Napad. Część pierwsza.

Napad. Część pierwsza.Bibliotekarka podeszła do mojego stolika, informując, że za kwadrans zamykają. Spojrzałam na zegar wiszący naprzeciwko i dopiero teraz dotarło do mnie, jak szybko minęło mi całe popołudnie. Pisanie pracy magisterskiej tak mnie pochłonęło, że zapomniałam o całym otaczającym mnie świecie.
Dziś napisałam ostatni rozdział i mogłam sobie pogratulować. Uwinęłam się z tym w kilka miesięcy, a temat wcale nie był łatwy.
     Spakowałam swoje rzeczy. Mój notebook zmieściłam do swojej torebki. Dobrze, że nie musiałam targać go jak inni w specjalnej torbie. Była to obecnie najcenniejsza rzecz, jaką miałam. Nie zdążyłam zrobić kopii mojej pracy, więc na nim była jedyna wersja, jaką posiadałam. Nawet nie chciałam myśleć co by było, gdybym ją straciła.
     Przed wyjściem zajrzałam jeszcze do toalety, by się trochę poprawić. Nie należę do dziewczyn, które mają fioła na punkcie wyglądu i spędzają w łazience po kilka godzin. Po prostu chciałam się trochę odświeżyć i poprawić włosy. Czasy, kiedy stroiłam się i dbałam o każdy detal mam już za sobą. Nie zmienia to faktu, że w lustrze zobaczyłam dobrze zbudowana szatynkę w cielistej sukience, z może ciut za dużym dekoltem. Odruchowo poprawiłam go, choć moje piersi cały czas były zakryte.
Była końcówka maja i sukienka była odpowiednim strojem na taką porę roku, zwłaszcza że były ogromne upały.
     Jadąc tramwajem zauważyłam na ulicy pewnego chłopaka. Serce zabiło mi mocniej. Miałam wrażenie, że to Patryk, mój podopieczny z ośrodka dla trudnej młodzieży. Przez chwile byłam nawet przekonana, o tym, że właśnie jego widzę, ale kiedy tramwaj podjechał bliżej i dokładniej się przyjrzałam okazało się, że to tylko ktoś łudząco podobny. Nie wiem czemu, ale na samą myśl, że to mógł być on poczułam jakąś dziwną ekscytację.
     To, co się wydarzyło z Patrykiem kilka miesięcy temu do dziś nie pozwala mi spokojnie myśleć. Na ostatnim roku resocjalizacji skierowano mnie do ośrodka. Byli tam głównie chłopcy przed osiemnastym rokiem życia z różnymi problemami. Na początku tylko słuchałam jak moja patronka prowadzi z nimi zajęcia i terapię. Po jakimś czasie ona się rozchorowała i w wyniku zmian w grafiku ja sama dostałam Patryka do prowadzenia.
     To był dobry chłopak, który miał po prostu pecha. Jego starszy brat siedział w więzieniu, matka była chora, a ojciec zmarł jak jeszcze Patryk był mały, prawie go nie pamiętał. Pomimo to dobrze się uczył. Nie mieli jednak pieniędzy i musiał zacząć kraść. Starał się zawsze by nie zrobić nikomu krzywdy. Zabierał jedzenie głównie z supermarketów i lekarstwa z aptek. Robił to dla matki, nie dla siebie. W końcu los się od niego odwrócił i złapano go.
     Gdyby chodziło o kogoś innego to pewnie skończyłoby się inaczej, ale Patryk z racji tego, że jego rodzina była uznawana za patologiczną został przez sąd rodzinny skierowany do ośrodka. Nie pasował tu. Bałam się, że to go bardziej zepsuje, niż z resocjalizuje. Nie radził sobie z tą sytuacją. Był gnębiony w ośrodku, poza tym bardzo martwił się o matkę.
     Poczułam z nim jakąś więź. Pomimo że był pięć lat młodszy ode mnie spodobał mi się. Jeśli chodzi o wygląd to po prostu był przystojny, a charakter miał niezwykły. Był bardzo inteligentny i dowcipny. To wszystko sprawiło, że popełniłam największy błąd, jaki mogłam popełnić, zakochałam się w nim.
Tamtego dnia stwierdziłam, że nie mogę już dłużej tego ukrywać. To było ciepłe lato. Wiedziałam, że mam zajęcia tylko z nim, więc ubrałam się trochę bardziej seksownie. Gdybym miała też zajęcia z innymi nie odważyłabym się na taki krok, bałabym się po prostu, że mnie zgwałcą. Z drugiej strony często zdarzało mi się kokietować, czy zachęcać do nauki podopiecznych tym, że w zamian rozpinałam jeden guzik więcej. To nieprofesjonalne, ale ja tam po prostu chciałam przetrwać.
     Zajęcia z Patrykiem od początku nie miały takiego przebiegu jak powinny. Zamiast realizować program, postanowiłam sobie ulżyć. Wyznałam mu swoje uczucie. Powiedziałam, że mam świadomość, że jest dużo młodszy i nie ma to dla mnie znaczenia. Potem podeszłam do niego, pokazałam mu trochę więcej niż powinnam i zaczęłam go całować. Gdy dziś o tym pomyślę, to trochę się wstydzę, ale wtedy kierowało mną coś innego niż zdrowy rozsadek.
     Miałam kilku chłopaków, ale tak jak Patryk nie całował żaden. Zrzuciłam wtedy z siebie bluzkę i w samym staniku położyłam się na stole. Patryk całował mnie namiętnie a ja odpływałam. Czułam się jak w niebie to był najlepszy seks w moim życiu. Wtedy do sali weszła moja patronka, która chciała zajrzeć i zapytać co u mnie, jak sobie radze. Wybrała najgorszy moment.
     Na początku myślała, że jestem gwałcona, ale kiedy wyjaśniłam, że to była moja inicjatywa zrozumiała mnie. Poprosiłam ją by Patryk nie miał z tego tytułu żadnych konsekwencji, a ja mogłam dokończyć praktyki. Zgodziła się, ale oznajmiła, że więcej nie zobaczę Patryka i mam o nim zapomnieć...
     Płakałam kilka dni. Często przychodziłam wieczorami pod ten ośrodek i wypatrywałam Patryka, kiedy chodził na wieczorny spacer. Samo patrzenie na niego sprawiało mi przyjemność i podniecało mnie....
Któregoś dnia już go nie było. Wyszedł. Odbył kare i powrócił do normalnego życia. Chciałam go odnaleźć, ale poległam. Nie mogłam o nim zapomnieć...

     Sama nie wiem, kiedy tramwaj stanął. Motornicza poinformowała mnie, że jest awaria i dalej nie pojedziemy. Na tyle orientowałam się w Krakowie, by wiedzieć, że mój akademik jest za sporym osiedlem i na skróty to będzie kilka minut drogi. Ruszyłam.
     Zaczynało się już ściemniać, było po dwudziestej. Idąc między blokami nagle zauważyłam grupkę mężczyzn na ławce. Przeszłam koło nich. Zdziwiło mnie, że nagle umilkli, kiedy przechodziłam. Zorientowałam się, że przecież wyglądam dość atrakcyjnie i pewnie to skupiło całą ich uwagę. Zaczęłam się nawet trochę bać, w końcu ich było kilku, a ja sama, w środku osiedla. Mój strach spotęgowało uczucie kroków, które nagle pojawiły się z tyłu. Odwróciłam się i zauważyłam dwóch wyrostków, którzy podążali za mną. Przyspieszyłam. Oni także.
     Do akademika było jeszcze kilkaset metrów, ale niedaleko był sklep, parking i tam na pewno byłabym bezpieczna. Postanowiłam przyspieszyć, by było szybciej. To ich sprowokowało.
Po kilku sekundach byli już przy mnie. Nie zdążyłam krzyknąć, gdy zastąpili mi drogę. Myślałam, że skończy się tylko na zaczepce, ale moje nadzieje prysły, kiedy zobaczyłam u jednego nóż.
- A teraz grzecznie i bez krzyków pójdziesz z nami — powiedział jeden z nich. Miał może z 15 lat.
Uznałam, że nie ma co się stawiać, to była istna szkoła życia. Wiedziałam jak postępować z takimi młodocianymi złodziejami. Nie wiedziałam tylko czego chcą. W grę mógł wchodzić rabunek lub gwałt.
Czułam jak krople potu spływają mi po szyi. Całe ciało miałam mokre ze strachu, ale miałam wrażenie, że jedna jego część jest mokra z innego powodu. Na myśl o tym, że za chwile tych dwóch kolesi może wsiąść mnie siłą zrobiło mi się mokro w majtkach. Szybko zmitygowałam się, że nie czas na takie myśli i fantazje.
- Dawaj wszystko, co masz! - powiedział ten, który trzymał nóż.
- Nie mam pieniędzy! - krzyknęłam do nich przerażona.
     Ten drugi podszedł do mnie i zdjął ze mnie torebkę, którą miałam przewieszoną przez ramię. Gdy tylko ja otworzyli ich oczy zapłonęły jak zapałki.
- No proszę jakie cacuszko — powiedział ten wyższy, który nie miał noża.
- Nie możecie mi go zabrać, tam mam pracę magisterską, nie mam kopii, nie możecie mi tego zrobić — mówiłam błagalnym tonem.
     Byłam przerażona. Dopiero teraz dotarło do mnie jak poważne skutki będzie niósł ten napad.
Błagałam kilka chwil, a im dłużej to robiłam, tym bardziej się śmiali i byli zadowoleni.
- Skoro to takie cenne dla ciebie, to będziesz musiała lalka to wykupić od nas — powiedział niższy, trzymający nóż.
- Nie mam tyle pieniędzy — powiedziałam z przerażeniem. To była prawda. Utrzymywałam się ze stypendium i tylko „jakoś” wiązałam zawsze koniec z końcem.
- No to zapomnij o komputerku — powiedział wyższy, chowając go pod bluzę.
- Zaczekaj! - powiedziałam. - Może dogadamy się jakoś inaczej?
     To było uwłaczające, ale nie miałam innego wyjścia. Nie mogłam tak po prostu pozwolić by zabrali mi kilka miesięcy mojej pracy. Nie miałam kasy, nawet jak pójdę na policję, to i tak ich nie znajdą. Musiałam to załatwić tu i teraz
- Uuuuuuuuuu rozległo się głośne buczenie ich obu. Wiedzieli co mam na myśli. Jeden z nich podszedł do mnie i położył rękę na mojej piersi. Wzdrygnęłam się, ale nie mogłam protestować.
- Dokładnie to miałam na myśli — powiedziałam zniżonym głosem. Wstydziłam się, ale musiałam zacisnąć zęby i to zrobić.
     Nie wiem dlaczego, ale złapałam się na tym, że myśl o seksie z dwoma kryminalistami podniecała mnie. Bałam się tylko, że to nie będzie zwykła przysługa na zasadzie, ja się im oddam, a oni dadzą mi laptopa. Bałam się, że zrobią mi krzywdę, zgwałcą mnie, okaleczą, a może i zabiją.
- No w sumie to możesz zapłacić inną walutą niż złote polskie- powiedział niższy, po czym roześmiał się na pół osiedla.
     Podszedł do mnie i położył łapska na moich pośladkach. Już miał włożyć język w moje usta, kiedy zza naszych pleców usłyszeliśmy krzyk.
- Zabieraj łapska gnoju!
     Po tych słowach oboje odsunęli się ode mnie jak rażeni piorunem. Nie wiedziałam co się dzieje. Sparaliżowało mnie. Tych emocji, jakie mną targały było za wiele. Najpierw strach, potem podniecenie, potem radość, że się z nimi dogadałam a teraz znów strach.
     Moi oprawcy nie byli w stanie wydobyć z siebie ani słowa. Ich miny z pewnych siebie i napalonych zmieniły się w potulne i przerażone.
- Oddawać! - powiedział mężczyzna, który wyszedł zza moich pleców. Nie widziałam jego twarzy. Odebrał od złodziei moją torebkę, laptopa i kazał im wypieprzać.
     Nie wiedziałam co się dzieje. Obaj uciekali gdzie pieprz rośnie.
Mężczyzna powoli odwrócił się do mnie. Nie wierzyłam w to, co widzę.
Moim wybawicielem okazał się Patryk!
     Zaniemówiłam. Myślałam, że mam jakieś omamy przez ten stres, ale to naprawdę był on. Spojrzał na mnie, miał takie ciepło w oczach. Był dokładnie tym chłopakiem, w którym się zakochałam!
- Nic ci nie zrobili? - zapytał.
- Nie - odpowiedziałam, wypuszczając sporą ilość powietrza.
- Jednak się spotkaliśmy — powiedział z uśmiechem.
- Nawet nie wiesz jak się ciesze. Dziękuje, że odzyskałeś mój komputer.
- Skąd wiesz, że ci go oddam? - zapytał w taki sposób, że sama nie wiedziałam co o tym myśleć.
- Mam nadzieje, nie wiem na pewno — wycedziłam trochę niepewnym tonem.
- Naprawdę chciałaś się im oddać za ten laptop? Musi tam być coś cennego.
Wyjaśniłam mu co się na nim znajduje. Chłopak pokiwał ze zrozumieniem.
- Oddasz mi go czy będę musiała go od ciebie wykupić jak od tamtych? - zapytałam zalotnie. Nie miałam pojęcia co odpowie, ale w głębi duszy liczyłam, że załapie aluzję.
- Może po prostu dokończymy to, co kiedyś zaczęliśmy i co nam przerwano?
- Jestem jak najbardziej za - powiedziałam z ulgą i zadowoleniem. Na to właśnie skrycie liczyłam.
Podał mi rękę i poszliśmy w stronę bloku.

3 komentarze

 
  • jarol

    ciekawe

  • andkor

    Jestem na tak. Bardzo fajnie to opisałeś. :chatownik:

  • MagdalenaW

    Fajne,jestem na tak  :kiss: