Dowcipy - str 392

Viralowe kawały i suchary
  • Pułkownik zwraca się do żołnierzy

    Pułkownik zwraca się do żołnierzy mających jechać na wojnę do Czeczenii:  
    - Za każdą głowę Czeczeńca będę wam płacił po 3 dolary, zrozumiano? A teraz rozejść się.  
    Po kwadransie do pułkownika przychodzi kilkunastu żołnierzy. Każdy z nich trzyma po kilka ludzkich głów. Pułkownik:  
    - Nie przesadzacie, chłopaki? Przecież jesteśmy jeszcze pod Moskwą!

  • Zdenerwowana blondynka krzyczy

    Zdenerwowana blondynka krzyczy do boy´a hotelowego:  
    - Pan sobie myśli, że jak jestem ze wsi, to może mnie pan wsadzić do tak małego pokoju?!  
    Boy:  
    - Ależ proszę pani, przecież jedziemy dopiero windą!

  • Rachunek za poradę prawną

    Na pewnym przyjęciu spotykają się lekarz i prawnik. Lekarz, wymęczony ciągłymi pytaniami gości o kwestie zdrowotne, podchodzi do prawnika, który bawi się w najlepsze bez natarczywych gości.
    - Jak ty to robisz, że nikt nie chce wykorzystać okazji i dostać od ciebie darmowej porady?
    - A, wiesz, wszyscy przestali mnie nagabywać, kiedy po rozmowach na imprezie zacząłem im wysyłać rachunki za poradę prawną. Też spróbuj tak zrobić.
    Następnego dnia lekarz wybiera się na pocztę, żeby wysłać rachunki gościom, z którymi wczoraj rozmawiał. "Nareszcie przestaną mnie męczyć", cieszy się. Lecz przedtem zagląda do skrzynki na listy, a tam... rachunek od prawnika.

  • Mąż zagląda do szafy i widzi

    Mąż zagląda do szafy i widzi szkielet. Żąda wyjaśnień od żony. Ta na to odpowiada:  
    - Ależ kochanie nie będziesz chyba mi robił wyrzutów po 20 latach?!

  • Co słychać u twojej żony? Uczę

    - Co słychać u twojej żony?
    - Uczę ją chodzić.
    - A cóż jej się stało?
    - Odkąd sprzedałem samochód stwierdziłem, że zapomniała, biedaczka, jak się chodzi...

  • Ach czuję się jak bateryjka

    - Ach, czuję się jak bateryjka - żartuje po stosunku kochanek. Jestem do cna wyczerpany!
    - Ech wy, faceci, a potem się dziwicie, że się was wymienia...

  • Idzie Żółtko ulicą szukając

    Idzie Żółtko ulicą szukając zakładu zegramistrzowskiego. Nagle patrzy: sporej wielkości budynek z wywieszonym ogromnym zegarem w witrynie. Wchodzi, podchodzi do faceta stojącego za ladą i mówi:
    - Dzień dobry.
    - Dzień dobry.
    - Chciałbym zreperować zegarek.
    - A co mnie to obchodzi?
    - To nie jest zakład zegarmistrzowski?
    - Nie. To jest burdel.
    - To czemu pan wywiesił zegar w witrynie?
    - A co miałem wywiesić?