Popiół III

Po przylocie wysłałam wiadomość Adamowi o mojej wycieczce. Zadzwonił niemalże od razu, nie chciałam jednak tłumaczyć mu sytuacji, której sama w ogóle nie rozumiałam. Odrzuciłam połączenie i schowałam telefon do tylnej kieszeni. Anna popatrzyła na mnie pytająco.

-To ten chłopak, którym miałaś zamieszkać ? Pewnie się martwi. Dobrze ci. Ja miałam odgórny zakaz randkowania. Rodzice paplali, że na studiach sobie kogoś znajdę i pociągnę dalej linię. Zupełnie jakby parowanie się z samymi obdarzonymi gwarantowało przedłużenie czaru rodowego. Niby jakaś logika w tym jest.

-Też nie randkowałam. To po prostu przyjaciel - wzruszyłam ramionami.

-No okej - westchnęła i zmieniła całkowicie temat - Ciekawe jak tam jest. Widziałam mnóstwo zdjęć kampusu. To chyba po nas.

Pokazała palcem na ubranego w czarny garnitur mężczyznę. Trzymał w ręku kartkę z logiem. Prezentowało ono sześciobok z zaznaczonymi wierzchołkami. Mój umysł szybko połączył je ze znakiem widniejącym na kopercie. Podeszłyśmy do mężczyzny, a on zmierzył nas wzrokiem od stóp do głów. Poczułam dziwny dreszcz niepokoju, zupełnie jakby jakaś siła próbowała wtargnąć do mojego umysłu. Zatrzymał na mnie ciężkie spojrzenie na dłużej i przekrzywił głowę.

-No proszę. Zapewne Helena i Anna - powiedział z brytyjskim akcentem i uśmiechnął się z przekąsem.

-Yyy , tak - Anka pierwszy raz wydawała się zapomnieć języka w gębie. Stała wpaczona w nieznajomego z lekkim rumieńcem na twarzy.

Dopiero po chwili zrozumiałam jej onieśmielenie. Gdybym miała obiektywnie ocenić osobnika przed którym właśnie stałyśmy , spokojnie dostałby nieprzesadzone 11 punktów na 10. Na oko miał mniej więcej 30 lat. Czarne falowane kosmyki spadały mu na czoło, a szare oczy wydawały się umieć prześwietlić człowieka niczym rentgen. Gdyby nie fakt, że byłam odporna na takie widoki, miałabym pewnie minę jak Anka.

-Jestem Dorian Cowell. No to chodźmy – odwrócił się na pięcie i skierował w kierunku wyjścia. Podreptałyśmy za nim posłusznie.

-Słyszałam, że obdarzeni prezentują się lepiej niż normalni ludzie, ale aż takich ciach się nie spodziewałam – popatrzyłam na nią zaszokowana, bo jednak  obiekt jej rozważań znajdował się parę kroków przed nami, ona jednak tylko wzruszyła ramionami – Daje sobie rękę uciąć, że nie rozumie polskiego.  

-Wygląd to nie wszystko. Mógłby chociaż pomóc Ci taszczyć tą walizkę – na te słowa, obrócił się z dziwnym uśmieszkiem na twarzy.

-Pomóc? – zwrócił się po angielsku do Anny.  

Popatrzyła się na niego z ogromnym zdziwieniem, zapewne martwiąc się o swoją rękę. Nie czekał na odpowiedź tylko od razu wziął rączkę walizki i zaczął ją ciągnąć. Zastanawiałam się kiedy wróci jej umiejętność mówienia, bo zanosiło się, że mogła ją bezpowrotnie stracić. Doszliśmy nareszcie do czarnego, sportowego auta. Zapakował nasze rzeczy i otworzył szarmancko drzwi.

-Zapraszam – wsiadłyśmy, a on zajął miejsce kierowcy – Zwykle nie zajmuje się wprowadzaniem adeptów, ale podobno jedna z Was może mieć dziś sporo pytań, na które zwykłym taksówkarzom nie śpieszno odpowiadać – mówiąc to popatrzył na mnie w lusterku – A więc do wieczora jestem do waszej dyspozycji.

Pokiwaliśmy tylko głowami. Nawet nie wiem jakie pytanie mogłam mu zadać. Zaczęłam więc od tego, które najbardziej mnie nurtowało.

-Skąd siedzieliście że jestem związana z magią skoro ja sama nic o tym nie wiedziałam, ani nigdy nie czułam nic takiego. Czy mogło dojść do pomyłki?  

Prychnął.

-Obdarzeni powyżej 5 stopnia nie ukryją się przed nami za długo. Każdy ma w sobie ognisko czaru.  

-Helena posiada czar powyżej 5 stopnia ? - wtrąciła się Anka, która widocznie zapomniała o nabytej wcześniej ostrożności - Przecież odrodzeni mają zwykle zaledwie 6 stopień i to tacy z drugiego pokolenia.

-To prawda - zmierzwił włosy - chcemy jak najszybciej zbadać tę sprawę. Aczkolwiek nie jesteś jedyna. Odrodzonych w tym pokoleniu jest coraz więcej.  

Anka poklepała mnie po ramieniu.

-No widzisz. Nie będziesz z tym sama - przekierowała spojrzenie na Doriana - Za ile dojedziemy na kampus? Jestem potwornie głodna. Podobno jest tu wyjątkowo dobre jedzenie..  

Skończyło się na tym, że zajechaliśmy do pobliskiej restauracji. Anka cały czas paplała i wypytywała o studia, zupełnie jakby to ona najbardziej potrzebowała odpowiedzi. Nie mogłam jej jednak za to winić. Sama nie wiedziałam  jakie odpowiedzi mogłyby rozwiać moje wątpliwości i naświetlić sytuację.  

Restauracja okazała się bardzo droga, w związku z czym zamówiłam tylko sałatkę, by nie nadwyrężyć zbytnio moich wydatków. Anka zaś poprosiła o niemalże połowę pozycji w karcie i wygodnie rozsiadła się w przygotowaniu na ucztę.

-Porto ma swój urok - powiedziała obserwując do koła otoczenie.  

Miała w tym sporo racji. Siedzieliśmy na zewnątrz blisko i mieliśmy widok zarówno na morze, jak i na miasto. Wąskie uliczki przepełnione były turystami, co chwile słychać było inny język. Ceglane kamienice obłożone były często kolorowymi płytkami, od których odbijały się promienie zachodzącego słońca. Nie dziwiłam się, że właśnie tutaj znajdowała się szkoła magii. Siedzieliśmy tak w ciszy, dopóki kelnerka nie podała nam pierwszego dania. Patrzyła się niczym w obrazek na Doriana i głupio uśmiechała. On zaś zdawał się tego w ogóle nie zauważać, tylko świdrował mnie wzrokiem. Czułam że staczam z nim jakąś niemą walkę, jakby wszystko broniło się przed jego wpływem. Absolutnie nie chodziło tu o jego wygląd.

-Czar obrony. Albo czar żywiołu, ale ten byś szybko u siebie zauważyła - powiedział po chwili i zabrał się do jedzenia.

-Słucham? - jego komunikat był dla mnie zbyt niejasny.

-Mówię ci co obstawiam. Jestem z rodu czaru duszy. Pochodnej czarów niematerialnych. Mamy zdolność przenikania do niektórych zamiarów i myśli, a ty się dzielnie bronisz. Jako osoba niedoświadczona powinnaś być łatwa do odczytania. Ja ona - wskazał widelcem na Ankę.

-Czar duszy? Słyszałam że niezłe z was sukinsyny. Cały czas skarżą was za nadużycia - powiedziała z pełnymi ustami Anka, która widocznie już dość swobodnie poczuła się przy naszym przewodniku. On tylko uśmiechnął się do niej i wzruszył ramionami - Czym się zajmujesz na co dzień? Polityka, jakiś biznes? Pewnie gdzieś, gdzie czar się przydaje.  

-Czy ja wiem. Uczę nauk okultystycznych i władania czarem duszy.

Anka momentalnie się zadławiła.  

-Będziesz nas uczył? - zadałam pytanie, które zapewne stanęło Ance w gardle.

-Tak. Wykładam historię i teorię magii dla pierwszaków. No i nauki humanistyczne, ale to jak już wybierzecie moduł.  

-Powinnyśmy do ciebie mówić pani profesorze? – spytała Anka z zauważalną nutą zawiedzenia w głosie. Widocznie romans z nauczycielem to tabu, którego nie zamierzała złamać.

-Nie dbam raczej o tego typu rzeczy. Uczę dopiero od dwóch lat.

-Rozumiem – odpowiedziała i w pełni zajęła się opustoszaniem talerzy.

Przez cały czas miałam wrażenie, że Dorian nie zaprzestał na jednej próbie dobrania się do moich myśli. Co chwile wpatrywał się na mnie zmrużonymi oczami. Próbowałam wysłać mu sygnał, żeby się odczepił, ale nie wiedziałam do końca, jak to działa. Gdy zakończyliśmy posiłek, Dorian przerwał milczenie.

-Naprawdę nigdy nie czułaś w sobie magii? To bardzo zastanawiające – ponownie skierował spojrzenie w moją stronę.

-Nie. W moim życiu nie ma absolutnie nic magicznego – powiedziałam i popiłam ziołową herbatę, którą domówiłam w międzyczasie.

-Nawet pod wpływem jakiś silnych emocji? Zwykle wtedy coś zaczyna się dziać.

-Nie ulegam silnym emocją – powiedziałam zgodnie z prawdą.  

Po głębszym rozeznaniu mojego życia musiałam smutno przyznać, że rzeczywiście mało w nim miejsca było na emocje. A przynajmniej na te pozytywne. Nie wiedziałam kiedy ostatnio czułam się prawdziwie zdenerwowana, smutna bądź szczęśliwa. Wszystkie dni po ucieczce z domu wyglądały podobnie. Godziłam się na wyzwiska i szydzenie Sandry, licząc , że wszystko się skończy z dniem mojej wyprowadzki. W trakcie liceum poznałam ludzi, z którymi spędzałam większość czasu na imprezowaniu. Nie czułam wobec nich jakiejś większej sympatii lub przywiązania.  

-W sumie wyglądasz na taką aż zbyt spokojną. Myślałam, że będziesz mi zadawać milion pytań.

Teoretycznie taki miałam pierwotnie plan. Sytuacja była jednak dla mnie zbyt niecodzienna, bym mogła się w niej w natychmiastowym tempie odnaleźć i poprosić o potrzebne odpowiedzi.

-Nawet nie wiem, co powinno mnie najbardziej interesować.

-Hmm. W sumie jakbyś wiedziała mniej więcej jakim czarem dysponujesz to mógłbym ci coś o nim opowiedzieć, ale jak widać, nie masz bladego pojęcia. Więc w skrócie opowiem o każdym. Istnieje 6 czarów. Niektóre z nich mają swoje pochodne, na przykład czary materialne, czy jak niektórzy zwą czary żywiołów, dzielą się na wodę, ogień, powietrze i ziemię. Prawie tak jak w bajkach. Każdy czar ma czar przeciwstawny. Czar życia i śmierci, czary materialne i niematerialne oraz czary ataku i obrony.

-Tego uczycie na teorii magii – przewróciła oczami Anka – jeśli ktoś przychodzi na wykłady to chyba dlatego, że mają brudne myśli o wykładowcy.

Popatrzyliśmy na nią pytającym wzrokiem. Dziwiła mnie odwaga dziewczyny, która przy pierwszym spotkaniu z Dorianem, oniemiała prawie na pół godziny.

-No co? – wzruszyła ramionami – I tak czyta mi w myślach.

Dorian szczerze zaśmiał się do siebie.

-Co racja to racja. Aczkolwiek nie przyzwyczaiłem się do aż takiej bezpośredniości ze strony przyszłej uczennicy.

-Myślałam, że nie dbasz o tego typu rzeczy – machnęła ręką i zaczęła czytać na nowo menu, jakby te parę wcześniejszych dań było jedynie rozgrzewką.

-Są ludzie, którzy posiadają więcej niż jeden czar? – zadałam pierwsze pytanie, które przyszło mi na myśl podczas ich wymiany zdań.

-Rzadko. Zwykle obdarzeni 3 stopnia i wyżej. Z trzy osoby na pokolenie. Jedna z nich to wasza profesor od magii łącznej, ale ją będziecie mieć na czwartym semestrze. To już wyższa szkoła jazdy.

-A co z tymi czarami ataku i obrony? Inny obdarzony nie może się bronić bądź atakować?

-Są to czary uznawane za dość powszechne i często wiążą się bardziej z uwarunkowaniem fizycznym, niż faktycznymi umiejętnościami magicznymi. W średniowieczu byli sługami czarodziejów innych odłamów. Dopiero obdarzeni 4 stopnia coś znaczą. Przede wszystkim pomagają ukrywać naszą tożsamość i skazują za przewinienia. Rada starszych to głównie oni.

-Rada starszych ? – chłonęłam każdą informację, którą mi cierpliwie podawał. Anka wydawała się usypiać nad swoim menu.

-Taki nasz mini „watykan”. Stanowią prawo i mają dostęp do ksiąg tajemnic – na to ostatnie nawet nasza towarzyszka się ożywiła.

-Księgi tajemnic. Dużo o nich czytałam. Podobno zawierają pisma obdarzonych czarem wizji.

-Czar wizji? – nie przypominałam sobie, bym słyszała wcześniej tę frazę.

-Ostatni obdarzony zginął w 303 roku. Był to czar pochodny od niematerialnych – odpowiedział Dorian.

-Zginął? Czy aby na pewno? – dopytywała Anka.  

-Widzę, że mamy tu fankę teorii spiskowych – parsknął Dorian – Był to dziadek, który przy każdym dotyku widział śmierć danego człowieka. Domyślam się, że z taką umiejętnością, ciężko się skupić na przedłużaniu gatunku.

-W sumie racja – odpowiedziała zamyślona.

-Robi się już późno – Dorian popatrzył na zegarek – odwiozę was do akademika.

Sięgnęłam po telefon, by sprawdzić godzinę. Zobaczyłam sporą ilość nieodebranych połączeń od Adama i jedną wiadomość od Sandry. Odpisałam jej skrótowo.  

-Dobra, rzeczywiście już późno – Anka wstała z miejsca.

Zanim spytałam, się ile jestem dłużna za moją sałatkę i herbatę, Dorian położył pełną sumę na stole.

-Na koszt szkoły.

-Gdybym tylko wiedziała – powiedziała wyraźnie zaskoczona Anka.

-To co? Zamówiłabyś 8 dań a nie 5? – Dorian widocznie polubił denerwować dziewczynę.

-Ej – odparowała – Podobno to urocze jak dziewczyna ma apetyt.

-A jeszcze bardziej jak mówi w trakcie przeżuwania – parsknął i otworzył nam drzwi do samochodu.

Weszłyśmy do środka i zapanowała dziwna cisza. Do akademika dojechaliśmy w 10 minut. Dorian zaniósł nam bagaże do holu i kiwnął nam na pożegnanie. Rozejrzałam się po wielkim pomieszczeniu. Był ozdobiony w beżowo bordowe barwy, a podłoga wydawała się byś świeżo wypastowana. Podeszłyśmy do recepcji i dałyśmy nasze rezerwacje. Zgodnie z tym co przewidywała Anka, miałyśmy wspólny pokój. Na szczęście znajdował się na parterze, bo obie byłyśmy zbyt zmęczone na wspinaczkę po schodach. Wzięłam szybki prysznic lecz nawet zimna woda nie umiała wybudzić mnie z tej irracjonalnej sytuacji. Gdy tylko moja głowa dotknęła poduszki, zapadłam w głęboki i wyjątkowo spokojny sen.

***

opopoo12

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda i miłosne, użyła 2325 słów i 13353 znaków.

1 komentarz

 
  • shakadap

    Brawo.
    Bardzo ciekawe i dobrze napisane.  
    Czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg.  
    Pozdrawiam i powodzenia.