Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Nocna maskarada

Kumpela wyciągnęła mnie tam podstępem. Mówiła, że to zwykły klub, gdzie można się napić drinka i posłuchać muzyki. Gówno prawda. Stanęłam przed ciężkimi, czarnymi drzwiami w kamienicy, której nawet nie znałam z mapy. Bramkarz nie pytał o dowód, tylko rzucił na blat ciężką, metalową maskę. Wenecka, czarna, z długim dziobem. W środku było duszno, waliło drogimi fajkami i tanim potem, mimo że klimat był niby ekskluzywny. Każdy miał na sobie maskę. Nikt nie wiedział, kto jest kim. O to właśnie chodziło.

Stoję przy barze, sączę jakiegoś drina i czuję na karku wzrok. Odwracam się, a tam koleś. Wysoki, w czarnym garniturze, śmierdzi cygarem i czymś drogim, drzewnym. Nie uśmiechał się, tylko patrzył prosto w moje oczy przez te wycięte dziury w masce. Podeszłam do niego, a on bez słowa złapał mnie za łokieć. Miał silne łapy, czułam to przez materiał sukienki. Pociągnął mnie w stronę bocznego korytarza. Nie stawiałam oporu. Chciałam wiedzieć, co będzie dalej.

Wszedł do małego pokoju na końcu korytarza. Zaryglował drzwi na zasuwę. W środku nie było prawie żadnego światła, tylko czerwona łuna z korytarza wpadała przez szparę. Facet nie czekał. Od razu wbił swoje dłonie w moje włosy i szarpnął głową do tyłu.

- Mówiłaś coś, czy tylko tak się gapisz jak idiotka - warknął. Głos miał niski, chropowaty, jakby wypalił całą paczkę przed chwilą.

Nie odpowiedziałam. Nie musiałam. Czułam, jak jego dłoń sunie po moich plecach, aż do zapięcia sukienki. Jednym ruchem rozdarł materiał na wysokości łopatek. Zadrżałam, ale nie z zimna. Byłam napalona jak suka. Wcisnął mnie w ścianę, a jego kolano bezceremonialnie rozsunęło moje nogi.

- Jesteś tu anonimowa, mała - szepnął mi prosto do ucha, a potem ugryzł w płatek. - Nikt nie wie, kim jesteś, więc przestań udawać grzeczną.

Wsunął dłoń między moje uda. Nie bawił się w podchody. Szukał od razu tego, co chciał, wpychając palce w moją cipkę bez żadnego przygotowania. Jęknęłam głośno, bo był brutalny. Czułam, jak moknę w sekundę. Próbowałam złapać oddech, ale on mnie docisnął mocniej do ściany, aż poczułam, jak tynk drapie mnie w plecy.

- Rozepnij spodnie - rozkazał.

Posłuchałam. Moje dłonie latały przy jego rozporku. Kiedy w końcu wyciągnął swojego kutasa, był twardy jak skała i gorący. Nie czekałam na zaproszenie. Wzięłam go do buzi, czując ten specyficzny smak potu i luksusowego tytoniu. On tylko postękiwał, wbijając mi palce w ramiona tak mocno, że pewnie zostaną sińce. Po chwili odepchnął mnie lekko, obrócił przodem do ściany i kazał oprzeć ręce o blat stolika.

Nie było żadnych pieszczot, żadnego całowania. Tylko brudny seks w ciemnym pokoju, gdzie liczyła się tylko fizyczność. Poczułam go za sobą. Nie pytał czy może. Po prostu we mnie wszedł, jednym, mocnym pchnięciem, które aż odebrało mi dech. Czułam, jak wypełnia mnie całkowicie. Każdy jego ruch był szybki, bezlitosny, bez grama litości. Uderzał we mnie z taką siłą, że czułam jak moje ciało obija się o ścianę.

- Powiedz, czyja jesteś - krzyknął, chwytając mnie za włosy i wyginając moje ciało do tyłu.

- Twoja - wydyszałam, ledwo łapiąc powietrze.

Czułam, jak jego ręce wędrują niżej, mocno ściskając moje pośladki, jakby chciał je zmiażdżyć. Było mi wszystko jedno. Chciałam tylko, żeby to trwało. Czułam, jak jego tempo rośnie, jak coraz szybciej wbija się w moją cipkę. Każde uderzenie było jak strzał. Moje ciało drżało, czułam zbliżający się orgazm, który rozlewał się w brzuchu jak gorąca lawa.

- Daj mi wszystko, co masz - mruknął mi do ucha, tuż przed finałem.

Pchnął jeszcze raz, tak głęboko, że poczułam to w samym środku. Zaczęłam krzyczeć, ale zdławił mój krzyk, zakrywając mi usta dłonią. Jego własny orgazm był gwałtowny, czułam jak krew pulsuje w jego kutasie, gdy wtryskiwał we mnie nasienie. Opadł na mnie całym ciężarem, ciężko dysząc.

Przez chwilę staliśmy tak w bezruchu, w kompletnej ciszy, słysząc tylko nasze przyspieszone oddechy. Nie zapytał o imię. Nie zapytał, czy chcę jeszcze. Po prostu wyciągnął się ze mnie, poprawił spodnie i wygładził marynarkę.

- Wyjdź pierwsza - rzucił, nie patrząc nawet w moją stronę.

Wyszłam z tego pokoju z rozmazanym makijażem i nogami jak z waty. Nie wiedziałam, kim był, ale miałam to gdzieś. Czułam się brudna i w pełni zaspokojona. Podeszłam do baru, zamówiłam kolejnego drinka i dopiero wtedy spojrzałam w lustro. Maska wciąż była na mojej twarzy. Zapytałam barmana, czy widział faceta w czarnym garniturze, ale tylko wzruszył ramionami. W tym klubie nikogo to nie obchodziło. Wyszłam na zewnątrz, w chłodne powietrze nocy, czując na skórze każdy ślad jego dłoni. Czy wrócę tu za tydzień, żeby znowu dać się tak potraktować komuś, kogo nawet nie znam?



Jeśli dotarłeś aż tutaj, to znaczy, że ta historia wciągnęła Cię tak samo jak jej bohaterów. Chcesz, żebym kontynuował tę lub inną serię? Zostaw wsparcie przez link w moim profilu! Ci, którzy wspierają, dają mi znać, że warto pisać dalej i mocniej.

Dodaj komentarz