Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Siostrzyczka

- Miranda, wstawaj. - usłyszałam głos taty tuż przy swoim uchu - Musimy porozmawiać, kwiatuszku, to bardzo ważne.

- Jeszcze pięć minut, proszę- jęknęłam w poduszkę

- Nie tym razem.

Odwróciłam się do niego plecami z nadzieją na jeszcze kilka minut snu jednak ojciec miał inne plany.  

Zdarł ze mnie kołdrę i zrzucił mnie z łóżka.

Ze zbolałą miną podniosłam się z podłogi i usiadłam na łóżku.

- Kwiatuszku, napij sie kawy musimy poważnie porozmawiać. - podał mi kubek z parującym napojem

Wzięłam kilka łyków tego życiodajnego napoju.

- Co jest tak ważnego, że zrywasz mnie o świcie w piątek.

- Przeprowadzamy się. Zaczynamy wszystko od nowa. Mam szansę na naprawdę dobrze płatną pracę. A ty na nowy początek w nowej szkole.

Chyba się przesłyszałam.  

Od razu się obudziłam a kawa jeszcze nie zaczela krążyć po moim organizmie.

- Jak to? - krzyknęłam

Tato lubi sobie ze mnie żartować ale zawsze śmieję się ze mnie od razu widzac moją minę.

Tym razem nic takiego nie nastąpiło.

Tato usiadł koło mnie i złapał mnie za rękę.  

- Wiem, że to dla ciebie trudne ale nie możemy zaprzepaścić takiej szansy. Mogą mnie zatrudnić w najlepszej firmie w kraju. Twój samochód i motocykl już są na miejscu, tak jak część naszych rzeczy.

- Ty nic nie rozumiesz. Ja nie mogę się nigdzie wyprowadzić. -wstałam i zaczęłam krzyczeć - Mam tu wszystko szkołę,  znajomych, chłopaka. Mam tu cale swoje życie. Nie mogę tego zostawić.

- Kwiatuszku, ja wiem, że to wszystko jest dla ciebie nowe ale jutro rano mamy lot. Idź do szkoły pożegnaj się z kolegami i spakuj się. Jutro o tej porze będziemy w nowym domu. Weekend spedzimy na plaży

- Nie możesz za mnie decydować.- wrzasnęłam

- Mogę. Jesteś niepełnoletnia. Szykuj sie do szkoły. Odwiozę cię. - powiedział i wyszedł z mojego pokoju.

Zgarnęłam poduszkę z łóżka i rzuciłam nią w zamykające się drzwi.

Wściekła na ojca zaczęłam pakować potrzebne mi książki i szykować ubrania do szkoły.  

Nie mogłam zrozumieć jak mógł postawić mnie w takiej sytuacji ale cóż ma rację. Muszę się dostosować. Dopóki nie skończę 18 lat, jest za mnie odpowiedzialny.

Ze spakownym plecakiem zeszłam na dół do kuchni.

Postanowiłam darować sobie śniadanie.

Tato stał odwrócony do mnie plecami i rozmawiał przez telefon. Gdy usłyszał, że weszłam do pomieszczenia, od razu zakończył rozmowę.

Dziwne, nigdy nie przerywał tak nagle rozmów.

- Gotowa? - spytał

Czy byłam gotowa? Nie.
Nie wyobrażam sobie tego nowego życia bez dziewczyn z klasy czy nawet znienawidzonego przeze mnie nauczyciela. Co jeśli mnie tam nie polubią albo będę tam źle się czuła? Nie lubię nowości, wolę stabilność i poczucie bezpieczeństwa a właśnie to mi zaburzono.

- Tak. Nie będę tam długo. Maksymalnie dwie albo trzy lekcje. Chyba, że coś się zmieni to napiszę.  

- Jak będziesz chciała to cię odbiorę.

- Nie musisz. Nie myśl sobie, że ci przebaczyłam od tak ten wyjazd.  

- Jeszcze mi za to podziękujesz.-  uśmiechnął się

Nie byłam tego taka pewna.  

- Jedźmy - zakomunikowałam

Tato wziął kluczyki do auta i po chwili siedziałam już w środku.

Całą drogę milczeliśmy.

Żadne z nas nie chciało odezwać się pierwsze.

W skupieniu i ciszy napisałam moim dziewczynom, żeby czekały na mnie pod szkołą.

Mieszkanie blisko szkoły miało swoje korzyści. Po kilku minutach jazdy byliśmy na zatłoczonym szkolnym parkingu.

Mimo, że samochód stał od kilku minut ja nie ruszyłam się z miejsca. Siedziałam pogrążona we własnych myślach.

- Kochanie. Nie bocz sie na mnie. Za jakiś czas sama przyznasz mi rację. - powiedział tato

- To jest straszne, tato. Nie wiem jak mam im to powiedzieć. To moi przyjaciele. Nie wiem czy potrafię sie z nimi rozstać.

- Och, kwiatuszku to bardzo proste jezeli to prawdziwi przyjaciele to zrozumieją i zrobią wszystko żeby wasz kontakt nigdy się nie urwał. - tato to potrafi mnie wesprzeć.

- Dzięki. Masz rację. Idę, pa- szybko wysiadłam z wozu

Dziewczyny czekały na mnie, tak jak je poprosiłam przed wejściem.

Podeszłam do nich.

- Hej laski - przywitałam się z każdą całusem w policzek

- Hej - odpowiedziały razem Natalie i Sandra

Natalie Colman i Sandra Delco to moje najlepsze przyjaciółki od podstawówki. Od pierwszego dnia trzymaliśmy się zawsze razem. Trzy brunetki z głowami pełnymi pomysłów, nie do końca mądrych i legalnych.  

- Nie mam dla was dobrych wieści. Wyprowadzam się. - mówiąc to głos mi się załamał

- Co?! Jak to?! - przekrzykiwały się  

- Sama dowiedziałam się dzisiaj rano. Tato dostał dobrą ofertę pracy i to na drugim końcu świata.

- Nie możesz nas tu zostawić. - protestowała Sandra

- Dziewuszki pamietajcie, że chwile z wami są najlepszym co mnie tu spotkało i lepszych mieć nie będzie.

- Kiedy wyjeżdżasz? - spytała Natalie

- Jutro. Niestety. - odparłam smutno - Chciałabym tu z wami zostać.

Dzieczyny mnie przytuliły co dodało mi dużo wsparcia z ich strony.

- Dobra laski to nie koniec świata  przecież mamy skypa i inne komunikatory. Damy jakoś radę i będziemy się przecież odwiedzać. To tylko kilka godzin lotu.  

Humor od razu mi się poprawił.

Przy nich nigdy się nie nudziłam i właśnie one potrafiły poprawić mi humor w kilka sekund.

Odeszłam od nich, żeby spotkać się ze swoim chłopakiem Axelem.

Spotykaliśmy się od trzech miesięcy. To świeża sprawa a ja chyba nie byłam na tym samym etapie co on. Ja chcialam czegoś stałego i trwałego a on chciał się jeszcze bawić.

Chłopaka nie musiałam długo szukać. Wystarczyło wejść za róg by go znaleźć i zepsuć sobie humor do reszty.

- Axel. Miło cię widzieć i to z koleżanką. - zaczęłam - Z nami koniec.

Chłopak szybko i niezgrabnie odetchnął od siebie blondynkę, którą jeszcze kilka sekund wcześniej całował. Dziewczyna w ostatniej chwili uratowała się od upadku.

- Mir. To nie tak jak myślisz! Ja nic nie zrobiłem - bronił się - To ona się na mnie rzuciła. Przecież wiesz, że tylko ciebie chcę.  

Zaśmiałam się.

W pewnym sensie zrobiło mi się lżej.  

Nie wierzę w zwiazki na odległość bo wiem, że nie zdaja one rezultatu na dłuższą metę. A w naszym przypadku to by się nie udało.

Przynajmniej jedna rzecz rozwiązała się sama.

Jednak podeszłam do niego i przywaliłam mu z całych sił. Tak dla zasady. Tak jak zawsze uczył mnie tata.

Chłopak nie był nawet zdziwiony. Doskonale wiedział, że mu się należało.  

Mimo, że mnie to ruszyło nie pozwoliłam tego po sobie pokazać. Pozwolę sobie na chwilę smutku, dopiero za kilka godzin w samotności.

- Nie przejmuję się. Mam nadzieję, że znajdziesz sobie kogoś kogo zdradzać nie będziesz Axel.

Odwróciłam się i weszłam do bydynku. Za mną ruszyły dziewczyny, które chyba poszły jednak za mną i dwóch naszych kolegów Adam i Cesar. Taka nasza paczka przyjaciół.

- Wiedzieliście? Wszyscy? - pokiwali głowami
- Nie chcieliśmy. - zaczęła Sandra
- Nawet nie zaczynaj - uciszylam ją - Chcę pobyć sama.

Udałam się do swojej szafki.

Z radością stwierdziłam, że jednak mnie posluchali.

Zaraz po jej otworzeniu usłyszałam za sobą znajomy głos.

- Hej, pięknie wygladasz Mirando. - oznajmił jak to miał w zwyczaju  

- Hej Logan. Co słychać?  

Logan to mój ulubiony kolega z klasy. Uwielbiam go bo potrafi być bardzo zabawny i jest duszą towarzystwa.

- Wszystko ok ale jest coś o czym chciałbym z tobą porozmawiać. - powiedział poważnie

Odsunelam sie od szafki i spojrzalam na niego.

- Mam się bać ? - spytałam rozbawiona jego powagą

- Dasz się zaprosić na randkę? - zapytał po chwili wachania

Że co !?  
Jaką randkę? On nawet nie jest w moim typie.  

- Logan, ja... - zaczęłam ale szybko mi przerwał

- Kocham się w tobie od kilku lat. Daj nam szansę. - wyznał - Wiem, że jestes z Axele ale on cię zdradza i to od poczatku waszego zwiazku.

- Zabrzmię bardzo źle Logan i być może złamię ci tym serce ale nie pójdę z tobą na randkę. - odpowiedziałam - Jutro wyjeżdżam. Najprawdopodobniej nigdy się już nie zobaczymy. Przepraszam.

Logan spojrzał na mnie smutno po czym odwrócił się i poprostu odszedł.

Cholera nie tak miało wyglądać te moje pożegnanie.

Mi nie pozostało nic innego jak także stamtąd wyjść. Najlepiej bedzie jak już stąd pójdę.

Po opuszczeniu budynku odetchnęłam.

W końcu mogłam stamtąd wyjść. Nie wiem co jeszcze mi się przytrafi. Przeprowadzka na drugi koniec świata,  Logan, który wyznał mi miłość i Axel, który złamał mi serce a na koniec  przyjaciele, ktorzy zatajali przed de mną prawdę.

Co jeszcze mnie spotka? Czy może wyczerpałam juz limit nieszczęść.

Szybko wystukuję wiadomość do ojca, że może już po mnie przyjechać.

Czekając na niego tylko kilka minut usiadłam na pobliskiej ławce i rozejrzalam sie po otoczeniu. Chcę zapamiętać jak najwięcej z tego miejsca. W końcu sporo czasu tu spędziłam.  

Tato pojechał centralnie przede mnie więc szybko wsiadłam do auta.

Nim sie obejrzałam już jechaliśmy do naszego domu.  

Jak śmiesznie to brzmi dom. Niestety jutro przestanie nim być a jakiś inny go zastąpi.

Po powrocie do domu nawet nie fatygowałam się aby coś zjeść ani choćby porozmawiać z ojcem.  

Od razu pobiegłam na górę i zaczęłam pakować wszystkie swoje rzeczy. Przy wielu z nich wracały wspomnienia z moich siedemnastu lat życia.

Zajęta pakowaniem nawet nie myślałam o tym co się dziś wydarzyło.  

Tato miał rację. Znowu.

Prawdziwi przyjaciele by tak nie postąpili.  

Po kilku godzinach wszystko bylo poukładane w kilkunastu kartonach ktore zajmowaly połowę mojego pokoju.

Zmęczona tym dniem poszłam spać, ostatni raz w swoim ukochanym łóżku.

--------------
Pierwszy rozdział już jest 👆
Jak wam się podoba?  
Buziaki 😘

Dodaj komentarz