Wycieczka szkolna - (przez monsun)

Szkoła postanowiła zorganizować wycieczkę dla klas pierwszych w celu "zintegrowania młodzieży". Łatwo im mówić, nawet nie znają znaczeni tego słowa. Cieszyłam się jednak, bo mieliśmy pojechać do Lwówka Śląskiego na Agatowe Lato. Prawie nikt oprócz mnie nie wiedział gdzie to jest, a ja jeżdżę tam co roku. Do miejscowości położonej niedaleko, właściwie to do takiej wsi zwanej Dłużec. Kocham to miejsce, jest takie spokojne. Kocham je zimą za rozciągają się wszędzie biel i latem, za słoneczne łąki, zielone drzewa, kolorowe kwiaty i chłodne ciemnozielone lasy, wiosną za różowe niebo o świcie i śpiew ptaków, jesienią za setki kolorowych liści... Znam je na pamięć.  
Niestety nie mieliśmy mieszkać tam, tylko właśnie we Lwówku. Szkoda, ale przynajmniej spędzimy całe trzy dni na festiwalu. Zawsze na niego jeżdżę, wtedy całe miasto przypomina jedno wielkie wesołe miasteczko. Mieliśmy mieszkać w hotelu na skraju miasta. Nie wiem w jakim, Lwówka za dobrze nie znam. Na wakacjach rzadko tam bywam, tylko przyjeżdżam na Agatowe Lato. W tym roku miało być inaczej.  

Nadszedł dzień wyjazdu z Poznania. Zbiórka odbyła się przed szkołą o godzinie 8 rano. Niektórzy przecierali jeszcze oczy i ziewali, ale ja byłam już bardzo rozbudzona. Zobaczyłam Paulę, przywitałyśmy się i poszłyśmy dalej razem w stronę autokaru. Wiedziałam, że jest zawiedziona tym, że jadą tylko klasy pierwsze. Na pewno chciałaby tam jechać z kotem (chłopakiem, który jej się podoba). Ale nie można mieć wszystkiego. No, muszę przyznać, że to że Filip jechał z nami cieszyło mnie. Ale w równym stopniu mnie denerwowało i stresowało. Całe pięć dni z nim pod jednym dachem. Bałam się, że się np. ośmieszę. Inni cieszyli się z tego że będą wolni przez cały ten czas. Niby jadą z nami nauczyciele, ale wiadomo, że na pewno nie będą w stanie zobaczyć wszystkiego co ich podopieczni wymyślą.      
Była z nami pani P. i wychowawczynie klas b i c, pani J. i pani U. Ta pani z c klasy jest najmłodsza, ale cieszę się, że nie chodzę do jej klasy, bo podobno jest straszna.  
Musiałam otrząsnąć się z myśli. Dochodziłam już do autobusu. Rozejrzałam się dokładnie, ale Filipa nie zauważyłam.
-Może to dobrze, nie będę się przynajmniej denerwować już na początku drogi - pomyślałam
Zbierało się coraz więcej osób, a z naszej klasy było już ich najwięcej.  
I wtedy go zobaczyłam. Przyszedł w ostatniej chwili, bo już miało był sprawdzanie obecności. Ale tak można robić, jak się mieszka kilka metrów od szkoły.  
Panie wyczytywały nazwiska uczniów swoich klas. Wiedziałam, że on będzie wyczytywany na końcu, więc uważnie nasłuchiwałam.  
-Filip ***** - wyczytała pani J, a ja aż podskoczyłam
-Jestem. - powiedział obojętnym tonem
Dalej już nie słuchałam. Postanowiłam opanować się i nie zwracać na niego uwagi. To było jednak niemożliwe. Usiadłam z Paulą i Marysiami z tyłu, a Jagoda zajęła miejsce przed nami, gdy zauważyłam, że on też idzie na tył autokaru. Zarumieniłam się, jednak nie było tego widać dzięki grubej warstwie makijażu na mojej twarzy. Zwykle tyle aż nie używam, ale wiedziałam, że czeka mnie długa droga, więc nie chciałam ryzykować.  
Kiedy siadał na moment uchwyciłam jego spojrzenie. Jego wyraz twarzy w ogóle się nie zmienił. Zawsze był taki sam.  
Od naszej ostatniej rozmowy minęło sporo czasu. Ale wtedy ograniczyliśmy się do krótkich 'cześć' i na tym koniec. Nie był zbyt rozmowny, sądziłam że jeszcze nie dorósł do dziewczyn...  
Siedział na fotelu dwa miejsca przede mną. Trudno mi było na niego nie patrzeć.  
-Uch, zamienicie się ze mną? - zapytałam dziewczyn
-Dlaczego?
-No właśnie, ciekawe dlaczego mała Daria boi się tu siedzieć... - powiedziała specjalnie głośno Marysia, aż wszyscy się obejrzeli. On też. Spłonęłam rumieńcem, który tym razem przebił nawet mój podkład.  
-Dobrze się bawisz..? - wydyszałam
-Wprost wyśmienicie, jesteś śmieszna - zaśmiała się
-Jasne, dzięki - odpowiedziałam wciąż zawstydzona i obrażona usiadłam z powrotem na swoim miejscu. Wcisnęłam się głęboko w fotel, bo wszyscy nadal się na mnie patrzyli. Na szczęście po jakimś czasie głowy poodwracały się i mogłam odetchnąć. Mimowolnie spojrzałam w stronę Filipa. Siedział już normalnie, widziałam tylko jego czubek głowy wystający znad fotela. Nie obchodziłam go i dobrze o tym wiedziałam. Po co tyle czasu się łudziłam...

Jechaliśmy już od około dwóch godzin. Na początku byłam zestresowana i zerkałam co chwilę w jego stronę, ale nie odwrócił się ani razu, więc dałam sobie spokój. Po jakimś czasie zupełnie się odprężyłam, tak że teraz śmiałyśmy się wszystkie z jakichś głupot. Wydurniałyśmy się najbardziej chyba ze wszystkich, więc kilka osób które się nudziły odwróciło się, by się nam przyglądać, ale Filip ani razu. Muszę przyznać, że specjalnie mówiłam trochę za głośno, żeby zwrócić na siebie jego uwagę, ale bezskutecznie. Był całkowicie pochłonięty rozmową ze swoim kolegą.  
-Spoko, on cię nie obchodzi - myślałam uporczywie. Wiedziałam jednak, że obchodzi mnie i kłamstwem jest temu zaprzeczać.  
-Na co się tak znowu gapisz? - zapytała Marysia, zauważając że znowu mój wzrok wędruje ku niemu
-Nie nic, jestem zmęczona - udałam
Nie chciałam już gadać, bo wiedziałam w jakim kierunku mogłaby się potoczyć ta rozmowa. Włożyłam więc słuchawki do uszu i włączyłam głośno muzykę. Patrzyłam w okno i fantazjowałam. Po jakimś czasie złapałam się na tym, że poruszam ustami w słowa piosenki. Poczułam szturchnięcie.  
-Czego? - wydyszałam zniecierpliwiona, leciała akurat jedna z moich ulubionych piosenek
Odpowiedziała mi oczywiście Marysia
-Hmmm, no wiesz, chciałam ci tylko powiedzieć, że Filip się na ciebie patrzy, ale skoro cię to nie intere... - nie pozwoliłam jej dokończyć
-ŻE CO?! - wrzasnęłam. Wciąż miałam w uszach słuchawki i nie umiałam ocenić siły mojego głosu. Kilka osób się roześmiało.  
-Moment - powiedziałam i wyłączyłam muzykę
-Że co? - powtórzyłam tym razem odpowiednio cicho
Wszystkie cztery się roześmiały. Nie widziałam w tym nic zabawnego. Musiałam całą siłą woli się powstrzymywać, żeby nie spojrzeć na Filipa, bo od razu by wiedział, że o nim rozmawiamy. Uratował mnie pan kierowca, który powiedział do mikrofonu
-Uwaga, za pięć minut robimy sobie postój w lesie. Zabierzcie najpotrzebniejsze rzeczy... Na przykład papier toaletowy - rozległy się śmiechy, ale kierowca mówił dalej
-...zostaniemy tam jakieś 15 minut, a jak ktoś zostanie to po niego nie wrócimy, więc uważajcie na siebie... - zakończył
Wszyscy zaczęli zbierać rzeczy, czyli głównie telefony i słodycze. Nikt nie wziął papieru toaletowego.  
Chwilę potem zatrzymaliśmy się na pięknej słonecznej polanie. Kiedy tylko drzwi się otworzyły uczniowie zaczęli się przepychać do wyjścia
-Zaraz, powoli, nie zniszczcie autobusu - błagał kierowca
Lecz to nie przyniosło skutku. Dopiero kiedy pani J. wrzasnęła
-STOOOP! - wszyscy się uspokoili. To prawda, że jest straszna.  
Po jakimś czasie, gdy wszystkim udało się wyjść z autokaru nie niszcząc niczego po drodze zasiedliśmy na trawie. Oczywiście oprócz tych kilku osób, które udały się za potrzebą do lasu. Śmialiśmy się i cieszyliśmy się słońcem. Kątem oka zauważyłam, że grupka chłopaków mi się przygląda. Wśród nich był Filip. Zmieszałam się, ale udałam, że to mnie nie obchodzi.  
Postój się zakończył i znów jechaliśmy. Dojechać mieliśmy za mniej więcej trzy godziny, więc nie trzeba było się spieszyć. Rozłożyłam się wygodnie na fotelu, włączyłam mp4 i zamknęłam oczy. Rozkoszowałam się moją ulubioną muzyką. Akurat leciał świetny kawałek "Hurricanes and suns". Znów zaczęłam mimowolnie poruszać ustami i kołysać się w rytm muzyki. Śmiesznie to musiało wyglądać, ale byłam pewna że nikt na mnie teraz nie patrzy. Miałam jednak dziwne wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Rozchyliłam więc lekko powieki, lecz nikogo nie zobaczyłam. Wszyscy zajmowali się swoimi sprawami. Kiedy wciąż wodziłam wzrokiem po oparciach foteli zauważyłam oko w jednej szparce. Ten ktoś gdy tylko zrozumiał, że go widzę odwrócił szybko głowę. To był Filip.  
Około godziny 14:30 dotarliśmy na miejsce. Mieliśmy tu być już godzinę temu, ale korki nas zatrzymały nieco. Teraz wszyscy już odetchnęli z ulgą i zaczęli wynosić z autokaru bagaże. Rozejrzałam się gdzie się znajdujemy
Była to ładna okolica, nasz hotel znajdował się przy zboczu góry, a przed nim już rozciągało się miasto. Było już pięknie przystrojone na jutrzejszy festyn. Wszędzie porozwieszane serpentyny i tym podobne. Ulice lśniły czystością. To miejsce miało niespotykany urok, zazdrościłam ludziom, którzy mają to wszystko na co dzień. Niektórzy byli już zmęczeni podróżą, ale większość tak jak ja zatrzymała się na chwilę by podziwiać urodę tego miejsca. Nauczycielki dały nam chwilę na rozkoszowanie się tą chwilą i zaczęły sprawdzać obecność. Byłam trochę nieprzytomna, tu było tak cicho i tak spokojnie. Chciałam po prostu usiąść i podziwiać to wszystko. Musiałam jednak wrócić do rzeczywistości bo pani zaczęła zbliżać się do mojego nazwiska
-Daria?
-Jestem... - odparłam tak nieprzytomnym i rozmarzonym głosem, że kilka osób roześmiało się
-Jestem. - poprawiłam się.  
Pani uśmiechnęła się i odhaczyła mnie na liście. Tym razem nie wyczekiwałam już nazwiska Filipa, jakoś niewiele mnie to teraz obchodziło. Piękno Lwówka przesiąkło cały mój mózg i nie mogłam myśleć o niczym innym.  
Musiałam jednak znowu przestać marzyć bo zaczęło się przydzielanie pokoi. Były tylko dwu i czteroosobowe. My podzieliłyśmy się tak, by wszyscy byli zadowoleni z tego przydziału. Jednak jedna rzecz wywołała u mnie niepokój. Pokój Filpa i jego kolegi znajdował się na tym samym piętrze co nasz, to znaczy na parterze, w dodatku tylko trzy pokoje dalej. Dziewczyny pocieszały mnie, że trzy pokoje to całkiem dużo, ale nie czułam się przekonana. Jednak mój humor poprawił się zaraz po wniesieniu bagaży. Nasz pokój był wprost cudowny! Dosyć mały, ale bardzo przytulnie urządzony. Ściany miał w kolorze bardzo ciepłym, takim pomarańczowo-żółtym, trochę nie do określenia. Nasze łóżka stały wzdłuż bocznych ścian w całości je zastawiając. Każde z nich miało pościel w innym kolorze. Ja wybrała jedno z łóżek przy oknie, z zieloną narzutą. Kiedy odsłoniłam delikatną firankę zobaczyłam, że to co na początku wzięłam za duże okno jest tak na prawdę drzwiami balkonowymi! Natychmiast je otworzyłam i wyszłam na dwór. Pogoda była przecudowna. Rozejrzałam się. Stałam na czymś co raczej było czymś w rodzaju wielkiego tarasu, można było tu wejść z każdego pokoju. Był też czymś w rodzaju łącznika. Nie było żadnej barierki, po schodach można było od razu zejść do tajemniczego ogrodu. Bez zastanowienia poszłam przed siebie.  
Za sobą słyszałam okrzyki dziewczyn
-Zobaczcie, mamy własną łazienkę!
-Podzielmy te półki...
-Hmmm, ja wezmę wieszaki, a ty ten hak na ścianie...
-Coś ty!
-Pasta do zębów będzie stała tu...
-Ma ktoś dwa szampony, bo zapomniałam...
Ale nie przejmowałam się nimi. Szłam dalej nie zważając na nic. Po jakimś czasie ich głosy zamilkły. Zdziwiłam się, że tak szybko. Chciałam już wracać, ale usłyszałam przed sobą plusk wody. Tego nie mogłam przegapić. Gdzieś zgubiłam ścieżkę, ale nie dbałam o to. Przedzierałam się przez krzaki, które rwały moje ubrania. Wreszcie wyszłam na otwarty teren. Tam było tak ciemno, a tu musiałam się najpierw przyzwyczaić do słońca. Przetarłam oczy i rozejrzałam się. Zamarłam. Spodziewałam się małej sadzawki i rybkami, albo źródła czystej wody. A stałam przed wielkim basenem.  
Było tu zupełnie pusto. I cicho. Głucho właściwie, nie słyszałam najlżejszego dźwięku, to było niepokojące. Postanowiłam podejść bliżej. Słyszałam dokładnie chrzęst żwiru pod moimi stopami. Podeszłam do wody i spojrzałam w dół.  
Dopiero teraz uświadomiłam sobie, jak bardzo mam porwane ubrania. Miałam mnóstwo małych zadrapań na twarzy, więc umyłam się zmywając większość makijażu. Teraz wyglądałam o wiele lepiej. Czułam, że jestem tu już długo i powinnam wracać, ale było mi tak strasznie gorąco i skóra mnie piekła. Zrobiłam więc najgłupszą rzecz, jaką mogłam w tej chwili zrobić. Rozebrałam się do bielizny i wskoczyłam do basenu.  
Cudowna chłodna woda sprawiła, że od razu poczułam się o wiele lepiej. Nie chciałam stąd wychodzić. Był straszny upał, a woda taka orzeźwiająca. Zostałam w niej jeszcze chwilę, po czym wyszłam i rozłożyłam się na gładkim trawniku po drugiej stronie. Czułam lekki wietrzyk, a słońce ogrzewało moje mokre ciało. Zasnęłam.  

Nie wiem, ile to trwało. Wiem tylko, że gdy się obudziłam słońce już zachodziło. Wystraszyłam się i sięgnęłam po telefon. Była już 19:55! Zdziwiło mnie, że nie mam żadnych połączeń nieodebranych. Czyżby nikt nie martwił się o mnie?

Dziesięć minut później stałam przed drzwiami do pokoju. Był pusty. Tu wszędzie było strasznie pusto. Mój telefon odezwał się. Spojrzałam na wyświetlacz - 26 połączeń nieodebranych! Tam najwyraźniej nie ma zasięgu. Zadzwoniłam szybko do Pauli
-O hej, gdzie ty polazłaś? A z resztą nieważne, przyjdź zaraz na balkon na drugim piętrze! - powiedziała i rozłączyła się.  
Nie wiedziałam co to ma znaczyć, ale szybko pobiegłam po schodach do góry. Weszłam i oniemiałam. Był grill i jacuzzi, muzyka i koktajle. Taka plażowa impreza. Ktoś wrzasnął
-O MÓJ BOŻE, DARIA JAK TY WYGLĄDASZ! - to była Jagoda
Nie mogła zrobić nic gorszego. Teraz wszyscy się na mnie spojrzeli. Filip też. Bardzo się zarumieniłam. Wiedziałam, że wyglądam jak leśny potwór w podartych ubraniach, z gałązkami we włosach.  
-Pójdę się przebrać - jęknęłam i wbiegłam czym prędzej do środka. W mgnieniu oka znalazłam się w moim pokoju i przebrałam w czyste ubrania. Doprowadziłam do porządku moją fryzurę i wróciłam na górę.  
To nie była taka prawdziwa impreza, coś raczej bardziej uroczysta kolacja. Były różne zagraniczne dania, których nazw nie umiem wymienić, oraz mnóstwo egzotycznych owoców. Po jakimś czasie zauważyłam, że nie tylko my tu jesteśmy, byli tu wszyscy goście hotelu. Kilkoro z nich zajmowało jacuzzi, ale i tak nikt z nas nie był zbytnio nim zainteresowany. Kiedy wszyscy się najedli, około godziny 21, panie wygoniły nas do pokoi.  
-Tylko nie zapomnijcie, światło gasicie o dziesiątej!
Rozległy się jęki. Tak wcześnie to nawet podczas roku szkolnego nie trzeba chodzić spać.  
-Dobra, jedenastej - łaskawie zgodziła się pani P.
To było już o wiele lepiej. Weszłyśmy wszystkie do naszego pokoju. Długo gadałyśmy, dziewczyny wypytały mnie o moją wędrówkę. Dopiero o 22:30 zaczęłyśmy się myć. Pierwsza była Mary Ł, potem ja. Weszłam do łazienki i zamknęłam drzwi na zamek. Rozejrzałam się najpierw dokładnie, bo wcześniej nie miałam okazji tego zrobić. Była nawet ładna, ale bardzo prosta. Wyłożona białymi kafelkami, z toaletą, umywalką i niewielką kabiną prysznicową w rogu. Tam właśnie się skierowałam. Zdjęłam z siebie wszystkie rzeczy i już miałam wejść do środka, gdy przypomniałam sobie, że nie wzięłam mojej kosmetyczki, więc nie miałam się czym umyć. Owinęła się szczelnie ręcznikiem i wyszłam. Dziewczyn nie było, pewnie poszły do pokoju obok do Jagody i Marysi. Zaczęłam szperać w torbie, gdy usłyszałam pukanie. Myślałam że to jedna z nich więc powiedziałam  
-Proszę
Drzwi się otworzyły. Moja ręka instynktownie przytrzymała ręcznik. Druga zaś natychmiast powędrowała o ust. Nic dziwnego. W drzwiach stał Filip.  

Gdy mnie zobaczył zarumienił się cały. Nie tylko on. Było mi strasznie głupio, ale jemu chyba też
-Ymmm, no ten... eee... przyszedłem zapytać się... cię... yyy... cię czy... - jąkał się
Błądził oczami po pokoju, wyraźnie wstydził się na mnie spojrzeć
-No... czy macie więcej ręczników... w... yyy... łazience, bo nam... eee... nie dali... - dokończył z trudem
Pokręciłam głową nie podnosząc wzroku. Za bardzo się wstydziłam.  
-Okej, to... yyy... cześć - powiedział i pospiesznie wyszedł
-Cześć - powiedziałam smętnie do zamkniętych drzwi. Nie za fajnie się zaczynało.  

Następnego dnia rano zrozumiałyśmy dlaczego kazali nam iść wcześniej spać. Pobudka była o nieludzkiej wręcz porze. Ubrałam się, umyłam i umalowałam nieprzytomna i z prawie zamkniętymi oczami powlokłam się za resztą do jadalni. Nic dziwnego, nie mogłam prawie w ogóle spać w nocy. Cały czas rozmyślałam o Filipie.  
Kiedy dotarliśmy do sali nieco się rozbudziłam. Rozejrzałam się i stwierdziłam, że tak jak w łazienkach i tu niezbyt przyłożyli się do wystroju pomieszczenia. Stoły były białe i kwadratowe, tak jak i ściany. Tylko podłoga miała piękny drewniany kolor. Ale to była tylko jadalnia. Na śniadanie podano kanapki ze wszystkim, z czym tylko kiedykolwiek widziałam. Wzięłam pierwsze lepsze i zaczęłam jeść. W pewnym momencie natknęłam się wzrokiem na Filipa. Najwyraźniej nie zapomniał jeszcze wczorajszej wpadki, bo speszony odwrócił wzrok.  
Śniadanie zjedliśmy w milczeniu, bo wiele osób tak jak ja jeszcze się do końca nie obudziło. Dopiero kiedy wyszliśmy na dwór w pełne promienie słońca wszyscy poczuli się dużo lepiej.  
Przed hotelem stał i czekał już na nas autokar, ale tym razem z innym kierowcą. Tamten najwyraźniej zwariował po dniu z nami. Podzieliłam się moimi spostrzeżeniami z dziewczynami i wszystkie parsknęłyśmy śmiechem. Ale tym razem nikt nie zwrócił na to uwagi. Inni podzielali nasz dobry nastrój. Kątem oka zauważyłam Filipa prowadzącego ożywioną rozmowę ze swoim kolegą. Śmiał się.  
-Och, czy jego uśmiech musi był taki cudowny - rozmarzyłam się
Nie miałam jednak czasu na podziwianie tego jakże pięknego zjawiska, bo przewodnik wpakował nas do autokaru.  
Pół godziny później dojechaliśmy na parking najbliżej centrum Agatowego Lata. Była dopiero dziesiąta, ale przyszły tłumy ludzi. W końcu był to najpopularniejszy dzień, a właściwie trzy dni w tej okolicy. Gdy wyszłam na dwór poczułam wspaniałą mieszankę najróżniejszych zapachów. Może w dużym mieście jakim jest Poznań nie pachniałoby to zbyt ładnie, ale tu powietrze było niespotykanie czyste, więc zapach był wprost oszałamiający. Kiedy wszyscy już wysiedli nikt nie sprawdzał już obecności tylko wychowawczyni 1b powiedziała
-Macie czas do... - spojrzała na zegarek - do czwartej
-Jej to długo - szepnęłam Pauli do ucha
Pokiwała głową. Wiedziałam jak bardzo chciałaby, żeby kot też tu był. Rozumiałam ją. Kiedyś też byłam w kimś zakochana. Na szczęście już mi przeszło. Lub też tak tylko mi się wydaje. Zerknęłam na Filipa. Chyba jednak nie... Zaczęliśmy się rozchodzić

Kilka godzin później siedziałam z dziewczynami w lodziarni śmiejąc się i prawie opluwając się przy tym lodami. Nawet fajnie się bawiłam, pewnie dlatego, że ani razu do tej pory nie natknęłam się na Filipa. Nasze portfele były sporo lżejsze, wypróbowałyśmy chyba wszystkie atrakcje.  
-To ciekawe co będziemy robić jutro... - Marysia jakby czytała w moich myślach
-Nie wiem, coś tam wymyślimy - odrzekłam.  
Wróciłyśmy do deseru. Nagle zobaczyłam właśnie JEGO przechodzącego obok tarasu kawiarni na którym jadłyśmy. Nie zauważył mnie. Nieco posmutniałam.  

Dochodziła trzecia. Zebrała się już nas większa grupka, bo nikt już nie miał pomysłu co robić. Nudaaa... Jakoś wytrzymaliśmy do czwartej, chociaż już o 15:40 czekaliśmy pod autokarem. Kiedy przyszły panie odetchnęłam z ulgą.  

Leżałam w łóżku. Byłam wykończona po całym dniu na Świerzym powietrzu. Po powrocie zrobili nam obiadokolację i mieliśmy wolny czas. Ja, żeby nie natknąć się przypadkiem na Filipa specjalnie zostałam na tarasie i czytałam książkę. Drugą część Zmierzchu. Beznadzieja, ale lepsze to niż nic. Teraz rozpamiętywałam to wszystko co się dzisiaj wydarzyło. Z rozczarowaniem stwierdziłam, że nic specjalnego. Jeszcze przez jakiś czas przewracałam się z boku na bok, ale w końcu zasnęłam.  

Następnego ranka pozwolili na dłużej pospać. Pogoda na dworze się popsuła, padał deszcz, a niebo było w całości zachmurzone. Na ten dzień było zaplanowane zwiedzanie jakichś miejscowych zabytków, lecz z powodu pogody musiało to zostać odwołane. Nikt nie żałował, wszyscy woleli już zostać w hotelu, niż włóczyć się bez celu po jakichś ruinach. Zdziwiło mnie, że na śniadaniu, które odbyło się około godziny 12, nie zobaczyłam Filipa. Stwierdziłam jednak, że mogłam go po prostu przeoczyć, więc nie przejęłam się tym.  
O godzinie pierwszej przyszła po nas do pokoju jakaś pani z recepcji i kazała nam iść do salonu. Powlekłyśmy się za nią, bez żadnych specjalnych oczekiwań. Salonik okazał się jednak bardzo przyjemnym miejscem. Byli już tam wszyscy pozostali. On też. Nie zwrócił na mnie uwagi. Ale w tym nie było nic niezwykłego, więc usiadłam jak gdyby nigdy nic z dziewczynami na drugim końcu sali. Nauczycieli nie było, co mnie trochę, a nawet bardzo zdziwiło. Ola wstała i powiedziała
-Teraz siądźcie tak, żeby utworzyć kółko... - oczy jej błyszczały
-O co tu chodzi? - szepnęłam Pauli
Nie zdążyła odpowiedzieć, bo jakiś chłopak z 1b usłyszał to i powiedział
-No, będziemy grać w butelkę!
-O nie... - powiedziałam do siebie. Większość osób chichotała.  
-Ok - pomyślałam - mogę mieć po prostu nadzieję, że na mnie nie wypadnie
Było bardzo dużo osób, więc rzeczywiście butelka omijała mnie szerokim łukiem. Kilka osób musiało się pocałować, lecz nie poddałam się ogólnej wesołości przy tych czynnościach. Widziałam, że Filipa też to nie obchodziło.  
-Głupia gra - pomyślałam i w tym momencie butelka zatrzymała się dokładnie przede mną.  
-Uuuuuu - rozległo się zewsząd. Uśmiechnęłam się mimo woli.  
-No, zakręć! - ponagliła mnie Ola
-Ok... - zakręciłam. Z przerażeniem obserwowałam jak butelka kręci się i zatrzymuje się na... Krzesimirze!
-O nie, tylko nie on!!! - krzyczałam w myślach.  
Wiedziałam jednak, że muszę go pocałować.  

Nie będę tego dokładnie opisywać. W każdym razie nie było to ani trochę przyjemne. Jedyna rzecz, która można tak powiedzieć 'ucieszyła mnie', to to, że Filip był po tym wyraźnie niezadowolony.  

Nasza głupia gra skończyła się, gdy weszła pani U. i na nas nawrzeszczała. Mi to nie przeszkadzało, wolałam nie grać już, to było zbyt ryzykowne. Wtedy przyszła pani P. i powiedziała coś, co tym razem zdziwiło wszystkich, nawet mnie.  
-Tej nocy możecie spać w ogrodzie na tyłach hotelu - miała na myśli to miejsce, w którym była pierwszego dnia wycieczki. Rozległ się zdziwione głosy
-Ale jak?  
-Na dworze?
-Przecież pada deszcz...
Spokojnie, są tam porozstawiane namioty specjalnie dla was. Ale jeśli ktoś nie chcę, nie musi, może wrócić do pokoju...
Zaczęła się ożywiona dyskusja. W końcu jednak i tak większość osób zdecydowała się jednak na pozostanie w pokoju. Głównie dziewczyny. Te z mojego pokoju też.  
-Wiesz, przemyśl to, mogą cię obleźć robaki... - próbowała odwieść mnie od decyzji Karolina
-Nie, bardzo chcę tam nocować. Wy nie musicie. Po jutrze rano już wyjeżdżamy, nie chcę marnować czasu! - uspokoiłam je
Coś tam jeszcze próbowały wymyślać, ale poszły wreszcie do pokoju spać. Było już dosyć późno, nie wiedziałam, że ta głupia gra zajęła aż tyle czasu. Weszłam do namiotu. Był całkiem duży, ale spałam w nim sama, bo reszta zrezygnowała. Było bardzo ciemno, podrywałam się na każdy dźwięk. Nie było mowy o spaniu w takich warunkach. Zaczynałam już żałować że nie wróciłam do hotelu, gdy usłyszałam wyraźne kroki. Na dworze wciąż padał deszcz, więc po co ktoś miałby chodzić po tym całym błocie?  
Byłam na prawdę przerażona, a to coś było coraz bliżej mojego namiotu. Usłyszałam głos... Filipa
-Yyym, przepraszam, mogę wejść...? - najwyraźniej najpierw chciał zapukać, ale do namiotu się nie dało.  
Odetchnęłam z ulgą
-Jasne...
Rozpięłam zamek błyskawiczny i wpuściłam go do środka by nie moknął na deszczu. Ciągle jeszcze trzęsłam się po tamtym strachu
-Zimno ci? - najwyraźniej to zauważył
-Niee... ale trochę się wystraszyłam tych kroków - uśmiechnęłam się blado. Nie miałam pojęcia, jakim cudem rozmawiam z nim tak normalnie, nie mdlejąc. Może się uodporniłam.  
-Słuchaj, chciałem cię przeprosić, za to że wtedy tak wszedłem do twojego pokoju...
- powiedział nagle
-C-co? I po to tu przyszedłeś?
-Hmmm, tak właściwie to... nie
-To po co? - zaczynałam się coraz bardziej stresować
Nie odpowiedział. Spojrzałam mu z oczy. Patrzył się prosto na mnie. Wiedziałam już co za chwilę nastąpi, jednak nie zrobiłam nic, żeby temu zapobiec
Był coraz bliżej. Zdecydowanie za blisko. Czułam jego oddech. Nasze wargi zetknęły się. Były tak aksamitnie miękkie. Chciałam, żeby mi wyjaśnił, dlaczego przez tyle czasu nie zwracał na mnie uwagi, a teraz robi takie rzeczy... Jednak nie zrobiłam tego. Nie wiem czemu, po prostu nie chciałam przerywać tej chwili. To było zbyt cudowne. Nie był to jakiś namiętny pocałunek, tylko taki delikatny, nieśmiały. Ale długi. Myślałam że to trwało wieczność. Jednak kiedyś musieliśmy przestać.  
Spojrzałam mu w oczy.  
-Wyjaśnij mi dlaczego... - zaczęłam, ale pocałował mnie znowu, tym razem mocno, namiętnie. Nie przerwałam mu. W krótkiej chwili znaleźliśmy się w pozycji leżącej. Całował naprawdę dobrze. I to było dziwne. Zawsze myślałam, że jest jeszcze dzieckiem. W mojej głowie zrodziło się podejrzenie i coś kazało mi go powstrzymać. Podniósł się zdziwiony
-Dlaczego... - zaczął, nie pozwoliłam mu dokończyć
-Nie, teraz to ty mi coś wyjaśnij. Dlaczego nie zauważasz mnie przez tyle czasu, mówisz stanowczo 'nie' i nie gadasz ze mną, a teraz tak nagle wchodzisz i zaczynasz...? - nie potrafiłam dokończyć, nagle zrozumiałam jak bardzo jestem na niego wściekła.  
-Jej, daj spokój, wyluzuj... Myślałem, że ci się podobam... - zaczął
-I co? Myślisz, że możesz wejść nagle do mojego życia, bo to ty? I nic nie musisz zrobić? Po tym jak mnie ignorowałeś??! - mówiłam stanowczo za głośno. Ktoś mógł nas usłyszeć, ale miałam to gdzieś
-Dobra, skoro tego właśnie chcesz... - obrażony wyszedł z namiotu
Gwałtownie zamknęłam za nim wejście. Położyłam się na materacu i zaczęłam zastanawiać się czy dobrze zrobiłam. Byłam pewna, że jestem teraz zbyt roztrzęsiona by zasnąć. Jednak nawet nie wiedziałam kiedy znużył mnie sen.  

Jak to zwykle po nocy spędzonej na Świerzym powietrzu obudziłam się bladym świtem następnego dnia. Pierwsze co zrobiłam, to przypomniałam sobie poprzednią noc. Miałam nadzieję że się na niego nie natknę, bo nie miałam ochoty na rozmowę o wczorajszym. W milczeniu zjadłam śniadanie nie rozglądając się po jadalni. Tego dnia również pojechaliśmy na Agatowe Lato. Ostatni dzień zakończony wielką imprezą. Nie miałam na to ochoty. Ale musiałam.  

Było już późne popołudnie. Cały dzień spędziłam na unikaniu Filipa. Teraz dopiero, po kilku godzinach niewidzenia go zaczęłam się rozluźniać i cieszyć tym pięknym dniem. Kupiłam mnóstwo niepotrzebnych pamiątek i znowu wydałam fortunę na atrakcję. Dotychczas tylko jednej nie wypróbowałam. Skoku na bungee, ale wcale nie miałam na to ochoty. Płacić tyle, żeby mdleć ze strachu tam na górze? To nie dla mnie. Patrzyłam akurat na kolejnego 'śmiałka' jedząc ogromną porcję lodów amerykańskich. Kilka osób z naszej wycieczki pokazywało go sobie palcami. Przyjrzałam się uważnie i przetarłam oczy.  
Nie mogłam uwierzyć, to był Filip.  
Zastanawiał się jakieś dwie minuty, po czym skoczył. Tak po prostu. Ani razu nie krzyknął. Ja na pewno na czymś takim wrzeszczałabym ze strachu. Musiałam przyznać, że trochę mi tym zaimponował. Dotąd myślałam, że jest tylko grzecznym chłopcem, a tu się okazuje, że jest zdolny do takich rzeczy. Pokręciłam głową i odeszłam w inną stronę. Nie chciałam, żeby wiedział, że na niego patrzę.  

Resztę tego dnia spędziłam przyjemnie. Zaczęło się ściemniać i zaczęły się występy na scenie.  
Nam akurat teraz kazali wracać do hotelu! A wszyscy myśleli że będzie impreza. Zawiedzeni wchodziliśmy do autokaru. W ośrodku czekała na nas niespodzianka. Cały ogród był wystrojony! Przepięknie, lampiony, lampki, serpentyny, stoły z przekąskami i wszędzie porozwieszane głośniki. Zapowiadała się super zabawa!
Poszłam do pokoju się przygotować. Starannie się umalowałam, ubrałam się jednak raczej normalnie. Fajną bluzkę z dekoltem oczywiście i krótkie spodenki. Paula wystroiła się o wiele bardziej. Założyła śliczną czarną sukienkę. Marysie tak jak ja postawiły na wygodę.  
Bawiliśmy się świetnie, nawet po godzinie panie stwierdziły że mogą nam zaufać i poszły spać. Teraz dopiero było świetnie! Ale bez alkoholu czy czegoś innego. Po prostu wreszcie wszyscy mogli się wyszaleć. W całości już się rozluźniłam. Kątem oka zauważyłam, że Filip mnie obserwuje. On nie tańczył w ogóle.  
-Co za gbur - myślałam
Spostrzegłam że podchodzi do DJ-ja. Nie wiedziałam po co, ale nie spodziewałam się, że akurat po to. Jak bardzo się zdziwiłam, gdy usłyszałam piosenkę Tokio Hotel - Durch den Monsun. Kocham Tokio Hotel, ale nigdy bym nie wybrała akurat tej piosenki na imprezę. Zewsząd rozległy się śmiechy. Stałam jak głupia na środku parkietu. Podchodził do mnie powoli, trochę jakby się bał. Rozumiałam go, trochę się ostatnio na nim wyżyłam. Ale wiedziałam, że chce za mną porozmawiać. Podszedł do mnie. Akurat zaczął się refren. 'Ich muss durch den Monsun
Hinter die Welt, ans Ende der Zeit
Bis kein Regen mehr fällt
Gegen den Sturm, am Abgrund entlang
Und wenn ich nicht mehr kann, denk ich daran...'  
-Piękną piosenkę wybrałeś - szepnęłam
Uśmiechnął się
Dalej wszystko potoczyło się jaki we filmie. Poczułam krople deszczu, które w jedną sekundę zamieniły się w prawdziwą ulewę.
-Zupełnie jak monsun... - pomyślałam
Wiedziałam, że słucha czegoś zupełnie innego, np reggae, a specjalnie dla mnie wybrał właśnie to. Nie wiedziałam, czy inni mnie widzą czy nie, teraz liczył się tylko on.  
Poprzez monsun...  
Deszcz był tak gęsty, że zmusił mnie do zamknięcia oczu. Poczułam jego wargi. Trwało to tylko chwilę
-Przepraszam - powiedział -...byłem głupi... Popisywałem się, nie wiedziałem, że to cię rani... - zawstydził się
W tym momencie leciał ostatni refren piosenki. Staliśmy tak jeszcze przez chwilę, aż się skończyła, lecz jeszcze długo słyszałam ją w swojej głowie. Uciekliśmy do namiotu. Teraz zaczęliśmy całować się już bez pohamowania. Hmmm, to była niezapomniana noc...

Następnego dnia zaraz po śniadaniu wyjechaliśmy do Poznania. Postanowiłam z Filipem, że nikomu na razie o niczym nie powiemy. Na szczęście nikt o tym nie wiedział, bo poprzedniego dnia, gdy tylko zaczął padać deszcz wszyscy uciekli do środka. Mogliśmy więc to zatrzymać dla siebie.  
Na razie, ale później, to kto wie...?


KONIEC ; )

P.S.
Przepraszam za błędy (jeśli były), to moje pierwsze opowiadanie. C=

yyyyyyyym

opublikowała opowiadanie w kategorii szkoła, użyła 5941 słów i 32357 znaków.

16 komentarzy

 
  • Aequor

    Łapka w górę za tekścik. ;)

  • Aequor

    Wszystko w jednym. Przez to trochę podobne do mojej opowieści. :)

  • Aequor

    Dajesz dalej! ;)

  • suczka112

    Super opowiadanie pisz dalej
    A błędami się nie martw bo dużo nie było

  • tolson

    Hehe 2015 :) zaje*iste!!! ;D

  • mychaxxx

    Chcę więcej  

    Kto się zgadza łapa w górę :-)

  • Domcia

    po prostu boskie opowiadanie:)

  • LUSIA

    :dancing:

  • zawiszakPL

    Spoko opowiadanie masz talent:)

  • _hAha_

    świetne opowiadanie ;)

  • Madzia ;D

    Jak ja chciałabym byc główną bohaterką tego opowiadania;) Świetnie piszesz ja tez tworzę ale tylko dla siebie ;) Życzę powodzenia przy kolejnych tekstach ;))

  • Aneta

    Świetne,świetne to opowiadanie.
    aż się na chwile rozmarzyłam ;)

  • Paulina

    Super opowiadanie :)
    Czytałam z zainteresowaniem .
    Masz talent !
    Wykorzystaj Go !
    Napisz drugą część tego opowiadania ;)
    Czekam

  • Ania

    To opowiadanie jest SUPER, czytałam wiele opowiadń na różnych stronach ale to mi sie podoba najbardziej..
    wielki szacun ..,napisz jeszcze pare bo naprawde masz talent ;)

  • EWeLInA

    mnie się podobało, ja mam na koncie kilka opowiadań.dobrze że dałaś opisy, ale napisz dalszy ciąg ;) :sleep:

  • Darkdevil

    Bardzo Ciekawe opowiadanie , jeden z typów opowiadań któe lubię .  4/5 :)