Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Związek Z Koleżanką Z Boiska

Związek Z Koleżanką Z BoiskaMinęły trzy miesiące od tamtego wieczoru, który wciąż nosiłam pod powiekami jak świetlisty znak. Spotykałyśmy się regularnie czasem w gronie znajomych, czasem tylko we dwie, w ukryciu między spojrzeniami i gestami, które zdradzały więcej, niż byłyśmy w stanie wypowiedzieć.
Na boisku wszystko zdawało się takie samo, ta sama dziewczyna, która dołączała do naszej gry, ci sami chłopcy rywalizujący do upadłego. Biegaliśmy, śmialiśmy się, podawaliśmy piłkę z taką beztroską, jakby nic nie miało znaczenia, a jednak każda chwila z nią, nawet wśród śmiechu i gwaru, niosła w sobie napięcie, tę elektryczną iskrę, która czaiła się pod powierzchnią codzienności.
Czułam, że gramy ze sobą, czasem jak sojuszniczki, czasem jak przeciwniczki, ale zawsze bliżej niż z kimkolwiek innym. Jej spojrzenia przedłużały się, jej uśmiech zatrzymywał mnie w miejscu, a dotyk przypadkowej dłoni potrafił rozproszyć cały mój świat.
Pragnienie, które początkowo było jak ogień, powoli przechodziło w coś innego, głębszego. Nie gasło, ale zyskiwało nową barwę mieszało się z czułością, tęsknotą i dziwną, nieznaną mi dotąd pewnością, że to, co się między nami rodzi, nie jest tylko chwilą. To było uczucie, które zaczynało rozlewać się we mnie jak rzeka, której nurtu nie chciałam już powstrzymywać.

Było już po grze, zmęczeni rozeszli się do domów, a my zostałyśmy jeszcze chwilę na ławce pod drzewem. Ciepły wieczór pachniał kurzem i zielenią, a ciszę przerywał jedynie daleki śmiech chłopaków. Agnieszka siedziała obok, opierając brodę na kolanach. Jej włosy opadły miękko na ramiona i choć patrzyła gdzieś w dal, wiedziałam, że czuje moją obecność tak samo mocno jak ja jej.
– Wiesz… – zaczęłam niepewnie, odrywając źdźbło trawy i obracając je w dłoniach. – Czasem mam wrażenie, że to wszystko… że my… to więcej niż tylko zabawa.
Odwróciła głowę i spojrzała na mnie tym swoim przenikliwym, a zarazem ciepłym wzrokiem. Nic nie mówiła, ale w jej oczach była cisza, w której mogłam się przejrzeć jak w lustrze.
– Boję się tego – wyszeptałam w końcu. – A jednocześnie… nie umiem przestać chcieć.
Uśmiechnęła się delikatnie, wyciągając dłoń i kładąc ją na mojej. Był to prosty gest, a jednak poczułam, jak drży we mnie wszystko, co dotąd próbowałam ukryć.
– Może nie musimy się bać – odpowiedziała spokojnie. – Może wystarczy pozwolić temu być.
Jej słowa osiadały we mnie powoli, jak krople rosy na liściach. Wiedziałam, że niczego nie przyspieszymy i że jeszcze wiele pytań będzie nas dręczyć. Ale w tej chwili to nie miało znaczenia. Liczył się dotyk dłoni, bicie serca i pewność, że to, co poczułam, naprawdę zaczęło się przeradzać w coś większego.

Te trzy miesiące były jak podróż w nieznane. Każde spotkanie z Agnieszką zaczynało się od zwykłych rozmów, czasem śmiechu, czasem ciszy, a kończyło na chwilach, które przypominały taniec ognia z wodą pełne namiętności, a zarazem kojące. Z czasem coraz mniej chodziło o samą rozkosz, a coraz bardziej o bliskość, o to, że mogłam wtulić się w nią i poczuć, że już nie jestem sama.

Pocałunki stały się nie tylko ogniem pragnienia, ale też obietnicą,  że wrócimy do siebie, że będziemy chciały więcej. Dłonie, które kiedyś drżały z ciekawości, teraz odnajdywały się z pewnością i czułością, a spojrzenia, choć namiętne, coraz częściej uciekały w głąb duszy, jakbyśmy chciały dostrzec w sobie coś więcej niż ciało.

Przez te miesiące pragnienie i żarliwość nie gasły, lecz z każdym dniem były coraz mocniej splecione z uczuciem. Wciąż byłyśmy spragnione siebie, jak na początku, ale teraz wiedziałam, że z każdym pocałunkiem bardziej ryzykowała,  bo coraz trudniej było mi wyobrazić sobie życie bez niej.

Była sobota, późny, leniwy poranek. W mieszkaniu Agnieszki wciąż unosił się zapach wina i dopalonych świec, pamiątek po poprzedniej nocy, a przez uchylone okno wpadał szmer parku, oddech zieleni, cichy i kojący. Światło słońca drżało na firance, odbijało się na naszych ciałach, które wciąż nosiły ślady nocy.  

Stałam przy oknie, wpatrzona w drzewa kołysane wiatrem. Na sobie miałam jedynie rozpiętą flanelową koszulę i czerwone figi, cienki biustonosz ledwie zakrywał piersi. Agnieszka podeszła do mnie bez słowa. Jej błękitna koszula w wąskie, czarne paski rozchylała się, odsłaniając krągłość biustu i połysk skóry, a czerwone figi okalały jej biodra jak ognisty akcent. Objęła mnie od tyłu, a jej oddech przesunął się po mojej szyi jak ciepły, letni powiew. Serce przyspieszyło, choć znałam ten dotyk aż za dobrze, a jednak za każdym razem rozpalał we mnie coś nowego, jakbyśmy wciąż zaczynały od początku, a ogień nigdy nie gasł.

Odwróciłam się ku niej. Nasze spojrzenia spotkały się na sekundę, zanim usta odnalazły się w pocałunku, w którym mieszał się głód i czułość. Cofnęłyśmy się kilka kroków, aż poczułam chłód ściany przy narożniku okna. Tam, obok miękko opadającej zasłony, nasze ramiona i dłonie splątały się mocniej. Przyparła mnie do ściany delikatnie, a jednak zdecydowanie, tak jakby chciała, żebym wiedziała, że należę tylko do niej. Oddawałyśmy się pocałunkom namiętnym i czułym, które smakowały zarówno ogniem, jak i spokojem. Każdy dotyk rozchylał we mnie kolejne warstwy pragnienia, każdy pocałunek sprawiał, że park za oknem, cały świat przestawały istnieć.

Obróciłam się nagle, jakby prowadził mnie sam ogień w moim wnętrzu, i tym razem to ja przyparłam Agnieszkę do ściany. Nasze usta od razu odnalazły w pocałunku pełnym ognia i namiętności. Jej usta były, pragnące, miękkie. Pocałunek był jak wir, pełen głodu, a jednak niesamowicie czuły, jakbyśmy w tym tańcu oddechów i westchnień opowiadały sobie wszystko, czego słowa nie mogłyby unieść.

Pod rozpiętymi koszulami nasze dłonie błądziły niespokojnie, nie mogły zdecydować, gdzie chcą się zatrzymać, jakby szukały każdej skrawki skóry, każdego drgnienia. Czułam pod palcami jedwabistą gładkość jej skóry. Ramiona, plecy, krągłość bioder, a chwilę później zagłębiałam palce w jej włosy, by przyciągnąć ją jeszcze bliżej, by po chwili znów powrócić do wędrówki . Każdy dotyk rozpalał mnie coraz mocniej, jakby jej ciało było źródłem żaru, od którego nie potrafiłam się oderwać. Nie mogłam oprzeć się temu, by co jakiś czas ujmować jej piersi, pełne, ciepłe, tak niesamowicie wrażliwe pod moimi dłońmi. Za każdym razem, gdy to robiłam, czułam, jak jej oddech przyspiesza, a nasze pocałunki stawały się jeszcze głębsze, bardziej natarczywe. To już nie były zwykłe pocałunki, to był taniec, namiętna choreografia naszych ust, języków, serc.

Przyciągałam ją do siebie coraz mocniej, jakbyśmy były dwoma magnesami, których nie da się rozdzielić, a ściana, o którą ją przyparłam, zdawała się jedynym cichym świadkiem naszego ognia, naszej żarliwości, która płynęła przez mnie jak fala, rozlewając się po całym ciele. Agnieszka uniosła udo, a ja otuliłam je ramieniem, jakby chciałam przyciągnąć ją jeszcze bliżej, jeszcze mocniej mieć dla siebie. Moja dłoń naturalnie odnalazła drogę na jej pośladek, pełny, napięty, tak bliski, że aż drżałam z pragnienia. Nasze usta nie rozstawały się, języki tańczyły w rytmie tanga, czasem gwałtowniejsze, czasem spokojne, ale zawsze pełne napięcia i głodu, jakby każde zetknięcie miało moc rozpalić nas do cna.

Kiedy moje palce zsunęły się powoli pod jej figi, poczułam, jak miękko i gładko przyjmują mnie jej tajemnice. Delikatnie, okrężnym ruchem zaczęłam pieścić jej kobiecość, ostrożnie, jakbym malowała pędzlem po płótnie, na którym pojawiały się pierwsze drżące linie rozkoszy. Czułam, jak stawała się coraz bardziej wilgotna, jak otwierała się przede mną, jak odpowiadała na każdy ruch mojego palca drgnięciem bioder i głębszym oddechem. Na moment oderwałam usta od jej ust, by spojrzeć wprost w jej oczy. Były jak dwa jeziora, błękitne i rozświetlone, pełne pragnienia i czułości. Uśmiechnęłam się lekko, niemal figlarnie, zanim ponownie zatopiłam się w jej wargach, głodna kolejnych pocałunków, kolejnych oddechów, które dzieliłyśmy jak najcenniejszy sekret.

Odwróciłam ją delikatnie, prowadząc jej ruchy jak w tańcu, aż stanęła przede mną plecami. Koszula zsunęła się z jej ramion, jakby sama chciała ustąpić miejsca moim dłoniom. Wsunęłam palce ponownie w głąb jej intymności, otwartą dłonią pieściłam ją powoli, kolistymi ruchami, zbierając i rozcierając jej narastającą wilgoć. Agnieszka oparła dłonie o chłodną ścianę, jej ciało wyginało się miękko, a każdy oddech był coraz krótszy, coraz bardziej urywany. Słyszałam w jej piersi westchnienia, które przypominały rozciągnięte struny skrzypiec, gotowe zaraz pęknąć pod naporem melodii.

Nagle poczułam, jak jej ręka sięgała mojej dłoni, jakby chciała przejąć część tego rytmu, jakby razem ze mną chciała decydować o tempie narastającego ognia. Nasze palce splecione w jej rozkoszy zaczęły kreślić wspólną melodię, powolną i zarazem pełną ukrytego napięcia. Byłyśmy jak dwa głosy w tym samym utworze, ona przyspieszała, ja zwalniałam, a potem role się odwracały, tworząc falę, która niosła ją coraz wyżej. Jej biodra drżały pod moją dłonią, jej ciało wiło się w tańcu, którego kulminacja była już blisko.

Głód pocałunków narastał we mnie jak ogień, który nie chciał już czekać. Obróciłam Agnieszkę twarzą do siebie i nasze usta natychmiast odnalazły się w gorącej, namiętnej odpowiedzi. Smakowała mnie łapczywie, a ja czułam, jak coraz bardziej tracimy oddech, stapiając się ze sobą w tej rozkosznej walce i zgodzie jednocześnie. Jej dłonie, szybkie i pewne, zsunęły ze mnie flanelę, która opadła miękko na podłogę jak niepotrzebny już rekwizyt, odsłaniając całą mnie w czerwonej bieliźnie. Przez moment poczułam, że patrzyła na mnie tak, jakby pierwszy raz zachłannie, a zarazem z czułością, która paliła mocniej niż pożądanie.

Objęłam ją i obkręciłam wokół siebie, jak w figlarnym tańcu, dwa razy zataczając półkole, aż w końcu zgrabnym pchnięciem przeniosłam ją na łóżko. Śmiech i pożądanie zlały się w jeden ton, lekkość gry i powaga uczucia splatały się w naszych gestach. W tej samej chwili pozbawiłam jej koszuli, której materiał rozchylił się bez oporu, jakby sam chciał ustąpić miejsca dla nagiej skóry.

Położyłam się na niej, wtulając w jej ciepło, a nasze usta znowu znalazły się w pocałunkach raz głębokich, raz szybujących po wargach lekko, jakby chciały przeciągać chwilę nieskończoności. Jej paznokcie muskały mój kręgosłup lekkimi drapnięciami, jakby rysowała na mnie niewidzialne znaki, które paliły przyjemnym dreszczem. Czasem bawiła się ramiączkiem mojego biustonosza, zmysłowo przedłużając napięcie, jakby chciała przypomnieć, że to gra, której reguły piszemy razem. Ja zaś powoli, niemal z nabożną cierpliwością, schodziłam pocałunkami coraz niżej. Najpierw zatrzymałam się przy jej szyi, czując, jak skóra pulsuje tam życiem i pragnieniem. Potem musnęłam dekolt, miękki i pachnący winem z wczorajszej nocy. Zsunęłam się dalej, zostawiając ślad ust na jej płaskim, gładkim brzuchu, aż dotarłam do zgrabnych ud, które drżały lekko pod moimi wargami. Kiedy uniosłam się znów ku górze, zatrzymałam się przy jej piersiach, napiętych i rozpalonych od podniecenia. Otuliłam je ustami, a językiem muskałam nabrzmiałe brodawki i sutki, wsłuchując się w jej oddech, który przyśpieszał jak melodia nabierająca tempa. Każde drgnięcie jej ciała pod moim dotykiem było dla mnie potwierdzeniem, że oddaje się tej chwili całkowicie.

Skupiałam się na niej z oddaniem, jakby cały świat zawęził się do smaku jej skóry, do jej drżącego oddechu i do rytmu serca bijącego tuż pod moimi ustami. Agnieszka wciąż igrała z ramiączkiem mojego stanika, jakby nie mogła zdecydować, czy chce jeszcze przedłużyć tę chwilę napięcia, czy już ją przełamać. W końcu pomogłam jej go zsunąć, a gdy materiał opadł, ujawniając piersi, sięgnęła po biustonosz i rzuciła go lekko w kąt sypialni. Zatrzymałyśmy na sobie spojrzenia szelmowskie, roziskrzone, z lekkim przygryzieniem warg, które mówiło więcej niż słowa. W następnym ułamku sekundy nasze usta splotły się w pocałunku namiętnym i głębokim, w którym było tyle samo pasji, co czułości. Potem odwróciłam ją na brzuch. Agnieszka posłusznie podciągnęła nogi, unosząc biodra w geście pełnym zaufania i oddania. Pochyliłam się nad nią, muskając wargami jej kark, składając pocałunki na szyi i ramionach, jakby każda część jej ciała domagała się własnej pieśni. Moja dłoń odnalazła drogę niżej i, pozostając jeszcze na granicy, pieściłam jej kobiecość przez cienką, wilgotną tkaninę. Czułam pod palcami rosnące ciepło, pulsujące w rytmie jej przyspieszonego oddechu.

Agnieszka oparła dłonie o ścianę za łóżkiem, jej ciało drżało lekko, jakby każdy dotyk otwierał ją coraz szerzej na to, co między nami narastało. W tej chwili nie chodziło tylko o pragnienie, nasza namiętność była naturalnym dopełnieniem uczucia, które dzień po dniu, spojrzenie po spojrzeniu, splatało nas coraz mocniej. Agnieszka podciągnęła jedną nogę, wtulając głowę głębiej w poduszki i zatapiając dłonie w miękkiej pościeli. Jej ciche mruczenie brzmiało jak muzyka, którą niosły moje usta, gdy obdarzałam pocałunkami linię jej ramion i szyi. Czułam, jak jej ciało coraz bardziej rozkwitało pod każdym dotykiem. Nagle poczułam, jak jej dłoń odnalazła moją i obie razem, splecione, zataczały kręgi na jej kobiecości, powoli, z wyczuciem, w rytmie, który rozgrzewał ją i mnie jednocześnie. To było jak wspólne granie na tym samym instrumencie. Nasze dłonie stawały się jednym narzędziem czułości i pragnienia.

Po chwili Agnieszka uniosła się lekko, a ja pozwoliłam jej się obrócić. Położyła się na boku, zwrócona do mnie plecami, wtulając się jak w łyżeczkę. Bordowa pościel oplatała jej ciało, podkreślając jasność skóry i krągłości bioder, które teraz miałam tak blisko. Otoczyłam ją ramieniem, całując kark, a wolna dłoń znów powędrowała niżej, wracając do pieszczot powolnych, kolistych, rozlewających po niej ciepło. Czułam, jak drżała w moich ramionach, jak każdy mój gest staje się dla niej mostem między pragnieniem a spełnieniem.

Odstąpiłam na moment od jej kobiecości, pozwalając oddechowi opanować rytm, a jej ciału odczuć lekkie zawieszenie napięcia. Wracałam do niej powoli, obejmując piersi Agnieszki w delikatnym, czułym geście, sprawdzając, jak reaguje na każdy mój dotyk.

Po chwili pocałunki zaczęły powoli schodzić niżej. Moja dłoń sunęła po jej biodrach, aż delikatnie zsunęłam figi, odsłaniając ją całkowicie. Agnieszka opadła na brzuch, głowę obróciła na bok, podpierając ją ręką, a jej wzrok wciąż mnie śledził, pełen oczekiwania i pragnienia. Uśmiechnęłam się lekko, obserwując, jak podciąga nogę, pozwalając mi zbliżyć się do jej najdelikatniejszego skarbu rozkoszy. Zbliżyłam usta i powoli, z oddaniem, językiem zaczęłam pieścić jej skórę, delikatnie, powoli zatapiając się w każdym drgnięciu jej ciała. Agnieszka zamruczała cicho, oddech przyspieszył, a mięśnie napięły się w słodkim oczekiwaniu. Nie utrzymała długo podparcia ręką głowa opadła w miękkie poduszki, a jej ciało pozwalało mi prowadzić naszą subtelną, zmysłową grę, gdzie każda chwila była jak kolejna nuta w naszej wspólnej melodii rozkoszy Skupiałam się na niej całkowicie, pieściłam jej kobiecość z oddaniem, w rytmie, który sama narzucała swoim ciałem i oddechem. Każdy jej drgający oddech, każdy cichy jęk był dla mnie wskazówką, jak przyspieszyć lub spowolnić, jak modulować dotyk, by w pełni smakować tę chwilę. Czułam pod palcami ciepło jej ciała, wilgoć jej skóry, a jednocześnie obserwowałam każdy ruch, każdą reakcję, jakby każda z nich była małą poezją ciała. Delektowałam się jej obecnością, każdym centymetrem, jakby to, co trzymam w dłoniach, było ambrozją tak ulotną i słodką, że każda chwila była bezcenna.

Agnieszka poddawała się, jej ciało falowało, drżało, jakby pulsowało wspólnym rytmem naszej namiętności. Jej oddech przyspieszał, mięśnie napinały się, a ja, wciąż zatapiając się w jej rozkoszy, prowadziłam nas w stronę kulminacji. Była jak fala, a ja byłam nurtem, który ją unosił, wciąż delikatnie, powoli, aż napięcie osiągnęło niemal nieznośną słodycz oczekiwania na eksplozję. Każdy mój ruch był pełen czułości, ale i ognia pragnienia, każde muśnięcie języka i ust niosło ze sobą obietnicę spełnienia. Czułam, że jesteśmy w tym momencie absolutnie razem splecione nie tylko ciałem, ale i tym, co między nami narastało od miesięcy: pragnieniem, zaufaniem i subtelną, pełną ciepła namiętnością.
Fala rozkoszy narastała powoli, jak ocean, który w końcu nie może powstrzymać swojej energii. Czułam, jak ciało Agnieszki falowało przede mną, każdy jej drgający oddech, każde drżenie było jak sygnał, który prowadził mnie dalej. Jej mięśnie napinały się, a puls narastał w rytmie, który znałyśmy na pamięć. Wreszcie obróciła się na plecy, a ja uniosłam się nad nią, zatapiając w pocałunkach jej usta i policzki, miękko, czule, jakby chciałam w tym geście zatrzymać chwilę na zawsze. Jej oddech był szybki, ale w moich ustach i dłoniach znajdował ukojenie. Pozwoliłam mu się unormować powoli, nie przerywając czułego dotyku, bo ogień między nami wciąż płonął, choć miękł w miękkiej przytulności. Przesuwałam usta po jej skórze, zostawiając ślady czułości na szyi, ramionach, wcięciach jej ciała, a dłonie powoli wplatały się w jej włosy i gładziły plecy. Każdy pocałunek był jak ciepły podmuch, który utrzymywał naszą bliskość, a jednocześnie pozwalał jej ciału opadać w błogim, rozpalonym oddechu.

W tym zatrzymanym czasie, w którym każda sekunda była rozciągnięta przez pożądanie i czułość, poczułam, że jesteśmy całkowicie razem połączone nie tylko ciałem, ale pragnieniem, które z miesiąca na miesiąc rosło między nami, stając się czymś więcej niż chwilową namiętnością.

Leżałam na niej, nasze ciała nagie i ciepłe, splatały się w czułym, namiętnym rytmie. Każdy pocałunek był jak nowa fala rozkoszy, pełna czułości, a jednocześnie ognia, który wciąż płonął między nami. Agnieszka delikatnie igrała moimi figami, jej dłonie sunęły po moich pośladkach, czasem błądząc z lekką figlarnością, czasem z pełnym oddaniem, jakby każda chwila dotyku była drobnym rytuałem naszej bliskości. Czułam, jak ciało drży pod jej dotykiem, jak nasze skórne impulsy splatają się w jedną, subtelną symfonię pragnienia. Każde ocieranie się, każdy gest był jak taniec, w którym prowadziłyśmy się nawzajem, wciąż utrzymując bliskość, czułość i ten żar, który wciąż tlił się w nas obu. W tej chwili liczyły się tylko nasze oddechy, nasze spojrzenia i delikatne jęki, które stawały się mostem między namiętnością a uczuciem.

Pocałunki sunęły niżej, a ja zatopiłam usta na jej piersiach, językiem delikatnie pieściłam nabrzmiałe sutki. Kosmyki włosów opadały na jej twarz w lekko roztarganym, urokliwym chaosie, który dodawał jej pociągającego wdzięku.
Przesunęłam ciało tak, że znalazłam się bokiem do niej, nie przerywając pieszczot, wsłuchując się w każdy jej oddech i cichy jęk. Jej dłoń instynktownie odnalazła moją kobiecość i zaczęła zataczać powolne, delikatne kręgi palcem, w idealnym rytmie z tym, co robiłam ustami.
Czułam, jak jej ciało reagowało na każdy dotyk, jak pulsowało i drżało pod moimi rękami, a nasze oddechy splatały się w jednej, subtelnej melodii namiętności. Każdy gest, każda pieszczota była jak taniec dwóch pragnących się dusz. Połączenie ognia i czułości, które wciąż narastało, nie tracąc elegancji ani wdzięku. Ponownie zbliżyłam usta do jej kobiecości, zatapiając się w każdym oddechu, każdym drżeniu jej ciała. Język sunął delikatnie, rozpalał ją powoli, w rytmie, który wyznaczało samo jej ciało. Agnieszka uniosła jedną nogę, dając mi dostęp do najintymniejszych kręgów naszej wspólnej namiętności. Jej oddech stawał się coraz szybszy, a z ust wydobywały się ciche jęki, powoli przechodzące w głębsze westchnienia. Każdy mój ruch spotykał się z reakcją jej mięśni, drżeniem bioder, drobnym łukiem ciała, jakby każda pieszczota była echem pragnienia, które wypełniało nas obie.
Czułam, jak jej ciało odpowiadało na moje gesty, jak rośnie napięcie i przyjemność, które powoli wypełniały przestrzeń między nami, tworząc subtelną, ale rozpalającą więź połączenie pragnienia i czułości, które wciąż rosło, jak fala unosząca nas ku czemuś jeszcze piękniejszemu.

Zatrzymałam się tuż przed kulminacją, pozwalając, by napięcie powoli osiadło, pozostawiając w nas rozpalone oczekiwanie. Po chwili sięgnęłam pod poduszkę i dyskretnie założyłam fioletowy StrapOn, gotowa do nowej, pełnej zmysłowej gry.
Położyłam się na plecach, a Agnieszka obok mnie, oplatając mnie nogą w czułym uścisku. Jej oddech i puls wciąż przyspieszały, nasze ciała ocierały się o siebie w rytmie delikatnych, namiętnych pocałunków. Każdy jej dotyk, każda jej reakcja była jak potwierdzenie wspólnej intymności, a ja zatapiałam się w tej bliskości, prowadząc ją subtelnie, czule, w tej nowej, powoli narastającej przyjemności. Byłyśmy razem, splecione nie tylko ciałem, ale i pragnieniem, które z miesiąca na miesiąc rosło między nami, tworząc nie tylko fizyczną, ale i emocjonalną bliskość, gotową na kolejne, subtelne uniesienia. Splecione w czułym uścisku, nasze ciała blisko siebie, niemal stapiając się w jednym rytmie. Całowałyśmy się łapczywie, a jednocześnie z niezwykłą czułością, jakby każdy pocałunek był mostem między pragnieniem a subtelną bliskością. Moje dłonie wplatały się we włosy Agnieszki, obejmując jej głowę, a jej dłonie odpowiadały tym samym, podtrzymując naszą intymność. Czułam puls jej ciała przy moim, każde drżenie, każdy oddech był jak echo naszej wspólnej namiętności.

Agnieszka nachyliła się ku moim piersiom, jej usta i język pieściły mnie z pasją i subtelnością jednocześnie. Reagowałam na każdy jej ruch oddechem, delikatnym drżeniem, pozwalając, by nasze ciała wciąż tańczyły w tej intymnej harmonii. Każda chwila była pełna napięcia i czułości, jakby czas sam zwalniał, dając nam przestrzeń, by cieszyć się sobą w pełni, nie spiesząc się, nie przerywając tej subtelnej gry namiętności i bliskości. Wolną dłonią uchwyciła fioletowego strapona, przesuwając palcami po jego powierzchni w powolnym, niemal rytualnym geście. Jej spojrzenie spotkało moje, a w oczach błyszczało coś figlarnego, lekko prowokującego, a jednocześnie pełnego zaufania. Po chwili uniosła się powoli, kontrolując każdy ruch, a ja obserwowałam ją z pulsującym napięciem, w którym mieszało się pragnienie i czułość. Jej uśmiech, lekko szelmowski, był zaproszeniem i obietnicą równocześnie delikatnym, a jednak nieodparcie namiętnym.

Każdy gest był jak taniec, powolny i precyzyjny, w którym nasze ciała i oddechy podążały jednym rytmem. To, co działo się między nami, było nie tylko fizyczne, lecz rozmową naszych pragnień, subtelnym dialogiem czułości i namiętności, w którym każda sekunda miała znaczenie.  

Agnieszka powoli, rytmicznie unosiła biodra, pozwalając, by każdy ruch był świadomym, czułym tańcem. Jej dłonie obejmowały piersi, a oddech stawał się coraz szybszy, krótszy, falujący w rytmie narastającej przyjemności. Obserwowałam każdy jej gest, każde drżenie jej ciała, gładząc rękami plecy, pośladki, biodra i piersi, czasem chaotycznie, czasem precyzyjnie, jakby każdy dotyk był drobnym szeptem mojej bliskości. Nasze spojrzenia spotykały się w pół drogi między pragnieniem a czułością, a z jej ust wydobywały się ciche, niemal intymne jęki, świadectwo rosnącej ekscytacji. Każde nabicie było subtelnie zsynchronizowane z oddechem, tworząc delikatny, erotyczny rytm, w którym zatracałyśmy granice między sobą, a jednak pozostawałyśmy nierozłączne w tym powolnym, płomiennym tańcu pragnienia. Jedną ręką obejmowała moją pierś, podczas gdy drugą przytrzymywała własną, jakby próbując kontrolować falę rozkoszy, która narastała w jej ciele. Kiedy ruchy nabrały tempa, uniosła ręce ponad głowę, wplatając palce we własne włosy. Jej głowa odchylała się lekko do tyłu, a oczy przestawały utrzymywać kontakt, zamieniane były przez głębsze, głośniejsze jęki, które wypełniały pokój i pulsowały w rytmie naszych ciał. Każdy jej oddech, każdy drgający łuk bioder był jak nuta w subtelnym, erotycznym utworze, który tworzyłyśmy razem.

Było w tym coś więcej niż tylko cielesność, to poezja dotyku, intymność spojrzeń i rytm pragnienia, które narastało powoli, ale nieubłaganie, wypełniając naszą bliskość ogniem, nie tracąc przy tym elegancji ani czułości.

Ruchy bioder Agnieszki stawały się coraz szybsze, coraz głębsze, jakby każda fala przyjemności prowadziła ją bliżej nieuchronnej eksplozji. Jej ciało drżało, aż w końcu padła na mnie, zdyszana, opierając się o moje ramię. Ekstaza wypełniła ją całkowicie, a ja otulałam ją czule, całując jej ręce, ramiona, plecy pozwalając jej odpłynąć w chwilowej bezbronności i rozkoszy. Jej ciało pulsowało w moich ramionach, a ja delektowałam się tym, jak całe jej napięcie powoli opada, pozostawiając nas splecione w czułej bliskości.

Po chwili Agnieszka znalazła siłę, uniosła głowę i nasze spojrzenia spotkały się na nowo. Oddechy wciąż przyspieszone, serca w zgodnym rytmie, a nasze usta ponownie odnalazły się w namiętnym pocałunku, w którym mieszała się czułość, żar i wzajemne pragnienie. Była to chwila równowagi między błogością a namiętnością, w której nasze ciała i uczucia zlały się w jedno, a każdy dotyk był poezją naszej intymności.

Po chwilach czułości nasze ciała niemal intuicyjnie odnalazły nowy rytm. Agnieszka uniosła się powoli na czworaka, jej sylwetka w półmroku przypominała rzeźbę utkniętą w ruchu, pełną napięcia i wdzięku. Ja, z gracją i skupieniem, wsunęłam się w nią powoli, otulając jej biodra i pośladki dłońmi, jakby w tym dotyku chciałam zawrzeć całą swoją czułość i pragnienie. Agnieszka odpowiedziała westchnieniem, w którym mieszało się zaskoczenie i błogość. Jej ciało zadrżało, a ja zaczęłam poruszać  StrapOnem powoli, rytmicznie, z niemal taneczną gracją, jakby każdy ruch był krokiem w intymnym, tylko nam znanym tańcu. Jej oddechy przyspieszały, rozlewały się w przestrzeni sypialni jak muzyka, a ja napierałam delikatnie, pozwalając nam obu zatopić się w fali narastającej namiętności.

Rytm powoli nabierał intensywności. Moje biodra uderzały o jej pośladki, każde spotkanie niosło ze sobą ciepły dźwięk i falę rozkosznego napięcia. Dłonie wędrowały raz obejmując jej biodra, raz muskając pośladki, by w końcu wspiąć się wyżej i objąć piersi, które drżały w rytm naszych ruchów. Czułam, jak Agnieszka reagowała całą sobą. Jej oddech stawał się coraz bardziej rwany, krótki, jakby każdy wdech i wydech był echem tego, co działo się wewnątrz niej, a we mnie kipiało wszystko naraz zachwyt nad jej urodą w tym stanie, wdzięczność, że pozwala mi być tak blisko, i to rozpalające uczucie mocy, gdy mogłam dawać jej przyjemność tak intensywną, że traciła oddech. Każdy ruch, każde przyśpieszenie było jak gra, balans między czułością a pasją, między subtelnym dotykiem a nieposkromionym pragnieniem. Czułam, jak jej ciało coraz bardziej poddawało się fali, którą rozpalałam w każdym pchnięciu. Jej biodra drżały, oddech rwał się krótkimi, urywanymi nutami, a jej jęki stawały się coraz głośniejsze, bardziej niekontrolowane. Każdy dźwięk był dla mnie jak muzyka, potwierdzenie, że dotykam najczulszych strun jej wnętrza.

Moje dłonie zacisnęły się mocniej na jej biodrach, by za chwilę przesunąć wyżej ku jej piersiom, które drżały w ekstazie. Byłam jak ogarnięta szałem czułości pragnęłam dawać jej więcej i więcej, aż zatraci się zupełnie. Patrzyłam na falujący przed sobą obraz jej ciała, na to, jak pięknie uginała się w moim rytmie i wiedziałam, że jest blisko, a potem nagle przyszło to jak błysk, jak fala rozbijająca się o brzeg. Jej ciało zadrżało spazmatycznie, wygięło się pod naporem ekstazy, a z jej ust wyrwał się dźwięk, który przeszył mnie do głębi. W tym momencie sama niemal czułam, jakbym spełniała się razem z nią – jakby jej rozkosz była moją własną.

Przyciągnęłam ją do siebie, obejmując ciasno, całując w ramiona, w kark, pozwalając, by opadła w moje objęcia. Czułam jej ciepło, jej drżenie, jej pulsujący jeszcze oddech i wiedziałam, że właśnie oddała mi cząstkę siebie, a ja mogłam ją przyjąć z całą czułością, jakiej byłam pełna.

Agnieszka osunęła się miękko w poduszki, jeszcze drżąca od niedawnej ekstazy. Ostrożnie zdjęłam z siebie uprząż, odkładając ją na bok, jakby odsuwałam już niepotrzebny rekwizyt. Chciałam być teraz tylko sobą blisko niej, naga i bez żadnych barier. Położyłam się tuż obok i od razu odnalazłyśmy się w objęciach, jakby nasze ciała znały drogę lepiej niż my same. Splótłszy się ramionami i nogami, wtuliłyśmy się w siebie, szukając ukojenia i nowej czułości. Nasze usta spotkały się ponownie w tym razem w pocałunkach mniej gwałtownych, bardziej miękkich, nasyconych wdzięcznym spokojem po burzy. Czułam smak jej oddechu, ciepło jej policzka przy moim, jakbyśmy były jedną całością. Wplatałam palce w jej włosy, pozwalając im rozsypać się na mojej dłoni, a ona gładziła mnie po plecach drobnymi gestami, które mówiły więcej niż słowa.
W tej ciszy, w tym splątaniu było wszystko: namiętność, ulga i to słodkie poczucie, że należymy do siebie w tym momencie całkowicie.

Agnieszka zaczęła zsuwać pocałunki coraz niżej, jakby chciała własnym ciepłem odwdzięczyć mi się za wszystko, co przed chwilą jej dałam. Kiedy jej usta zatrzymały się przy moich piersiach, poczułam, jak moje ciało zareagowało szybciej, niż zdążyłam pomyśleć. Język kreślił miękkie, wilgotne kręgi wokół moich brodawek, które stawały się coraz bardziej czułe, aż każde muśnięcie paliło mnie słodyczą.
Zaskoczyła mnie intensywność tej akcji. Oddech przyspieszał, wyrywał się ze mnie krótkimi falami, a biodra same unosiły się lekko, jakby chciały prosić o więcej. Każdy ruch języka Agnieszki rozlewał się we mnie przyjemnym napięciem, które z łatwością wymykało się spod kontroli Czułam, jak delikatny dreszcz przebiegał wzdłuż mojego kręgosłupa, rozchodząc się po całym ciele, i wiedziałam, że nie jestem już w stanie tego powstrzymać. Myśli mieszały się ze sobą wdzięczność, zachwyt i to dziwne uczucie wolności, jakie przychodzi, gdy pozwalam komuś dotrzeć tak głęboko. Byłam naga nie tylko w ciele, ale i w emocjach, a zamiast lęku ogarniała mnie miękka fala słodyczy. Agnieszka pieściła moje piersi coraz śmielej, a ja czułam, że moje ramiona, oddech, głos wszystko zaczyna mówić za mnie. Westchnienia wyrywały się z moich ust same, miękkie, niepowstrzymane, jak muzyka, która rodzi się w środku i nie potrzebuje żadnych słów. Oddawałam się temu bez reszty, pozwalając, by każdy pocałunek Agnieszki otwierał we mnie coś jeszcze głębiej ukrytego.

Czułam, jak Agnieszka pieściła mnie z pasją, jej język poruszał się z cudowną pewnością, odnajdując miejsca, o których sama niemal zapomniałam, że mogą tak płonąć. Każde muśnięcie rozpalało mnie bardziej, a moja kobiecość wrzała pod jej dotykiem niczym źródło, które nie potrafi zatrzymać własnego nurtu. Mój oddech przyspieszał, stawał się niespokojny, rwany, jakby próbował nadążyć za falą, która powoli zaczynała unosić moje ciało. Ramiona lekko drżały, biodra same nadawały rytm, falując w odpowiedzi na jej pieszczoty.

Agnieszka była jak muzyczka wyczuwała mnie instynktownie, a jej język, raz miękki, raz bardziej zdecydowany, dostrajał się do mrukliwych odgłosów, które wymykały mi się z gardła. To było jak dialog bez słów. Ona grała, a ja odpowiadałam całą sobą, drżącą, rozpaloną, coraz bardziej pragnącą poddać się temu bez reszty. Jej język tańczył po mnie z taką finezją, że miałam wrażenie, jakby znał mapę mojego ciała lepiej niż ja sama. Czułam każdy jego ruch raz powolny i miękki, innym razem bardziej zdecydowany, a moje wnętrze drżało jak struna poruszona najdelikatniejszym smyczkiem. Agnieszka nie ograniczała się tylko do tego jednego źródła rozkoszy, jej dłonie odnajdywały moje piersi, pieściły je z oddaniem, a ja wplatałam w ten gest własne ręce, aż nasze palce splotły się na chwilę, jakby chciały potwierdzić, że jesteśmy w tym razem, że to nasze wspólne dzieło.

Otworzyłam oczy i spotkałam jej spojrzenie błękitne, rozświetlone tym samym ogniem, który płonął we mnie. To było jak zaklęcie: kontakt wzrokowy, który sprawiał, że nic poza nami nie istniało. Oddech rwał się coraz mocniej, a gdy instynktownie chwytałam się za własne piersi, czułam, jak nasze dłonie i pragnienia nakładają się na siebie, splatając w jednym rytmie. W mojej głowie panował chaos mieszanina pragnienia, wdzięczności i tęsknoty za tym, by ta chwila nigdy się nie skończyła. Czułam się naga nie tylko w ciele, ale i w duszy, jakby każdy dotyk Agnieszki odsłaniał mnie głębiej, prowadził ku ekstazie, ale też ku czemuś bardziej intymnemu niż sama rozkosz. Doświadczałam, jak jej język stawał się coraz bardziej nieposkromiony raz szybki i głęboki, innym razem miękki, zataczający koła, jakby chciał odnaleźć każdy, nawet najdrobniejszy punkt rozkoszy. Byłam wciągana w wir, w którym oddech rwał się krótkimi, niepewnymi falami, a ciało coraz mocniej poddawało się jej rytmowi. Z każdym muśnięciem drżałam, jakby iskry rozchodziły się po skórze i zbierały w jeden świetlisty punkt, narastając niczym fala, której nie sposób zatrzymać. Moje biodra same podnosiły się w jej stronę, a dłonie szukały oparcia raz w pościeli, raz w jej włosach.

Była w tym oddaniu całkowita harmonia: jej język, jej dłonie, jej spojrzenie, które raz po raz spotykało się z moim, doprowadzały mnie do miejsca, gdzie nie było już słów ani myśli, tylko błogie zatracenie, a potem fala uderzyła silna, niepowstrzymana, rozsadzająca od środka. Krzyk wtopił się w poduszki, ciało skurczyło się i rozprężyło w spazmatycznym uniesieniu, a ja płynęłam w ekstazie, jakby całe moje jestestwo rozpadło się na tysiące drgających cząsteczek.

Gdy drżenie zaczęło ustępować, opadłam bez sił, czując na skórze jej ciepły oddech i miękkie pocałunki, które koiły jak obietnica, że jestem bezpieczna w jej ramionach. Leżałyśmy wtulone, wciąż rozgrzane, a jednak już otulone ciszą. Nasze oddechy mieszały się ze sobą, czułam bicie jej serca pod dłonią. Agnieszka gładziła mnie po włosach, a ja nie potrafiłam dłużej ukrywać tego, co od miesięcy dojrzewało we mnie, jakby namiętność była tylko drogą do głębszej prawdy.
— Agnieszko… — zaczęłam niepewnie, szukając słów, które nagle stały się zbyt kruche wobec tego, co czułam. — Nie wiem, jak to się stało, że tak szybko zawładnęłaś moim światem, że każde nasze spotkanie jest jak powietrze, bez którego nie mogłam już oddychać.
Odsunęła lekko głowę, by spojrzeć mi w oczy. Jej spojrzenie było uważne, ciepłe, jakby chciała upewnić się, że naprawdę mówię to, co czuję.
— Boję się tylko jednego… — wyszeptałam dalej, głaszcząc jej policzek. — Że to, co mam w sobie, okaże się zbyt wielkie, że przytłoczy, a przecież nie chcę niczego innego, jak tylko być przy Tobie.
Uśmiechnęła się lekko, ten uśmiech był miękki, niemal drżący.  
— A może właśnie o to chodzi, Sandro? — odpowiedziała cicho. — Może właśnie po to się znalazłyśmy, by to „zbyt wielkie” stało się naszym domem.
Moje serce zabiło mocniej. Zebrałam w sobie resztki odwagi.  
— Kocham Cię. — Słowa spłynęły ze mnie, jakby czekały od dawna, by w końcu odnaleźć swój kształt. — Nigdy nie sądziłam, że jeszcze spotka mnie coś takiego, a jednak… to Ty.
Zapadła chwila ciszy, w której słyszałam tylko szum krwi w uszach i jej przyspieszony oddech. Agnieszka przycisnęła mnie mocniej do siebie, jakby chciała odpowiedzieć ciałem, zanim powie cokolwiek.
— Ja Ciebie też, Sandro. — Jej głos był głęboki, poważny, a jednak wypełniony tkliwością. — I nie chcę, żebyś się bała. Ja wierzę w to, co jest między nami. I wiesz co? Chcę wierzyć jeszcze mocniej, że to dopiero początek.
— To znaczy, że… — zaczęłam, ale położyła palec na moich ustach, uciszając mnie z uśmiechem.
— To znaczy, że jesteś moja i ja Twoja.
Nie mogłam powstrzymać łzy, która spłynęła mi po policzku, ale zaraz otarła ją swoim pocałunkiem, a potem już tylko całowałyśmy się długo, miękko, czasem łapczywie, czasem jakby wciąż od nowa się poznając. Nasze ciała splatały się w pościeli, przewracały z boku na bok, jakbyśmy nie mogły znaleźć jednej pozycji, bo każda bliskość była za mała wobec pragnienia, by być jeszcze bliżej.

W końcu zmęczenie wygrało, a my, otulone sobą nawzajem, zasypiałyśmy w cichych pocałunkach i drobnych gestach głaskaniu dłoni, muskaniu karku, delikatnym splataniu nóg.

Leżąc tak na granicy snu, myślałam jeszcze tylko o jednym: że przyszłość, niezależnie jaka będzie, nie jest już samotnym brzegiem, lecz wspólną drogą z nią, z nami.

1 komentarz

 
  • Użytkownik andkor

    Super potrafisz opisywać wszystkie uczucia u Ciebie opis pocałunku pokazuje wszystkie odczucia jemu towarzyszące.
    Pozdrawiam Andrzej

    Wczoraj 16:20

  • Użytkownik iskra957

    @andkor Dziękuję :*

    22 godz. temu