Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Przebudzona - rozdział 2

Przebudzona - rozdział 2Rozdział 2
  
Robocze biura redakcji, która odpowiadała za wy-dawanie kilku poczytnych tytułów i milionowe nakłady, mieściły się na trzynastym, czternastym i piętnastym piętrze nowoczesnego biurowca w centrum. Piętro trzydzieste, najwyższe, zajmowała kadra managerów wyższego szczebla, dział PR i kierownictwo redakcji.
Sara siedziała właśnie przy biurku w swoim gabinecie. Przeglądała fotosy z sesji zdjęciowej do najnowsze-go numeru. Jako szefowa działu fashion, miała w obowiązku akceptować lub odrzucać to, co powinno trafić w gusta odbiorców. Albo, co było bardziej pożądane, te gusta kreować. Gabinet w narożnej części pięt-nastego piętra cieszył oczy panoramą miasta. Bezdusznej metropolii, nastawionej na ciągły pęd za zaspokajaniem sztucznie wykreowanych potrzeb. Te potrzeby właśnie Sara miała tworzyć. Poprzez modę, styl, szyk. To między innymi jej decyzje miały wpływ na to, który dom mody dostanie kontrakt na najbliższy sezon, a który pójdzie z torbami. To od niej zależało, jak wystrojone będą witryny eleganckich butików. Na co wydane zostaną cięż-ko zarobione pieniądze, by tylko pokazać się w czymś, co dziś ktoś uznał za modne.
Całą tę filozofię przerobiła już dawno. Znała odpowiedzialność, która na niej ciążyła, jednak nie przejmo-wała się nią zanadto. Przecież i tak musiała coś wybrać. Trend, kolory, fason. I gdyby ona tego nie zrobiła, na pewno góra znalazłaby kogoś, kto mógłby te decyzje podjąć za nią.
Odrzuciła plik zdjęć modeli w przeróżnych pozach i kostiumach. Spojrzała za okno. Wróciła myślą do po-rannego epizodu. Wstyd i zażenowanie minęło. Złość i zakłopotanie również. Nawet z przebraniem się nie było problemu. W gazecie, która steruje trendami mody, i ma własne studio fotograficzne, bez liku było ciuchów, kreacji, bluzek i garsonek. Garderoby aż pękały w szwach od najnowszych darów domów mody i projektantów, którzy zabijali się o to, by ich kreacje pojawiły się na rozkładówkach pisma. A ponieważ Sara nie odbiegała wy-miarami od figur modelek, łatwo wcisnęła się w opinającą oliwkową sukienkę w prążki.
Spojrzała ponownie na plik fotosów i westchnęła zniesmaczona.
Otworzyła firmowego CRM-a i rzuciła okiem w kalendarz redaktor naczelnej. Znalazła lukę i ustawiła spotkanie na trzynastą. Powinna wyrobić się w pół godziny, zanim jej szefowa uda się na lunch.
Usłyszała pukanie do drzwi. Weszła jej asystentka. Drobna, rudowłosa Angelika.
- Sara, miałam ci przypomnieć o tej sesji, którą robi-my do kalendarza – uśmiechnęła się tajemniczo. – Wiesz. Tej ze strażakami. Wpadniesz rzucić okiem na pracę fotografów?
Sara spojrzała na nią i od razu pojęła, co tak naprawdę powiedziała Angela. Uśmiechnęła się, lecz po sekundzie spoważniała i odpowiedziała profesjonalnym tonem:
- Oczywiście. Zaraz zejdę. Sprawdzę scenografię i ustawienia lamp.
Asystentka również pojęła prawdziwy sens wypowiedzi. Uśmiechnęła się porozumiewawczo i zamknęła za sobą drzwi.
Zapadła cisza. Sara starała się pozbierać myśli. Czuła się jak w kołowrotku. Jak w Dniu Świstaka. Osiągnęła najwyższą możliwą pozycję w dziale. Marzenie większości ambitnych korpo-szczurów. A mimo tego – czuła się pusta. Nijaka. To już kolejny miesiąc. Kolejne kółko w kalendarzu.
Pieprzona ambicja – pomyślała. – Wszystko przez nią!
Ale gdyby nie ona, gdyby nie to, że potrafiła zapieprzać jak mało kto, nie osiągnęłaby tej pozycji.
- Pieprzyć to – powiedziała do pustego gabinetu i wstała od biurka.
Udała się w kierunku holu. Czekając na windę, zastanawiała się, jak tym razem rozegrać rozmowę z szefową. Kładła na szalę nie tylko swoją karierę, ale i losy zawodowe swoich podwładnych, którzy na niej polegali.
  
Wiśniowe Maserati. Pisk opon. Sterczące od lodowego sorbetu sutki. Od sorbetu? A może… nie z tego powodu? I to magnetyzujące, lustrujące spojrzenie. Mężczyzny z innego świata. Z innej bajki.
  
Drzwi windy rozsunęły się. Od razu otoczył ją szał pracy. Asystenci, technicy i choreografowie krzątali się przy każdym z trzech planów zdjęciowych. Skierowała kroki w kierunku tego konkretnego. Nie musiała sprawdzać pozostałych. W zasadzie nie było potrzeby kontrolować żadnego. Redakcja zatrudniała wyłącznie fachowców, a lenie nie zagrzewali tu miejsca. Albo się zapierdalało, albo wylatywało.
Weszła na otwartą przestrzeń, zajmującą ćwierć trzynastego piętra. Open space przerobiony został na profesjonalne studio fotograficzne, po którym krzątali się pomocnicy, oświetleniowcy, technicy i wizażystki. A w samym centrum stał on – Piotrek. Jeden z najlepszych fotografów w kraju. To wokół niego, niczym ciała niebieskie obiegające Słońce, kręciło się całe życie studia. Był królem, władcą i bogiem sesji. Sara przyglądała się z dumą i uznaniem. Wszystko działało jak w szwajcarskim zegarku. Nawet jej obecność nie zakłóciła pracy. Czuła za to to trudne do opisania napięcie, które spinało cały zespół przed każdą ważną sesją zdjęciową.
Ta jeszcze się nie zaczęła. Sara dostrzegła asystentkę, która machała do niej z drugiej strony pomieszczenia. Z drzwi prowadzących do szatni.
A co mi tam… – pomyślała i udała się w tamtym kierunku. – Przecież mnie nie wywalą.
Z przyczyn czysto praktycznych szatnie damskie i męskie oddzielono od siebie. Ponieważ w takich sesjach nie uczestniczyli amatorzy, lecz zawodowi modele i modelki, to, co zamierzała zrobić Sara, nie powinno stanowić problemu. Jasne, do damskiej szatni męski członek ekipy miał zakaz wstępu podczas przygotowań, ale do męskiej? Zwłaszcza kobieta?
Przecież jej obowiązkiem było dopilnowanie, czy wszystko jest dopięte na ostatni guzik.
Nacisnęła klamkę i od razu poczuła atmosferę testosteronu, czystości, delikatnych perfum i narcyzmu.
Było dopięte. Zdecydowanie było dopięte.
Angelika zapiszczała cicho. Sara nie mogła pozwolić sobie na taki brak profesjonalizmu. Widok jednak wywarł na niej wcale nie mniejsze wrażenie. Całe pomieszczenie, niczym najlepsza paczka Oreo, wypełnione było ciachami. Umięśnione klatki piersiowe, kaloryfery na brzuchach, prężne łydki, wyrzeźbione bicepsy i naprężone pośladki. Niczym herosi, stali przed nią wysocy, zadbani, wymuskani – bożyszcza. Było ich sześciu. Zajęci przygotowaniami do sesji nie zawracali sobie głowy tym, że ktoś wszedł do szatni. Nie przejęli się kom-pletnie nawet tym, że połowa z nich była całkowicie naga.
Cholera – przeszło jej przez myśl. – Ale smakowite byczki.
Skarciła się natychmiast za to porównanie. Poczuła wyrzut sumienia.
Nie mogła jednak oderwać wzroku od wiszących członków. Chociaż sesja nie była rozbierana, widziała, że te okolice były zadbane nie mniej, niż pozostałe części tych doskonale spreparowanych męskich produktów.
Poczuła, że robi się jej mokro. Tyle razy fantazjowała o tym, że wchodzi do szatni pełnej takich właśnie rasowych samców. Rzeźbionych na boskich herosów mężczyzn. Kipiących od testosteronu i młodości. Wielokrotnie oczyma wyobraźni widziała siebie w scenie, kiedy to drzwi szatni zatrzaskują się, a ona prosi o pomoc przy ich otwarciu. Bezbronna, uwięziona dziewczyna w miejscu pełnym wygłodniałych samców. Napalonych, napędzanych pragnieniem mężczyzn. Wyobrażała sobie, że w zamian za ratunek zostaje zmuszona wpierw uiścić opłatę. Bez pytania o pozwolenie zostaje porwana przez umięśnione ramiona i zamknięta w klatce z męskich ciał. Czuje na sobie ich ręce. Jedne delikatne, inne stanowcze. Wędrujące dłonie głaszczą jej krągłości, nie pomijając szyi, bioder, wnętrza ud, piersi i krocza. Widziała to wie-le razy, jak któryś z nich chwyta ją za włosy, ściska w kucyk i sprowadza do parteru. A ona opada powoli na kolana, podziwiając wyrzeźbione mięśnie brzucha, umięśnione biodra i sterczące w jej stronę wielkie penisy. Na widok owiniętych grubymi żyłami członków ślina zaczynała napływać jej do ust. Chciała smakować. Wszystkich. Po kolei.
Wyobraźnia, która w tym miejscu rozgałęziała się na wiele scenariuszy, w tym konkretnym przypadku zmierzała do momentu, gdy wszyscy oni kończą na niej, a ona uradowana z doskonale opłaconej przysługi podnosi się, naznaczona obficie tym, czym mężczyzna może naznaczyć kobietę. Kobietę, która go podnieca.
Pomimo tego, iż na tym etapie fantazji gnębiły ją już wyrzuty sumienia, nie mogła powstrzymać napływających obrazów. Scen, które rozpalały jej podbrzusze, sprawiały, że jej cipka zaczynała reagować wilgocią, ochotą i pulsującym pragnieniem wypełnienia przez prawdziwego mężczyznę.
- Dzień dobry panowie – rzekła do towarzystwa, ale głos uwiązł jej w gardle. Odchrząknęła. – Czy potrzebujecie czegoś przed sesją?
Odwrócili się do niej i jak na zawołanie uśmiechnęli. Nie krępowali się tym, że są prawie lub całkowicie nadzy. To byli zawodowcy. Kochali swoje ciało. Uwielbia-li, gdy ktoś je podziwia. Nie czuli wstydu.
Podszedł do niej długowłosy brunet. Zatrzymał się na tyle blisko, by mogła dostrzec, jak jego wydepilowany członek lekko pulsuje.
Żartowniś – pomyślała Sara. – Chce w taki sposób zrobić na mnie wrażenie?
- Mamy już wszystko, czego potrzeba – odparł miękkim barytonem. – Doskonałe towarzystwo pań nam w zupełności wystarczy.
- Towarzystwo, które zaspokoi nasze potrzeby – odezwał się inny model. Krótko obcięty szatyn z modnie przyciętą brodą. – Prawda, panowie? Czy te piękne dziewczyny mogłyby dać nam to, czego tak bardzo potrzebujemy?
- Jasne, że tak – odparli chóralnie.
Sara wiedziała, że to tylko podchody i żarty, na które mogli sobie pozwolić. Taki rytuał. Świntuszenie w szatni pełnej gołych facetów i dwóch zgrabnych lasek to było coś, co nie mogło się nie wydarzyć. Na szczęście nie była feministką.
- Z chęcią zatem zaspokoję wszystkie wasze potrze-by, panowie – odparła kokieteryjnie, na co odpowiedziały jej oklaski i ciche gwizdy. – A te, które chciałabym zaspokoić, a nie mogę, z żalem pozostawiam waszej wyobraźni.
W szatni rozległ się gromki śmiech rozbawionego towarzystwa. Sara obrzuciła jeszcze raz ich smukłe sylwetki, umięśnione ciała i dorodne penisy, po czym z żalem wyszła na zewnątrz.
Angela stała czerwona, jak burak. Widać było, że odebrało jej mowę. W końcu wypaliła.
- Boże… Sara. Ja dziś, kurwa, nie zasnę – odezwała się w końcu głosem o dwa rejestry wyższym, niż normalnie. – Widziałaś te ciacha? Te… te… kutasy?
- Nie bądź wulgarna, Angela i zachowuj się profesjonalnie – upomniała ją przełożona.
- No, ale jak mogę to inaczej powiedzieć. To nie były zwykłe ciurki, lecz rasowe, tęgie pały – tłumaczyła się dziewczyna, ale po chwili się zreflektowała. – Ja przepraszam za te kutasy, szefowo…
- Za kutasy nie przepraszaj, lecz dziękuj, kobieto – Sara roześmiała się wesoło. – Takie jak te nie trafiają się często. Ale kurwami nie rzucaj, bo to grzech.
- Grzech. Kurwami. Racja.
W tym momencie drzwi szatni otworzyły się i wyszli z nich przyodziani w różne części garderoby modele. Obie oparły się o ścianę i stały w milczeniu. Ostatni z nich, ten, który odezwał się do Sary pierwszy, zamykał szpaler. Przechodząc obok niej niby niechcący podniósł dłoń i lekko musnął jej sterczący pod materiałem sukienki sutek. Zauważył jej podniecenie. Był świadom wrażenia, jakie wywarł on i cała reszta na tych dwóch kobietach. Sara spojrzała mu w oczy, lecz nie zdążyła się zdenerwować. Mężczyzna patrzył na nią tak, że aż zacisnęła uda. Po sekundzie wyminął kobiety i wszedł z resztą chłopaków na plan. Rozpoczęła się sesja.

* * *

Pełna wersja książki na mojej stronie: www.pauljsimmons.pl

Dodaj komentarz