Romeo i Julia: Moja wersja!

Rozdział. 1


Flint odwiedzał szpital Najczystszych Pań odkąd po dziesięciu latach zdrowie pozwoliło mu je opuścić. Wiedział że nie jest tam miłym gościem. Widzi jakim go spojrzeniem obrzucają Najczystsze Panny i nie dziwił im się. One niosły życie a on je odbierał. Był ich przeciwieństwem i nie mugł ich winić za to że siego brzydzą. W życiu przypadła mu rola zabójcy i musiał z tym żyć.                Wiec dlaczego jak wariat pcha się pod ich nieżyczliwe spojrzenia ostre jak noże i zimne jak lód? Bo to był jego dom. Spędził w nim swoje życie od pierwszej sekundy swego życia aż po pierwszą minutę dziesiątego roku życia. Czuł się związany z tym miejscem bardziej niż z własnym rodzinnym domem. To był jego dom. Nieprzyjazny i wrogi ale on je kochał.                           Flint ma teraz szesnaście lat i uczy się w szkole dla Czerwi. To był wielki zaszczyt zważywszy na to że niedawno wyszedł z szpitale ze wzięto go do tej uczelni. Miał zostać Czerwią.                Człowiekiem skapanym w krwi.  


Flint po szkole zajechał jak zwykle do szpitala. Szpital Najczystszych Pań był olbrzymim kompleksem skąpanym w bieli i błękicie. Był to jeden z czterech w stolicy szpitali Najczystszych Panien. Szpital był kompleksem bardzo nowoczesnym naszpikowanym najnowocześniejszą technologią. Flintowi ten kolos zawsze kojarzył się z bezpieczeństwem i ciepłem choć odkąd nosił na ramieniu opaskę Czerwi niebyła tak przyjazna. Wielki kolos wyrastał z ziemi wśród wieżowców i drapaczy chmur jak twierdza między drzewami.                                                        Flint przeszedł przez parking i wszedł przez rozsuwane drzwi po drodze przepuścił człowieka bez ranki tylko z wszczepem drugiej generacji. Wszedł do środka i zamarł. W holu stali ludzie cienie. Czernie inaczej. Byli oni zaprzysiężonymi wrogami Czerwi i zawsze jak się spotykali dochodziło do bójki. Flint miał pod wszelakimi względami przechlapane. On był jeden a ich czterech. Dwie dziewczyny i dwóch chłopcach w czarnych gustownych mundurkach szkoły ludzi cieni.                Byli oni w lepszych kolektywach z Najczystszymi Paniami niż Czerwie. Ich szkoła miała z nimi podpisany pakt w którym zobowiązują się strzec je razem z swoimi pacjentami nawet za cenę życia co w przeszłości w razie potrzeby robili. Trudno się dziwić ze ich są one w większym stopniu gotowe tolerować.                                                              Flint przypomniał sobie co im zawsze powtarzają w szkole. Jak widzisz czernie to bierzesz za furtkę i lejesz ich po dupie. Sięgnięcie po Furtkę Przestrzenne na widok Czerni i atak miał być ich odruchem bez warunkowym. Ale w jego wypadku to jakoś nie wychodzi. Jemu nawet do głowy nie przyszło by walczyć z przeważającym liczebnie przeciwnikiem i do tego w szpitalu. Wszystko ma swoje granice.                                                   Zauważyli go. Rozeszli się po holu z furtkami w rankach. Głupi są czy jak? Ludzie w holu rozbiegli się panicznie wietrząc kłopoty. Dwie Najczystsze Panie sparaliżowane strachem przywarły do ściany. To jakieś szaleństwo, pomyślał Flint i podszedł do jednej z tych pań. Kompletnie olał Czernie wprawiając ich w osłupienie.                                               –Dzień dobry –przywitał uprzejmie Najczystsze Panie. Nosiły długie szare szaty wykonane z lekkiego inteligentnego jedwabiu. Ich stroje zakrywały niemal całe ich ciała odsłaniając tylko dłonie i twarze. Flint rozpoznał je od razu. Były to Isabella i Chryzantema. Dwie panny które traktowały go zawsze serdecznie nawet jak został Czerwią.                                          –Witaj chłopce –otrząsnęła się jako pierwsza Isabella patrząc za moje plecy. Odwrócił głowę. Cztery czernie stały za nim trzymając swoje furtki gotowe do użycia.                          –Chyba was powaliło jeżeli myślicie że będę walczył –oznajmił spokojnie nie okazując strachu a udawane lekceważenie. – Macie nade mną przewagę liczebną i jesteśmy w szpitalu. Wiem że powinniśmy się wziąć za łby ale są jakieś granice.                                    –On ma racje –poprała go ciemno włosa i ciemno oka dziewczyna o przyjemnej twarzy i wszczepionych czarnych kocich uszach i ogonie. Sprawiała wrażenie liderki grupy. –To jest szpital ludzie –schowała swoją furtkę do torebki i spojrzała na swoich towarzyszy. –Schowajcie furtki! Nie będziemy walczyć w szpitalu wśród ludzi niemającymi nic wspólnego z naszymi sprawami. Musimy się trzymać w tej walce jakiś zasad etycznych i moralnych.                                     Reszta schowała niechętnie furtki nie spuszczając z niego wrogich spojrzeń.                –Ciesz się ze jesteśmy w szpitalu –oznajmiła druga dziewczyna blondynka z sztucznie powiększonymi oczami uszami na wzór elfów. –Inaczej było by po tobie.                    –Idźcie już –ponagliła liderka grupy o kocich uszach i ogonie. –Ja mam jeszcze coś do zrobienia wy poczekajcie w wozie.                                               Chcieli zaprotestować przed zostawieniem ja samą w jednym budynku z Czerwią ta spojrzeniem dała im jasno do zrozumienia ze mają iść. Odwróciła się w stronę Flinta.                –Dla ciebie mam rade –jej głos był miły i melodyjny. –nie chodź sam ale trzymaj się grupy. Gdyby nie to że jesteśmy w szpitalu to już byś nie żył albo był strząśnie okaleczony.                 Odeszła w stronę windy przechodząc obok ludzi którzy zaczęli rozumieć że jednak niedojdzie do walki. Flint zapomniał o wszystkim i patrzył za nią. Była ładną dziewczyną mniejszą od niego o głowę. Poruszała się z kocią elegancją i płynnością. Była zgrabna a jej długie ciemne włosy hipnotyzowały go. Poczuł w sercu żwawsze uderzenie i dziwne pragnienie by porozmawiać z nią jeszcze trochę.                                                        Szybko się otrząsnął przypominając sobie jej słowa. To niebyła tylko i wyłącznie rada ale i ostrzeżenie. Flint w oczach swoich kolegów i koleżanek uchodził za walniętego chojraka z powodu że chodził sam a nie jak inni w licznych stadach. Wiedział że to głupstwo ale to głupstwo było silniejsze od niego. A teraz omal nie zginął. Chyba naprawdę trzeba się przyłączyć do jakiegoś stada.           –Przepraszam Najczystsze Panie za dzisiejsze zamieszanie –kłaniał się w ukłonach Pani przełożonej która zeszła na dolny hol słysząc o zamieszaniu, Jej szaty były całkiem białe i do tego nosiła maskę na twarzy a jej głos był sztucznie modyfikowany.                                –Wiesz chłopce dobrze że nie morze tu dochodzić do konfliktów waszych zwaśnionych szkół –frasowała go spokojnie chowając dłonie w rękawach. – Tu ludzie przychodzą by wyzdrowieć a nie niemal zaliczać zawał kiedy spotkają się Czernie i Czerwienie. Szczęście że niedoszło do walki ale jakby doszło? Ci ludzie nic nie mają do waszych konfliktów.                                     Flint wiedział że im się też oberwie za to zamieszanie ale nie przy wszystkich Paniach i na pewno nie wlepi im tak długiego kazania jak jemu. W jego mniemaniu to było trochę nieuczciwe ale co robić. Siedział cicho pochylony w niskim ukłonie aż nie pozwoliła mu się wyprostować. I dobrze bo plecy zaczynały go boleć.                                                   Po kazaniu wyszedł z szpitala nie chcą drażnić dziś już Najczystszych Panien swoja obecnością. Przed rozsuwanymi drzwiami się zawahał zastanawiając się czy nie przedzwonić do kolegów z szkoły by go wsparli swą liczbą. Doszedł do wniosku że przystanek autobusowy był niedaleko a jedenastka przyjedzie akurat w tedy kiedy dotrze na przystanek.                               Wyszedł i ruszył przez parking zastawiony rzędami samochodów. Podróż jak się spodziewał przebiegła mu bez komplikacji i w domu był już po niecałej godzinie. Jego rodzice pracowali w korporacji tworzącej oprogramowanie dla maszyn wojskowych i wracali różnie. Dlatego całe mieszkanie miał dla siebie. Podłączył się do sieci chronionej szyfrem czterolinowym o krzyżowym splocie. Przed nim wykwitły w powietrzu wirtualne panele i ikonki o niebieskiej poświacie.           Zaczął szukać w sieci dziewczyny o kocich uszach i ogonie. Dlaczego? Sam niemiał pojęcia ale cały czas miał ją przed oczami a w głowie dalej brzmiał mu jej głos. Zamarł z uniesionymi rankami. Dlaczego szukam Czerni? Czemu tak bardzo zależy mi na jej znalezieniu? Zgrzytną zębami z irytacji. Nie potrafił sobie na to odpowiedzieć. Wiedział że powinien zapomnieć. Pewnego dnia być morze przyjdzie mu ją zabić w walce ale szukał jej w sieci. Skakał po serwerach Czerni łamiąc ich zapory to z większą to z mniejszą łatwością. Wiedział ze widzi to co Czernie chcą by ludzie mogli zobaczyć a zawartości ich serwerów przeznaczone tylko dla nich są zablokowane. Ale szukał jak kasownik szukający programu który ma zniszczyć.                                         Flint po połowie godziny poszukiwań natrafił na silną zaporę. Nie napierał by nie zwrócić uwagi Administratorów serwera. Flint był za słaby na gierki cybernetyczne. Opcje frontalnego ataku odrzucił z miejsca. Zostały mu programy ale jaki? Który się nada do złamania zabezpieczeń i niezwrócenia uwagi. Morze Szpieg? Sięgnął do swoje torby i wyjął metalowy futerał na karty z programami. Wyciągnął żółtą przezroczystą kartę z czarnym piktogramem w kształcie oka. Wsunął ją do czytnika. Wyskoczył mu w powietrzu żółty panel. Aktywował go i wysłał na zaporę. Szpieg często służył do sprawdzania rodzaju zapór. Tworzył w cyberprzestrzeni setki lipnych kont niepowiązanych z sobą i przeprowadzał pozorowany frontalny atak na zapory w celu zdobyciu dan o zasłonie. Kiedy zebrał dane zaczynał wywoływać zamieszanie. Wysyłał dwuliniowe kody o prostym splocie z zawirusowana linią. Rozbijały się o zaporę i jeżeli Administrator był nie dość ogarnięty to zaczynały mu wyskakiwać setki tysięcy pustych panelów. W skrócie atakował go wredny Spam.                Wtedy program dezaktywował barierę i zaczynał robić kopie na kartę tego co znalazł a następnie popełniał samobójstwo zacierając ślady do atakującego. Flint mógł mówić o szczęściu. Administrator był jednak nieogarnięty. W ciągu dwudziestu minut szpieg dezaktywował barierę i zaczął robić kopie na kartę. Miał już pięćdziesiąt procent zawartości kiedy Administrator najwidoczniej doszedł do siebie i zaczął wypychać szpiega. Skopiowało się jeszcze dwa procenty kiedy szpieg popełnił samobójstwo. Flint dla pewności umieścił jeszcze kartę z Czyściochem by upewnił się ze nikt go nie namierzy. Czyścioch zakomunikował mu że ślady zostały zatarte.                 Wylogował się z sieci i wziął się za odczytywanie przejętych danych. Trafił w dziesiątkę. Lista uczniów szkoły ludzi cieni razem z ich ocenami, zdjęciami, i biografią. Lista niebyła cała ale znalazł to co szukał. Było to tylko zdjęcie i nic więcej. Szpieg musiał popełnić samobójstwo nim dokończył pobieranie danych. Serce mu w piersi znowu szybciej zabiło. Zrobił kopie i obłożył kodem o poczwórnym wierszu i skośnym splocie. Następnie przesłał go na swój własny serwer.           Poczuł się głodny. Odgrzał sobie wczorajszą wegetariańską pizzę w mikrofalówce. Przysiadł potem w fotelu i uruchomiło sieć TV. Pojawił się olbrzymi panel. Ranką uruchomił przekaz i zaczął skakać po kanałach jedząc leniwie pizzę i popijając sokiem pomarańczowym. Chciał się na czymś skupić ale nie potrafił. Każda jego myśl wędrowała do tamtej dziewczynie. W telewizji każda dziewczyńska twarz była jej twarzą. Aż się wściekł i jednym solidnym haustem wypił sok.           –Co się zemną dzieje –mamrotał sam do siebie skupiając wzrok na wiadomościach ale myślami będąc gdzie indziej. –Czemu myślę o Czerni? Na grzyba w ogóle włamałem się na ich serwery! Dla zdobycia zdjęcia jakieś głupiej Czerni ? Przecież pozabijalibyśmy się przy pierwszej okazji. Dziewczyna ma zasady to dobrze ale nie zmienia to tego że gdyby warunki były by inne teraz leżałbym w kostnicy albo na dziale intensywnej terapii przez nią i jej kolegów.                     Był wściekły a jednak wyłączył łącze TV i na wielkim panelu uruchomił jej zdjęcie. Patrzył na nią i chciał czuć do niej wstręt i nienawiść ale nie potrafił. Zamiast tego czuł coś innego podobnego do fascynacji. Chciał dowiedzieć się o niej więcej i był gotów powtórzyć atak na serwery. Wiedział pewnie że dali innego bardziej ogarniętego Administratora ale niemiało to dla niego znaczenia. Był gotów na wszystko by tylko wiedzieć o tej istocie więcej.

Niewiadomy

opublikował opowiadanie w kategorii miłość, użył 2107 słów i 12303 znaków.

1 komentarz

 
  • Niewiadomy

    Proszę o komentarze i opinie