Hipek i Stefek cz. 5

- Hipolit? To ty tak płakałeś? – zapytała Ania.
  
Chłopak w ogóle nie zwrócił na nią uwagi. Jakby jej nie widział. Weszła po schodach.
  
- Hipolit!
  
Młodzieniec drgnął, następnie na nią popatrzył.
  
- A, a, Ania? – Hipek rozpoznał dziewczynę, ale osłupienie nie minęło, jedynie zmniejszyło swoje objawy.
  
- Co się stało? – spytała z troską.
  
Chłopak nie odpowiedział, leniwie przeniósł wzrok z dziewczyny na budynek naprzeciwko.
  
- Hipolit?
  
Młodzieniec nie reagował. Apatia na powrót w pełni rozpanoszyła się w jego umyśle.  
  
Ania z wysiłkiem poprawiła jego pozycję, z prawie leżącej do siedzącej, opierając go o drzwi budynku.
  
Zwróciła uwagę na jego zaczerwienione oczy oraz mokry kołnierz koszuli. Podejrzewała, iż coś się stało.
  
- Wszystko w porządku? Gdzie Stefek? Pokłóciliście się?
  
Na wspomnienie przyjaciela młodzieniec, jakby się przebudził. Zaczął szybko mrugać oczami, a jego ciało napięło się. Otrzeźwiał nagle.
  
Ania widząc to zapytała ponownie:
  
- Wszystko w porządku?
  
- Nic nie jest w porządku. – Hipolit podkurczył nogi, objął je rękoma, a głowę schował między kolana.
  
- Opowiedz.
  
- Nie chcesz tego słyszeć.
  
- Jeśli będę w stanie coś zrobić, pomogę ci.
  
- Aniu. – Chłopak po raz pierwszy zwrócił się do niej po imieniu. – Nie możesz mi pomóc. Zrobiłem coś strasznego, lepiej żebyś nie wiedziała co.
  
W umyśle Hipka mignął obraz przyjaciela leżącego na trawie. Pojawił się ból, w oczach wezbrały łzy. Z trudem powstrzymał się od płaczu.
  
- Chyba nie może być tak źle. Zawsze jest jakieś wyjście. – Odezwała się Ania.
  
Lecz jej słowa nie przyniosły chłopakowi nadziei. Bo cóż może wrócić życie Stefkowi?
  
Młodzieniec już się nie odezwał, nastała cisza.
  
Anka szybko ją przerwała.
  
- Na pewno da się coś zrobić. – Dziewczyna chwilę się zastanawiała i odparła. – Powtarzaj za mną: Bądź, o Boże tarczą i obroną przeciwko…
  
Hipek zmarszczył brwi, jakby usłyszał same przekleństwa, przerwał dziewczynie:
  
- Skończ wygadywać te bzdury, bo szkoda tego słuchać.
  
- Nie wierzysz w Boga?
  
- Wierzę, chociaż czasem mam wątpliwości. Nie wierzę w was.
  
- W nas? – Zdziwiła się Ania.
  
- W luteranów.
  
- Więc o to chodzi. Dlatego za mną nie przepadasz. Czym ci zawadziliśmy?
  
- Mamą. Moja mama… - Przerwał na moment. – Też była luteranką, Niemką. Po moim urodzeniu porzuciła nas, mnie i ojca, albo jak mówi tata wyjechała z rodziną w głąb Niemiec. Jej rodzice nie życzyli sobie mieć takiego zięcia, jak mój tata. Nie wiem kogo mam bardziej nienawidzić, mamy, czy.. – Przerwał raz jeszcze, nie był pewien, czy chce użyć tych słów. – Moich dziadków.
  
Ania była przejęta opowieścią Hipolita. Po chwili przemyśleń, zaczęła spokojnie:
  
- Myślę, że skoro stałeś się owocem ich związku, to musieli się bardzo kochać. Opuszczenie ciebie i twojego taty, pewnie nie było dla niej łatwe. Ale najwyraźniej czasem są rzeczy większe nawet od miłości. Twoja mama pewnie nie miała wyboru, gdy wyjeżdżała z miasta. Myślę, że bardzo za tobą tęskni i gdyby mogła to by do was wróciła.
  
Ania mówiła dojrzale, jak na swój wiek. I najwyraźniej coś zaczynało docierać do Hipolita.
  
- Tęskni za mną? – powiedział pod nosem, jakby do siebie.
  
Tak bardzo chciał przytulić się do swojej rodzicielki. Poczuć jej miłość, wiedzieć, że jest dla niej ważny. Poczuć ciepło i uczucie, tam gdzie obecnie panuje chłód i pustka.  
  
W sercu.  
  
- Jestem tego pewna. Jak dorośniesz możesz spróbować odwiedzić mamę. Może twój tata wie, gdzie mieszka.
  
To była świetna myśl. Hipek nigdy nie brał pod uwagę tej możliwości. Lecz nie chciał dać po sobie poznać aprobaty pomysłu Ani i odpowiedział zbieżnie:
  
- Chyba tak, ale nie znam niemieckiego.
  
- Dlaczego? – zapytała zdziwiona dziewczyna.
  
- To język mojej mamy i nie chcę mieć z nim nic wspólnego.
  
- To jak radzisz sobie w szkole?
  
- Od jakiegoś czasu nie chodzę do szkoły. – Hipolitowi było głupio przed Anią, lecz dodał od razu. – Ale nie jestem kompletnym tłukiem. Trochę czytam, głównie książki z biblioteczki ojca. Czyli w sumie cztery, bo reszta jest po niemiecku.
  
W tym momencie młodzieniec doszedł do wniosku, że jeśli chce odwiedzić mamę, a chce tego bardzo, to będzie musiał podjąć naukę jej języka. Najwidoczniej dzięki Ani pomału zmieniał nastawienie do matki.  
  
- I myślę, że twoje uprzedzenie do luteranów przez to, że twoja mama wyjechała, musiała wyjechać. – Dopowiedziała Ania. – Nie jest dobre. Tata mówił, że katolicy palili ludzi na stosach, a ja mimo to cię lubię.
  
Hipolit westchnął ze zrozumieniem.
  
- Powoli to do mnie dochodzi. W sumie to mówisz, jak Stefek, ale masz rację, oboje macie… - Przerwał. Ania potrafiła zaabsorbować całą jego uwagę i przez nią zupełnie zapomniał o Stefanie, o tym co zrobił, jak jego życie skomplikowało się.  
  
Lecz wypowiedzenie imienia przyjaciela, z którym już nie porozmawia. Którego ciało leżało w lesie, a dusza wędrowała po innym świecie, sprawiło, że niepamięć minionego czasu znikła, a w chłopaku na powrót zapanował ból i poczucie winy.
  
Opuścił głowę. Już się nie odezwał. Ania nie czekała długo, przerywając ciszę:
  
- Co się stało?
  
- Idź sobie, nie powinnaś ze mną rozmawiać.
  
- Dlaczego?
  
- Bo zrobiłem coś złego.
  
- Myślałam, że już ci przeszło, ale dobrze. – Ania przez moment zastanawiała się nad czymś, następnie spojrzała w niebo i zaczęła. - Drogi losie, towarzyszysz nam wszystkim. Jesteś przy nas gdy cierpimy i się cieszymy. - Młodzieniec z obojętnością słuchał jej słów, bez wiary w to co mówi. W tym momencie dziewczyna spojrzała prosto w jego oczy i chwyciła jego ręce. Hipolit poczuł ciepło jej skóry. Niespodziewanie oczarowała go. Mimowolnie zatopił się w błękicie jej oczu. – Losie, ty tworzysz naszą przyszłość, a Hipolit swoją zepsuł. – Chłopak nawet nie skupiał się na słowach Ani, tylko chłonął jej bliskość, a to na powrót pozwoliło mu zapomnieć. – Więc napraw jego przyszłość. Ty wszystko tworzysz, ty wszystko możesz, proszę wysłuchaj mnie. Wierzę w ciebie z całego serca, a ty uwierz w niego. Dopomóż proszę.
  
Kończąc swą mowę, nie puściła jeszcze Hipolita. Po jego twarzy widziała, że jest rozmarzony. Ta sytuacja odpowiadała mu. Ania postanowiła czegoś spróbować.
  
- Naprawdę nie znasz niemieckiego?
  
- Ani słówka. – powiedział powoli, jakby pod wpływem uroku.
  
- Lippen. – rzekła dziewczyna z naturalnym niemieckim akcentem i popatrzyła na jego usta.
  
- Co to znaczy?
  
Ania nie odpowiedziała na pytanie, tylko wymieniła następne słowo.
  
- Herz. – Jedną dłonią puściła rękę młodzieńca i przyłożyła do jego piersi. Czuła rytmiczne bicie serca. Młodzieniec już nawet nie pytał o polski odpowiednik. Oboje wpatrywali się w siebie. Ich oczy z przyjemnością chłonęły obraz przed sobą. A chwila ta, rodziła coś nowego.
  
- Liebe. – Powiedziała w końcu. Swoją dłoń przycisnęła jeszcze mocniej do piersi Hipolita. Chciała wręcz rozpiąć tę ciemną koszulę w kratę i włożyć przez nią rękę, by poczuć jego skórę i w pełni doświadczyć bliskości.
  
Hipolit z pewnością nie miałby nic przeciwko, jednak po chwili Ania puszczając go, odskoczyła jak poparzona. Zapomniała się, a opamiętała dopiero teraz.
  
- Co? Co? Co się stało? – Wydukał Hipolit, jakby zaspany.
  
- Nic takiego, po prostu muszę iść.
  
- Już? A zobaczymy się jeszcze? – Zapytał z nadzieją.
  
- A chcesz?
  
- Tak, bardzo.
  
- To zobaczymy.

Dodaj komentarz