Masz wiadomość. - cz.1

Godziny w pracy dłużyły się niemiłosiernie. Z każdą minutą spoglądając na zegarek wydawało się, że wskazówki kręcą się coraz wolnej po jego obwodzie. Gdy wreszcie wybiła godzina 16 ogarnęło mnie dziwne uczucie niepokoju które nigdy wcześniej nie towarzyszyło tak radosnemu wydarzeniu jak zakończenie pracy. Wstając z fotela w malutkiej kartonowej klitce zahaczyłem o słuchawki i z impetem runąłem na ziemię, wylewając na siebie resztki kawy z kubka trzymanego w ręku.
- świetnie! – krzyknąłem do siebie. – nie ma to jak dobrze zacząć weekend!
Zdenerwowany wyrwałem kabel słuchawek od komputera i rzuciłem je na biurko. Nałożyłem na siebie ciemnoniebieską kurtkę wiszącą na wieszaku. Co prawda był środek czerwca i słońce prażyło mocniej niż lampy na solarium lecz z ciemnobrązową plamą na środku białej koszuli nie wypadało iść na spotkanie z wydawcą. A tak zapomniałem wam wspomnieć. Pomimo pracy jako analityk w wielkiej korporacji moją wielką pasją było pisanie. Tego właśnie dnia umówiony byłem z człowiekiem dzięki któremu ziścić się miało moje marzenie a dokładniej zmienić się sposób zarabiania na chleb i szynkę. Poszedłem do windy, kliknąłem ten przeklęty, metalowy guzik ze strzałką skierowaną w dół. Minęła minuta, bardzo długa minuta po której zorientowałem się że winda nie działa.
- Świetnie! – ponownie krzyknąłem do siebie
Niczego więcej w tamtym momencie nie brakowało mi do szczęścia niż schodzenie z 16 piętra po schodach. Gdy już dotarłem na najniższe piętro byłem spocony jak świnia. Nie dość że białą koszulę miałem zalaną kawą, to teraz także kurtka była mokra od potu.  
- Zrobię cudowne pierwsze wrażenie. – powiedziałem pod nosem.
W tym dniu komunikacja miejska jak zwykle mnie nie zawiodła. Autobus przyjechał tylko 18 minut później niż zwykle. Wsiadłem do tego niebiesko-zielonego rydwanu śmierci i z zawrotną prędkością zmierzałem nim do docelowego miejsca spotkania. Po spędzeniu dokładnie 29 minut wśród spoconego tłumu ludzi dotarłem na miejsce.  
- Tylko 10 minut spóźnienia, może jeszcze na mnie czeka – pomyślałem.
Niestety wchodząc do kawiarni w której umówiony byłem na spotkanie nikogo nie zastałem.
Podszedłem do pracownika lokalu z wielką nadzieją że wydawca także się spóźnia i jeszcze po prostu się nie zjawił. Niestety pracownik po usłyszeniu mojego pytania uśmiechnął się niezręcznie i wręczył mi napisany na serwetce liścik.
"Dziękuje za spotkanie, Pana profesjonalna postawa z pewnością dobrze wróży naszej dalszej współpracy…”
Zezłoszczony sam na siebie zmiąłem serwetkę i rzuciłem za siebie. Wychodząc z lokalu nie mogłem przestać myśleć o tym dlaczego nie zadzwoniłem aby poinformować o swoim spóźnieniu. Nagle jednak zdałem sobie sprawę że telefon został w pracy. Nie mogłem już tam wrócić, biuro było zamknięte a ochroniarz za mną nie przepadał co zmniejszało do zera moje szanse na to aby mnie po niego wpuścił. Gdy wróciłem spacerkiem do domu zasiadłem do swojego codziennego rytuału. Odpaliłem laptopa, przeklętego starego asusa, zaparzyłem kawę. Zacząłem wylewać swoje żale w nielegalnie pobranym windows office. Zdenerwowany faktem że mężczyzna z wydawnictwa nie poczekał na mnie, napisałem krótką historię jego śmierci. Robiłem tak już często jak coś w życiu mi nie wyszło. Chyba chciałem w ten sposób zwalić winę swoich niepowodzeń na innych. Po skończeniu swojego dzieła spojrzałem na zegarek.
- Już 2:30 ?! – powiedziałem z niedowierzaniem.
Położyłem się spać.  
Wstając rano, jakoś koło 14.30, standardowo włączyłem telewizor. W wiadomościach na kanale pierwszym zaczynał się przegląd bieżących wydarzeń z miasta. Władze miasta będą remontować pobliski park, mężczyzna uratował dziecko zamknięte w samochodzie pod hipermarketem, nocą doszło do morderstwa w jednym z biurowców.
- O to będzie ciekawe! – krzyknąłem z entuzjazmem.
Uwielbiam takie historię, mimo że tragiczne to wiem przynajmniej że w tym mieście się coś dzieje.
Zaczyna się, reporterka stojąca pod biurowcem znajdującym się w centrum opowiada co się stało.
Zaraz, zaraz, to przecież budynek wydawnictwa z którego był ten facet co miał się ze mną spotkać.
- Dziwne – powiedziałem. – Ciekawe kto zginął?
W tym momencie reporterka wypowiedziała coś co wprawiło mnie w osłupienie.
"39 letni pracownik wydawnictwa I.K.D zginął tragicznie. Winda w której się znajdował, zerwała się z liny i spadła. 2 godziny trwała akcja wydobycia ciała ze zmiażdżonej kabiny…”
Słysząc to upuściłem na ziemię szklankę z herbatą i biegiem rzuciłem się do mojego komputera aby przeczytać to co wczoraj napisałem.
- To nie możliwe! – krzyknąłem
Historia zgadzała się w 100%.  
- Co ja narobiłem?! – złapałem się za głowę z niedowierzaniem, choć wiedziałem że to co napisałem nie może mieć nic wspólnego z wydarzeniami z zeszłej nocy.
Zamknąłem laptopa i usłyszałem dźwięk telefonu. Dostałem sms, numer nieznany.

Nie ma za co
-K.

**Koniec cz.1**

TopSecret

opublikował opowiadanie w kategorii dramat, użył 922 słów i 5234 znaków, zaktualizował 12 cze 2017.

1 komentarz

 
  • Fanka

    A to dobre ;)