Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Vaccum

VaccumPaweł, szesnastoletni młodzieniec o czarnych kręconych włosach i szczupłej budowie ciała, nie wyróżniała się spośród swoich rówieśników. Interesował się motoryzacją i militariami, a wolny czas spędzał w jednym ze szkolnych kółek zainteresowań. Modelarstwo było jego hobby.
Dlatego też zimową porą zameldował się w schronisku młodzieżowym, które o tej porze świeciło pustkami. Jutro miała się odbyć wystawa modelarska, na którą przywiózł wyróżniony przez opiekuna model samolotu PZL-23 „Karaś”.
Był z niego bardzo dumny, bardzo dbając o drobne szczegóły i wykonał go w kamuflażu rumuńskim z okresu II wojny światowej.
Rozlokował się w wieloosobowym pokoju i pościeliwszy sobie łóżko, spałaszował przygotowane przez matkę kanapki i położył się spać. Wystawa miała zacząć się dopiero koło trzynastej, pogoda na dworze była mroźna, więc postanowił pozostać w budynku do dwunastej. Do MOK-u miał z tego miejsca około trzystu metrów. Usnął, nie mogąc się doczekać wymarzonej wystawy. Nie ustawił budzenia w zegarku, wszak nie musiał się spieszyć.

Obudził go szum odkurzacza gdzieś w oddali. Otworzył oczy i spojrzał na zegarek, dochodziła dziewiąta rano. Odetchnął spokojnie, wiedząc, że ma sporo czasu, by się ogarnąć i zdążyć na wystawę. Wstał z łóżka i chwycił przewieszony na łóżku ręcznik. Miał zamiar szybko się wykąpać. Grzebnął do plecaczka i wyciągnął z niego szczoteczkę do zębów, pastę, mydło i szampon. Chwilę zastanawiał się co zrobić.
„A, co tam, przecież oprócz recepcjonistki nikogo nie ma, a ona pewnie siedzi tam i ogląda telewizję albo sprząta na piętrze” — przemyślał, słysząc w oddali szum odkurzacza, gdzieś na piętrze.
Ściągnął, podkoszulek, a następnie slipki i spojrzał w dół na zwisającego swobodnie ptaszka. Ten widok od dawna nie napawał go optymizmem. Organ nastolatka nie był okazem godnym prawdziwego samca. We wzwodzie osiągał nieco ponad dziesięć centymetrów, a w spoczynku… Na dodatek, grubość też nie była imponująca. Słowem krótki i chudy.
Był z tym palącym go problemem u lekarza. Ten odparł, że dopiero jak będzie miał osiemnaście, dziewiętnaście lat i penis nie urośnie i zgrubieje, to będzie dopiero powód do obaw. Pocieszał chłopaka, twierdząc, że przecież to nie długość przyrodzenia i jego kaliber określają prawdziwego faceta.
— To nie jest jakaś patologia, z tym można żyć, poczekajmy jeszcze te dwa lata, może urośnie — pamiętał te słowa, opasając się ręcznikiem na biodrach.
Przekręcił klucz w zamku i wszedł do łazienki po drugiej stronie korytarza, słysząc, że zamilkł warkot odkurzacza. Powiesił na wieszaku klucz, a następnie ręcznik. Na podłodze przy natrysku położył mydło i szampon, na umywalce będącej nieopodal, szczoteczkę do zębów i pastę. Ponownie spojrzał na genitalia, odkręcając kurki z wodą.
— A co, jeśli nie urośnie panie doktorze? — przypominał sobie pytanie zadane lekarzowi.
— Słuchaj, dorosły już prawie jesteś, są pozycje seksualne, gdzie twój organ ma wystarczającą długość i grubość, by zaspokoić kobietę, ale na razie nie zawracaj tym sobie głowy, dajmy naturze działać — tłukło się mu po głowie, to co usłyszał wtedy od doktora.
Woda była tak ciepła i tak miło muskała ciało, nie bardzo chciało mu się opuścić prysznicowej kabiny. Na zewnątrz był lekki mróz, a tutaj, ciepłe strugi wody pieściły skórę.
— No, dobrze, już koniec tych przyjemności — powiedział sam do siebie i zamknął kurki doprowadzające wodę.
Wyciągnął dłoń, namacał nią ręczniki i począł się wycierać. Gdy zakończył, opasał się nim ponownie i wyszedł z boksu. Ręcznik nie był zbyt duży, dolna krawędź sięgała ud, zakrywając strefy intymne. Zbliżył się do umywalki i umył zęby.
Spakował przybory toaletowe do saszetki i ruszył w kierunku swego pokoju. Wsadził klucz do zamka drzwi i począł go przekręcać.
— Co jest, nie zamknąłem pokoju? — zapytał się sam siebie, zdziwiony, że nie może tego uczynić.
Był święcie przekonany, że zamknął pokój. Pamiętał o tym, od czasu, gdy okradziono go na kolonii. Nacisnął klamkę i zdziwił się, drzwi się otwarły. Śmiało wparował do środka, a widok, jaki zastał, nieco zaskoczył nastolatka.
— A co panie tu robią? — zapytał, widząc dwie kobiety w fartuchach.
— Sprzątamy — usłyszał w odpowiedzi od jednej z nich.
Dwie pary oczu omiotły jego sylwetkę. Stał i był totalnie zaskoczony ich obecnością. Obie przestały zajmować się swoją pracą i stojąc, przyglądały się młodzieńcowi. Ta, bliżej okna była nieco tęgawa, niewysoka szatynka z krótkimi włosami. Druga, nieco wyższa od swej koleżanki, była szczuplejsza i miała upięte w koński ogon dłuższe włosy w kolorze ciemny blond. Obie ubrane w granatowe sięgające sporo poniżej kolan zapinane z przodu fartuszki. Strój dopełniały rajstopy, cieliste, tej pierwszej i czarne, drugiej. Obute były w białe drewniaki, nijak komponujące się z resztą odzienia.
— To mój pokój, jeszcze go nie zwolniłem — rzucił Paweł pewnym głosem.
— Był to twój pokój, jest dziesiąta osiem, a pokoje należy zwolnić do dziesiątej — wyprowadziła go z błędu grubsza sprzątaczka.
Obie dobiegały pięćdziesiątki. Ta wyższa i szczuplejsza, była chyba młodsza, ale niewiele.
Zaskoczył go ten fakt, recepcjonistka, z którą rozmawiał wczoraj, nie wspomniała nic na ten temat. Zrobił dwa kroki i położył na jednym z nieużywanych łóżek saszetkę. Obawiał się, że ręcznik może niekontrolowanie zsunąć z bioder i wtedy…
Przypomniał sobie sytuację na kolonii rok temu, kiedy koledzy z pokoju, gdy opadł ręcznik, nabijali się do końca turnusu z jego, jak to nazwali „maluśkiej fujarki”. Dlatego chwycił obiema dłońmi górny za skraj, trzymając kawałek mokrego materiału pewnym chwytem.
— Chcę się przebrać — oznajmił.
— A, kto ci broni, przebieraj się — odparła szczuplejsza kobieta.
Były bezczelne, nie miał zamiaru tego tak zostawić.
— Żądam, by panie wyszły, mam prawo do intymności.
Młodsza położyła na podłodze worek ze śmieciami, starsza odłożyła na parapet szmatkę, którą ów przecierała.
— Dzieciaku, nie tym tonem do starszych. Dobra — fuknęła tęższa sprzątaczka.
— Co ty sobie wyobrażasz, smarku jeden, myślisz, że nie mamy nic innego do roboty, o dwunastej przejeżdża tu na tydzień grupa z katolickiego liceum, same dziewuchy i trzy zakonnice, mamy przygotować pokoje i obiad dla tej grupy, więc zamknij się gówniarzu jeden — dosadnie dodała młodsza.
Osadziły chłopaka w cuglach. Przeraził się, gdy zrobiły parę kroków do przodu w jego kierunku. Gdy się zatrzymały, w chłopaka wstąpił duch odwagi.
„Sprzątaczki cholerne, wydaje im się, że im wszystko wolno, już ja im dam” — pomyślał, nie mając zamiaru spasować.
— Chcę się przebrać — oznajmił ponownie.
— No to się przebieraj, nam to nie przeszkadza — odparła szybko młodsza z kobiet.
Najwyraźniej nie miały zamiaru opuścić pokoju. Musiał zagrać ostrzej.
— No, na co czekasz, nie będziemy tu tkwić do jutra, przebieraj się, jak musisz — pogoniła chłopca starsza i uśmiechnęła się dziwnie.
— Wyjdźcie! — rzucił rozkazującym tonem, mając nadzieję, że podniesiony ton głosu zmusi sprzątaczki do wyjścia. Nie potrafiły zrozumieć, że wystarczy mu pięć minut, by się ogarnąć.
Nie takiego zachowania się spodziewał. Kobiety przerwały pracę i ruszyły w stronę chłopaka. Cofnął się w kierunku drzwi, wykonując parę kroków. Zatrzymały się, dwa metry przed nim.
— Przebieraj się tutaj, smarku ty jeden albo popamiętasz — zagroziła chudsza, mając, nad poważny wyraz twarzy.
— I oddawaj ręcznik, muszę go zabrać do prania — dodała grubsza, jak najbardziej poważnie.
Sytuacja stawała się niekomfortowa dla młodzieńca. Rozzłościł obie sprzątaczki, które teraz przejęły inicjatywę. Nie miał zamiaru, jednak odpuścić, był mężczyzną i nie miał zamiaru ustępować starym babom.
— Nie, ja tego tak nie zostawię, ja to zgłoszę do dyrekcji schroniska — zagroził, mając nadzieję, że w ten sposób zastraszy kobiety.
Obie, parsknęły gromkim śmiechem, a nastolatek stał, zaskoczony ich reakcją. Nie takiej reakcji, na swe słowa się spodziewał.
— A, zgłaszaj sobie i do samego Pana Boga — usłyszał w odpowiedzi od tęższej.
— Ty, Kazia, zobacz, ten gnojek nas straszy — zauważyła młodsza i podniosła z podłogi rurę odkurzacza, a następnie włączyła urządzenie.
Miały jego groźby w czterech literach. Ruszył, mając zamiar wyłączyć odkurzacz, co po chwili uczynił. Blondynka z wściekłością w oczach omiotła go wzrokiem.
— Chcę się przebrać — syknął.
— No to już, dawaj ręcznik i się przebieraj — odparła śmiało.
— Co masz małego, że tak się wstydzisz? — zapytała druga.
— Pewnie tak Kaziu, ma małego i dlatego tak się zakrywa.
— Nie… — rzucił.
— Jak nie, to pokaż, my ocenimy — parsknęła młodsza.
— Nie będę się tutaj przy was rozbierał, nie mam zamiaru i proszę wyjść — zażądał.
Ta, grubsza Kazia stała, przyglądając się młodzieńcowi, a ten, mocno zaciskał dłonie na ręczniku. Młodsza pochyliła się.
— No już, dawaj ręcznik i pokazuj swojego fajfuska — powiedziała, włączając odkurzacz.
Paweł stał wściekły. Miał zamiar pochylić się ponownie, by wyłączyć urządzenie, lecz to, co zrobiła blondynka, totalnie go zaskoczyło.
— Zostaw — ryknęła i skierowała rurę zakończoną szczotką na ciało chłopaka. — Nie słyszałeś, co mówiła Kazia, dawaj ten ręcznik, i to już — dodała i skierowała ssawkę na ręcznik oplatający jego ciało.
Cofnął się, ale tamta nacierała, czuł, jak szczotka chwyta dół ręcznika i poczyna go wsysać. Mocniej zacisnął dłonie.
— Brawo, Marzenko, brawo, dawaj, dawaj! — zachęcała koleżankę grubsza sprzątaczka, rechocząc przy tym.
Paweł cofał się nadal, a Marzena, nie odpuszczała, nacierała na niego, z tym ryczącym urządzeniem. Jedną ręką przytrzymywał ręcznik, drugą odciągał szczotkę odkurzacza od niego. Czuł na udach ciąg powietrza.
— Przestań, przestań! — krzyczał, widząc, że do ściany pozostały mu jeden, może dwa kroki.
Młodszą kobietę najwyraźniej to rajcowało. Gdy chłopiec odtrącał rurę od ręcznika, ona kierowała ją, ku udom nieszczęśnika. Zrobił krok i poczuł, jak opiera się plecami o ścianę, i wtedy Marzena skierowała ssawkę odkurzacza, na kroczę Pawła. Druga, że sprzątaczek, widząc to, zanosiła się śmiechem i dopingowała koleżankę. W pewnej chwili uchyliła okno i ku przerażeniu młodzieńca wywaliła przez nie plecak, i ciuchy chłopca.
— No, dawaj ten ręcznik! — usłyszał poprzez szum odkurzacza.
Jedną dłonią trzymał go mocno, drugą zdołał uchwycić końcówkę, która zassała ręcznik na wysokości przyrodzenia. Poczuł, że penis, stymulowany w tak dziwny sposób poczyna rosnąć. Nakładka na końcu rury odkurzacza, delikatnie go pociągnęła.
— Przestań! — krzyknął ponownie, widząc, jak ręcznik odsłania jego uda.
Pociągnął, mocnym i stanowczym ruchem sztywną końcówkę urządzenia, a gwałtowny ruch jego dłoni, spowodował, że sztywna rura zakończona ssawką wysunęła się z giętkiej rury odkurzacza. Ciąg powietrza przestał działać i ręcznik wrócił na swoje miejsce.
— O, ty jeden — ryknęła Marzena i uzbrojona tylko w giętki wąż, który nadal był podłączony do urządzenia, natarła na chłopaka. — Kazia, pomóż — wezwała koleżankę i skierowała giętką część na krocze chłopca.
Paweł był totalnie zaskoczony jej działaniem i nadal prawą ręką trzymał zakrywający go materiał, w drugiej dzierżąc teraz sztywną rurę zakończoną szczotką. Przerażony, dostrzegł, że w jego kierunku zmierza druga sprzątaczka. Zaniepokojony, chwilowo, nie bronił się, taka jak wcześniej, a ten fakt wykorzystała młodsza, że sprzątaczek. Zbliżyła się bardzo blisko i sprytnym ruchem nakierowała giętki wąż pod ręcznik.
— Jak masz małego, to ci zaraz go wyciągnę, będziesz miał takie darmowe naciąganie ptaszka — powiedziała, a chłopak poczuł, jak w giętki wąż stara się wessać mosznę.
Odkurzacz zawył w specyficzny sposób. Był to odgłos wydawany, gdy owo urządzenie zapcha się czymś. Ciąg powietrza starał się zassać jedno z jąder i mosznę, lecz otwór był zbyt mały, by je całe wciągnąć. Musiał coś zrobić i natychmiast odrzucił na ziemię sztywną rurę z końcówką i w ułamku sekundy wolną dłonią pochwycił dłoń Marzeny operującą wężem i odciągnął od genitaliów.
— Ratunku, pomocy — krzyknął, widząc, że zbliża się druga z kobiet.
Był w sytuacji beznadziejnej. Jedna dłoń była na wężu od odkurzacza, druga podtrzymywała poły ręcznika na biodrach. Z jedną kobietą dałby sobie radę, walka z dwoma, była skazana na niepowodzenie.
Nie miał gdzie odskoczyć, umknąć. Centralnie przed nim z buczącym odkurzaczem tkwiła ta Marzena, a z boku zbliżała się druga sprzątaczka. Jedyne miejsce, w które mógł się udać, to łóżko, a i tam mógłby zrobić co najwyżej jeden, góra dwa kroki.
— Pomocy, to ty wzywaj, jak zobaczymy twoje skarby — ryknęła z lubieżnym uśmieszkiem na twarzy Kazimiera i chwyciła za ręcznik.
Puścił węża i zblokował jej ruch.
— A, masz tu po sutach! — zatryumfowała Marzenka i skierowała węża odkurzacza na jego tors.
Poczuł mocny ciąg na nim. Dosłownie wessało jego jeden sutek. Był osaczony, wił się jak w amoku. Nie mógł dwiema dłońmi zblokować działań obu kobiet. Blondynka chwyciła za ręcznik z drugiej strony niż jej koleżanka.
— Marzena, dawaj mu tam po dole — usłyszał.
— Już. — Wąż odkurzacza zsunął się ku dołowi.
Maszyna zasysała części torsu, brzucha, a wąż kierował się ku kroczu. Urządzenie wydawało dziwne dźwięki, wyło. Zjechała do miejsca, w którym odkurzacz zaciągnął ku górze ręcznik.
Nie mógł już się tak bronić, mając zamiar gwałtownym ruchem, obiema dłońmi zakryć stojącego ptaszka. Tego, którego tak skrywał i jego rozmiaru tak się wstydził.
„Już” — przeszło mu przez myśl i puścił obie dłonie podtrzymujące ręcznik.
Przeliczył się, najpierw dłoń Kazimiery, a potem drugiej sprzątaczki, uchwyciły jego dłonie. Ręcznik opadł na ziemię i kompletnie nagi ze stojącym dziesięciocentymetrowym fiutem tkwił przed nimi. Zblokowany i unieruchomiony.
— A, nie mówiłam, że ma małego — zatryumfowała na ten widok Marzena.
— Dawaj odkurzacz, trzeba mu go naciągnąć — bezpardonowo zadecydowała Kazimiera.
— Nie — zdołał jęknąć Paweł, nim poczuł, jak giętki wąż wciąga penisa do otworu.
Odgłos odkurzacza, znów stał się nienaturalny. Starsza z kobiet wsunęła się za jego plecy i oplotła ciało chłopaka ramionami, blokując jego ruchy. Wił się tylko, przestępował z nogi na nogę, ale to w żaden sposób nie przeszkadzało Marzenie. Ruszała rurą, a ta wsysała penisa do środka, a gdy odsuwała ją, w swoisty sposób stymulowała członka, jakby go chcąc naciągnąć.
— No, ponaciągamy tego twojego bidoka — Marzena sprawnie operowała giętkim plastikiem, masturbując w ten lubieżny sposób nastolatka.
— Będziesz miał większego, bo to, co masz, to malizna jakaś — bezwstydnie dodała starsza z kobiet.
Odkurzacz wciągał i z oporem oddawał sterczący narząd, a ciepły ciąg powietrza silnie stymulował penisa.
Obie kobiety miały niezłą zabawę, wybuchając gromkim śmiechem, gdy w plastikowy otwór wsuwał się i wysuwał penis młodzieńca.
Biedny Paweł próbował się jakoś bronić, odciągać biodrami narząd do tyłu, tam jednak trafiał na pulchne ciało Kazimiery.
— No, ruchaj, ruchaj — lubieżnie zachęcała i swymi biodrami dopychała, by wsuwał fallusa do otworu.
Marzena do perfekcji opanowała ruchy i bardzo sprawnie operowała giętkim wężem odkurzacza. Parskała śmiechem, gdy rura całkowicie wciągała penisa i zatrzymywała się na brzuchu, wciągając owłosienie łonowe.
— Patrz, wsadził se po sam koniec — rechotała i po chwili odsuwała uzbrojoną dłoń.
Stymulowany w tak dziwny sposób organ stawał się coraz większy i grubszy. Chłopak czuł, jak penis zaczyna ocierać się o wewnętrzne karbowane ścianki. Kręcąc się, starając się wyciągnąć ptaszka z wnętrza i operując biodrami, nieświadomie dodawał dodatkowych stymulantów.
Czuł, jak w podbrzuszu coś się dzieje. To samo, co, wtedy gdy sam zabawiał się ze sobą.
„Dość”, „Nie”, „Przestańcie”, wyrzucał z siebie, ku uciesze obu kobiet, które nic sobie z tego nie robiły.
Czuł, jak miękną mu nogi, a fala przyjemności zaczyna ogarniać ciało.
— OOO Ooo… — wyrzucił z siebie i mimowolnie począł ruszać biodrami.
Pierwsza fala nasienia została wciągnięta do wnętrza odkurzacza.
— Nie, dość, dość, już nie! — jęczał.
— Dawaj Marzenka, dawaj, niech mu wyciągnie do ostatniej kropelki, nasz malutki fajfusek się spuszcza — słusznie oceniła zachowanie chłopaka Kazimiera.
Nogi stawały się jak z waty, a kolejne fale przyjemności przeszywały ciało Pawła. Gdyby nie mocne trzymanie w uścisku przez starszą z kobiet, z pewnością osunąłby się na ziemię. Całkowicie poddany, bezbronny i upokorzony mógł tylko cichutko pojękiwać, tryskając coraz mniejszymi ładunkami nasienia.
— Dość Marzenka, bo nam tu zejdzie — zawyrokowała Kazimiera.
Nie czuł już ciągu powietrza na organie, a ten powoli powracał do spoczynkowego rozmiaru. Na wpół przytomny, zdał sobie sprawę, że wyłączyły odkurzacz, a ramiona Kazimiery zwolniły uścisk jego ciała. Na miękkich nogach stał oparty o ścianę, dostrzegając stające naprzeciwko sprzątaczki, które śmiały się do rozpuku.
— Patrz na tego bidoka, malutki jak u przedszkolaka — drwiła starsza.
— Jakiej babie tym dogodzi? — te słowa dołowały nastolatka.
— Babie to nie, ale rura od odkurzacza była zadowolona — dodała Kazimiera, a obie wybuchły gromkim śmiechem.
Wstyd, upokorzenie i poniżenie tworzyły w chłopaku taką mieszankę emocji, że pragnął tylko jak najszybciej uciec i nigdy nie wracać.
— No koniec przyjemności bohaterze, wypieprzaj, stąd, chyba że chcesz powtórkę — przekonał się na swojej skórze, kto tu rządzi.
— Zabieraj ten swój samolocik i wynocha na dwór, tam pod oknem masz swoje łachy — uzmysłowiła mu, co ma robić młodsza z kobiet.
Nie zwracał uwagi na to, że jest nagi; wizja, że te zboczone baby mogą jeszcze coś wymyślić, była dla niego wystarczającą przestrogą. Chwycił swój model i, golusieńki, wybiegł na korytarz. Był tak wystraszony i zestresowany, że nie zważał na to, czy ktoś jest w budynku.
Wybiegł na dwór i nerwowo zaczął szukać okna swojego pokoju. Pod nim powinny leżeć jego ubrania. Miotał się chwilę, nie wiedząc, w którym kierunku się udać. Nie zważał na to, że jest zimno i boso zaiwania po śniegu.
Nieskoordynowane i chaotyczne działania Pawła obserwowały sprzątaczki przez okno.
— Patrz, jak się mota, jaki zakręcony, ten nasz bidulek — oceniła jego poczynania Kazimiera.
— Lata jak kot z pęcherzem — dodała Marzena.
— Otwórz okno, bo będzie nam tak latał, aż do przyjazdu tych zakonnic — zaproponowała starsza z kobiet.
— I mu jeszcze na mrozie ten cykuś malutki odpadnie — dodała jej koleżanka i obie znów zaniosły się gromkim śmiechem, a Kazimiera otworzyła okno.
— Tutaj, oszołomie, tutaj! — wrzasnęła.
Paweł usłyszał jej krzyk. Biegiem, brodząc w śniegu, skierował się w tym kierunku, widząc, jak obie kobiety wychylają się przez okno i patrzą na niego.
Znalazł plecak i ubrania leżące na śniegu. Odłożył na bok model samolotu. Teraz poczuł chłód, jaki panował na dworze. Zgrabiałymi dłońmi zakładał na siebie majtki, podkoszulek i skarpety.
— Ubieraj się, ubieraj, szybciutko, żeby ci ten maciupek nie odpadł — nadal się z niego nabijały.
— Ej, a tu masz buty, smarku jeden — krzyknęła Marzena, wyrzucając przez okno obuwie i saszetkę z kosmetykami.
Ubierał się szybko, nie zwracając uwagi na to, czy dobrze zapina koszulę. Po kilku minutach wciągał na nogi buty.
— Gdybyś miał zamiar coś pisnąć na nasz temat, to na korytarzu i przed wejściem są kamery. Zaraz sobie skopiujemy i zobaczymy, co na to powie policja, ekshibicjonisto ty jeden — zagroziły.
Nic nie odpowiedział. Nie miał zamiaru nikogo informować o tym, jakże wstydliwym i upokarzającym fakcie.
Kompletnie ubrany chwycił pod pachę model samolotu i biegiem ruszył w kierunku bramy. Gdy do niej dotarł, akurat wjeżdżał na teren szkoły autokar. Przyspieszył kroku i narzucił plecak.
W oknach autokaru zauważył roześmiane twarze młodych dziewcząt. Nasunął głębiej na głowę kaptur kurtki i ruszył przed siebie. Rozkojarzony i zestresowany szedł przed siebie. Upokorzony, wyśmiany, poniżony i wykorzystany.

Dodaj komentarz