Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Przyszywana siostra

Przyszywana siostraSonia zadzwoniła do mnie do pracy.
- Wpadnę pod wieczór, co? - spytała - chciałabym trochę pogadać.
- Dobra, ok.
Nawet się ucieszyłem, bo nie lubię samotnych, piątkowych wieczorów. Na ten wieczór nie miałem akurat
planów, więc dobrze się złożyło.
Sonia jest moją przybraną, albo: przyszywaną siostrą. (Nie wiem nawet, która nazwa jest prawidłowa).
Ponad dwadzieścia lat temu spotkali się nasi rodzice. Oboje byli wtedy samotni i szukali szczęścia.
Miałem pięć lat, Sonia siedem.
Teraz siedzieliśmy u mnie na miękkich fotelach z kieliszkami wina w rękach zasłuchani w dźwięki
piosenek mojej ukochanej Adele.
Milczeliśmy, ale wcześniej Sonia pozwierzała mi się dość "obficie" i wyżaliła. Chodziło o to, że z
Jackiem - jej facetem - przechodzili poważny kryzys. Nie dogadywali się, kłócili. Na szczęście nie
dochodziło do rękoczynów (bo chyba bym go ubił), ale sytuacja była napięta. Jacek wziął Wiktorię (ich
córkę) i pojechał do swej Matki.
Zaproponowałem, że obiję mu mordę, tak profilaktycznie, ale propozycja upadła.
- Zatańczymy? - spytała Sonia.
Właśnie rozlegały się pierwsze dźwięki "Someone Like You". Podniosłem się z fotela. Jeśli chodzi o
taniec to jestem drewniana noga, ale utwór był wolny i dostojny więc powinno obyć się bez strat w
ludziach. Przytuliliśmy się do siebie, policzek do policzka. Sonia praktycznie przykleiła się do mnie.
Między nami nie było żadnej szpary. Powoli stawialiśmy kroki.
Nie ukrywam, że cała ta sytuacja sprawiła mi dużą przyjemność...
Sonia, Sonik, Sonija, Cerwona Sonya, Sanyo, Sony - tak ją nazwałem. Lubiłem ją i nadal lubię. Nigdy nie
było między nami jakichś większych spięć. Traktowaliśmy się raczej po kumpelsku, bo przecież
przyszywane rodzeństwo, to żadne rodzeństwo. Nasi rodzice byli szczęśliwi ze sobą, czyli: wszystko
grało.
A poza tym niezła z niej była laska. Niejednemu mojemu kumplowi "stawał" na jej widok, czego nie
potrafili ukryć podobnie jak głodnych spojrzeń. Każdy był pod wrażeniem i to dużym. Ja też byłem, ale u
mnie było gorzej, albo lepiej, bo te widoki miałem codziennie...
Teraz też wyglądała ekstra. Miała niezłą figurę, a duży biust i zgrabny, krągły tyłeczek... - po prostu -
miodzio.
Prawdziwa kobieta, z krwi i kości, silna, świadoma swej kobiecej siły, wiedząca czego chce. W tym
momencie wydała mi się jeszcze bardziej pociągająca niż dziesięć lat temu.
Było na czym zawiesić oko.
Do głosu doszły moje dawne pragnienia. Przypomniałem je sobie i odświeżyłem w pamięci...
Po raz pierwszy zobaczyłem w niej kobietę w wieku czternastu lat. Było to pewnego wieczora, gdy
zamyślony wszedłem do łazienki. Nie zauważyłem, że była ona zajęta przez Sonię. A ona stała naga
przed lustrem osuszając ręcznikiem swe ciało. Przed chwilą musiała wyjść z wanny.
Znieruchomieliśmy na kilka sekund zaskoczeni sytuacją. Co najdziwniejsze - milczeliśmy. Nie było
żadnych pisków, wrzasków, nerwowych ruchów i tym podobnych rzeczy. Po prostu tak staliśmy.
Pochłaniałem ten niecodzienny obraz. Wszystko we mnie zawrzało. Podnieciłem się momentalnie.
Sonik pierwsza odzyskała zimną krew.
- Napatrzyłeś się już? - spytała cicho i spokojnie, bez agresji w głosie.
Stała do mnie bokiem, więc jej wdzięki prezentowały się niezwykle subtelnie.
- Nie - odpowiedziałem nieco zadziornie - przepraszam...
Miałem szczery zamiar odwrócić się i wyjść, ale Sonia zareagowała szybciej. Odwróciła się do mnie przodem, ale jednak przykryła się ręcznikiem w pasie.
- Okej – stwierdziła - a teraz spływaj...
Nie potrafię określić co się ze mną wtedy działo. Ale spłynąłem... z niechęcią.
Ten obraz długo we mnie siedział. No wiadomo przecież... normalny chłopak, nastolatek, hormony
pracują w akordzie, a tu takie ciało. I to na żywo. Nie żadna rozkładówka Playboy'a czy jakiegoś
"świerszczyka", ale pełen real.
Kurde, jaka ona była piękna. Jak wodna nimfa wynurzająca się z toni jeziora. Wilgotne włosy opadły
niedbale na jej ramiona. Kropelki srebrzyły się na jej jedwabistej skórze. Piękne, okrągłe, duże cycuszki,
duże różowe aureole wokół sutek. Niżej płaski brzuszek. Potem kosmaty ręcznik, który przysłonił mi
widok. (Ale od czego moja wyobraźnia, która podsunęła mi i dopowiedziała resztę). No i dwie zgrane
nóżki, niczym dwie kolumny. Kurde...
Od tej pory pojawiała się w moich snach i wizjach erotycznych. A że moja wyobraźnia to niczym nie
ograniczony ocean, to były to wizje naprawdę odważne. No dobra... to były świństewka pierwszej wody.
Teraz tańczyliśmy.
Moja dłoń mimowolnie i nieświadomie zsunęła się na tyłek Sonii. Nie zdawałem sobie nawet z tego
sprawy, dopóki nie zobaczyłem naszego odbicia w szybie jednej z gablotek mojego segmentu. Skoro
jednak Sonia nie protestowała...
Przytuliła się za to jeszcze mocniej i objęła za szyję.
Dawno już trwał kolejny utwór. Naszego tańca nie zakłóciła nawet przerwa pomiędzy jednym, a drugim...
Rozlałem do kieliszków resztę wina. Osuszyliśmy całego Mogen Davida. Dobre wino i nastrój chwili
zrobiły swoje. Było mi ciepło, ba... wręcz gorąco.
Do tego jeszcze Sonia usiadła mi na kolanach opierając się o jedną poręcz fotela, a nogi o drugą.
- O czym myślisz? - spytała.
Szczerze mówiąc o niczym nie byłem w stanie myśleć. Coraz bardziej było mi gorąco. Czułem się jak w
fińskiej łaźni.
Nagle myśl jak płomień wpadła mi do głowy.
- Szczerze? - zapytałem dla całkowitej pewności.
- Jak najbardziej
- Więc, pomyślałem sobie... - wziąłem większy oddech - pomyślałem, że... nooo...
- No wykrztuś wreszcie...
- Poszedłbym chętnie z tobą do łóżka...
Drgnęła nieco i znieruchomiała co dokładnie odczułem. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Walczyłem ze
sobą, aby pierwszy nie odwrócić wzroku. Udało się...
To Sonia pierwsza "pękła".
- Pieprzysz - burknęła odstawiając kieliszek.
Targnęło mną złe przeczucie. Cholera, przegiąłem i wszystko szlag trafił.
- Pieprzysz... - powtórzyła.
- Wcale nie - postanowiłem brnąć dalej, bo skoro powiedziałem A, to muszę powiedzieć B i C, żeby nie
być D - od dawna o tym marzyłem, do dziś cholernie mnie jarasz, zawsze marzyłem, że znajdziemy się w
takiej sytuacji jak dzisiejsza i...
- Napijemy się jeszcze? - przerwała mi pytaniem.
Wstała.
Miałem jeszcze jednego Mogena. Otworzyłem go i rozlałem do kieliszków.
Sonia stała przy oknie i wyglądała przez nie oparta o parapet.
- Naprawdę o tym marzyłeś? - spytała nie odwracając głowy.
- Naprawdę – potwierdziłem.
- To czemu nie powiedziałeś o tym wcześniej?
- Czemu?! Nie wiem – odpowiedziałem - nigdy nie byliśmy normalną rodziną... zawsze luz i względna
beztroska,... normalnie, całe życie z wariatami... ale to chyba dobrze, że tak się układało naszym
staruszkom i w ogóle - chyba się trochę motałem - nie wiem czemu...
Sonia trzymała już w ręce kieliszek.
- Napijmy się... za nas - wzniosła toast, a nieśmiała nadzieja wkradła się w moje serce.
Stuknęło szkło.
Równocześnie odstawiliśmy kieliszki. Staliśmy bardzo blisko siebie. Sonia zarzuciła mi ręce na szyję i
zbliżyła swe usta do moich. Zaczęliśmy się całować.
Nasz pocałunek był wprost nieziemski. Jeszcze nigdy się tak nie całowałem. Znaczy: nigdy tak się z
Sonią nie całowałem.
Mam dwadzieścia sześć lat, moment inicjacji dawno już za sobą, kilka partnerek z dłuższym lub krótszym
stażem w związku, a tu nagle... A tu nagle i tu wcale nie zalewam, poczułem się jak nastoletni gówniarz,
który po raz pierwszy "wpada z dziewczyną w ślinę".
Kurde... Jak Sonia świetnie całowała. Nasze języki szalały. Robiło się coraz bardziej "ślisko". Moje slipy
już trzeszczały w szwach rozpierane przez nabrzmiewającą męskość.
- Chodź - wyszeptałem biorąc Sonię za rękę.
Poprowadziłem ją do sypialni. Nawet nie wiem po co zamknąłem za nami drzwi.
- Chodź - powtórzyłem.
Już ściągaliśmy swe ubrania. Moja koszula, spodnie, skarpety a na końcu majtki lądowały na podłodze.
Podobnie ciuchy Sonii.
Opadliśmy na pościelone łóżko. Wtuliliśmy się mocno w siebie. Nasze pocałunki były gorące, pieszczoty
dzikie i nienasycone. Zupełnie tak jakbyśmy na siłę chcieli nadrobić to, co nas ominęło.
Całowałem twarz Sonii. Składałem szybkie pocałunki na jej policzkach i wargach. Zaczęliśmy rytmicznie
falować.
Piersi Sonii były nabrzmiałe i twarde. Objąłem wargami jej sterczący sutek. Ssałem go. Dotknąłem
czubkiem języka. Dłonią masowałem drugą pierś. Ścisnąłem ją nieco mocniej i przeniosłem na nią swe
pocałunki.
Paznokcie Sonii wbijały się w moje plecy. Nie czułem jednak żadnego bólu.
Moja ręka powędrowała między jej nogi. Przykryłem dłonią wilgotną muszelkę by po chwili wsunąć
środkowy palec pomiędzy wargi sromowe. Z ust Sonii wyrwał się pierwszy, głośny jęk rozkoszy. Po
chwili kolejne...
Nie przerywałem tej czynności i posuwałem Sonię palcem zasłuchany w odgłosy ekstazy.
Poprawiłem nieco swą pozycję by mogła sięgnąć i schwycić w dłoń mojego penisa.
Odwróciłem się na plecy. Pozwoliłem przejąć Sonii inicjatywę, a ona od razu to wykorzystała. Całowała
mnie po twarzy jednocześnie "maltretując" dłonią zaciśniętą w pięść mojego kutasa. Robiła to
gwałtownie i mocno naciągała skórkę odsłaniając żołądź. Gdy syknąłem po raz kolejny stała się
delikatniejsza i zwolniła tempo.
Wzięła go do buzi. Jęknąłem. Głowa Sonii równomiernie opadała i wznosiła się. Totalny odjazd...
Teraz przyszła moja kolej. Wtuliłem twarz między nogi Sonii. Całowałem i lizałem jej cipkę. Była
rozgrzana do czerwoności i wilgotna wypływającymi z głębi sokami rozkoszy. Była już gotowa...
Przytknąłem penisa do szczelinki. Zacząłem powoli wsuwać się w nią aż po same jądra. Trzymając
mocno Sonię w biodrach wykonałem kilka naprawdę mocnych pchnięć, a za każdym razem z ust Sonii
wyrywał się rozkoszny jęk.
Objąłem jej głowę mając ręce zgięte w łokciach na których się opierałem. Całowaliśmy się. Wchodziłem
w nią rytmicznie falując w równym tempie.
Cipka Sonii przyjmowała mojego penisa na całej długości. Czułem, że wypełniam ją całą.
- Tak, tak, tak, tak... - jęczała Sonia.
Urywane dźwięki z jej ust były wspaniałą muzyką. Stawały się coraz głośniejsze...
Doszliśmy jednocześnie do finału. Wystrzeliłem w Sonię cały swój arsenał.
Oparłem głowę na jej cycusiach. Sońka objęła mnie i przytuliła mocno do nich. Trwaliśmy tak
uspokajając oddechy...
Sonia gładziła moje włosy.
Wciąż leżeliśmy w takiej pozycji w jakiej zastygliśmy. Ja chyba nawet trochę się zdrzemnąłem.
- Dobrze mi jest, wiesz... - usłyszałem głos Sonii - tak dobrze dawno mi nie było... jesteś cudowny...
- Ty też byłaś całkiem niezła, nie spodziewałem się, że masz tyle ognia w sobie...
- Wielu rzeczy o mnie nie wiesz... braciszku...
Spojrzałem na nią uważnie. Uśmiechnęliśmy się do siebie.
- To było takie... - tu zabrakło mi słów.
- Niesamowite?
- Taak... - zgodziłem się i nagle spytałem - a nie przyszło ci do głowy, że jesteśmy trochę walnięci?
- Nie, ale trochę zgłodniałam... Masz coś w lodówce?
- Coś się powinno znaleźć...
Jedliśmy kanapki w łóżku. Normalnie jak świnki. Patrzyłem na Sonię przełykając kolejne kęsy. Po raz
pierwszy widziałem ją taką, a ona mnie.
Byliśmy nadzy i nie przysłanialiśmy swych intymnych sfer. Pełna "głasnost i pierestrojka", nic do ukrycia
i śmierć krawatom...
Nie próbowałem nawet zbierać swych myśli.
- Jeszcze... - zalotnie szepnęła do mojego ucha.
Jej palce już błądziły w okolicy mojego podbrzusza. Była nienasycona. Czułem na policzku jej gorący
oddech.
- Jesteśmy niemoralni – stwierdziłem.
- Wiem - uśmiechnęła się - zboczone świntuszki z nas... to jest bardzo podniecające, nie uważasz?
- Sam nie wiem co myśleć...
- Więc nie myśl... - muskała ustami moją twarz - nie myśl o niczym, tylko poddaj się chwili...
Nie przerywała i całowała mnie coraz dalej. Doszła do sterczącego pala. Zaczęła i jego obsypywać
pocałunkami. Potem wzięła go pomiędzy swoje piersi. Otuliła go nimi. Wyglądał jak parówka w cieście.
Sonia poruszając się i swoimi piersiami masowała go i próbowała schwycić w usta.
Przyciągnąłem Sonię do siebie tak, aby mieć te dwa okrągłe cudeńka tuż przy twarzy. Sutki sterczały i te
czerwone niteczki krwiobiegu wokół nich... To było tak bardzo podniecające i stymulujące.
Położyłem Sonię na plecach. Przykucnąłem nad nią a mój penis znalazł się w wąwozie między dwoma
tymi cudami. Przesuwałem nim delikatnie, gdy otulała go nimi a ja przytrzymywałem je rękami. Sonia
mocno złapała mnie za pośladki.
- Daj mi go – wyszeptała.
Uklęknąłem przy jej twarzy, ale w przeciwnym kierunku niż leżała. Pochyliłem się do przodu i opierając
na ramionach położyłem twarz między nogami Sonii. Moje uda i łydki tworzyły kąt prosty a twarz Sonii
znalazła się pod wzwiedzionym członkiem. Opuściłem biodra nieco w dół, by mogła mieć łatwiejszy do
niego dostęp i bez problemu wziąć go do buzi. Taka odwrócona pozycja sześć na dziewięć.
Lizałem jej wilgotną szparkę. Spijałem soki. Drażniłem językiem łechtaczkę.
Sperma buzowała już w moich jądrach.
- Zaraz wytrysnę - wycharczałem.
Gorący strumień wystrzelił na brzuch i piersi Sonii. Po chwili doszła i ona.
Ostatnią rzeczą, którą zarejestrowałem nim zasnąłem było to, że elektroniczny budzik wskazywał godzinę
3.19. Jeszcze tylko przygarnąłem Sonię mocno do siebie.
Obudziłem się przed szóstą. Cicho wysunąłem się z łóżka.
Pod prysznicem próbowałem to wszystko jakoś ogarnąć, ale za cholerę nie byłem w stanie. W mojej
głowie nadal była "wielka kołomyja".
Sytuacja trochę mnie przerosła. No, bo jak miało być inaczej skoro w sypialni spała moja przyszywana
siostra, z którą kochałem się przez całą noc i przyznaję, że był to najlepszy seks w moim życiu.
Kur... Nic nie kumałem.
Gdy wszedłem do sypialni Sonia otworzyła oczy i uśmiechnęła. Naciągnęła mocniej kołdrę.
- Już wstałeś? Cześć.  
- Cześć.
Usiadłem na łóżku.
- I jak? - spytała.
- Zajebiście - odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
- Mnie też... chodź - klepnęła dłonią kołdrę i zrobiła mi miejsce.
- Słuchaj, czy my trochę nie przegięliśmy... siostrzyczko - jakoś przeszło mi przez gardło to określenie.
- Nie. Dlaczego? Oboje tego chcieliśmy, prawda?... Spełniliśmy swoje marzenia...
- Tylko nie mów, że ty też mnie pragnęłaś?... Takiego szczawia?! - byłem zdziwiony.
- Szczawiem byłeś za dzieciaka, ale teraz całkiem niezłe z ciebie ciacho...
- Ok, dzięki, kupiłaś mnie - zaśmiałem się - idź się wykąpać, ja skoczę po bułki, zjemy śniadanie... chyba
że jeszcze chcesz pokimać?
- Nie chcę... Rozkaz Wodzu – zasalutowała.
Przy tym ruchu kołdra opadła w dół odsłaniając jej cycki. Teatralnym gestem zakryła je dłońmi wydając
jednocześnie równie teatralnie przesadzony pisk.
- Aaaaa... - i nagle spoważniała - będę tu jeszcze mogła u ciebie posiedzieć?
- Jasne - moja odpowiedź była błyskawiczna.
- Nie chcę siedzieć sama w pustym mieszkaniu.
- Okej... Tylko, mam nadzieję, że wiemy co robimy.
- Aha, a nawet jeślibyśmy trochę się zapomnieli, to lepiej zgrzeszyć i żałować, niż...
- Żałować, że się nie zgrzeszyło - dokończyłem.

darjim

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i obyczajowe, użył 2985 słów i 15887 znaków. Tagi: #siostra #rodzina #delikatnie

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • eksperymentujacy

    Świetne !!!

  • darjim

    @eksperymentujacy dzięki. Już niedługo dalsza część tej historii.

  • Cichy20

    @darjim wobec tego czekam na kontynuacje

  • darjim

    @Cichy20 ukaże się jutro lub pojutrze.

  • Cichy20

    @darjim czekam

  • darjim

    @Cichy20, Jeżeli tak bardzo ci się spieszy do poznania dalszego ciągu, to znajdź to opowiadanie na moim blogu, którego adres znajduje się w moim profilu.

  • eksperymentujacy

    @darjim poczekam tutaj ;)

  • darjim

    @eksperymentujacy Bardzo się z tego cieszę i dziękuję 😃