Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Alarm

"Spotkałem staruszka, który siedział i sprzedawał jabłka. Na początku go nie poznałem, ale kiedy spojrzałem w jego oczy, już wiedziałem. To on kiedy byłem młody na statku uczył mnie, żebym nigdy się nie poddawał. Nie wiem czy mnie rozpoznał, ale kupiłem od niego kilka rumianych owoców. W ten sposób mogłem ja mu pomóc. "

Wpis w księdze pokładowej.
Alkid

*

W końcu nadszedł długi wyczekiwany dzień transportu złota. Tego przedpołudnia niebo nad królestwem było czyste, wiał lekki wiatr, a morze wokół wyspy było spokojne.  

Kapitan wstał wczesnym porankiem, ubrał się w swojej małej chatce i obmył twarz. Król chciał mu przydzielić kwaterę na zamku, ale on wolał być blisko portu i swoich podwładnych. Wyszedł na zewnątrz, zaciągnął się powietrzem, mocno je wypuszczając. Uwielbiał tak rześkie przedpołudnia jak to. Podrapał się po lewym policzku i ujrzał lecącą w oddali jaskółkę. W porcie pełną parą trwały przygotowania do wypłynięcia. Marynarze uwijali się jak mrówki, starając się, by wszystko zostało dopięte na ostatni guzik. „To jednak czegoś ich nauczyłem. Idę, bo będę ostatni. W Agoj pewnie się naczekamy na załadunek".

*
Kilku silnych, spoconych mężczyzn ładowało na wozy ostatnie skrzynie z cennym kruszcem. Upał dokuczał im niemiłosiernie, co kilka chwil popijali gorzkie piwo. Jeden z pracowników zaczął się awanturować o zbyt mało trunku z polewającym napitek, jednak usłyszawszy głos dowódcy za swoimi plecami nagle zamilkł. Wiedział jak to się może dla niego skończyć i nie była to przyjemna perspektywa. Nataniel od samego rana miał jakieś dziwne przeczucie i chodził podenerwowany, dlatego postawił wszystkich żołnierzy w stan gotowości. Nie mógł pozwolić sobie na żadne niedopatrzenie, czy jawny błąd. Przechadzał się nerwowo między wozami tuż przy wejściu do kopalni, trzymając cały czas za głownię lwa przy mieczu. Chciał jak najszybciej ruszać do portu, jednak załadunek wciąż trwał i trwał.  
-Ile to jeszcze potrwa?- szepnął pod nosem zdenerwowany.  

- Natanielu, jesteśmy gotowi - poinformował dowódcę jeden ze strażników.  
- Dobrze, ruszajmy. Szkoda czasu - odparł drżącym głosem Nataniel.
Podszedł do niego Mefisto, pytając:  
- Dlaczego jesteś taki zdenerwowany?  
- Mam jakieś dziwne przeczucie ... Tyle złota, to największy transport, jaki mieliśmy - Nataniel zaczął nerwowo wyłamywać palce, jednak Mefisto począł go uspokajać:
- Wszystko będzie dobrze, do przystani niedaleko, tam też wszystko przygotowane, eskorta wzmocniona jak nigdy - gestykulował Mefisto.  
- Oby tak było - westchnął generał.

*
Alkid czekał na Nataniela oparty o burtę jednego z okrętów. Rozmyślał, co będzie robił po powrocie do domu, marzyła mu się flaszeczka rumu, tylko on i alkohol... albo i nie.. Sam nie wiedział, czym się ma zająć. Zastanawiał się, dlaczego mają płynąć aż cztery okręty, skoro wystarczyłyby zaledwie dwa? Bez sensu to wszystko.

Alkid poczuł zniecierpliwienie. Ileż można czekać? Czy tak długo ładuje się złoto? A może coś stało się na drodze morskiej między portami? Nie wiedzia tego, jednak postanowił na razie się nie zamartwiać i powspominać stare dobre czasy. Kim był i czego dokonał Alkid?

Kiedyś znano go jako pirata niemającego żadnych zahamowań. Rabował, mordował i robił wszystko, na co miał ochotę. Opłynął kawał świata, odwiedził mnóstwo portów i wysp, na których za jego głowę wyznaczono wysoką nagrodę. Jego okręt nosił nazwę Przeklęty i znany był z atakowania i niszczenia innych statków bez żadnych skrupułów, ale te czasy to przeszłość. Alkid był teraz zupełnie innym człowiekiem i, chociaż z melancholią i pewną dozą tęsknoty wspominał dawne, pirackie czasy, to jednak był niezwykle dumny ze swojej przemiany i funkcji, jaką obecnie pełni.  

Jednak jak zaczęła się ta przemiana? Czterema latami spędzonymi w lochu, które pomogły mu w przemyśleniu i przewartościowaniu swojego życia. Do tej pory nie mógł uwierzyć, że jemu, postrachowi wszelkich okolicznych mórz, udało się wpaść w tak głupi sposób. Żołnierze złapali go, gdy wypił zbyt wiele rumu i zasnął. Straconą czujność przepłacił wolnością. Obudził się w eskorcie żołnierzy na statku - zakuty w dyby.Gnił w lochu przez swoje pijaństwo. Zgubna przyjemność! Po opuszczeniu więzienia starał się pić z umiarem, choć nie zawsze mu to wychodziło.

Zaczął dbać o siebie. Znów nabrał krzepy, ściął długie, czarne włosy i starał się być zawsze ogolony. Pewnie rodzice byliby dumni, widząc jego przemianę, jednak Alkid nie mógł być tego taki pewny, bo nigdy tak naprawdę ich nie poznał. Odkąd sięgał pamięcią, pływał na statkach. Mężczyzna miał znamię na prawej ręce, jednak nie wiedział, skąd się wzięło. Były to cztery cyfry położone koło siebie, które nie przypominały mu niczego, co znał. Zawsze, kiedy myślał o swojej przeszłości, strasznie go piekło, może kiedyś będzie w stanie się dowiedzieć, co to oznaczało? Po tym, jak był piratem, została mu szrama na lewym policzku, która była największą jego raną, mimo że wiele razy był o krok od śmierci. Był pewien, że ktoś czuwał nad jego życiem.

Alkid nie lubił okazywać słabości, dlatego krył je za swoją zaciętością lub topił w butelce rumu. Człowiek ten nigdy się nie poddawał, nie znał słów, takich jak strach i groza, bo życie od zawsze go do tego przygotowywało. Od małego dostawał w kość - tak niestety wyglądała codzienność na statku - ale zawsze przyjmował obelgi czy razy z podniesioną głową. Nie okazywał słabości, bo wtedy byłoby jeszcze gorzej. W efekcie stał się człowiekiem silnym i odpornym na wszelkie kłopoty. I został piratem.  

Jednak znalazła się osoba, która coś w Alkidzie dostrzegła. Był to król Dorian, który darował piratowi życie i wolność. Jednak nie zupełnie za darmo! Alkid musiał przysiąc władcy lojalność i wierność, dzięki czemu został mianowany kapitanem królewskiej floty i to w wieku trzydziestu lat! To dopiero zmiana: budzący przerażenie pirat zostaje królewskim dostojnikiem.  

Nagle ujrzał wozy wjeżdżające do zatoki. Nareszcie!  
- Natanielu, ładujcie szybko skrzynie. Strasznie powoli się ruszacie - zawołał podrażniony czekaniem Kapitan  
- Spokojnie. Gdzie ci się tak spieszy? I tak nie masz nic innego do roboty - odparł generał.  
- Racja. Ale butelka rumu na mnie czeka - zaśmiał się Alkid  
- A ty tylko o jednym - roześmiał się Nataniel, wiedząc, że rum był dla pana Kapitana jedną z wyższych wartości.

Pracownicy w pocie czoła dźwigali skrzynie przez pomost, potem przez specjalne wrota aż do celu. Ładownie dwóch statków transportowych powoli zapełniały się skrzyniami ze złotem. Gdy połowa ładunku znajdowała się już pod pokładem, nagle odezwał się dzwon na jednej z wież obserwacyjnych. Jego przeraźliwy dźwięk dotarł do uszu dowódcy, który zamarł z przerażenia. A jednak przeczucie go nie myliło! Nataniel zastygł w bezruchu, dopiero głos Mefista wyrwał go z tego stanu:  
- Natanielu, co się stało? - spytał z niepokojem.  
- Nie wiem, zaraz sprawdzę. Ładujcie jak najszybciej i ruszajcie.  
- Przypilnuję wszystkiego - odezwał się Alkid.

Nataniel, nie czekając dłużej, biegiem w pełnym uzbrojeniu pognał w kierunku wieży. Pędził, nie zważając na nic. Nawet nie spojrzał, czy każdy pracuje, jak zwykle to robił. Otworzył drzwi, które z hukiem uderzyły o ścianę. Wbiegł po schodach na górę.  
- Co się stało? - krzyknął do wartownika zdyszany dowódca.  
- Panie, proszę tam spojrzeć - mężczyzna wskazał kierunek ręką.

Nataniel zobaczył coś, czego jeszcze nigdy w życiu nie widział. Zbladł i ogarnął go strach, co nie uszło uwadze żołnierza. Dowódca zażądał pergaminu i pióra. Zaczął pisać list, a po skończeniu zwinął go w rulon, zdjął pierścień i oba przedmioty podał wartownikowi drżącymi dłońmi.  
- Masz, szybko pędź do portu, znajdź Mefista i oddaj mu to. A jak będziesz przebiegał przez osadę, powiedz strażnikom, żeby tu przybyli. Nie mów nikomu, co zobaczyłeś, dopóki tego nie sprawdzimy.

Wartownik oddalił się szybko. Na chwilę zatrzymał się w wiosce, by wypełnić rozkaz dowódcy. Ruszył dalej. Dotarł do przystani. Ledwo mógł złapać oddech. Upadł na kolana przed Mefistem, podając mu list. Urzędnik rozwinął rulon i zaczął czytać. Nagle zbladł, zupełnie jak Nataniel przed chwilą, a krople potu pojawiły się na jego czole.  
- Musimy ruszać i to jak najszybciej - zwrócił się do Alkida Mefisto.  
- Spokojnie, zaraz będziesz mógł wypłynąć. Co się stało? Wyglądasz jakbyś ducha zobaczył - zapytał kapitan.  
- Nataniel ci wszystko wyjaśni. Ja mogę powiedzieć, że popłyną tylko dwa okręty z ładunkiem. Dwa niech zostaną w porcie. Będą tu potrzebne - wyjaśnił krótko Mefisto.  
- Gotowe - z jednego i drugiego transportowca dobiegło wołanie!  
- Możecie już wypływać. Powodzenia! - powiedział Alkid.

Tymczasem żołnierze z osady, w pełnym rynsztunku, przybyli pod wieżę. Cali byli mokrzy od potu, a słońce dawało im się we znaki. Ledwo mogli ustać, gdy dowódca przekazywał im rozkazy. Wśród nich był też książę. Nataniel podszedł do niego, kładąc mu rękę na ramieniu:  
- Panie, zostawiam wszystko pod twym dowództwem. Ja muszę ruszać - powiedział spokojnym głosem dowódca.  
- Gdzie? Co się stało? - zaniepokoił się Modo, nie rozumiejąc, co się właśnie dzieje.
- Na razie nie mogę nic powiedzieć. Dowiesz się w odpowiedniej chwili. Daj wszystkim ludziom wolne i każ zamknąć kopalnię - przekazywał mu rozkazy Nataniel  
- Dobrze - powiedział Modo.  
Patrząc na wyraz twarzy generała, książę zrozumiał, że dzieje się coś złego. Wiedział też, że Nataniel nie podjąłby takiej decyzji bez ważnego powodu.  
- Trzymaj ludzi pod bronią - dodał ciszej Nataniel. - Zostawiam ci, książę, moich najlepszych żołnierzy.

Generał ruszył w stronę przystani. Miał zamiar się odwrócić, ale coś go powstrzymało. Tak dawno nie opuszczał wyspy. Kiedy dotarł do przystani, szybkim krokiem wszedł na okręt. Zdyszany do tego, zdenerwowany, z trudem mógł złapać oddech, dopiero za którymś razem udało mu się wyszeptać do kapitana:  
- Alkidzie, wypływamy! Szybko!  
- Co się stało? Wyglądasz, jakbyś ducha zobaczył - powtórzył w stosunku do niego, ponieważ wyglądał na tak samo przerażonego. - Mefisto też się spieszył i powiedział tylko, że ty mi wszystko wyjaśnisz.
- Później, muszę odpocząć- rzucił krótko Nataniel. - Obierz kurs na południe - dodał szybko.

Alkid głośno i zdecydowanie wydawał polecenia załodze. Był w swoim żywiole. Robił to, na czym znał się najlepiej. Cieszył się, że wreszcie coś się dzieje, choć nie wiedział jeszcze, o co chodzi. Przez chwilę tylko poczuł żal, że nie jest na swoim pirackim okręcie. Szybko jednak odgonił tę myśl i skoncentrował się na obowiązkach dowódcy królewskiej jednostki.

Dodaj komentarz