
W ręku trzymała stary aparat analogowy – jedyną rzecz, która pozwalała jej zatrzymać czas, zanim ten zdążył przeciec jej przez palce.
Ellie była typem dziewczyny, która kochała zapach starego papieru i dźwięk deszczu uderzającego o parapet. W świecie zdominowanym przez szybkie randki i plastikowe emocje, ona czuła się jak postać z zupełnie innej opowieści.
Wszystko zaczęło się tydzień wcześniej w nieco zakurzonej księgarni. Szukała rzadkiego wydania poezji, gdy jej dłoń niemal zderzyła się z inną na tym samym grzbiecie książki.
On: Julian. Miał na sobie sweter, który widział lepsze czasy, i spojrzenie człowieka, który za dużo myśli.
Ona: Ellie. Zaskoczona, z lekko zaróżowionymi policzkami.
„Przepraszam, nie chciałem cię wystraszyć” – powiedział cicho, a jego głos miał w sobie kojący spokój. „Ta książka... ma w sobie coś magnetycznego, prawda?”
Przez następną godzinę nie przeglądali półek. Rozmawiali. Okazało się, że oboje widzą świat w podobnych odcieniach. On był architektem, który marzył o budowaniu domów z duszą; ona fotografką amatorem, która szukała duszy w rzeczach martwych.
Przez kolejne dni Gdańsk stał się tłem dla ich wspólnych spacerów. Julian pokazywał jej ukryte podwórka na Starym Mieście, a Ellie uczyła go, jak patrzeć na światło załamujące się w kałużach.
Pewnego wieczoru, gdy siedzieli na schodach jednej z kamienic, Julian wyciągnął z kieszeni mały, mosiężny kompas.
„Dostałem go od dziadka. Mówił, że zawsze wskaże mi drogę do domu. Przez lata myślałem, że chodzi o miejsce. Teraz zaczynam rozumieć, że dom to nie ściany”.
Spojrzał na Ellie, a ona poczuła to dziwne, ciepłe drżenie w klatce piersiowej – to, którego zawsze się bała, bo oznaczało, że nie ma już odwrotu.
Tamtego dnia na molo, Ellie czekała właśnie na niego. Usłyszała kroki na deskach. Nie musiała się odwracać, by wiedzieć, że to Julian. Stanął obok niej, pozwalając, by cisza między nimi była tak naturalna jak szum fal.
„Zrobiłaś mi zdjęcie?” – zapytał, wskazując na jej aparat.
„Zrobiłam ich setki w swojej głowie” – odpowiedziała, uśmiechając się lekko. „Ale to prawdziwe... chcę, żeby było wyjątkowe”.
Julian ujął jej twarz w dłonie. Jego skóra była chłodna od wiatru, ale dotyk palił jak ogień. W tamtym momencie, między jednym uderzeniem fali a drugim, Ellie zrozumiała, że miłość nie jest wielkim wybuchem, o jakim piszą w tanich romansach. To raczej ciche kliknięcie migawki, które uwiecznia moment, w którym przestajesz być samotną wyspą.
Pocałował ją, a Ellie poczuła, że wreszcie przestała szukać idealnego kadru. Właśnie w nim była.
Po udanej randce na mieście, Julian zaprosił Ellie do swojego domu. Chłopak mieszkał na obrzeżach miasta w starym domu który mimo tylu latach wyglądał super.
Ellie odwróciła się i spojrzałam chłopakowi prosto w oczy. Był całkiem przystojny widać było że bardzo się starał aby ta randka była jak najlepsza, ale wydawał się być spanikowany, jakby się bał że zaraz zadzwonię po policję. Ellie próbowała posłać mu uspokajające spojrzenie i skinęła głową w dół, dając znać że zauważyła jego erekcję i chciała czegoś więcej. To niestety nie poprawiło sytuacji.
Odwróciła się z powrotem w stronę drzwi, dając mu chwilę na pozbieranie myśli. Miała pewien pomysł, ale Julian musiał być na to przygotowany.
Oparła się o chłopaka i podniosła nieco tyłek, czując jak penis przesuwa się po materiale jej spódniczki. Chciała się przekonać co ją czeka, i czy facet w ogóle jest zainteresowany. Niestety nadal nie był zdecydowany, więc złapała penisa i przekonała się, że był znacznie większy niż się spodziewała. To był największy kutas z jakim miała do czynienia i sama ta myśl sprawiała że miała mokro w majtkach. Poczuła że drgnął pod jej dotykiem i wtedy już była pewna że on jest gotowy na wszystko. Szybko ruszyła do akcji.
Przesunęła palcami wzdłuż trzonu i lekko ścisnęła jądra. Coraz bardziej podobało jej się to z czym miała do czynienia. Patrząc prosto przed siebie, robiła co mogła żeby rozpiąć mu rozporek. Chłopak ani drgnął od kiedy zaczęła się nim bawić, co odebrała za dobry znak. Lekko klepnęła penisa jakby chciała powiedzieć „Daj mi pracować!”, a chłopak się uciszył. W końcu udało jej się go wyjąć ze spodni. Poczuła że z końcówki, prosto na jej nadgarstek, wykapał preejakulat.
Powoli przysunęła się bliżej niego. Uśmiechnęła się do chłopaka muwiąc ,że to dopiero początek. Ellie przysunęła biodra i nakierowała penisa na jej nagą cipkę. Roztarła na nim swoją wilgoć. Był gruby i bardzo długi, więc z łatwością sięgnął głęboko pod spódniczkę. W sumie cieszyła się, że nie będę mogła mieć go całego w sobie…
Nagle zdała sobie sprawę ,że zaraz będzie w niej . Wiedziała, że nie ma już czasu na gierki. Nakierowała czubek wielkiej pały na swoją mokrą, wygłodniałą dziurkę, i rozluźniła mięśnie, wpuszczając go do środka. Uczucie było tak wspaniałe, że niemal ugięły się pode nią kolana. Dziewczyna uwielbiała seks , ale najbardziej lubiła duże rozmiary sprzętu u faceta.
Poruszała lekko biodrami w przód i w tył, utrzymując rytm. To było niezłe uczucie. Julian czuł rozkosz w czystej postaci jego oddech przyspieszył. Dziewczyna wiedziała, że mu się podobało.
Próbowała opanować własny oddech, ale czuła że przychodzi to z trudem. Niechcący zamknęła oczy i prawie upuściła bukiet na podłogę. Biodra poruszały się coraz szybciej, a przez cipkę przebiegały dreszcze. Wiedziała że już dłużej nie wytrzyma. Wielki penis uderzał w punkt G, a potem poczuła że tryska na jego spodnie sokami z jej rozgrzanej cipki . To było dla niego za dużo. Kutas zadrżał i wylał z siebie potężną ilość spermy prosto do środka.
– Ekhm! – odchrząknęła Ellie głośno, przeczesując włosy palcami i usiłując się pozbierać po intensywnym orgazmie.
Poczuła, że sperma pociekła jej po udach. Nie przejęła się tym, bo wiedziałam że nikt nie zwróci na to uwagi.
Po wszystkim pocałowała Juliana w usta i podziękowała z udany seks.
Ellie i Julian spotykali się jeszcze nie raz podczas pobytu dziewczyny w Polsce , za każdym razem kończyło się to igraszkami raz w łóżku raz plenerze.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz