Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Jedno Królestwo

Jedno KrólestwoKraina przepełniona wojen wyłaniała się z mgły. Była położona na czterech wyspach, z których każda swoją majestatycznością przyciągała poranne promienie i morską bryzę. Fale rozbijały się o spiczaste klify. Było to niegdyś piękne, bogate i wspaniałe królestwo, które tętniło życiem i rozwijało się dzięki handlowi.

Władcą krainy był Danvon - tyran, który nieustannie toczył wojny z sąsiadami. Nie interesował go lud, tylko panowanie i niszczenie. Czternaście lat jego rządów to wojny z królestwami Północy, które doprowadziły kraj do militarnej i gospodarczej ruiny. Podczas jednej z wypraw Danvon odkrył nieznaną dotąd krainę. Spowita w mroku wyspa, jak najgłębsze zakamarki czeluści, przyciągała niejednego śmiałka, kusząc mirażem łatwych bogactw. To właśnie w owym miejscu zaślepiony złotem tyran poniósł tragiczną śmierć. Nikt się tym nie przejął, nikt nie zmartwił. Nastąpiło bezkrólewie, które trwało rok i nie przyniosło nic dobrego. Był to czas wiosny, kwitnienia i zielenienia się wszystkiego w przyrodzie. Obraz ten przynosił ulgę oczom zmęczonym oglądaniem śmierci i krwi. Serce radowało się na widok rodzin cieszących się z powrotu wojaków. Zapach dawał ukojenie. Chciało się zapomnieć o tym, że był to czas grozy i spustoszenia.

Królestwo Ynos znów stało się bogate i zapanował w nim ład oraz spokój, odkąd Dorian, człowiek poważny i życzliwy, przejął władzę po swoim bracie, który zginął w tajemniczych okolicznościach. Pięćdziesięciodwuletni władca, zanim otrzymał koronę, przebywał piętnaście lat na wygnaniu wraz ze swoją rodziną, świtą i lojalnymi dowódcami. Królewski zamek był otwarty dla każdego, kto potrzebował pomocy. Dorian nie odmawiał nikomu audiencji, wysłuchiwał wszystkich próśb i zażaleń mieszkańców, które skrupulatnie zapisywano, by móc się potem nimi zająć. Król był bardzo mądry i rozważny, a nade wszystko skromny. Liczył się z każdym wydanym groszem. Często bywał wśród swoich poddanych. Nie lubił, kiedy ludzie mu się kłaniali. Poddani cenili go i kochali.  
Dorian miał dwóch synów: Modo i Kodo. Byli to bliźniacy. Gdy chłopcy mieli po 14 lat, ich matka została podstępnie zamordowana. Przebywająca na wygnaniu rodzina bardzo przeżyła jej śmierć. Ojciec wychował synów najlepiej, jak umiał, aby godnie zastąpili go na tronie. Bracia byli ze sobą bardzo zżyci, jeden za drugiego oddałby życie. Byli szkoleni w sztuce wojennej przez najlepszych generałów, w dyplomacji - przez dyplomatów, w handlu - przez kupców. Uczono też chłopców dobrych manier oraz filozofii i języków obcych. Wszystko po to, by dobrze przygotować ich do sprawowania władzy w przyszłości. Synowie pomagali ojcu we wszystkim, bardzo go kochali i szanowali. Był dla nich autorytetem.  
Układy pokojowe z sąsiadami i wymiany handlowe pozwoliły na stabilizację w królestwie. Jego rozbudowa ruszyła pełną parą, przeprowadzono liczne reformy: powołano służbę wojskową, podniesiono żołd, wprowadzono system pracy zmianowej, każdy miał prawo do odpoczynku po przepracowaniu dziesięciu godzin i do godziwej zapłaty, powołano radę do rozstrzygania sporów.
     Budowano umocnienia chroniące przed najazdem wrogów, zakładano huty, wznoszono obiekty niezbędne do produkcji broni. Zmodernizowano kopalnie, usprawniono wydobycie bogactw naturalnych, wprowadzono system nawadniania pól. Poddanym żyło się godnie i dostatnio pod rządami króla Doriana. Do czasu...

Wyspa Agoj została obdarowana przez matkę naturę cennymi minerałami w postaci złota, rud żelaza i pokładów węgla. Płynąc statkiem, już z oddali można było dostrzec różne odcienie zieleni oraz duże rozłożyste drzewa. Dokładnie w centrum wyspy znajdowała się góra zwana Uksaik. U jej stóp leżała osada górnicza. Znajdowały się tam identyczne domki, ustawione jeden koło drugiego. Gospodynie zajmowały się dziećmi i domem, podczas gdy mężczyźni pracowali w kopalni. To właśnie kopalnia była dumą królestwa. Dzięki sprawnej pracy górników, kraina żyła w dostatku.
*
     Kiedyś znano go jako pirata niemającego żadnych zahamowań. Rabował, mordował i robił wszystko, na co miał ochotę. Opłynął kawał świata! Odwiedził mnóstwo portów i wysp, na których za jego głowę wyznaczono wysoką nagrodę. Jego okręt nosił nazwę Przeklęty. Pirat ów bez skrupułów atakował i niszczył statki. Ale te czasy to przeszłość. W końcu Alkid stał się innym człowiekiem. Cztery lata spędzone w lochu pozwoliły mu przemyśleć swoje życie. Złapano go, ponieważ wypił za dużo rumu i zasnął. Obudził się w eskorcie żołnierzy na statku - zakuty w dyby. Taki postrach mórz wpadł przez głupotę! To nie do pomyślenia. Gnić w lochu z powodu pijaństwa. Zgubna przyjemność! Po opuszczeniu więzienia starał się pić z umiarem, choć nie zawsze mu to wychodziło. Zaczął dbać o siebie. Znów nabrał krzepy, ściął długie, czarne włosy i starał się być zawsze ogolony. Alkid nie znał swoich rodziców. Odkąd sięgał pamięcią, pływał na statkach. Mężczyzna miał znamię na prawej ręce. Nie wiedział, skąd się wzięło. Były to cztery cyfry położone koło siebie. Zawsze, kiedy myślał o swojej przeszłości, strasznie go piekło. Może kiedyś się dowie, co to oznacza. Po tym, jak był piratem, została mu szrama na lewym policzku. Wiele razy był o krok od śmierci. Ale coś czuwało nad jego życiem. Swoje słabości chował za zaciętością lub topił w butelce rumu. Nigdy się nie poddawał. Nie znał słów: groza i strach. Od małego dostawał w kość - takie było życie na statku - ale zawsze przyjmował obelgi czy razy z podniesiona głową. Nie okazywał słabości, bo wtedy byłoby jeszcze gorzej. W efekcie stał się człowiekiem silnym i odpornym na wszelkie kłopoty. I został piratem. Jednak znalazła się osoba, która coś w Alkidzie dostrzegła. Był to król Dorian, który darował piratowi życie i wolność. Jednak niezupełnie za darmo! Alkid musiał przysiąc władcy lojalność i wierność. Z drugiej strony - został mianowany kapitanem królewskiej floty i to w wieku trzydziestu lat. To dopiero zmiana: budzący przerażenie pirat zostaje królewskim dostojnikiem. Sam Alkid nie mógł w to uwierzyć. Myślał o tym, siedząc na jednym z pomostów w królewskim porcie. Wkrótce ma stąd wypłynąć po ładunek złota. Trzeba przygotować wyprawę. Podniósł się i ruszył w kierunku zacumowanych w porcie okrętów.  

Na przystani praca aż wrzała. Po dotarciu do statku reprezentacyjnego król i jego syn weszli na pokład. Okręt wyglądał okazale: założono nowe żagle, pokłady wymyto i wysprzątano kajuty.
- Gdzie znajdę kapitana? - rzekł Dorian.
- Na dolnym pokładzie. Sprawdza stan zaopatrzenia, panie.
- Dziękuję.
Zeszli na sam dół okrętu.
- Alkidzie,  gdzie cię wygnało? Muszę schodzić tak nisko do ciebie!
- Król dobrze sobie radzi – uśmiechnął się. – Muszę sam sprawdzić, czy wszystko gotowe. Te łachudry myślą tylko o rumie. Są nieraz gorsi niż ja. O, mamy młodego gościa! - kapitan dopiero teraz dostrzegł księcia.
- Ty płyniesz do Agoj, kapitanie. A kto wypłynie okrętem reprezentacyjnym?
- Mam odpowiedniego kandydata. Jak to dobrze, królu, że ja nie muszę płynąć. Nienawidzę takich maskarad.
- Wiem o tym. Zawołaj tego człowieka.
- Adrianie, chodź tu, nikczemniku! Ile mam czekać? To właśnie mój bosman – da sobie radę. Władca będzie w dobrych rękach
- Ja nie płynę, tylko Kodo. Mam inne sprawy na głowie.
- To decyzja króla. Adrianie, pokaż księciu okręt. Przydaj się na coś, dlaczego stoisz jak maszt?
- Tak, kapitanie – powiedział bosman.
- Wracam do domu, przyjacielu. Nie będę cię fatygował na bal. Wiem, że tego nie lubisz - uśmiechnął się król.
-  Jak dobrze! Z radości wychylę szklaneczkę rumu. Życzę udanej zabawy!
*
     Był to normalny dzień na wyspie Agoj. Czas płynął powoli. Robotnicy budzili się wraz z pierwszymi promieniami słońca. Warta nocna została zastąpiona przez dzienną. Głównym dowódcą straży był Nataniel, czterdziestoletni mężczyzna, dobrze zbudowany, zasłużony żołnierz królewskiej armii, doświadczony w wielu wojnach. Jego podwładni darzyli go dużym szacunkiem. Bardzo nie lubił niesprawiedliwości, przestrzegał prawa, a wszystkie zatargi rozstrzygał sam. Szanował każdego człowieka.
     Po śniadaniu strażnicy otwierali kopalnię i pomieszczenia z narzędziami, które wydawali robotnikom do pracy. Kopalnię zaczęto eksploatować dopiero dwa lata temu. Wyspa Agoj nie była bowiem wcześniej zamieszkana, dopiero panowanie króla Doriana to zmieniło. Wejście do kopalni prowadziło przez bramę łączącą się z murem, którego strzegły wieże. Pieczę nad wydobyciem sprawował najlepszy ekonomista królestwa, Mefisto. Za wrotami stały liczne wozy gotowe do załadunku urobku, paliło się ognisko, a przy nim pochodnie. Wejście stanowił ogromny korytarz wiodący w dół i rozwidlający się po paru metrach, oświetlony licznymi pochodniami. Rozległe tunele prowadziły do różnych części kopalni. Pod kamiennym sufitem biegły liny służące do wyciągania wiader z minerałami. Mechanizm działania kopalni był prosty: od samej góry do dołu, aż do szybów, zostały rozstawione pomosty połączone linami, wszystko zaś  było napędzane specjalnymi kołami z blokadami. Taki system wpływał na usprawnienie pracy.
     Robotnicy, po zabraniu odpowiednich narzędzi, udawali się na swoje stanowiska. Jedni brali kilofy, inni wiadra, a jeszcze inni łopaty. Razem z robotnikami do pracy udawali się strażnicy pilnujący porządku.  
Był to dzień odwiedzin kopalni przez króla i jego synów. Statek przypłynął w południe i zacumował w zatoce. Władca z synami zszedł na ląd. Dorian nigdzie nie ruszał się bez swojego sługi o imieniu Falk. Był to trzydziestoletni, dobrze zbudowany mężczyzna pochodzący z Korridy. Cichy, skromny i dyskretny, cieszył się całkowitym zaufaniem władcy.  
Na powitanie przybyłych wyjechał Nataniel z dwoma strażnikami.
- Witaj, królu Dorianie – skłonił się przed władcą. – Witajcie, książęta.
- Witaj,  mój przyjacielu. Jak się czujesz? – spytał król.
- Bardzo dobrze, wasza wysokość. Dziękuję za troskę. Proszę tędy – dłonią wskazał kierunek.
     Udali się powolnym krokiem w stronę kopalni. Wszyscy witali króla, machając do niego i uśmiechając się, na co on odpowiadał skinieniem głowy. Najpierw dostojni goście poszli do siedziby dowódcy straży. Po dotarciu na miejsce zasiedli do pięknie nakrytego stołu. Król zajął swe miejsce, po jego prawej stronie usiadł Modo, po lewej Kodo, a naprzeciw gości zasiadł generał Nataniel. Podano obiad.
- Opowiadaj, generale, jak przebiega praca?
- Na razie wszystko w porządku. Wydobycie idzie sprawnie, niczego nam nie brakuje. Ciekaw jestem wieści z zamku.
- Wszystko dobrze, synowie zdrowi, jak widać. Niedługo odbędzie się bal z okazji zaręczyn Koda. Otrzymasz, generale, oficjalne zaproszenie. Chciałbym również, aby Modo został tu, pod twoimi rozkazami.
- Będę zaszczycony. Zaopiekuję się księciem i udzielę mu wszelkich niezbędnych wskazówek.
- A kiedy będziecie gotowi do transportu złota? - zapytał król.
- Za dwa, może trzy dni, jeśli się pogoda nie popsuje – odpowiedział Nataniel.
- Rozumiem. Prowadź zatem do kopalni - powiedział Dorian, wstając od stołu.
Wszyscy opuścili izbę i ruszyli za generałem. Po wejściu do szybu Dorian został przywitany przez robotników. Spytał ich o warunki pracy. Poprosił też Nataniela o wezwanie Mefista. Dowódca wysłał jednego ze swoich strażników w głąb kopalni. Szyb prowadził na sam dół, ponad półtora kilometra do miejsca, w którym pracował ekonomista, kolejny zaufany człowiek króla. Każda wydobyta bryłka złota musiała przejść przez jego ręce, nim trafiła do sortowania. Żołnierz, po dotarciu na miejsce, zawołał:
- Mefisto!
- Tak?
- Król cię wzywa!
- Ruszajmy zatem, a wy kontynuujcie pracę – rzekł do robotników.
Udali się w drogę powrotną.  
     Tymczasem Dorian spacerował po kopalni. Trochę martwił się tym, że drogocenny kruszec może się niedługo wyczerpać.  
- Panie, wzywałeś mnie – Mefisto skłonił się nisko przed królem.
- Tak. Musimy porozmawiać na osobności.
- A zatem zapraszam do mojej izby.
- Wolę zostać na powietrzu, może się przejdziemy? - zaproponował Dorian.
- Co budzi twój niepokój, królu – zapytał nadzorca poważnym głosem.
- Martwię się o wydobycie. Niedługo może nam zabraknąć złota – rzekł władca.
- W najbliższym czasie go nie zabraknie. Staramy się otwierać nowe szyby i przebijać do innych pokładów.
- Oby wam się udało.
- Będę o wszystkim na bieżąco informował.
- Zostawiam u was Moda. Chciałbym, żebyś go nauczył, jak zarządzać kopalnią.
- Oczywiście. Jeśli pozwolisz, panie, odprowadzę cię do portu.
- Najpierw chodźmy do pozostałych - powiedział król.
Przed kopalnią już wszyscy na nich czekali.
- Pora wracać. Zobaczymy się na balu – powiedział Dorian, a następnie zwrócił się do syna:
- Modo, sprawuj się dobrze i nie zawiedź mnie.
- Nie zawiodę cię, ojcze. Chodźmy, Mefisto.

Udostępniam też na Wattpad. Poniżej link.

https://www.wattpad.com/story/256822255?utm_source=android&utm_medium=facebook_messenger&utm_content=share_reading&wp_page=interstitial_story_end_share&wp_uname=MaciekWu&wp_originator=ihBBwkW337xdc6WD10cMpzUzZsBuftoFuem4JDUZhAF3Gw25I9H%2Fee8n9KMuj5rhcvhcfIrgvgwVAEoENMC3hWfHegDIb5tTZ3D0ewFw50A2HxB88oajhI6SpvwjjlmH

Dodaj komentarz