokcie wbite w moje plecy, nogi oplecione wokół bioder tak mocno, że prawie nie mogłem oddychać. Orgazm przeszedł przez nas oboje jednocześnie, długi, wstrząsający, aż w końcu opadliśmy na siebie mokrzy, zdyszani, przytuleni tak ciasno, że nie dało się powiedzieć, gdzie kończy się jedno ciało, a zaczyna drugie. Leżeliśmy tak długo. Jej piersi falowały na mojej klatce, serce waliło mi prosto w jej serce. Oddychaliśmy w jednym rytmie. Dopiero po kilku minutach wróciły mi zmysły, i  z lekkim ukłuciem paniki.

– Mamo… – szepnąłem jej do ucha, nie puszczając jej z objęć. – A co jeśli… zajdziesz w ciążę?
Zaśmiała się cicho. Przesunęła dłonią po moim policzku, pocałowała mnie w czubek nosa.
– Nie zajdę w ciążę, kochanie. Od pięciu lat jestem bezpłodna synku. Więc możesz spuszczać się we mnie do woli. Ile razy chcesz. Ile razy dasz radę.  

Uśmiechnęła się figlarnie, a ja poczułem, jak ulga miesza się z nowym przypływem pożądania. Tego samego dnia kochaliśmy się jeszcze dwa razy. Raz pod prysznicem – ona oparta rękami o kafelki, ja za nią, woda lała się nam po plecach, a ja wchodziłem w nią mocno, trzymając za biodra. Drugi raz moim łóżku – szybko, dziko, prawie brutalnie, z jej nogami na moich ramionach i jej krzykami odbijającymi się od ścian.  
Następnego dnia – cztery razy uprawialiśmy seks. Rano w łóżku, leniwie i powoli. Potem po południu na kanapie, w środku jakiegoś serialu, który nagle przerwaliśmy, bo nie dało się już wytrzymać. Wieczorem na dywanie w salonie, ona na czworakach, ja za nią. I ostatni raz przed snem – delikatnie, czule, z pocałunkami po całym ciele.
Kiedy nie kochaliśmy się, mama chodziła po domu w czarnej, seksownej bieliźnie – koronkowe body z wycięciami, stringi, które prawie nic nie zakrywały, pończochy z pasem. Robiła w tej bieliźnie obiad i sprzątała. Trzeciego dnia postanowiliśmy, że nie będziemy się już ubierać w ogóle. Chodziliśmy nago po całym domu. Śniadanie nago. Oglądanie filmu nago. Gotowanie nago. Jej sutki zawsze sterczały, moja erekcja prawie nigdy nie opadała całkowicie. Czasem włączaliśmy pornosy na dużym telewizorze w salonie. Oglądaliśmy w milczeniu, a potem jedno z nas mówiło cicho: „Chcę tak samo”. I robiliśmy to – dokładnie tak, jak na ekranie. Raz próbowaliśmy analu (nie weszło do końca, ale oboje bardzo się staraliśmy). Raz używaliśmy jej zabawek – miała w szufladzie wibrator i grube dildo, które nagle stały się naszymi najlepszymi przyjaciółmi.  
Po tygodniu spaliśmy w jej łóżku – nago, przytuleni, moja ręka na jej piersi, jej noga przerzucona przez moje biodro. Obudziłem się nagle, gdy słońce wschodziło, a za mną rozległ się krzyk.
– Co jest, kurwa, Karol! Czemu… czemu ty jesteś nagi? Dlaczego ja jestem naga? Kurwa, dlaczego ty jesteś w moim łóżku?!

Serce stanęło mi na moment.
Mama siedziała wyprostowana, owinięta kołdrą po szyję, oczy wielkie z przerażenia i dezorientacji. Patrzyła na mnie jak na obcego. Jak na intruza, który włamał się do jej domu.  Minął dokładnie tydzień od podanie jej kropel i ona przestały działać. Zapomniałem o tym. Wyskoczyłem z łóżka, nagi, z kutasem wciąż półtwardym od snu.
– Wszystko ci wytłumaczę – powiedziałem szybko, najspokojniej jak potrafiłem, choć głos mi drżał. – Ale najpierw… najpierw zrobię ci herbatę.

Zrobiłem jej ulubioną herbatę na uspokojenie i dodałem krople. Od tego czasu zawsze sprawdzam ile minęło od czasu podania i poza tym przypadkiem, to nigdy się nie powtórzyło.
  



Charlie099

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i fantasy, użył 5732 słów i 31488 znaków, zaktualizował 18 mar o 13:14. Tagi: #incest #kazirodztwo #mama #syn #magia

Dodaj komentarz