Warszawski wieczór cz.3

19:43
Przechodzę obok grupy mężczyzn po 40stce. Przyzwyczajona do spojrzeń pełnych żądzy poprawiam włosy i przyspieszam kroku. W oddali widzę mój tramwaj, więc szybko kupuję bilet w automacie. Niedbale przykładam zieloną kartę i już słyszę jak na tory wjeżdża 25. Siadam na niewygodnym siedzeniu i uparcie wsłuchuję się w Tamagochi ignorując problemy. Przyglądam się Pradze Północ, odpływając przy głosie Quebonafide. Na Kijowskiej dosiada się  do mnie przyjazny menelek i proponuje łyka piwa. Grzecznie odmawiam i podziwiam jak starszy pan żłopie 11 procentowe piwo na hejnał. Mój zachwyt przerywa Dworzec Wileński, który wyskakuje mi przed oczami. Schodzę w kanały miejskich szczurów, zagłębiając się w Instagram. Po drodze na przystanek autobusowy liczę  ilu mężczyzn patrzyło na dekolt mojej bluzki. Już dochodzę do 10, gdy dostrzegam 738. Pomimo tłumu, który wypełnia niemalże cały autobus wsiadam.  
20:29
Wysiadam z autobusu i od razu widzę przyjaciółkę. Czeka na mnie wiernie, bawiąc się włosami. Wygląda absolutnie pięknie z tą siłą wypisaną na twarzy.Wyjmuję słuchawki z uszu i wymuszam uśmiech. Myślałam, że będę miała jeszcze trochę czasu, żeby przygotować się do roli. Już mam coś powiedzieć, ale czuję wibrację telefonu. Wyjmuję go z torebki  i odczytuję wiadomość. Kolejny stulejarz z Instagrama wyjawia mi, jak bardzo chciałby mnie pieprzyć. Wyciszam konwersację i pytam jej o opinię na temat mojego stroju. Już dawno zauważyłam, że wystarczy ją pytać o pierdoły a rozmowa sama się potoczy. Totalnie rozkojarzona dosłuchuję się tylko czegoś o moich cyckach, po czym odpływam w myśli.  
-Halo? Zamyśliłaś się?
Nachyla się w moją stronę, a ja wysilam się na sensowną odpowiedź.
-Tak, wiesz, że mi się to zdarza.Wchodzić z tobą do domu, czy od razu lecimy na ten balet?
-Yyy.. Wiesz w sumie to poczekaj tutaj, ja wezmę tylko fajki i idziemy, to blisko stąd jak coś.
Znowu się udało. Posłusznie staję przed domem i patrzę jak otwiera drzwi swojego domu. Czekam chwilę.Czuję że myśli przejmują nade mną kontrolę, więc odpalam Facebooka żeby się ogłupić.Reaguję na kilka postów po czym słyszę jej kroki. Zadowolona z siebie odpala papierosa i zmierza w moją stronę. Zaciągam się jej zapachem i dymem Marlboro Goldów.  
Marlboro Goldy. Moje pierwsze szlugi, z dumą kupowane w wieku 15 lat w lokalnej Żabce. Pierwsza miłość doprowadziła do chwilowego uzależnienia, ale wraz z zapomnieniem o chłopcu odszedł również nałóg. Pamiętam spontaniczne wyjścia z domu tylko po to, żeby móc się nim zaciągnąć. Paląc te same szlugi co on, czułam niesamowitą więź, która oczywiście nic nie dodała naszej relacji. Żałosne, ale piękne czasy.  
Oddalam się od gimnazjalnych wspomnień kiedy dociera do mnie głos przyjaciółki.
-Chcesz może piwko na drogę?
-Wiesz że o takie rzeczy nie musisz mnie pytać.
- To chodźmy do sklepu jeszcze. Heineken będzie git?
-Tak, tak, tylko powiedz mi ile kosztuje.
-Boże, już daj sobie coś kupić kobieto.
-No przestań, przecież stać mnie na piwo.
-Wiem przecież.Nie musisz na każdym kroku pokazywać, jaka jesteś niezależna, wiesz?
-To samo ze mnie wychodzi. A teraz powiedz, czy 2,50 styknie.
-Jaka ty jesteś uparta. Nie wezmę od ciebie tych pieniędzy.
Odpuszczam i chowam portfel. Nie wiem, czemu tak często mi coś stawia, ale nie zamierzam się o to kłócić.Wchodzimy razem do sklepu, przyglądam się postaci stojącej za ladą. Patrzę na starszą panią, a w tle leci muzyka z radia. Wiktoria kładzie piwa na ladę i wyjmuje portfel. Na szczęście obyło się bez stresującego pytania o dowód. Po udanej transakcji idziemy ku naszemu celowi-najebaniu się. Spacerek mija nam w przyjemnej atmosferze, wspominamy początki naszej przyjaźni, popijając piwo w niezręcznych momentach.  
01:57
Kolejny kielon wypala moje gardło. Stolik przy którym siedzę z każdą chwilą wypełnia się gośćmi żądnymi wódy, ale mało mnie to obchodzi, bo zgubiłam gdzieś Wiktorię. Znudzona i pijana siedzę w oczekiwaniu na ratunek, gdy nagle dociera do mnie delikatny głos.
-Boże..
Kurwa, co znowu. Musisz odpowiedzieć , bo wyjdziesz na sukę. Chociaż w sumie to nią jesteś. Nie no dobra, nie zlewaj tej dupy.
-Hm?
-Jesteś taka piękna.. Skąd masz tę bluzkę? Jest zajebista
Klasyk. Jebany klasyk.
-Dziękuję bardzo
Wymuszam uśmiech.
-A bluzkę dorwałam na promocji w Forever 21, sama nie wiem jakim cudem.
Kończę wypowiedz uśmiechem, na co dziewczyna reaguje w ten sam sposób. Jeszcze raz zapewnia mnie o mojej urodzie, po czym zmierza do łazienki. Niestety, nie zdąża i wszyscy widzimy, jak potok rzygów płynie po jej blond włosach.  Ach, przypomina mi się gimnazjum. Z zamyślenia wyrywa mnie jakiś chłopak.
-Mogłabyś to posprzątać?
Udaję, że go nie słyszę i odchodzę z miejsca zdarzenia. Ups.
Dochodzę do przedpokoju, gdzie główną dekoracją stały się rozrzucone buty. Mieszanka Conversów, Vansów i Adidasów rozsuwa się, gdy zza drzwi wychodzi mój znajomy ze szkoły.
-Właśnie cię szukałem, idę po piwo, idziesz ze mną?
Rozglądam się po pomieszczeniu. Ładni chłopcy w koszulach Polo pozują na snapa, dziewczyny oceniają mój wygląd, a na sofie leży kilka zgonów. Bez odpowiedzi zakładam swoje buty i naciskam na klamkę. Świeże powietrze wbija się we mnie i czuję, że chcę żyć. Uśmiecham się sama do siebie.
-Jak się bawisz?
Po dwóch latach melanżowania wiem już, co znaczy to pytanie. Jeśli zadaje ci je dziewczyna, to znaczy, że nie ma pojęcia o czym możecie rozmawiać, jeżeli to chłopak-chce się jebać i to ty padłaś jego ofiarą.  
-Niby spoko, ale niektórzy są jacyś przyjebani. Widziałeś tę laskę, która obrzygała kuchnię?
-Taa, ona chyba jest 02'.
-Wszystko jasne.
Mówię to z udawaną pogardą, tęskniąc za beztroskim życiem z gimnazjum. Nikogo nie obchodziły twoje plany na przyszłość, a najdalszą perspektywą było napisanie egzaminu końcowego, którego nie da się nie zdać. Aspiracje były słowem używanym tylko na wypracowaniach z polskiego. Odkąd przeszłam do liceum wszystko się zmieniło.
W tym momencie dzwoni jego telefon. Odbiera po trzecim sygnale, wyrzucając peta.  
-No halo wariacie, co tam?
Próbuję nie przysłuchiwać się rozmowie. Chwiejnym krokiem idę wzdłuż krawężnika, aż w końcu dostrzegam naszą mekkę-monopolowy 24h. Cudna nazwa "Złota Kropla" zachęca mnie do odwiedzin. Zapach perfum Tomka miesza się z zielskiem.
-Masz coś przy sobie?
-Aż tak jebie?
-No trochę tak.
-Nieważne, dzwonił do mnie właśnie ziomek, podjedzie tutaj po gieta.
-Długo trzeba będzie czekać?
-Tak z 20 minut. Zimno ci?
Oczywiście, że jest mi zimno, ale nie będę się użalać.
-Nie, jest spoko. Nie chce mi się czekać na tego frajera, myślisz, że dotrę sama?
-No poczekaj, jest ciemno, jeszcze się zgubisz czy coś. Akurat browara skończymy i przyjedzie.
-Boże, dobra. Lepiej, żeby była Corona.
Wchodzimy wreszcie do sklepu. Od progu wita nas podejrzanie głośny dzwonek i zapach ciasteczek. Całkiem przytulnie w tej Kropli. Podchodzę do najbliższej lodówki i wybieram butelki.
-Standard?
-Najak.
2 Carlsbergi i jedna Corona prawie wypadają mi z rąk, ale pewnym krokiem podchodzę do kasy ze zdobyczami. Wyciągam portfel w momencie, gdy Tomek bierze paragon.
-Nie lubię jak ktoś za mnie płaci, wiesz?
-Wyjebane, jestem po wypłacie.
W tym momencie nie wiem, czy odnosi się do swojej weekendowej roboty, czy do latania z towarem.
-Otworzyłbyś mi piwo, proszę?
-Masz zapalniczkę?
-Skąd miałabym mieć?
-A no tak, cały czas zapominam, że nie palisz. Dobra, ja mam.
Wyciąga Clippera czerwonego jak moja twarz. Patrzę na jego dłonie, kiedy zabiera się za moją Coronę.
-Właściwie to nie wiem, po co tu z tobą przyszłam. Ja nawet nie chciałam tego piwa, a tym bardziej stać tu i czekać na jakiegoś typeczka.
-Przepraszam, ale akurat mam coś ze sobą, a on mieszka blisko. O, właśnie dzwoni.
Przeciąga palcem po ekranie i zadowolony z siebie popija Carlsberga. Stoję na wprost niego i próbuję  dostrzec coś ładnego w okolicy. Wokół mnie widać tylko krzywy chodnik, zaniedbany przystanek i sikającego faceta po 50tce.  
-Mówi, że zaraz będzie
-Cudnie. Co to w ogóle za gość?
-Poznałem go w poprzedniej szkole, spoko jest.
3:46
Jestem tak pijana, że już nawet nie rozumiem, czemu się kłócimy. To tylko szkolny kolega, nie powinnam mieć z nim żadnych problemów. Stoimy sami na balkonie, a ja nic nie ogarniam. Na szczęście podchodzi do nas Weronika i mówi, żebyśmy dokończyli w łazience, czy gdziekolwiek, bo balkon jest cały w wódzie. Posłusznie zmierzamy ku łazience, miejsce do kłótni zwalnia nam jakiś zezgonowany gimnazjalista z kokiem samuraja. Zamykam drzwi na klucz i zastanawiam się, jak powiedzieć mu, że nie mam pojęcia co się dzieje i nie zbłaznić się jednocześnie. Stawiam na głupi uśmiech, co chyba podziałało, bo gdy otwieram oczy widzę w lustrze jak się śmiejemy Wyglądamy potwornie. Moje ciężkie powieki współgrają z jego worami pod oczami.
4:20
Nocne Marki nie są takie straszne z blantem w ustach. Zaciągam się powoli i czuję już stan zjarania, ale Tomek przykuwa moją uwagę.
-Czemu zdejmujesz bluzkę?
-Gorąco mi. Mów lepiej, czy dobry staff.
-Zajebisty, masz.
Podaję mu blanta i chowam jego koszulkę do torebki.
-Właśnie to jest zajebiste u chłopaków, że możemy chodzić z klatą na wierzchu jak chcemy.
-Nie prowokuj mnie.
Zaczyna się śmiać.Dobrze wie, co na mnie zadziała. Zaciąga się dymem i patrzy w sposób, który już znam.
-Nie zrobisz tego.
-Wiesz, że to zrobię, spraw tylko, żebym tego chciała.
Uśmiech nie schodzi nam z twarzy. Odczekuje kilka sekund, biorę  ostatniego bucha i rozbieram się
-Kurwa, jesteś chora.
-Sam zacząłeś.
Mówię do niego, ale on się tylko śmieje. Perfidnie zabiera mi torebkę i czeka na moją reakcję. Przypadkowe auto zbliża się do nas coraz bardziej, a ja przypominam sobie, że przecież mam na wszystko wyjebane i idę naprzód. Skoda Fabia przejeżdża obok mnie bez żadnej reakcji.
-Ścigamy się?
-Nie wiem, w którą stronę iść. Poza tym nie wiesz, jak ciężko biega się bez stanika. I oddaj mi torbę.
-Proszę cię bardzo.  
-Dziękuję bardzo.  
Idę szybszym krokiem, a kiedy słyszę, jak zbliża się do mnie zaczynam biec. Mknę przed siebie, śmiejąc się najgłośniej jak potrafię, nie obchodzą mnie auta przejeżdżające kilka metrów ode mnie.

westchnienie

opublikowała opowiadanie w kategorii obyczajowe, użyła 1854 słów i 10651 znaków.

3 komentarze

 
  • agnes1709

    Czy będziesz to kontynuować?

  • agnes1709

    Świetne opowiadanko, w pełni wyluzowane. ale wzbudza smutek, bo zniknęły już te młode, beztroskie lata:sad: I podobnie jak Black mam wrażenie, że oparte na faktach. p.s. Wiaderko z rana? Och, jakież chłop ma cudowne, słodkie życie<rozmarzona>:lol2:

  • Black

    Łapka za Quebonafide;) A tak poważnie, nie wiem jak mam się go tego odnieść. Czy rozpatrywać to w kategoriach fikcji, czy też rzeczywistości.