Jakby każdy dzień był ostatni cz. 1

MIRON
Siedziałem na szpitalnym łóżku. Z lekkim uśmiechem patrzyłem za okno. Było ciepło i słonecznie. Dzisiaj był mój wielki dzień. Mój stan poprawił się na tyle, że mogłem wreszcie, chociaż na chwilę, opuścić szpital i wyjechać na wakacje nad morze. Na parkingu zaparkowało czarne volvo. Wysiadła z niego moja rodzina: mama, tata i 16-letnia siostra Wiktoria. Rozejrzałem się po sali a później przeniosłem wzrok na dość dużą, niebieską, sportową torbę. Miałem wszystko spakowane. Wstałem wziąłem torbę i wyszedłem na korytarz. Postawiłem ją i oparłem się plecami o ścianę. Obserwowałem kręcących się po korytarzu ludzi: lekarzy, pielęgniarki i innych pacjentów. Każdy ciepło się do mnie uśmiechał. Byli dla mnie prawie jak rodzina, ponieważ w przebywałem w szpitalu bardzo długo. Poznałem tu trochę ludzi.  
- Cześć Miron. Ty też dzisiaj wychodzisz?-podszedł do mnie Jacek, którego tu poznałem.
- Tak. W końcu pojadę na wakacje- odpowiedziałem-A ty jak się czujesz po operacji?
- Dobrze. Cieszę się, już mam to za sobą. Teraz tylko będę musiał się dalej leczyć i jeździć na kontrole.
- Cóż ja muszę dalej czekać…-westchnąłem cicho.
- Nie martw się. Gdzie jedziesz na wakacje?
- Nad Bałtyk.
- O. Ja pojadę na Mazury nad jeziora.
W tej chwili zobaczyłem, że korytarzem idzie moja mama i siostra.
- O twoja rodzina już przyjechała- powiedział Jacek- Ja muszę się jeszcze pożegnać z Lilką z 4
Uśmiechnąłem się lekko.
- Tą co Ci wpadła w oko?
- Daj spokój-machnął ręką Jacek- Cześć. Wszystkiego dobrego- powiedział i poszedł.
- Cześć kochanie-powiedziała mama i przytuliła mnie-Jak się czujesz?
- W porządku.
- Cześć Mir-powiedziała siostra i mnie uściskała.
Mama wzięła moją torbę. Poszliśmy po wypis. Po krótkiej rozmowie z lekarzem mogłem się wreszcie pojechać do domu. Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy w drogę. Mieszkaliśmy w niewielkim domu jednorodzinnym pod Warszawą. Tata zaparkował na podjeździe pod domem. Wchodząc do mieszkania zobaczyłem trzy równo ustawione torby.
- Co to?-zapytałem
- Już spakowaliśmy się na wyjazd. Ruszamy jutro rano- oznajmiła siostra.
- Tak szybko-zdziwiłem się.
- Tak, nie ma na co czekać. Dzisiaj musisz jeszcze trochę odpocząć a jutro ruszamy w drogę.
- A wiesz już może gdzie konkretnie jedziemy i co będziemy robić?-zapytałem.
- A to niespodzianka-uśmiechnęła się tajemniczo.
Postanowiłem dalej nie wnikać i udałem się do swojego pokoju. Położyłem się na łóżku, ponieważ podróż nieco mnie zmęczyła. Po jakimś czasie usłyszałem głosy dobiegające z podwórka. Podszedłem do okna. Zobaczyłem dzieciaki grające w piłkę. Dalej szła grupka młodych ludzi mniej więcej w moim wieku. Żywo o czymś dyskutowali i chyba wybierali się na jakąś imprezę, ponieważ dziewczyny miały na sobie koktajlowe sukienki. Westchnąłem cicho i usiadłem na łóżku. Na dyskotece byłem tylko raz w gimnazjum a w piłkę też bardzo dawno nie grałem. Podszedłem do szafy i wyjąłem średniej wielkości torbę. Zacząłem się pakować. Brałem tylko najbardziej potrzebne rzeczy. Po 15 minutach byłem już gotowy. Usłyszałem hałasy dochodzące z kuchni i domyśliłem się, że mama przygotowała obiad. Zszedłem na dół.
Następnego dnia wyruszyliśmy z samego rana. Zapakowaliśmy wszystkie bagaże i ruszyliśmy w drogę. Nareszcie od tak dawna jechałem na wycieczkę.

Amina

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i inne, użyła 624 słów i 3498 znaków, zaktualizowała 14 lut o 21:27. Tagi: #choroba #dom #rodzina #szkoła

Dodaj komentarz