Maska-Rozdział 9

     Upał lał się z nieba, tylko w cieniu budynków, można było schłodzić ciało i nie dać się przypiec słońcu. Po zaspokojeniu głodu mógł kontynuować poznawanie miast, choć nazywanie tej miejscowości tak wielkim określenie, nie oddawało otoczeniu prawdy. W porównaniu do Blood City, Green Shire było mniejsze i mniej zatłoczone. Nie dominowały tutaj neony, a wieczorami prócz ciszy i zawodzenia pijaków nie usłyszysz nocnej strony. Kilka barów, fabryk i sklepów, tak można podsumować ów mieścinę, zbudowaną w starym stylu, historycy nazwaliby ją starą, lecz nie było tu nic do zwiedzania.
     Damian nudził się niemiłosiernie, w tej zasranej dziurze próżno było znaleźć odpowiedniego człowieka do zdjęcia bransolety z nogi. Podkuć konia, naprawić jakiegoś rzęcha, czy naoliwić fabryczne maszyny, to nie stanowiło problemu, ale wyższa technologia nie wchodziła w rachubę. Nadzieja, niczym bańka mydlana rozprysła się niemal natychmiast. Na dodatek nie miał przy sobie żadnej broni, czuł się nagi. Z łatwością mógł załatwić sobie jakąś „pukawkę” w stylu Webleya albo Enfielda, czy nawet Browninga HP bądź inną nowszą konstrukcję. Najnowsze zabawki były zbyt drogie i niedostępne w tym regionie świata. Mistrz uwielbiał starego Mausera C96.
Jednak Damian nie chciał broni palnej, potrafił jej używać, ale uznawał ją za głośną i zbyt rozpoznawalną. Wystrzelona kula, niczym odcisk palca pasowała do odpowiedniej lufy, nawet debil mógłby ją przypasować. Cięcie miecza jest uniwersalne i prócz rodzaju broni niemożliwe do sklasyfikowania, szczególnie jak oczyści się ostrze.
— Zna-la-złam cię! — krzyknęła postać, zasłaniając mu oczy. Po charakterystycznym uczuciu na plecach oraz znajomego głosu młodzieniec rozpoznał osobę i nie zaatakował, tylko westchnął ciężko.
— Możesz mnie puścić ruda świrusko? Jest gorąco, jak w piekle, a ty kleisz się spocona do mnie — powiedział, stojąc spokojnie.
— Nie znasz się na zabawie. — Odparła, po chwili odsuwając się od niego. — Robisz coś ciekawego? Nie mogę znaleźć innych i nie mam, co robić. Nudzę się. — Schowała ręce do tyłu i zaczęła wiercić nogą w piasku.
Ta dziewczyna irytowała go niesamowicie, wiecznie radosna i pełna sił, nie skupiona, nie przygotowana, lecz jednego nie można było jej odmówić. Urody. Ogniste włosy świetnie komponowały się z zielonymi oczyma, a figury mogłyby jej pozazdrościć wiele modelek. Stanowiła obiekt zainteresowania przechodzących niedaleko mężczyzn, a spojrzenia zazdrości u kobiet niemal piorunowały ją wzrokiem.
— Nie mam czasu — odparł szybko, odchodząc.
— No nie bądź taki, z Ateną się bawiłeś. — rzuciła wesoło, pojawiając się przed nim.
— Nie wiem, o czym mówisz. Spieszę się. — Próbował ją minąć, jednak bezskutecznie.
— Widziałam, jak cię rozbierała, jakoś nie protestowałeś.
— Byłem nieprzytomny, jakbyś chciała wiedzieć — odpowiedział szybko.
— Ups, mój błąd. Sorki. — Pochyliła się do niego, nieświadomie eksponując biust, ukryty pod zwiewną, fioletową sukienką. — Potrzebuje wrażeń, nie lubię stać ciągle w miejscu.
— Jesteś świadoma, że stojąc i mówiąc tak jak teraz, tworzysz dwuznaczną propozycję? — spytał, patrząc jej w oczy.
— Nie rozu... — Po chwili pojęła, o czym mówi. Z lekkim rumieńcem wyprostowała się i poprawiła ubranie. — Nie wiedziałam, że jesteś zboczuszkiem.
— Co? Nie... Ja... — Zaczął się jąkać. Nie cierpiał takich sytuacji, był wojownikiem, który walczył z innymi, a nie z nimi rozmawiał.
— Spokojnie, tylko żartowałam. — powiedziała, z trudem panując nad śmiechem.
Chłopak tylko westchnął ciężko i ruszył dalej, mając nadzieję, że dziewczyna go nie zauważy. Złudna nadzieja.
— To, co gdzie idziemy? — Podbiegła do niego i chwyciła za ramię.
— Nie zrezygnujesz prawda? Eh możesz ze mną iść, tylko nie przeszkadzaj i przede wszystkim nie klej się do mnie.
Rudowłosa entuzjastycznie pokiwała głową i podskakując raz na jednej, raz na drugiej nodze, podążała za Damianem.
W końcu zgrzani od słońca, przebijającego się nawet przez cienie budynku zdecydowali schłodzić się w bocznej uliczce. Nigdzie nie było żadnego dobrego sklepu, gdzie mógłby kupić części do swych gadżetów, tak jakby wszystko tu zatrzymało się w XX wieku. Oparł się o mur, miał dość chodzenia po rozgrzanych do czerwoności chodnikach i wydawania pieniędzy na zimne napoje, nawet na cholerną toaletę trzeba było wydać kilka pensów. Kto w ogóle wymyślił, by poruszać się lewą stroną ulicy. Czy ci Anglicy mają nie po kolei w głowie?
— Zobacz White, mamy nowych gości, czy myślisz, że przyszli obejrzeć nasze przedstawienie? — Odezwał się głos z ciemności uliczki.
— Nie wiem Black, wydaje mi się, że jeszcze nie znają prawdziwej sztuki.
Damian spojrzał w tę stronę, kierując rękę na plecy.
– Niech to szlag, ten zamaskowany dureń odebrał mi całą broń. – pomyślał, wpatrując się w pojawiającą się dwójkę. Kobieta ubrana była w biały garnitur, na twarzy miała karnawałową maskę tego samego koloru, jej partner nosił czarny garnitur z maską klauna tej samej barwy co strój. W dłoniach trzymali misternie rzeźbione laski.
— Czyż nie sądzisz chłopcze, że wszystko na tym świecie jest białe? — Kobieta delikatnie podniosła podbródek Damiana.
— Albo czarne? — spytał mężczyzna, stojąc obok niej.
Chłopak odskoczył od nich, cały czas zachowując ostrożność.
— No popatrz Black, co za zadziorny młodzieniec. Przydałby się taki w naszej gustownej gromadce.
— No nie wiem, White, tacy jak oni mają rogate dusze.
— Rogate? — Zrobiła krok w tył, udając przerażenie.
— Ależ spokojnie ukochana, nie mówiłem o diable.— Chwycił ją w ramiona i mocno przytulił.
— Przecież wiesz, że się go boję, odkąd ksiądz mnie nim straszył. — Spojrzała na niego z wyrzutem.
— Tak się wystraszyłaś, że wskoczyłaś mu do łóżka, a na koniec zadźgałaś. — Roześmiał się zamaskowany.
— Fakt, aż sześć razy. — Zawtórowała mu śmiechem.
Damian czuł, jakby oglądał jakąś nędzną groteskową komedię, ci ludzie byli szaleni i nieobliczalni. Bez broni nie mógł ich zaatakować. Instynktownie chwycił towarzyszkę z rękę i pobiegł do wyjścia. Niestety droga była zatarasowana przez ludzi w czerni i bieli z maskami bez wyrazu na twarzach. W dłoniach dzierżyli laski, a na głowach widniały cylindry.
— Już uciekacie? Ale jeszcze nie pokazaliśmy śrubki programu.
— Mówi się gwoździa programu, skarbie. — Poprawiła zamaskowanego.
— Masz racje White. Zawsze mi się to myli. Jestem ci dłużny, może tak sprowadzę ci tego ohydnego grubasa, co chciałaś? — Objął ją delikatnie.
— Naprawdę? Będę mogła udawać naiwną dziewczynę, dać się przelecieć, a na końcu go zaszlachtować w "akcie zemsty"? — W głosie kobiety pojawił się entuzjazm.
— No pewnie, przecież to twoja ulubiona zabawa. Przecież wiesz, że uwielbiam na to patrzeć i sprzątać po zakończeniu. Twoje ruchy to istne arcydzieło.
— Pochlebiasz mi, a nasi goście czekają. — Dłonią w rękawiczce wskazała na Damiana i Lili.
— Masz rację, jednak to nie są goście, to aktorzy w naszej nowej sztuce. Kamery już ustawione. — Sprostował Black, pokazując na dachy z wielkimi urządzeniami, ukradzionymi z lokalnej telewizji.
— Cudownie, Zacznij więc, cała drżę z podniecenia, nie mogąc się doczekać twojego nowego tworu, ukochany. — Zatopiła swoje usta w jego, rzucając mu ręce na szyje.
— Grupa teatralna Black&White prezentuje! — krzyknął. — Sztuka pod nazwą okrutny mord na słodkiej parce. Czy chłopak zginie, nim jego zakrwawiona luba zostanie zgwałcona przez zamaskowanych kapeluszników? Czy może będzie odwrotnie i to młodzieniec zostanie pobity i zgwałcony, a dziewczyna tylko zabita? Albo wszystkich czeka gwałt lub śmierć? Tyle zakończeń, tyle zmian akcji. Zobaczcie sami! Kurtyna w górę.
Momentalnie ci, co dotąd stali, jak manekiny ruszyli w ciszy na Lili i Damiana. Zapowiadała się ciężka walka.

345 czyt.
100%72
krajew34

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i przygodowe, użył 1380 słów i 8344 znaków

Komentarze (2)

 
  • emeryt

    emeryt 9 cze 17:11 ip:8979110

    Ale masz pomysły, moje gratulacje. Już z tego widać że sporo naczytałeś i naoglądałeś komiksów. Moje gratulacje. Tylko przypadkiem nie kopiuj ich zbyt dokładnie. Dziękuję za kolejny odcinek. Pozdrawiam serdecznie w ten gorący dzień.

  • shakadap

    shakadap 9 cze 16:26

    Ładnie! Czekam z niecierpliwoscia na kolejny odcinek.
    Pozdrawiam i powodzenia.