Wszystkich Świętych cz. I

Marta wybrała się na cmentarz późnym wieczorem. Nie chciała, żeby widziano, na jakich grobach zapali dwa znicze, które właśnie włożyła do torebki. Coraz mnie ludzi kręciło się przy grobach. Przechodząc przez ciasną furtkę otarła się o dwóch mężczyzn – typów spod ciemnej gwiazdy. Jeden miał szramę na czole, drugi jakiś dziwny tatuaż nad okiem. „Pewnie kryminalista”- pomyślała. Nie chciała by ich spotkać w głębi cmentarza, zwłaszcza w północno- zachodnim rogu, świecącym pustką. Niegdyś chowano tam samobójców i zbrodniarzy, więc nie cieszyło się to miejsce popularnością. Nawet chodziły słuchy, że zgwałcono tam dwie kobiety. Plotka mówiła, że spotkało to Wiktorię – studentkę polonistyki – sympatyczną blondynkę o nieco piskliwym głosiku. Marta przypomniała sobie, jak ostatnio widziała ją biegnącą za autobusem w szpileczkach i rozkloszowanej spódniczce… Czyżby tym razem to ona miała być dogoniona… Druga plotka mówiła o pani Grażynie. Marta znała ją dobrze, bo to matka jej uczennicy. Doskonale pamięta ją z wywiadówek, zawsze elegancko ubrana, ze starannym makijażem i z wydatnym biustem. Wyważone opinie wyrażała głosem miłym i stanowczym. Pamięta, że na ostatnim spotkaniu była w dopasowanej spódnicy i białych kozaczkach. Dobiegała od niej woń bardzo kobiecych, kwiatowych perfum… I to ją miało to spotkać??? Marta czuła rodzaj strachu, ale ku swemu zaskoczeniu, także spore podniecenie…

Pierwszy grób. Profesor Wincenty… 58 lat… Jakże miło go wspominała… Nieustannie przesiadywała u niego, od niego pożyczała książki. Mogli rozmawiać godzinami o historii i… poezji. Pan profesor był maniakiem fraszek. Szczególnie ukochał Sztaudyngera.  
Pamięta, jak pierwszy raz zacytował fraszkę historyczną:
„Kolumb, jak wiemy, odkrył Amerykę,  
Historia wspomina go czule.  
Jam odkrył więcej, odkrywszy Ludwikę,  
Bo naraz obydwie półkule.”
Pamięta jak zaczerwieniła się to słysząc… On trochę lubił ją zawstydzać, a ona lubiła być zawstydzana.
„By równowaga nie była zwichnięta,
Podnosząc suknię, spuszczała oczęta.”

Była wtedy tuż po studiach, zaczynała swoją karierę nauczycielki. Różnica wieku, jaka była między nimi, w jakiś szczególny sposób ją rajcowała.
Kiedyś wypili nieco wina. Profesor wpadł w nastrój erotyczny. Oczywiście znów cytował:
„Kiedy przechodzi ładna dziewczyna -
Zaraz mi Amor łuk napina.”
Martę podniecała ta atmosfera. Wtedy pierwszy raz ją pocałował. Potem przepraszał.  
- Boże! Przecież ja jestem grubo starszy od twojego ojca! Teoretycznie mógłbym być twoim dziadkiem.
Marta wtedy postanowiła go unikać. Ale ciągnęło ją tam jak ćmę do świecy.
Znowu przyszła. Mimo, że kołatał się jej w głowie wierszyk.
„Odpisz cnotę na straty,  
Gdy wejdziesz do mej chaty.”
Znów wypili wino. Marta, z jednej strony postanowiła, że nie będzie uległa, z drugiej, przyszła bardzo seksownie ubrana, bluzeczka z dekoltem zapinana na guziki, które lada moment miały się rozpiąć. Krótka, zwiewna spódnica, prosząca się, by ukazać więcej wdzięków…
Professore znów cytował swe ulubione wersy:
„Gdy sterczące widzę cycki  
Wpadam w nastrój poetycki”
Sprowokowany właśnie takim widokiem, jaki roztaczał dekolt nauczycielki, zaczął się do niej dobierać.
Marta protestowała. Ale nie było w tym krzty determinacji.
Teraz, stojąc nad jego grobem, przypominała sobie, jak wsuwał rękę w jej bluzkę. Jak najpierw komplementował jej koronkowy stanik, a potem… jej biust.
- Nie… nie… niech mnie pan profesor nie obnaża… - szeptała powoli.
Odparł jej kolejną z fraszek:
„Naga - to ona nie była wcale,  
Miała pończochy i korale!”
Wpasował się idealnie. Marta miała na sobie czarne pończochy, zakończone śliczną koronką i bardzo długi sznur korali.
Przypominała sobie teraz, jak bardzo był wówczas zaborczy. Mimo, że protestowała. Odpowiadał fraszką dla astronomów:
„Niebo i miłą
Bierze się siłą.”
Tak naprawdę oczywiście chciała tego. Dlatego nie powstrzymała go, gdy podciągnął jej spódnicę. Nie powstrzymała, gdy wchodził w nią. Pamięta doskonale, że leżała wtedy na stole… na stercie książek… Mebel trzeszczał. Kartki furgotały. Kilka ksiąg z hukiem spadło na podłogę. Nawet wtedy wymyslał na poczekaniu fraszki. Znacznie mniej wyszukane, za to o wiele bardziej pieprzne.
-Już nie dziewicza,
Jest twoja picza!
Albo:
- Gdy pani Marta, jest grzechu warta
To jej kuciapka, dla mnie otwarta…
Dla kobiety to było niesamowicie podniecające. Jej samej roiły się w głowie wszeteczne rymy. Ale wstydziła się je wypowiadać głosno.
„Choć oręż stary, jest nieco witki…
I tak ochoczo bieży do psitki…”
Pamięta jak bardzo była zaskoczona, jego samczym wigorem. Pracował tak aktywnie, aż w końcu zsunął ją ze stołu! Ale nawet wtedy nie dał jej wytchnienia! Dosiadał jej na podłodze! I nadal wymyślał fraszki, choć z coraz mniejszym polotem:
- Była ciasną historyczka
Rozepchana już jej piczka!
Albo:
- Chociaż z cnotą przyszła dama.
Już rozkłada nogi sama!
Marta pamiętała, jak wielką dawało jej to rozkosz. Jak przeistaczała się w uległą.
Oczywiście oboje byli niezabezpieczeni… A rozbuchany Wincenty działał jak w transie.
- Chociaż Marta, grzechu warta,
To machniemy jej… bękarta!
Pamięta, jak bała się tego! A jednocześnie, jak była tym podniecona. Trochę obraziła się, że skończył w niej…
Dość szybko wyszła. Właściwie wybiegła, w pośpiechu poprawiając ubranie. Mimo, że na koniec profesor krzyczał, że boli go coś w okolicy serca. Nie zważała na to.
Okazało się, że kilka chwil później miał zawał. Gdyby wtedy została i zawiadomiła pogotowie, najprawdopodobniej by przeżył.

Historyczka

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 1007 słów i 5897 znaków.

2 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • peter86

    nooo wkońcu znów coś dziać na stary styl się zaczyna ☺ :bravo:

  • Aladyn

    Kapitalny pomysł wykorzystania i wplecenia w treść opowiadania niezapomnianych "Piórek" mistrza Sztaundyngera. Także i tych w dziale Foto ilustrowanych idealnie dobranymi zdjęciami.
    Najszczersze gratulacje dla Autorki i wyrazy podziwu.    :bravo:

  • Historyczka

    @Aladyn dziękuję! miło, że śledzisz także dział foto :)